Właśnie oglądam western amerykański, naukowo przyrodniczy horror: Lessie na stepach.
W poprzednim odcinku Lessie zauważyła gniazdko zajęcy, granych przez króliki, które dostały w Holiłood te role na podstawie sfałszowanych dokumentow wjazdowych do USA poprzez Meksyk.
W pobliżu granicy wybudowały sobie małą norkę, zagrożoną napływem cywilizacji pod postacią buldożerów – ktore – gdyby nie śmiała i godna podziwu interwencja Lessie, zostałaby zrównana z ziemią lub puszczona z dymem.
Lessie pogoniła mieszkańców norki – zajączki, grane przez króliki – aby uniknęły grillowania żywcem.
No cóż, widać ciężki los zająca na stepie amerykańskim, dym mu w oczy i uciekł! Odważna Lessie zauważyła brak maleństwa i podążyła mu na ratunek. Pierwszą dzielną walkę o jego życie stoczyła z orłem czy sokołem, który na królika miał apetyt. Królik nie pojął chyba, o co chodzi, bo udał się podczas tej walki prosto w szpony kota pustynnego, czyli pumy chyba..?
Kot pustynny miał ochotę na maleństwo królika jako zagrychę czyli aperitif. Dzielna Lessie uratowała jednak życie zajączkowi, płynąc żabką przez sadzawkę.
Swoją drogą pies Lessie oraz króliczek powinni otrzymać Oskara za role pierwszoplanowe w tym horrorze naukowo przyrodniczym o życiu zwierząt i ludzi na stepach Ameryki Północnej w środku lata. No ale może tam zawsze jest taka pora roku.
W następnym odcinku na dwóch dzielnych myśliwych napadł na stepach USA misiu! Cdn.