Ale głupie. 😵💫
Można wszystko nakleić na słupie.
Słup ma to w dupie.
Kto płaci, ten nakleja.
W słupie narodu klęska
albo narodu nadzieja.
Okaże się w Polski
dziejach.
Nie każdy słup klei równo.
Niektóre słupy kleją gówno.

Ale głupie. 😵💫
Można wszystko nakleić na słupie.
Słup ma to w dupie.
Kto płaci, ten nakleja.
W słupie narodu klęska
albo narodu nadzieja.
Okaże się w Polski
dziejach.
Nie każdy słup klei równo.
Niektóre słupy kleją gówno.

W Polsce o kobiecie „idealnej“ mówi się, że jest ona
jak córka, siostra, matka, żona i kochanka.
Oczywiście najlepiej w jednej osobie, idealna kobieta to taka, która łączy te cechy w jednej osobie, zapewne w zależności od wieku i sytuacji życiowej.
Mówi się o kobiecie, że jest zmienną, może w nastrojach, a może także w rolach, jakie odgrywa na codzień w życiu.

Kobieta, która potrafi lub chce odgrywać różne role, jest bardziej interesująca, nie jest nudna, zaskakuje, oczarowuje, matkuje, uwodzi, pomaga, kocha, rozbawi, zgani, wybacza, pociesza, itd.
W zależności od sytuacji.
Kobieta powinna być przyjacielem mężczyzny, a nie jego wrogiem.
Feminizm powinien się wyrażać w staraniach o równe prawa, ale także w miłości do mężczyzny, rozumieniu jego osobowości, w spieraniu go, a nie w dążeniu do przejęcia nad nim władzy i zrobienia go swoim niewolnikiem i pachołkiem do wszystkiego.
Jeśli kobieta kocha, rozumie, wie jak postępować, to mężczyzna sam będzie chciał poddać się jej osobie.
Może nie zawsze oficjalnie i publicznie. Oficjalnie czułby się głupio w oczach innych mężczyzn i kobiet.
Mądra kobieta wie, kiedy powinna stać obok męża, a kiedy pół kroku za nim.
W domu można trochę więcej się mądrzyć.
In Polen besuchen Kinder und Jugendliche öfter Theaterveranstaltungen mit der Klasse, als ich es am Beispiel meines Sohnes und seiner Klassen in Deutschland erlebt habe.
Ich war als Kind und Teenager auch schon im Theater, mit den Eltern oder mit der Schule.
In Polen (in der Stadt mit einem Theater) gehen Menschen ins Theater, so wie man ins Kino geht, es ist ein Teil der Freizeitgestaltung für alle.
Ich habe den Eindruck, dass es in Deutschland nur in gewissen Kreisen, oder in bestimmten Gruppen populär ist, öfter ins Theater zu gehen.
Ich finde, es wäre toll, wenn Schüler/innen der Grundschule mindestens einmal/zweimal gemeinsam ein Theaterstück im Theater sehen würden, Schüler/innen der weiterführenden Schule alle zwei, drei Jahre (?).
Theater ist darstellende Kunst, es lehrt zuzuhören, zu beobachten, nachzudenken, es begeistert durch die Inszenierung, Kostüme, Musik, Emotionen.
Es ist Kunstunterricht, Unterricht der Muttersprache, der Kultur, ein Bild des Lebens, es inspiriert die Phantasie.
Ich bin selbst mit meinem Sohn relativ oft ins Theater gegangen oder gefahren (in eine andere Stadt), seit er Teenager war. Als Kind (7) war er in Warschau im Theater, mit 11 Jahren war er privat mit einer Tante im Theater.
Viele seiner Freunde waren zu der Zeit (in seinem Alter) noch gar nicht im Theater. Einige waren wahrscheinlich bis heute nicht im Theater (22 Jahre alt), dafür aber schon in der Kneipe, im Fitnessraum, in der Disco, im Kino, im Ausland.
