Gedichte, wiersze 4

http://joannakrupinska.blog.pl/wiersze-2017/

http://joannakrupinska.blog.pl/2017/02/11/niektore-wiersze-rok-2010/

die Freiheit
finde ich in Worten
schwarz auf weiß
und auf Papier
ein schwarzes Schaf
ein weißer Rabe
sie wohnen hier
sie lassen sich
nicht in den Käfig
des Durchschnitts
einzupferchen
sie sind
die Herrin und der Herr
und nicht das Frauchen
nicht das Herrchen

sehnsucht

die sehnsucht
hat die farbe des himmels
und die der blätter am baum
sie ist nass wie die tränen
und wie das meer in meinem traum
die sehnsucht
duftet nach rosen
die ich nie von ihm bekam
sie ist treu und blieb immer
wenn ich abschied nahm

ich fühle einfach vor mich hin
mit sinn und häufig ohne sinn
ich fühle einfach viel zu viel
ob ich es will oder nicht will
ich fühle so verschwenderisch
so furchtbar närrisch

Poezja wola do nas
Nie tylko swoim glosem
Spiewa piosenki
Pisze wiersze
Uzala sie nad losem
Poezja
Placze cicho
Nie tylko swymi lzami
Wspolczuje
Kocha
Teskni
Rodzi sie
I umiera
Z nami

————

ludzie
bez i o kulach
pedza
na wozkach zasuwaja
bogactwo
leb leb z nedza
lezac
sie przescigaja
w jednym kierunku
wszyscy
po drodze
dzieci plodza
kochaja sie
i kloca
czasami sie pogodza
ludzie
jak na wyscigi
do wyjscia wciaz sie pchaja
a komu sie nie spieszy
to go stad
wywalaja

—————-

ruchome piaski
pustyni
wszystkie ziarna
drogocenne kamienie
pustynia mowi
wyjdz za mnie
ja sie z toba ozenie
na tych piaskach
zbudujemy palace
posadzimy ogrody
bedziesz miala
nazwisko i slawe
nigdy nie wyjdziesz
z mody

na tych piaskach
wyrosna nam
zlote palmy, kokosy
a ty bedziesz je lzami rosic
zamiast deszczu i rosy
ty je bedziesz oswietlac
zamiast ksiezyca i slonca
bedziesz ogniem
ktory zamarzl do konca

—————-

przez labirynt szlam do niego
wciaz pytajac go o droge
przez labirynt szlam samotnie
i plakalam: dojsc nie moge!
na pustynie doszlam wreszcie
idac dlugo w samotnosci

na pustyni mej bezludnej
nie przyjmuje wiecej gosci

—————–

los rzucic moze nas
gdzie zechce
palac, wiezienie,
pustynia gobi

los nas nie pyta
co nam sie podoba
los swoje robi

i najwazniejsze
zeby zostac soba

zdobic sie toba
byc twoja ozdoba
byc twoja tarcza
gdy cie bronic trzeba
i towarzyszem
na drodze
do nieba

—————-

mala ania i agnieszka
zadna tutaj juz nie mieszka
zakochaly sie w kims takim
byle jakim
jedna jeszcze nie wiedziala
druga wiersze mu pisala
a w niebie sie dowiedziala
ze to wszystko byla CHALA
na co ona tak czekala
o czym ona tak spiewala
co ze soba hen zabrala

dzis oddala

——————-

wiosna lato jesien zima
nic sie w ogole nie zaczyna
lato jesien zima wiosna
mina smutna nie radosna
jesien zima wiosna lato
ona ciagle czeka na to
zima wiosna lato jesien
moze milosc jej przyniesie

——————

agnieszka gdyby mogla
to by napisala piosenke
dla pewnego kurdupla
michala
piosenke co rozbrzmiewa w polsce
co niedziela
karuzela, karuzela.. .
dla michala i hitlera
karuzela
niespelnionych marzen
i straconych na mazurach wrazen
karuzela dla uczuciowego tchorza
karuzela kolaca jak roza
i plonaca
jak stosy zlych mysli
tej dziewczyny z tej ulicy wisni
i dziewczynki tej
co dla niej jeden czlowiek
sie okazal nikim
i ktorego nikt nie zechce
spotkac pod jacka pomnikiem
a ania patrzy z gory
i nie wierzy
ze duchem do tej samej
krwi nalezy …

ryba

nie wiem
jak ja zlowic
rzucam przynete na wode
ryba krazy w oddali
mialaby ochote
przyglada sie i mysli
to bedzie moj koniec
i odplywa zglodniala

a przeciez by chciala…

warten
auf das vergangensein,
manchmal zusammen,
meistens allein…
mal oben, mal unten,
mal daneben…
warten wir
auf die erfüllung
und auf das ende
des traumes
eben…

hände

halten warm
und fest
streicheln
schlagen
schreiben
drücken

hände

für meine Liebe musst du zahlen
denn ich verschwendete sie jahrelang
ich war der Kelch
aus dem der Tod den Lebenssaft
genüsslich trank
ich wachte auf und nicht zu spät
um noch zu überleben
für meine Liebe musst du zahlen
sonst kann ich dir nichts mehr geben

Ja jestem. Istnieję.
Kręcę się w koło,
żeby Ci było wesoło.
Po drodze
płodzę, umieram,
rodzę…
Jestem.
Zachodzę gdy dnieję.
Ja jestem. Istnieję.
Taki los.
Fortuna, cios.

jestem bardzo miłą
dziewczynką
tak miłą
że przy obcych nie używam
brzydkich wyrazów
nie mówię na głos:
KURWA, ani WYPIERDALAJ
uprzejmie proszę i dziękuję
pani oraz panu
CHUJ, PIZDA i SKURWYSYN
nie wymkną mi się do nikogo
przypadkiem
tylko z zamierzonym zamiarem
albo po cichu w samotności
i przy najbliższych
o dziwo

język polski ma wiele wymiarów

Kowalski
postanowił zostać
poetą
zdecydował się przeto
napisać wiersz
o wyższości płatków róży
nad gównem w kałuży
zaczął więc wiersz od tego
że róża jest koloru różowego
i że ma płatki
tak cudne
jak jej całe kwiatki
i listki zielone
i kolce kłujące
a gówno jest brązowe
i śmierdzące

poetą byłby
Kowalski
o innym nazwisku
a tak może dostać za swój
wierszyk
najwyżej po pysku

krokodyle
nie uśmiechają się
do zdjęcia
taplają się w wodzie
bez sensu
z braku lepszego zajęcia
od kilku milionów lat
i mają w nosie
że świat
zmienił się
i niedługo
będą oglądać się
tylko w ZOO

Mam gówniane myśli
i mało za nie płacą.
Niektórzy życiem.
Inni niosą święconki.
Do świątyni.
Tylko osiołka opylę
lub zamienię na baranka.
A z czego żyć?
Annorexja.

mama Woyzeck
w dzisiejszych czasach
bierze udział w badań rynkowych
o ile nie brała w nich udziału
w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy

Woyzeck
może wyrazić swą opinię
o wybielaczach do tkanin kolorowych
oraz na temat kawy rozpuszczalnej
o ile taką kupuje i pije

ważna jest jej opinia
na temat
odświeżaczy powietrza
pod warunkiem,
że jest mamą dziecka do lat osiemnastu
albo jeśli kupuje chipsy
a ma latorośl od lat sześciu do czternastu

mama od chipsów
na badaniach
nie mogła być minimum dwa lata
w takim wypadku na sesję może udać się
Woyzeck tata
o ile posiada telefon komórkowy
na abonament w Erze

może dorobić sobie do pensji
badawczą rozmową rynkową
w miłej atmosferze

am Rhein
die Nacht in Flammen
das Ufer voller Funken
am Rhein
Familien
Kinder
Frauen
Männer
Wohltäter und Halunken
alle bezaubert
durch das Flimmern
der bunten Bilder
gemalt von tausend Sternen
der Rhein in Flammen
Menschen staunen
in dieser einen Nacht
Schüsse
kein Krieg
Musik
ein Feuerwerk
und jeder lacht

roznosi mnie niewiedza
o rzeczach
które robię i nazywam
nie mam pojęcia,
kto mówił tak samo
2000 lat temu
ja mówię po mojemu
nie wiem kto to wymyślił
już dawno przede mną
ja sama na to wpadłam
urodziłam się za późno
jak udowodnić
że moje wynalazki
stały się ofiarą plagiatu
sprzed tysięcy lat
a dziś są prymitywne
jak rysunki na ścianach jaskiń
które kiedyś były genialne
każdy z nas byłby kiedyś
w jakimś czasie
geniuszem
dziś jesteśmy wszyscy
jego potomkami

siostra

kiedy leżała chora
wiozłam ją do lekarza
siedziałam przy niej
i jej dziecku
tygodniami

kiedy ja
potrzebuję pomocy
ona pyta o lepszą pracę
dla siebie

mam jej załatwić
jak będę z wpływowym facetem
chociaż nie powinnam
się w to pakować
bo to głupia historia…
ale o pracę poprosi

na razie nie obchodzi jej
jak sobie poradzę
sama
bez pracy
z chorym dzieckiem
i staruszką mamą

ona jest na urlopie
i nie może nic
dla mnie zrobić

jak zwykle

skazani na szaleństwo
Boga wybrańcy
odmieńcy
potępieńcy
Boga
pomazańcy
czarne owce
kamienie
potopy
huragany
płomienie
Boga dzieci
szalone
dusz cienie

Todessehnsucht.
Oder die Sehnsucht nach dem Tod.
Lebensmüde.
Habe ich einen Grund?
Unter den Füßen?
Nein, ich liege.
Also habe ich keinen Grund unter den Füßen.
Grundlos, bodenlos, am Boden zerstört.
Ich kann ohne Grund nicht aufstehen.
Ohne aufzustehen habe ich keinen Grund.
Ich liege.
Ich störe keinen. Außer meiner selbst.
Aber ich habe einen Sohn.
Also muss ich aufstehen.
Also muss ich weitergehen.
Also los.
Was für ein Los.

Wenn eine junge Frau
mal alt wird,
findet sie sich selbst nicht mehr.
Obwohl sie
in der eigenen Haut
noch steckt,
hasst sie die Haut
stets immer mehr.
Obwohl sie denkt und fühlt
wie damals,
erträgt sie ihren Körper nicht.
Auch Schminke
und gefärbte Haare
täuschen andere
und sie nicht.

war der mensch heilig?
er hatte ein herz
er hatte verstand
und verstand scherz
er hatte es eilig
die menschen zu lieben
er besuchte die armen
er ging zu den dieben
er belehrte die reichen
und die klugen
und stellte die weichen
fuer
die neue welt
für
die liebe ohne grenzen

er war ein held

więc okazuje się
że nie umiem pisać
a słowa jak deszcz z nieba
leją się ze mnie
na białą pustą stronę

powinnam zacząć
od innych tematów
ale tematy cisną się
do głowy same
często nieproszone

i żeby ich nie nosić
w myślach
i żeby od nich mi
nie pękła głowa

piszę sobie a muzom
a myśli niepotrzebne innym
do szuflady chowam

wyrzucamy dzieci Noah
za burtę
wszystko chcemy
dla siebie mieć
hurtem
wyrzucamy ze statku
w nicość pustyni czy morza
każdy chce mieć
i ma chcieć
dużo
więcej
najwięcej
wody w morzach
ciepło
gorąco
najgoręcej
na pustyniach
a nam gdzie żyć
z dziećmi
Noah?
w przestworzach?

wystawne przyjęcie
na 120 osób
stoły zastawione jedzeniem
ku radości przyjaciół i rodziny
oprócz cioci Haliny
z Ameryki
oraz w celu wyobrażenia sobie
jej zawiedzionej miny
wszyscy na zdjęciach
obfilmowani w tańcu
brat cioci z córką
panną młodą
lekką jak piórko
na rodzinnym zdjęciu z wesela
wśród całej rodziny
nie będzie tylko cioci Haliny
rewanż
za amerykańskie chrzciny

zabierz nas Boże
do siebie
w chmurach wysoko
rozpłyniemy się w parze
z tobą
my nie chcemy już żyć
nie ma tu innej osoby
która mogłaby z nami być
ty jesteś tą osobą

nie ma tu przyjaciela
innego od Ciebie
i nie ma gdzie się skryć
zabierz nas Boże do siebie
bo już nie chcemy tu być
bo już się nażyliśmy
chyba przez jakąś pomyłkę
tu przybyliśmy…?

za co te męki?
samotność w tańcu
dookoła słońca?
zabierz nas Boże
do siebie
nie męcz nas tu bez końca!

zapomniane przez
Boga
dzieci Afryki
niepotrzebne
niewolnictwo zniesione
złoża złota
zagrabione
dzieci złodziei
w królewskich szatach
w pałacach
na innych kontynentach
banany
gniją na złotych półmiskach
zapomniane dzieci
umierają z głodu