Sie wussten als Teenager noch nicht, was sie im Theater sehen und erleben konnten, hatten aber schon eine vorgefertigte Meinung: das muss langweilig oder zu anspruchsvoll sein.
Völlig falsch, wenn man die richtige Vorstellung wählt. Kinder müssen nicht in den „Faust“, junge Erwachsene ohne Kinder nicht ins „Rotkäppchen“.
Dadurch, dass mein Sohn seit seiner Kindheit und als Jugendlicher ca. jedes Jahr, oder mal alle 2 Jahre im Theater war (ca. 1-3 Mal im Jahr), hat er gemerkt, wie toll und interessant das Theater ist, wie schön das Erlebnis ist, ein tolles Stück zu sehen, ein Musikal (eine Oper) zu hören, Schauspieler auf der Bühne zu erleben. Ein Teil des Theatererlebnisses zu sein, mit anderen im Publikum.
Ich bin froh, er hat meine Liebe zum Theater geteilt und er ist bis heute, wie ich auch, am Theater sehr interessiert.
Manche Menschen denken, Theater ist etwas für Eingeweihte, für wenige Menschen, die davon Ahnung haben, manche haben Hemmungen, ins Theater zu gehen, weil sie es kaum oder nie getan haben.
Sie meinen, das ist nichts für mich, ohne jemals da gewesen zu sein.
Sie meinen, Theater? Das ist was für Lehrer, Ärzte, Künstler und Wissenschaftler vielleicht…
Eine solche Einstellung könnte man eventuell durch einen Theaterbesuch, seit der Schulzeit angefangen, ändern, da Jugendliche erleben könnten, dass Theater toll ist und bei einigen, Hemmungen vor dem Theaterbesuch abgebaut werden würden.
Im Theater ist der Zuschauer, viel mehr als im Kino oder vor dem Fernseher, ein Teil des Geschehens, da er live dabei ist.
Theater ist eine Bühne des Lebens, es „öffnet die Augen“, lehrt nachzudenken, Musik zu genießen, es versetzt in andere Welten, andere Zeiten und ist dennoch immer aktuell und universell in der Aussage.
Zuletzt ist das Theater auch ein Arbeitsort für viele engagierte Menschen mit verschiedenen großartigen Talenten aus vielen Berufsgruppen, die den Zuschauern ein tolles Erlebnis ermöglichen. Es ist sinnvoll, auch das wertzuschätzen und zu unterstützen.
Ich gehe bald wieder ins Theater! ❤️
Jeśli jesteś z mężczyzną i mówisz, że jest twoim facetem, mężem, mieszkacie razem, finanse macie wspólne, to jesteś jakby jego żoną, nawet bez formalnego ślubu.
Mówisz, że on potrzebuje od dłuższego czasu więcej intymnej erotyki, niż ty, bo ty nie masz ochoty, nie sprawia ci to przyjemności.
Odmawiasz mu często, coraz częściej, coraz dłużej nie macie intymnych kontaktów erotycznych, nie macie seksu, ale jesteście razem, śpicie obok siebie.
Myślę, że notorycznie i przez długi czas unikając seksu, jesteś na dobrej drodze, by zepsuć relację z twoim mężczyzną, mężem.
On potrzebuje erotyki i seksu, skoro daje ci to do zrozumienia, albo nawet prosi. On jest z tobą także dla seksu.
To dla niego to jest biologiczna potrzeba, to jest dla niego moment czułości i bliskości z tobą.
Odmawiając mu ciągle tygodniami, miesiącami, niszczysz jego męskość, jego zaufanie, jego miłość, ponieważ odrzucasz jego potrzebę, jego emocje, jakich mógłby doznawać z tobą w momentach intymnych. On się czuje przez ciebie notorycznie wykastrowany.
To tak, jakbyś ty lubiła sok lub dżem truskawkowy czy truskawki, a on by ci nigdy nie pozwalał nic z truskawkami jeść. Lub co innego (czekoladę).