Mi miau miu…
Mimiaumiutymitu?
Lamijomijutulalolu.
Halilolalelulilaluumiamuuu!
Hahahahuhuhuuuu!
Juhuu!
Malulumumamu!
Kuku!
Judu?
Milujutu?
Puputupuputu…
Jumumituajdu.
Uuuuu…

mało jest
producentów przyjaciół
w reklamach
mówi się o nich niewiele
więcej w kościele

lecz gdzie ich spotkac?
czy wiecie?

w kawiarni?
na ulicy?
w internecie?

słyszałam, że facet
nickname „przyjaciel”
zrobił krzywdę kobiecie
było o tym nawet
w gazecie

gdzie znaleźć przyjaciela?
czy wiecie?

nie chciała zostać żoną
dla wygody
chciała pokochać
mężczyznę
więc trafił jej się
gnojek młody
przez niego ma
tą bliznę
znalazła męża
pokochała
rodziła dzieci
pracowała
wkrótce sama została
płakała
cierpiała
płakała
już żyć nie chciała
wytrzymała

mówi
że Pan Bóg ją chronił
przez 104 lata

zapytał raz rak
panią raczek
czy by raczyła raczyć
go na jego koszt własny
pyszną kolacją uraczyć
lecz pani raczek
choć raczej by raczyć chciała
to rakiem
się dumnie
choć nieśmiało
z tej propozycji wycofała
a z zaproszenia
które wysłać raczył
do pani rak pan raczek
został jej tylko
do kolekcji znaczków
pocztowy znaczek

Pałac Kultury
słońce i chmury
zapach benzyny
ładne dziewczyny
kurz i spaliny
korek
wyzwiska
z daleka
z bliska
znienacka motor
i pani w szpilkach
taka to w korku
spędzona chwilka

usiądziemy na ławce
by się cieszyć nami
namaluję ci wiersze
myślami, kolorami
namaluję ci
niebo błękitne
i złote słońce
w zielonym
kwitnącym ogrodzie
niebieski staw
w nim rybki
i kaczki na wodzie
a dzieci grają w piłkę
śmieją się razem z nami
a my na ławce
zakochani

UFO
to jest takie cudo
co jak się zrobi na rudo
to nikt nawet UFO nie zauważy
bo UFO w rudym do twarzy
więc może sobie UFO
maszerować środkiem ulicy
a tu nikt nawet nie piśnie
nikt UFO do UFO
nie zaliczy
więc rozglądajmy się
bardziej dokładnie
byśmy nie przeoczyli
UFO
jak nas gdzieś dopadnie

aby zostać
kimś
musisz udowodnić
wszystkim,
że jesteś właśnie
tą osobą
musisz wykazać się
że jesteś sobą
musisz zaistnieć
na łamach
w radiu
w telewizji
przekonać ustami
innych,
że to, co piszesz
ma sens
że to, co myślisz
jest ważne
że to, co mówisz
jest poważne
że twoje żarty
są do śmiechu
że jesteś warta grzechu
że jesteś kimś
po prostu będąc sobą
że jesteś właśnie
tą osobą

cudze nieszczęście
nas nie dotyczy
my
prowadzimy szczęście
na smyczy
ster do niego
trzymamy w swoich rękach
nie obchodzi nas
czyjaś udręka
decydujemy sami
o naszym losie
szczęśliwi
mamy wszystkich w nosie
aż zderzymy się
z własną rozpaczą
mając nadzieję
że inni jej nie przeoczą
że pomogą
że nasze nieszczęście
zobaczą

diadek modny

zamiast stare garnki zmywac
lubiał nowe wciąż kupywac

stare garnki schły po kątach
bo tam nigdy nikt nie sprzątał
a po latach wolno kruszył
to co w starych garnkach suszył

stare garnki lśnią jak nowe
i gotowac znów gotowe
ale garnków znów nie zmywał
tylko nowe wciąż kupywał

i nie było się, gdzie ruszyc
trzeba było garnki suszyc
na podłodze, na regale
pod sufitem,
w futerale
na balkonie
i w kartonie

obrzydło to dziadka żonie

bo po wielu, wielu latach
cała w garnkach była chata

eisprünge

machen manchmal
einer frau zu schaffen
frau kann nicht ruhig arbeiten
frau kann nicht einschlafen

frau sehnt sich nach der nähe
eines netten mannes
sie möchte gerne spielen
mit seinem johannes…

Wir müssen uns treffen!
Wir laden euch ein!
Ach, übermorgen geht nicht…?
Wie schade….
Nächste Woche vielleicht?
Dass muss unbedingt sein!
Ihr müsst uns besuchen!
Das hatten wir schon lange vor!
Lange vor eurem Anruf…,
schon lange bevor…
Lasst uns dann telefonieren!
Oder einander schreiben…
Es wird bestimmt nächsten Monat gehen!
Ach, ihr wolltet uns auch schon lange einladen???
Wir verstehen…

Pan i Pani
na zdjęciach
ona w jego
on w jej objęciach
uśmiechnięci
szczęśliwi
pełni radości
każdy
patrząc na nich
im zazdrości
ich udanego na zdjęciu życia
które
w rzeczywistości
jest pustą obietnicą
bez pokrycia

sensem życia
jest nonsens istnienia
sensem istnienia
jest nonsens życia

tak czy siak
masz tylko
jedno wejście
i jedno wyjście

w tę stronę
ciągną cię na siłę
co zrobisz?

w tamtą wywalają bez pytania
co zrobiłeś?

jaki sens ma życie
skoro umrzemy?

no, skoro umrzemy
to można sobie pożyć

jaki sens ma śmierć?

musimy zrobić miejsce
dla pytających

tych, których
wyciągną na siłę

tych, których
wywalą bez pytania

o sens!

A MOze to milOSC?
A MOze NIE ma milOSCI?
A MOze ZLOsc?

meinES
ist
deinES
liebES

ONA ci NIE potrzebna!