Myślisz, seks nie jest ważny, nie jest najważniejszy.
Jeżeli oboje z partnerów tak czuje, to nie ma problemu.
Jeśli czuje tak tylko jedna osoba w parze, to może zaprowadzić do rozpadu takiego związku, chyba że jedna strona jest masochistą lub nie ma, czy nie widzi wyjścia z sytuacji.
Osoba wolna, której potrzeby nie są brane pod uwagę, są odrzucane, zacznie myśleć o tym, by poznać kogoś, kto te potrzeby zrozumie i będzie miał ochotę na erotykę, na seks, zacznie rozumieć, że jest odrzucany, że nie jest zrozumiany ani kochany.
Myślę, że obie strony muszą się wzajemnie rozumieć. Zdarza się, że ktoś chce naprawdę zbyt często… To zależy czasami też od wieku partnerów.
Ale przerwa w seksie powyżej kilku tygodni, czy kilku miesięcy we wspólnym łóżku, bez poważnej przyczyny (połóg, choroba, stres) to długo.
Dla wielu osób, myślę, że szczególnie dla wielu mężczyzn, seks jest niezbędny do normalnego życia, do zdrowego funkcjonowania. A potrzeba seksu jest, gdy mężczyzna jest blisko z kobietą, żoną.
Są wyjątki, są osoby o mniejszych albo większych potrzebach.
Można nie mieć ciągłej ochoty na seks, można czasami odmówić, kiedy czujesz się źle, jesteś chora / chory, kiedy masz zły nastrój.
Ale uważam, że około raz na tydzień jest możliwe, znaleźć moment na erotykę, na seks, lub oczywiście częściej. Chcę zwrócić uwagę na problem odmowy przez wiele miesięcy.
Seks to nie tylko stosunek płciowy.
Jeśli nie macie seksu miesiącami, a mieszkacie razem, jedna osoba ciągle odmawia, to źle wróżę takiej parze.
Czasami nie doceniamy partnera lub partnerki, myśląc, że on / ona i tak nie odejdzie, nie znajdzie nikogo innego. Takie myślenie często okazuje się błędem.
Czasami ten kto nie szuka, zostaje odnaleziony przez inną osobę, która poszukuje i może stać się spełnieniem potrzeb, pragnień, marzeń, które były odrzucane w związku, jaki nie dawał szczęścia, a tylko pewien komfort, że nie jest się całkiem samym.
Jeśli jesteś w związku, dobrze mieć zaufanie, empatię i zrozumienie dla partnera, partnerki i jej / jego potrzeb. Wzajemne zaufanie jest bardzo ważne. Poczucie wstydu czy zawstydzanie jest w łóżku niepożądane i nie fajne.
Można razem znaleźć wyjście z sytuacji, o ile jest jakiś problem, zapytać ginekologa, psychologa, seksuologa.
Można sięgnąć po gadżety erotyczne, by razem znaleźć sposób na udany seks i spełnienie potrzeb czy marzeń partnera / partnerki, o ile jest to dla obojga fajne lub chociaż do zaakceptowania.
Nic nie powinno być na siłę, ale jeśli ją / jego lubisz, czy kochasz, to bliskość jest rzeczą naturalną, łączącą dwie osoby, wzmacniającą związek.
Jan także w pewnym czasie przyjaźnił się z Aliną.
Była to przyjaźń dwojga dorosłych, wolnych ludzi, ale Alina miała syna, a Jan dzieci nie miał, ani żony do tamtej pory.
Dziecko Aliny było pewną niewygodą, ponieważ nie przepadało za Janem, a być może nawet z wzajemoscią. Nie wiem.
Siostra musiała jakoś zagospodarować czas dziecku i znaleźć dla niego opiekę, gdy sama wyruszała na wyjazdy zagraniczne z zamożnym Janem.