Czerwiec 2006

bedziemy sie kochac
od czubka wlosa
przez listek ucha
do szyi
brodawke piersi
wlos na brzuchu
i lonie
zatopimy w sobie
jezyki
i zapachy
i dlonie
i jedno w drugim
utonie

xxx

bedziemy sie kochac
wiosna
z mina radosna
latem
pod rozy kwiatem
jesienia
pod zolknaca zielenia
a zimowa pora
bedziemy sobie
podpora

a potem
nas zabiora…

xxx

wszyscy odejdziemy
szybciej niz chcemy
czy trzeba
czy nie trzeba
won do nieba!

xxx

a po burzy
kazdy motylek
zapyla
do rozy
i nie tylko czas
sie dluzy
i laduje w kaluzy…

xxx

maximum erotyczne:
zagadki
lingwistyczno matematyczne

xxx

Markis de Sade rzekl do niej:
„Carpe diem!“
walac ja w morde kijem.

xxxx

zakochany
zolnierzyk olowiany
nie moze sie ruszyc

ona
tanczy dla niego
probuje go wzruszyc
lecz

on
stoi zamarly
pierwszy krok
upadek
w paszcze wieloryba

nie wolno sie poddawac
dalej walczyc trzeba

ona
czeka na niego
by z nim pojsc do nieba…

Der gerd ließ gern mein Kind abtreiben
Um sich jetzt an renade zu reiben
Ein totes Kind verhilft zum Glück
Man fährt nach Spanien und zurück
Man lässt sich einen runterholen
Und muss auch gar nicht mehr nach Polen!

HELAU!!!

Ich bin in seine Ehe eingebrochen?
Er ging 10 Jahre fremd mit Heidi
und keiner hatte es gerochen…
Er fuhr mit ihr in Urlaub
und als guter Familienvater
schickte er an Frau und Kinder
zu Hause
eine Postkarte „aus dem Prater…“
Doch die Frau hat ihm stets verziehen…
Er liebte doch seine Kinder
mit Heidi auf Mallorka und
beim Bier….

HELAU!!!

Er ließ das Kind vor der Tür stehen,
weil er das Kind sooo liebt…
Das Kind schrie: gerd!!!
Und konnte es nicht verstehen,
dass es das Zuhause beim opa gerd
nicht mehr gibt…

Der opa liebt dich Kind
nur er schlief gerade…

Mit Hund und renade…

HELAU!!!

Du sagst
Ich sei verrückt
Und wer hat es aus mir gemacht
Wer hat mich geküsst
Verstoßen
Weggeprügelt und ausgelacht?

er?
nicht er
am fenst er
ein er wie er
nicht er
er?

er
im somm er
im wint er
im m er
er

kein er
schön er
schlau er
wichtig er
lieb er
leid er

himmels körper

es gibt sterne
zu denen
fliegt jeder allein
und es gibt den mond
zu dem
fliegen immer zwei
an gekommen
wird es in dem raumschiff
feucht und warm
und so f liegen menschen
hand in hand
arm in arm…

meine zunge
leckt die eichel
danach
streichel…
streichel…
streichel…
rauf und runter
hoch und nieder
immer wieder
immer wieder…

in einen delphin verliebt
stehst du alleine
am strand
du betrachtest das blaue meer
und das muster
von den tränen im sand…

ryba

nie wiem
jak ja zlowic
rzucam przynete na wode
ryba krazy w oddali
mialaby ochote
przyglada sie i mysli
to bedzie moj koniec
i odplywa zglodniala

a przeciez by chciala…

wie schön wäre es
zusammen
zu liegen und nichts zu sagen
umarmen und streicheln
und nicht zu fragen
den atem auf den lippen des anderen
in der dunkelheit spüren
einander festhalten und berühren
einfach in diesem augenblick
ohne vorher und nachher
ohne warum und wie
ohne angst und gedanken
ohne zu bitten und zu danken
einfach leben eben
in einem paradies
in den vier wänden

unter dem apfelbaum

ein traum?

wenn du mir dein herz schenkst
bekommst du drei von mir
eins … aus liebe
eins … aus papier
eins … aus lebkuchen
einfach so zum essen
darauf steht:
ich will dich nicht vegessen

warten
auf das vergangensein,
manchmal zusammen,
meistens allein…
mal oben, mal unten,
mal daneben…
warten wir
auf die erfüllung
und auf das ende
des traumes
eben…

wer?
der???
nie
mal
s
ehen…

—-

hände

halten
warm und fest
streicheln
schlagen
schreiben
drücken

hände

—–

liebe
auf den ersten
blick
gibt es nicht
dachte ich
bis ich ihn sah
und dachte:
das gibt es doch nicht!

fotos

die kürzesten
abschnitte
eines lebens

freude und trauer
frühstück im garten
und berliner mauer
eine party
ein paar bekannte
vater und mutter
und verwandte
hochzeiten
und begräbnisse
tausend ereignisse

wiem,
ze nic nie wiem
wiec zamilkne chyba
TAK bardzo
jak
ryba…

a
na smutek
kochany
otul sie chmurami
posylam ci je myslami
po niebie
i tak
jestem blisko ciebie

TO PO DIABLE…

rozgadalam wieloryba
walac glowa w mur
padla iskra
matki glupich
tam gdzie lezal wior
zapalila sie wsrod nocy
nowa gwiazda mala
tam gdzie zawsze
nie widoczna

NAGLE ???

zaistniala…

odpierdol sie
spierdalaj
suko won, wynocha
tak wlasnie
mi mowi moj mily
jak bardzo
mnie
KOCHA

ja
lustrem
jego mysli
czarno bialym
tuszem
on ukazje
przeze mnie
nawet wlasna
dusze…

tyle obcych ludzi,
obce mysli, obce sny,
czasem mnie obudzi
sen o kims jak ty,
tyle obcych twarzy
obce oczy, obcy smiech
no a mnie sie marzy
z takim jak ty grzech…

allein

tränen in den augen
augen in den tränen
liebe in den sternen
sterne in den genen

niemand zum anlehnen

———

lubie byc mala dziewczynka
tanczaca z motylami
i malym chlopcem byc lubie
bawiacym sie autami
lubie byc malym pieskiem
biegnacym za pilka
lubie byc burza i sloncem
i kolorowa chwilka…

——-

dusza bez ciala
nie ma racji bytu
duszy potrzeba
glowy, brzucha, odbytu,
gorzej tylko, ze czasami
gdzie duzo odbytow
gorzej z duszami…

——-

polska przegrywa
jeden do zera
kowalski placze

mama umiera

polska przegrywa
kowalski sie wscieka

a z mamy zycie ucieka…

—–

ubostwiaj mnie
bo kochac to za malo
podziwiaj moja dusze
piesc moje cialo
szalej za mna
stoj noca pod balkonem
przysylaj wiersze
wlasne lub pozyczone
strac rozum dla mnie
rzuc dom i zone
i ugas mnie
bo spalam sie,
plone…

…………

kochalam ciebie ponad zycie
kochalam cie jawnie i skrycie
kochalam we snie i na jawie
kochalam cie na lawce i na trawie
kochalam tak, ze wszystko mnie bolalo
a tobie to bylo za malo…

——-

umarli nie placza
bo lez nie maja
im zloci anieli
na skrzypcach graja
to zywi placza
ze smutku wielkiego
z tesknoty
do ukochanej, ukochanego…
z tesknoty za mama, bratem,
przyjaciolka,
za siostra, babcia,
dziadkiem,
za psem,
za jaskolka…

………

przechodzimy obok siebie,
przechodzimy z czasu w czas,
za sto lat bedziemy w niebie,
za sto lat nie bedzie nas,

przechodzimy z chlopca w ojca,
z matki w babcie,
z nocy w dzien,

tam, gdzie w lustrze dzis nasz obraz,
jutro zniknie jego cien…

przechodzimy obok siebie,
a po drodze kilka lez,
troche smiechu,
chwile grzechu,
o nich zapomnimy tez….

…………..

zycie
uczy pokory
lamie skrzydla i nogi
zycie
leczy z przekory
przyciska do podlogi
zycie
wyrywa wlosy
i zeby wybija
zycie
nas wszystkich
po prostu
bezlitosnie zabija

………..

vor 100 jahren gab es uns noch nicht
in 100 jahren wird es uns nicht geben
dazwischen auf uns ab und hin und her
dazwischen einfach : leben.

……….

einen anruf vom glück entfernt
eine fahrkarte lang nach berlin
er schweigt inkonsequent
und ich will einfach dahin…

………..

ein millionär wirst du ganz sicher nach dem tod
erst dann sparst du an miete, wasser, brot,
so richtig reich wirst du nach dem ableben,
das beste dran, du kannst dein geld nie ausgeben,
und so sparst du in der unendlichkeit tausende,
das fazit: freu dich auf deines lebens
ENDE!

………..

przyjaciel ogorek

moj ogorek jest zielony
moj ogorek jest wesoly
zabieram go do pracy
i na wycieczke, i do szkoly
moj ogorek
zawsze prezny
moj ogorek
zawsze swierzy
moj ogorek nawet w zlosci
nie krzyknie i nie uderzy

…………

er?
nicht er…
am fenst er
ein er wie er…
nicht er…
er?

……….

wer?
der?
nie
mal
s
ehen…

zertretene
liebespuren
mit worten
wie hammer
auf glas
verwischte
glückskonturen
mit tränen
im gesicht
kennst du das nicht?

wenn du mir dein herz schenkst
bekommst du drei von mir
eins … aus liebe
eins … aus papier
eins … aus lebkuchen
einfach so zum essen
darauf steht:
ich will dich nicht vergessen

wer?
der???
nie
mal
s
ehen…

—-

hände

halten
warm und fest
streicheln
schlagen
schreiben
drücken

hände

—–

liebe
auf den ersten
blick
gibt es nicht
dachte ich
bis ich ihn sah
und dachte:
das gibt es doch nicht!

fotos

die kürzesten
abschnitte
eines lebens

freude und trauer
frühstück im garten
und berliner mauer
eine party
ein paar bekannte
vater und mutter
und verwandte
hochzeiten
und begräbnisse
tausend ereignisse


niektóre wiersze, rok 2011

Bóg wszystko widzi i wszystko wie,
czy dobrze dzieje się, czy źle…
Bóg Cię pociesza w samotnej ciszy,
gdy Ci odpowie – sen ci się przyśni…
Bóg głosu nie ma – głosem jest świat:
muzyka, wiersze, obraz,
woda, ziemia, wiatr i polny kwiat,
ptaki na dachu i czarne koty…
Posłuchaj Boga za dnia i w nocy…

Być żydem, polakiem i niemcem
to mniej czy więcej?
Być żydem w każdym kraju?
Być żydem, który mówi po polsku
i kocha polską mowę?
Być żydem niemcem,
który w Niemczech buduje domy nowe?
Być żydem, który w Paryżu
podaje koszerne dania?
Być żydem we własnym kraju
skąd Cię nikt nie wygania?

Chciałabym czekać na autobus
na moście Poniatowskiego
czekać na 158
i wsiąść do niego
i pojechać ulicą Waszyngtona
na Grochów, na Grenadierów
i odwiedzić rodziców
ale już nie ma tego adresu i tego
z ich nazwiskiem numeru
drzwi
które były naszym domem
już nie są nim
ktoś inny już tam mieszka:
pani Agnieszka
zaciera ślady naszych słów
świąt i radości
smutków i łez
i złości
Tylko na fotografii
jeszcze tam mieszkamy
i tata siedzi obok mamy…

Ona zadziera nosa
bo studiuje
i ważną się sobie wydaje
Bo wyjedzie kiedyś
za granicę
zobaczyć obce kraje
I zostawi za sobą rodziców
siostrę, brata
oraz psa
I będzie tęsknić
i płakać – tak jak ja..?
A powrócić
Bóg nie da jej może
przez wiele lat
i więzieniem stanie się dla niej
cały świat…

Chciałabym wrócić
tam, gdzie wtedy byłam
I zrobić, czego nie zrobiłam
Powiedzieć, co przemilczałam
Dać, czego mu nie dałam
Zabrać ze sobą w podróż
przez nasze życie…
Chciałabym wrócić
tam, gdzie wtedy byłam
I nie żałować,
że tego i tamtego nie zrobiłam…

Jakie to szczęście
że ominęły nas te straszne choroby
że żyjemy w czasach
genialnej medycyny
szczepionki nowego wieku
antybiotyku nowej doby
tyfus, gruźlica, syfilis
nas nie dotyczą jak wtedy
kiedy nie było lekarstwa
w tragedii
bogactwa czy biedy

Co mi Pan Bóg dał na drogę
Tym podzielić się nie mogę
To mój los
Muszę nosić go ze sobą
Nawet kiedy idę z tobą
To mój los
I nie poznasz mojej duszy
Nawet gdy cię nieraz wzruszy
Ten mój los
Idę sama
Idę sam
Razem z tobą
Idę tam

Co poecie po kotlecie,
jak poeta przecie plecie
w języku od dziecka znanym
wyuczonym, ukochanym
więc polski poeta
woli polski post
od kotleta
w gospodzie „Zur Post”

Czy masz mieszkanie małe czy duże
Nigdy nie wygrasz walki z kurzem
Kurz wycierany nawet co dnia
Już następnego
następcę ma
I leży sobie uwalony
Na książkach, półkach i dywanach
A ty wciąż walczysz jak ten Ikar
Przez kurz ten można dostać bzika!