Jan stawiał czyli fundował. Wcześniej był przez czas jakiś po tej bardziej uprzywilejowanej i lepiej zaoptarzonej stronie PRL (przed 1989).
Czasami Tomek jechał na wczasy z Babcią Janeczką.
Kilka razy przyjeżdżał na 2 tygodnie do mnie do Niemiec, co mnie zresztą bardzo cieszyło. Raz nawet razem z Babcią.
Siostra była z Janem w Kenii, w Meksyku, w Chinach. (1994 – 1997?)
Przywoziła dużo filmów do wywołania za kilka groszy (tanio nie było). Cała rodzina mogła potem podziwiać jej fotografie i zachwycać się nimi. To dawało jej lepsze poczucie własnej narcystycznej wartości.
Rodziców, czy mnie fotografowała rzadziej, chyba kliszy i pieniędzy było szkoda na takie swojskie badziewie.
Jan po jakimś czasie chciał osobiście zostać ojcem swego dziecka. Aby zrealizować to przedsięwzięcie, potrzebował jednak kobiety, matki dla jego dziecka.
Zapytał podobno Alinę, czy nie chciałaby przejąć takiej funkcji. Miała ok. 40 lat i byłoby to chyba jeszcze możliwe.
Alina nie chciała. Na wycieczkę to owszem, by pojechała, ale drugi raz zostać matką, to już nie, szczególnie z jej chorobą (schizofrenia), co w sumie rozumiałam. Chorobę jednak przed Janem zataiła. Było to możliwe, bo przez wiele miesięcy wydawała się być nawet dość normalna, chociaż trudna z charakteru, aż do kolejnego nawrotu psychozy pod wpływem dużego stresu.
Ja radziłam jej, po prostu mu powiedzieć jak jest i niech sam zadecyduje.
Ona się obawiała, że on mógłby jej później może zabrać dziecko. Ale nigdy chyba z nim szczerze nie rozmawiała, tylko ja tego wysłuchiwałam.
Miałaby może męża, z forsą, rodzinę, zabezpieczenie, jej syn też.
Jan zakończył przyjaźń z Aliną i znalazł inną panią, chętną na rolę matki jego dziecka lub dzieci. Nie wiem, jak było dalej, wiem że jedno urodziła.
Raz po podróży Aliny i Jana (do Chin), powiedział on do mnie, że wyjazd z Aliną jest głównie po to, by się z nią ciągle kłócić. Byłam z siostrą wtedy raz u niego w pięknym nowoczenym mieszkaniu, chyba na Ursynowie.
😔😔

(nazwiska nie pamiętam)
Jeremi był najpierw znajomym, potem przyjacielem Aliny. Jego żona była jej znajomą. (Też czasami jeździła do Holandii.)
Jeremi miał żonę, nie mieli dzieci.
On nie chciał się rozstać z żoną, ale i Alina jakoś mu się podobała przez dobrych kilka lat, z doskoku na boku. 1991 – 1994?, potem chyba też).
Czasami mieli jakieś wspólne projekty plastyczne do wykonania w jego pracowni na Żoliborzu i jego żona w to wierzyła, lub chciała wierzyć.
Jeremi poza pracą odwiedzał Alinę u niej w domu, raczej po kryjomu.
Ja o tym wiedziałam, jego żona chyba mniej. Kilka razy go tam zastałam. Raz mnie poinformował, że uważa moją siostrę za bardzo inteligentną, to chyba nie znał zbyt wielu osób, lub sam był mniej inteligentny niż wyglądał.
Raz wpadł nawet, kiedy Alina leżała mocno chora w nawrocie stanu psychozy, lekarz psychiatra przepisał jej odpowiednie leki, a ja dbałam o nią oraz jej syna przez ok. 10 dni, mieszkając u niej, i pilnowałam, żeby te leki brała. Byłam z nią u lekarza psychiatry.
Jeremi pokazał się na 10 minut i udzielił mi dobrej rady, żeby nie dawać mojej siostrze tych leków!