Der Schein ist wichtig
Man muss den Schein wahren
Man muss sein süßes bitteres Geheimnis
hinter dem Schein aufbewahren
der Schein trügt
der Schein heiligt die Mittel
der Zweck bleibt auf der Strecke
mit herzlichen Grüßen,
Schönen Tag!
Danke!
Bitte!

eine falsche Entscheidung
die Heirat
die Scheidung
ein Treffen
zum falschen Zeitpunkt
und am falschen Ort
du wolltest dort nicht sein
doch du warst dort
du wünschst
du wärest dort
eigentlich nie gewesen
dein ganzes Leben verlief
nun anders, als geplant
auf einmal
lebst du ein falsches Leben
dein wahres Leben
bleibt dir und allen
unbekannt

Gott regiert die Welt
ob es dir gefällt
oder nicht gefällt
Gott, Jesus und seine Jünger
und die Frauen
die für ihn ihr Leben gaben
Gott gab dir das Leben
doch du musst schon selbst was tun
um mehr als nur das Leben
vor dem Tod zu haben

I can not see
I see only me
Only me in the mirror
Only me in my house
Only for me counts
What God allows
What God has written
I can’t see
It’s maybe for others
It’s not for me
I don’t care
what wrong
what right
I am here to enjoy
and not to fight…
100 years –
short time to play
The hell will be forever
Welcome: this way….

Ich gehe vorbei
An Ruinen, an Häusern, an Menschen
Ich gehe vorbei
An Plänen, Träumen und Wünschen
Ich gehe vorbei
An Lebenden und an den Toten
Ich gehe vorbei und immer
Immer bleibe ich da
Hier und überall
Auf Erden und im All

Ich lebe in verschiedenen Welten
Ich spiele verschiedene Rollen
Es gibt die Welt in Deutschland
Es gibt die Welt in Polen
Es gibt die Welt mit Kindern
Es gibt die Welt mit Männern
Ich spiele verschiedene Rollen
Ich spiele in verschiedenen Szenen
Von Hollywood weit entfernt
Bin ich ein Star
Den die Welt nicht kennt

Ich reise gerne in die Ferne
auch mal manchmal
nach Magdeburg!
Ich fahre aber keinen Wartburg!
Ich fahr‘ zufrieden
und ohne zu klagen
mit meinem neuen Volkswagen!

Ich trage euch meine Kinder
im Frühling, im Sommer
im Herbst, im Winter
Ich trage euch bis ins Grab
mal geht es Berg runter
mal geht’s Berg ab
Ich trage auch über die Wüste
Ich trage euch über den Fluss
Schnell reist ihr mit den Autos
Langsamer geht ihr zu Fuß
Ihr hebt ab in den Himmel
Ihr landet hier gesund nieder
Was wäre wenn es mich nicht gäbe
oder euch – nie wieder..?

Jak odbudować
z gruzów miasto
zamienione w cmentarz?
Domy
pozbawione ludzi
i wspomnień
o minionych świętach?
I jak odnaleźć rodziny
po których zostały
świecznik siedmioramienny
skrzypce i fortepian
i pył…

Kinder sind wunderbar
bezahlen muss man für sie bar
doch wenn du wirst
später
älter
wirst du es nicht bereuen
du darfst dich sogar auf deine
Enkelkinder freuen!
Die kosten wieder ganz und gar
auch wieder bar!

Kultmarke für Klamotten!
Keiner wird dich verspotten
Kultmarke schützt vor den Hieben
Alle werden dich lieben
Kultmarke!
Neu und gebraucht
Und du bist einer
den die Welt braucht
denn ohne Kultmarke an
Bist du ein NO ONE!

Ludzie byli i są
po obu stronach różni
Jedni o dobrym sercu
inni samolubni i próżni
Jedni kochający
Boga, świat i ludzi
Inni tylko pieniędze
i siebie samego
karmią tylko własne puste ego
A Bóg oceni
na koniec tej wyprawy
i wybaczy lub ukarze
za te wszystkie sprawy

Mam do niej żal,
że jej nie było,
chociaż na prawdę
nie było mi jej brak
żal mi, że jej nie ma teraz
po prostu ze mną w domu
kiedy ja już nie biegnę
ani nie czekam
nie potrzebna nikomu
oprócz jej wnuka…
Mamo my nie mamy rodziny…
Nie potrzebuję nikogo
tylko jej
zwykłego bycia ze mną
przy herbacie
i może rozmów o tacie…

Matko Boska
w Tobie miłość i troska
Błogosławionaś Ty
między niewiastami
Sama, samotna, osamotniona
wygnana – nie przegoniona
Rozogniona słonecznym żarem
Życia Boskiego darem
Syn Twój Jedyny
Król nad Królami
A dookoła pastuszkowie sami
i trzech Króli kłania się w pokorze
a do syna Twojego się modlą:
W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego!
Mój Boże…

Mieli wtedy po 30 lat…
Dziś płaczę po nich ja
nie płacze po nich świat
A przecież go tam
wspólnie budowali
powstały z gruzów nowy ład
I co zostało nam z tych lat?
Tych kolorowych kilka zdjęć
i filmów czarno białych kilka
i my, ich dzieci i ich wnuki
nowe ulice i nowe domy
i Pałac Kultury i Nauki!

My musimy zmartwychstać
bo nie da się inaczej
Nie możemy zostawić wszystkiego
na pastwę losu, rodziny
i tak zwanych przyjaciół…
Robimy do tej gry dobre miny
i walimy na przód
po drodze usłanej kamieniami
Nawet najbliżsi rzucają je czasami
Trudno
Widocznie tak ma być
żeby nie było nam nudno

Naród wybrany
wyprowadzony z domu niewoli
by dzielić wiedzę z ludźmi dobrej woli
którzy uwierzyli i poznali Boga
Naród wybrany
tułał się latami od proga do proga
wydał wielkie umysły
wielkie dzieła stworzył
w różnych językach
na wszystkich kontynentach
Naród wybrany żyje dziś w Izraelu
tam jego Ojczyzna obiecana
od Boga mu dana
Ziemia Święta

Pan Bóg dotknął mnie klątwą,
tak że nikt mi nie wierzy!
Kiedy mówię, że chleb jest stary,
wszyscy mówią, że świeży!
Klątwę rzucił na mnie, chyba tylko po to,
by wszyscy się wykazali przy mnie
własną głupotą.