Na to ja odparłam: to niech on się tu wprowadzi i opiekuje się nią i Tomkiem (lat ok. 8 czy 9) zamiast mnie.
Nie wyraził takiej chęci i podążył windą w dół w kierunku swej ślubnej żony, z którą wtedy, ani później rozstać się nie miał zamiaru.
No ale może teraz jest z moją siostrą? Nie wiem, ponieważ prawie nie utrzymujemy kontaktu.
To znaczy, ja czasami do niej wysyłam maila, pisałam na Facebooku, ale ona twardo milczy, chociaż jakby czyta, co piszę. Nie odpowiada mi, gdyż …. Nie wiem.
Ale to i lepiej.
Już zaczynają żółknąć liście,
przyjdzie jesień,
oczywiście!
Krok po kroku
zmienia widok po widoku.
I różne odcienie zieleni
na inne kolory zamieni.
A gdy przyjdzie mroźna zima,
patrzysz w koło –
listków ni ma!
A po zimie przyjdzie wiosna,
buzia robi się radosna!
Bo znów wszystkie gałązeczki,
wypuszczają swe listeczki.
Zieleń świeża, zieleń młoda,
wiosny piękna jest uroda.
A po wiośnie przyjdzie lato,
pokryje ziemię sałatą,
warzywami, owocami,
przepysznymi kolorami!
Gdy patrzę w telewizor,
to myślę:
„Ja pierdole!“
Powstańcy oraz politycy
chcą nas dziś
znowu
wyprowadzić w pole!
Mówią,
że dziś ołówkiem dla nas jest, czym dla nich był karabin.
Mówią, że dla uchodźców należy przy zaporze naustawiać drabin!
Niektórzy twierdzą,
że wszystkich chętnych
należy wpuścić
do Polski z Białorusi,
a zwłaszcza młodych mężczyzn, których
zasiłek w Niemczech
bardzo kusi.
xxxx
Taka zasrana maskarada
w ogóle mi nie odpowiada,
a przyzwoitość tylko w jednej
stacji jest na usługach demokracji.
I tylko w owej stacji
przyzwoitość,
ma wzbudzać w widzach
zachwyt, miłość, litość.
W stacji tej występują
bohaterowie,
których nazwiska mamy
już od dawna w głowie.
l nam tłumaczą w każdym słowie,
czym demokracja być powinna.
Patrząc na Polskę, mówią:
Polska powinna być inna!
W tej Polsce źle się dzieje
i tylko nasza stacja niesie
Polakom dziś nadzieję!
Na tę prawdziwą Polskę i na przyzwoitość.
Głosujcie ludzie…
Miejcie dla przyzwoitości litość!
Głosujcie dziś na
„rock and roll“!
A ty się Panie Boże
od-pier-doll.
My ułożymy wam modlitwę
do Opsiakowej i Opsiaka.
Nie będzie ona byle jaka.
Dlatego módlcie ludzie się
do rock and rolla!
Czy dola wasza, czy niedola.
Bo taka rock and rolla wola.
Oraz jedynej wolnej telewizji,
o jednej słusznej Polski
(zza oceanu) wizji.
Za oceanem lepiej wiedzą,
co polskie dzieci kupią, obejrzą albo zjedzą!
A jak ktoś nie wie,
to w wolnych słowach i
w wolności słowa
nam powiedzą!
Kiedyś doktorant, dzisiaj profesor fizyki.
Widziały gały, co brały.
Ożenił się z moją siostrą, kiedy oboje mieli 28 lat (w roku 1981 lub 1982), znali się od liceum.
Dziećmi więc już raczej nie byli.
Ja miałam wtedy lat 15.
W czasie ich małżeństwa okazało się, że siostra nie jest idealną żoną (wyjechała do Holandii, zdradziła go), do tego choruje psychicznie. Nie było w tym jego winy, ale o tym wiedział. W małżeństwie obojgu nie było dobrze, były kłótnie.
Alina żaliła się, że Piotr często przebywa u własnej siostry i jej synka, którego sama wychowywała, albo u swoich rodziców, a nią się nie interesuje tyle, ile ona by tego oczekiwała od męża 😨, marudziła, że nosi nie ładną czapkę 😬 (Holender był pieknie ubrany, tylko ją wpędził w psychozę) czy niemodną kurtkę 😴, tego to raczej się czepiała, albo że nie trzyma jej na spacerze za rękę (28, 29 lat…🙄). Kroił pomidory nie tym nożem 😵, co należałoby, a w pokoju chciał ustawić co innego niż ona chciała 😱. To przelało po obu stronach czarę goryczy.
Mimo różnych konfliktów, zdecydowali się oboje, nie przypadkiem, na spłodzenie dziecka. (To wiem od siostry. Może to jej wersja.) Starali się o dziecko ok. roku, pamiętam, że siostra donosiła mi o swoim rozczarowaniu, że jeszcze się nie udało. Jej mąż raczej wiedział, co robi w małżeńskim łożu.
Oboje mieli już 31 lat, gdy urodził się ich syn.
W małżeństwie nadal nie układało się dobrze, oboje niedojrzali, egoistyczni, narcystyczni, Alina schizofreniczka, wiecznie niezadowolona. On beztroski, zajęty prawami fizyki.
Kłócili się o byle co. Siostra mi opowiadała, Piotr przebąkiwał (?), albo byłam świadkiem. ONA SIĘ Z KAŻDYM ZAWSZE KŁÓCI.
Kiedy ich synek miał ok. 2 lat, szwagier porzucił swą małżonkę razem z dzieckiem. (Odwiedzał synka kilka razy w miesiącu.) Postanowił się rozwieść. Siostra najpierw nie starała się zrobić wszystkiego, by ratować to małżeństwo, np. przeprowadzić się do Mińska, pod Warszawę. Piotr podobno to proponował. Ich wspólne mieszkanie na Żoliborzu było bardziej jej niż jego, na jej książeczkę mieszkaniową, wybłagane przez naszą mamę jakimś cudem w spółdzielni w roku 1982 (?), chyba dlatego, że na ostatnim piętrze aż tylu znajomych prezesa chętnych nie było.
W Mińsku mieszkać nie chciała, Piotr odziedziczył tam dom po dziadku. A Piotr być może nie czuł się dobrze w mieszkaniu „bardziej żony“, która chciała o wszystkim sama decydować (zawsze).
Alina w związku z rozwodem znowu zachorowała psychicznie, mocniej niż za pierwszym razem, podjęła próbę samobójstwa. Trafiła na 2 tygodnie do szpitala dla osób psychicznie chorych. Raz ją tam odwiedziłam z mamą.
Piotr miał to w nosie i znalazł, może już wcześniej, inną kandydatkę na żonę, a potem na drugie dziecko. A może najpierw na drugie dziecko, dlatego na żonę, nie wiem.
Dzisiaj myślę, że facet, który świadomie zdecydował się na dziecko z osobą z zaburzeniami psychicznymi, powinien odchować najpierw pierwsze dziecko, przynajmniej do 12/14 roku życia.
Naszej rodzinie było bardzo trudno pomagać niemal codziennie siostrze, chorującej co kilka miesięcy/lat, opiekować się nią i jej synem. Czuła się gorzej (lęki, psychoza) przy utracie / zmianie pracy, wizji zakończenia romansu (z żonatym Jeremim), w sytuacjach stresowych.
Rodzice pomagali także sporo finansowo, ja tylko trochę (prezenty dla siostrzeńca). Rodzice wykupili Alinie mieszkanie na własność.
Ja i rodzice byliśmy u Aliny co kilka dni, a gdy trafiła do szpitala na 2 tygodnie, Tomek (lat 2) był pod moją i dziadków opieką. Zauważyłam, że bardzo przeżywał rozstanie z mamą, przestał mówić. Jakby cofnął się trochę w zdrowym rozwoju emocjonalnym.