Pociąg jedzie do nieba
Do pociągu wsiąść trzeba
W nim rodzice i dzieci
I ktoś drugi i trzeci
Pociągiem kieruje szatan
Pociągiem jedzie Natan
Szymon woła: Gdzie tata?
Ktoś płacze
Ktoś umiera
Ktoś inny łzy ociera…
Nie tu…
Już nie…
I jeszcze nie teraz…
Do końca pociągiem jadą tym
Z pociągu do nieba leci dym

Gott,
ich danke Dir für den Schlaf
ich danke Dir
für diese ruhigen Stunden
ich danke Dir
dass ich es schaff‘
die Nacht im Traum zu verbringen

Ruszamy na bal wszyscy razem!
Świat – naszym krajobrazem
Ziemia – do tańca sceną
Życie wieczne – nagrodą i ceną!
Własne imię?
Na kamieniu czy w marmurze?
Na scenie czy na papierze?
Litery wielkie czy nieduże?

Manche führen eine Beziehung
mit ihrem Spiegelbild
Sie schauen sich an
wie Gottes persönliches Abbild
in einem selbst gewählten Rahmen
aus Silber, Gold, Holz…
Und sind auf das Spiegelbild
sehr stolz!
Sie sehen außerhalb des Rahmens
KEINEN!
Man braucht zu ihrem Glück
ausschließlich EINEN.

You get to see
what you want to see
Its not me…
You will never know
if I want to stay
or if I want to go…
You will try
I will cry
I’m not ‘gonna’ die..
I will stand to the end
you will not understand
and you will not know
why…
Then u will cry…


 

niektóre wiersze, rok 2013

1945
Kto przyjechał wtedy do Warszawy
odkładał na bok inne sprawy
Zaczynał budować
Kto przyjechał wtedy do Warszawy
nie pytał czy but lewy, czy prawy
musiały pasować
Kto widział to miasto rozbite
spalone i całe w mogiłach
czuł, że polska krew płynie nadal
w jego ocalałych żyłach
Nie wyjechał wtedy
Mimo łez, mimo biedy…

Ależ tam było kiedyś pięknie
kiedy po lesie wiatru szum
Chyba mi dzisiaj serce pęknie
bo tamte czasy zdeptał tłum…
Pędzący wciąż samochodami
do miejsc odległych
miejsc nieznanych
które okryte były rajską ciszą
spokojem wiatru
pośród ptasich gniazd
Wyciętych drzew
dziś ludzie już nie słyszą…
Poeci Boga gniew opiszą…

Are you a bird or are you a fish?
Beeing a snake you wanna play what you wish?
No legs, no wings…
You just sing about some things…
Even without a voice…
Money and fame is your choice!
Thou some people watch you here
What you win this way dear
You will loose in Paradise
That’s your price!

banalny widok z okna
z przyzwyczajenia
daje poczucie zadomowienia
między drzewami
górami
nad morzem
na skraju pustyni
banalny widok z okna
z krzesła
z fotela
z dywanu na ziemi
ojczyzna, dom, rodzina
od banalnego widoku
wszystko się zaczyna
i pragniesz go widzieć
od nowa
napatrzywszy się
na inne strony świata
banalny widok z okna
do niego tęsknisz przez lata
kiedy daleko
powracasz do niego myślami
jeśli możesz
odwiedzasz go czasami

Chciałabym się zabić …
Na złość komuś,
kogo nie ma w domu!
Kto mnie zostawił
na pastwę samotności!
Zaraz umrę z tęsknoty
albo pęknę ze złości!
I tyle z tej miłości…

czas mija
stukanie zegara
wczoraj jeszcze młoda
dzisiaj już stara
dawna uroda
ustąpiła zmęczeniu
pamiątki życia
wbrew zapomnieniu
wylądują w jakimś antykwariacie
rzeczy nie potrzebnych
nie pogrzebane z kupującym
ich świętej pamięci
kolekcjonerem wspomnień

Czas przyczepiony do ramienia
wiele zmienia
Raptem jesteśmy za wcześnie
albo jesteśmy już za późno!
Nie zdążyliśmy
i wszystko było na próżno…
Z czasem już nie jesteśmy zagubieni
w tej niezwykłej, bezsensownej przestrzeni…
Czas mówi nam: „Dzień dobry!”
i mówi: „Do widzenia!”
Czas na zegarze, gdy się zatrzyma
wszystko zmienia…
I tylko nadal kręci się punktualna ziemia…

Czekam na jedno spojrzenie
Czekam na jedno skinienie
Czekam na jeden czuły gest
Czekam na jego westchnienie
Czekam na jego spełnienie
czekam, kiedy go nie ma
i czekam, kiedy jest
Czekam by go usłyszeć
Czekam by go zobaczyć
Czekam by nie zapomnieć
o całym świecie
O nim, który dla mnie
cały świat znaczy…
Czekam jak ogłupiała
Czekam we łzach i ogniu cała
Czekam i czekam, i czekam…
Marzeń nici nawlekam
na obrazy mojej wyobraźni
tęczą tkane…
Czekam na niego wieczorem
i czekam nad ranem…

często jest inaczej
niż nam się wydaje
kolory zmieniają znaczenie
smutek długo w czerni płacze
ogień czerwienią się mieni
zielone jest życie na łąkach
niebieski jest śpiew skowronka
żółte są słoneczniki w wazonie
różowa jest miłość
gorące są nasze dłonie
brązowe są twoje oczy
we mnie wpatrzone

Czy podłość jest rzeczą wrodzoną?
Czy podłość jest rzeczą nabytą?
Czy człowiek rodzi się aniołem?
Czy człowiek rodzi się bandytą?
Czy człowiek uczy się podłości?
Czy nosi ją od zawsze w sobie?
Nie wiem i nie rozumiem
nie umiem pomóc sobie ani tobie…

Czy ty jesteś realny
piękny panie za szklanym ekranem?
Tęsknię do ciebie wieczorem
Tęsknię do ciebie nad ranem
Patrzę na ciebie z oddali
Dotknąć mogę tylko zdjęcie kolorowe
Tracę dla ciebie myśli…
Czy stracę dla ciebie głowę?
Co będzie, gdy się spotkamy
i sen spełni się na jawie?
Czy spełnią się nasze marzenia?
Czy sprostamy naszej sprawie?