Ani ojca, ani mamy przez ok. 2 tygodnie.
Rodzice Piotra w ogóle nie interesowali się Tomkiem, (także nie finansowo), bo nie lubili/nie znosili Aliny. Mieli powody. Raz do roku, lub rzadziej, widzieli wnuka, może przez kilka godzin. Dziecko przecież niczym nie zawiniło.
Tomek czasami i chyba niezbyt chętnie bywał u ojca i jego nowej rodziny, tak słyszałam, kiedy miał ok. 10 – 12 lat. Ale to z opowiadań siostry. Może było inaczej. Tomek nie mógł przy matce powiedzieć nic innego, bo była chorobliwie zazdrosna. Puszczała Tomka do mnie na 2 tygodnie w czasie wakacji, tylko dlatego, że jeździła z przyjacielem na urlop za granicę (do Kenii, do Meksyku, do Chin). Syna (lat 11 – 13) wtedy jakoś ze sobą brać nie chciała.

Człowiek sukcesu?
Mogę podsumować dzisiaj: gnojek – nie doktorant, gnojek – nie profesor fizyki
Piotr Dłużewski z Warszawy,
ojciec Tomka.

Syn mojej siostry musiał być ratowany w szpitalu, ponieważ mając ok. 4 lat nałykał się jakichś (być może jej) tabletek, pod jej opieką. Ja byłam w Niemczech, moi rodzice chcieli to najpierw przede mną ukryć. Jakoś się wydało. Nie wiem, czy Piotr o tym w ogóle wie i czy Tomasz wie.
Rodzice starali się robić wszystko, by nie zabrano Alinie prawa do opieki nad synem. To by ją zabiło. Piotr zresztą wcale o opiekę się nie starał. Więc co by się stało z dzieckiem?
Jak można zdecydować się na dziecko z chorą psychicznie, porzucić ją z małym dzieckiem i mieć w nosie, jakie obowiązki będą musieli przejąć dziadkowie i młodsza o 13 lat siostra byłej żony, która miała własne życie i nie łatwe studia. Czasy były ogólnie nie łatwe ( rok urodzenia Tomka: 1984).
Z punktu widzenia Piotra, to go rozumiem. On był świetnie zapowiadającym się naukowcem, fizykiem, który został profesorem.
Nie mógł być z żoną = problemem i stresem, osobą czasami nie poczytalną, ciągle robiącą awantury i wymówki.
Rodzice i ja (mniej) przejęliśmy obowiązki nie tylko opieki nad siostrą (co kilka miesięcy/lat bardzo intensywnie), ale też nad jej dzieckiem co kilka dni. To ja i mama stałyśmy kilka razy w kolejce po Bobofrut, jedyny soczek. Sprzedawali po jednym. Spacery, urlop, zabawy klockami, rodzice, ja, mój narzeczony Witek, później wakacje w Niemczech po 1994 roku, kilka razy.
Kiedy leżała ok. min. tydzień w łóżku i spała (po lekach) 24/24 ja obsługiwałam ją i jej dziecko. Ona rodziców nie znosiła. Tylko mi ufała, gdy chorowała. A i Tomek (lat 9?) wolał mnie od babci w domu. (Babcia chyba też.) Tomek pytał, co jest mamie, dlaczego cały czas śpi? Co miałam powiedzieć?
Jak siostra wracała do „normy“, mówiła mi, że mnie o nic nie prosiła. Kiedy chorowała miała psychozę, zachowywała się bardzo niezdrowo i mówiła rzeczy bardzo dziwne. Wytrzymać to, trzeba było mieć nerwy i cierpliwość. Ja miałam ok 17, 20 – 27 lat, kiedy musiałam to znosić, co jakiś czas, później rzadziej. NIE BYŁAM NA TO PRZYGOTOWYWANA. Sama miałam własne problemy.
Moja siostra uważała chyba, że to normalne, albo że to nasz obowiązek, pomagać jej i jej dziecku. Robiliśmy to dla Tomka, z miłości do tego dziecka i z miłosierdzia dla niej. Ona była zawsze trudna do wytrzymania pow. 5 minut sam na sam. Przy innych udawała bardziej normalną. Podobnie do ojca. (Dr. Jekyll und Mr. Hyde 1931 ‧ Horror/Sci-Fi)
Jak można zostawić syna z psychicznie chorą matką?
Odejść sobie i założyć inną rodzinę.
Kiedyś rozumiałam, że trudno mu było wytrzymać z Aliną, każdemu było trudno! A co dopiero jej dziecku z nią sam na sam!?
Ale dopiero, kiedy sama zostałam samotną matką, zrozumiałam, jak podle zachował się Piotr wobec własnego dziecka (!!) i jego chorej matki oraz jej rodziców i siostry.
Wszyscy byliśmy dla niego grzeczni, uprzejmi, żeby nie zerwał całkiem kontaktu z Tomkiem. Dla dobra dziecka był przez nas traktowany jak „dobry były mąż“ i nie taki zły ojciec, bo przecież płaci jakieś alimenty (groszowe) i odwiedza (kilka razy na miesiąc?).
Ja, rzadko, dzwoniłam do niego do domu, raz czy dwa razy do roku może (nie chciałam się narzucać) i mówiłam mu, gdy coś mnie bardzo zaniepokoiło. Ten facet zdawał się niczego nie rozumieć. Bagatelizował, zdawkowo i grzecznie zmywał mnie i problem, który wg niego nie był problemem.
Fizyka to nie psychologia…, to nie wiedza o rodzinie…
Umierającego Wiktora odwiedził razem z Tomkiem w hospicjum.
Janki, która opiekowała się latami, zamiast niego jego synem, nie odwiedził po śmierci Wiktora. Nie przyszedł na jej pogrzeb.
Ja nigdy nie usłyszałam od niego słowa „dziękuję“, myślę, że moi rodzice też nie.
Piotra ojciec: profesor, mama i siostra: lekarki. Druga żona też fizyk. Sami ludzie na „wysokim poziomie“.
Nie rozumiem, jak można ułożyć sobie życie kosztem innych ludzi, innego dziecka, innych dzieci (małoletnich). Uważać, że to w porządku być nową żoną kogoś, kto olał swoje obowiązki wobec pierwszego dziecka i olał odpowiedzialność za nie i jego chorą psychicznie matkę.
Alina i Piotr uważali chyba moich rodziców i mnie za służbę do wykonywania zadań.
Alina była zawsze niezadowolona, a Piotr bezmyślnie uśmiechnięty (jak na zdjęciu).
Kiedy Tomek miał ok. 11, 12 lat byłabym gotowa przejąć opiekę nad nim w Niemczech, ale ani mój dużo starszy mąż, ani siostra, ani Piotr (jemu byłoby chyba wszystko jedno) by się pewnie nie zgodzili, ja nie miałam żadnych praw do siostrzeńca. On miał matkę i ojca.
Byłam przerażona i smutna, kiedy ok. 12 letni chłopiec mówił, że on kiedyś matkę zabije. W rozmowie telefonicznej z jego ojcem, Piotrem, usłyszałam od niego, że od miłości jest tylko krok do nienawiści. Fizyk. Najwyraźniej problemu nie widział.
…..
Moi rodzice oraz ja pomagaliśmy Alinie za darmo i chętnie, jak rodzina.
Jako samotna matka nie miała nigdy opiekunki do dziecka. Dziś myślę, jakim cudem? Miała mnie i rodziców.
Ja wydawałam na opiekunki, na pomoc średnio min. 100 € miesięcznie od urodzenia syna do ok. 8 roku jego życia.
Ani siostra, ani Tomek nigdy nie pomogli.