Da entsteht ein Mensch
Auf dem Bildschirm
am Computer
sieht man den Kopf
und das Herz
Im Bauch der Mutter
Wird’s nun ein SCHLECHTER
oder wird’s ein GUTER?
Er wird den Bauch der Mutter
mal verlassen…
Wird er mal lieben lernen
oder wird er hassen?

Dance dear Michael…
Here is your DAD…
And if you don’t dance
daddy will be MAD…
Dance dear Michael
sing and play a song
We need some more money
Do not do it wrong!
Here is a family and I am your DAD
So long I’m alive I’m family HEAD!!!

Dancing on lies
Nobody cries
All are the best
Fuck the rest
Sell what you can
Any… plam… plam
Any cheep shit
Call it your hit
Cos you have the name
And the family doing show
Go baby, go!
Play as you know
And play as you can
Nobody cares
He wasn’t a man.

Ddlaczego mi nikt nie płaci
za to co robię Boże?
Dlaczego wszystko na darmo
piszę, rysuję, tworzę?
Ukradli moje dzieci…
Ukradli tyle lat…
Jak podli ludzie rządzą
i wymyślają świat?
Dlaczego nie ma sensu
co robię i co wiem?
Dlaczego nikt mi nie wierzy?
Nikt nie docenia mnie…

„Der Besuch der alten Dame“
in einem neuen Rahmen
findet bald wieder statt
In einer kleinen Stadt
in der sie kaum jemand bat
am Tisch mit ihrem Kind
Platz zu nehmen
In dieser Stadt lebt man bequemer
die Frau mit Kind lässt man verlassen
die Frau mit Kind lässt man hassen
die Frau mit Kind lässt man aus den Augen
Man lässt die beiden gerne
tot aus der Stadt austragen
So einen Anblick kann man als
Lehrer, Richter, Millionär…
nicht ertragen
auf den Marmorplatten im Badezimmer
und auf der neuen Teakholzterrasse
Man ist REICH
Man darf andere verachten und hassen

diabeł jest despotą
diabła interesuje tylko złoto
diabeł szczyci się swoją głupotą
z diabłem nie ma dyskusji
ani porozumienia
diabeł boi się często własnego cienia
diabeł nie mówi:
„ Dzień dobry” ani „Do widzenia”
diabeł nie dziękuje i nie przeprasza
diabeł na ochotnika się nie zgłasza
diabeł mierzy innych własną miarą
diabeł nie przejmuje się karą
diabeł nie ufa nikomu
diabeł nie zaprasza do domu
diabeł knuje po kryjomu
diabeł nie rozmawia otwarcie
diabeł zamienia spotkanie w starcie
diabeł nie dzieli się kawałkiem chleba
i nie pomaga w potrzebie, kiedy trzeba…
diabeł lubi robić innym na złość
diabłu nigdy niczego nie jest dość
diabeł rząda, chce i zabrania
diabeł nakazuje i pogania
diabeł robi niewolników
z rodziców, rodzeństwa i potomstwa
diabeł żyje z oszczędności
swojego skąpstwa
z diabłem życie nie daje radości
diabeł topi się we własnej
złości, zazdrości, podłości
diabeł jest zapatrzony w siebie
diabeł nie pozna życia w niebie
diabeł odejdzie kiedyś w inną stronę
bo diabła dni są policzone

Die Frauen werden wieder
Kinder kriegen
Auch nach den grausamen Kriegen
Sie werden aufstehen
und wieder lieben
und aufräumen
und neue Häuser bauen
zwischen den angebrannten Bäumen
Sie werden wieder
sich zum Leben rüsten
und ihre tristen Männer trösten…

Die Welt in Flammen!
In Gottes Namen?
Amen…
Die Welt am Strand…
Sonne, Wasser, Sand…

Dziś już nie ma jej tu
Dzisiaj sam jestem znów
Bez niej nie wiem, co robić mam
nie wiem, czy żyć, czy umrzeć mam
Cały tonę we łzach
Bo zostałem tu sam
Tylko Bóg jeden wie
Wszystko chciałem dać jej
Jeszcze wczoraj była tu, a ja
Nie wiedziałem, co utracić mam
Cały tonę we łzach
Bo zostałem tu sam…

Ein Mensch ging kaputt…
Das Kind lag allein in seinem Bettchen
Die Mutter kam nicht zu ihm
nahm es nicht in die Arme
sagte nicht: „Mein Schätzchen!“
Das Kind wollte nur
die Brust der Mutter spüren
Es schrie lang und allein
und konnte nicht aufhören…
Ein Mensch ging kaputt…
Die Einsamkeit fraß seine Nerven
Es sollte doch ein glückliches Kind
und kein einsamer Mensch werden
Ein Kind ging kaputt…
Zu oft allein, einsam und verlassen
Es kann sein Leben lang nicht lieben
Es kann Angst haben und hassen
Die Eltern können es nicht fassen…
Sie haben das Kind als Baby
dem Teufel überlassen…

empty minded bitches
call themselves
PEACHES
smiling, crying into camera
in the middle of the cholera
making films about
them as heroes
make ups in front of mirrors
in the main character
their new actually face
fake of a grace

Es gibt ein Königreich
ein Königreich auf Erden
das kein Auge sehen kann
dessen Teil kann jeder werden
Es gibt ein Königreich
der Menschen guten Willens
Wer ewig hier weilt
konnte sich nicht verirren
Wer ewig hier wohnt
trägt eine Krone aus Liebe
Seine Waffe ist der Scherz
Worte sind seine Hiebe
Er führt Kriege gegen das Böse
sein König heißt: der Erlöser

Es gibt ihn doch?
Kein Arschloch?
Kein Idiot?
Ein Mann wie man ihn lieben kann?
Es gibt ihn doch?
Och…

Es schneit in meinem Kopf
Es friert in meinem Herzen
Er sollte hier sein
und nicht so lange scherzen…
Des Teufels rechte Hand
quält mich in seinem Namen
Was will er eigentlich?
Soll es geschehen, Amen…

Es weht ein Wind
in meinem Kopf
Er bringt mir neue Lieder
Die Wörter reimen sich
Sie reimen sich immer wieder…
Sie beschreiben meine Welt
und die der vielen Millionen…
Und manchmal spielt Musik dazu
die Lieder meiner Sonnen…
Die Erde stets im Gleichgewicht
Der Mond in weiter Sicht…
Ich glaube, es gibt Dinge,
die gibt es scheinbar nicht…

Eva Braun

eine lebensfrohe Frau
die ihn liebte
eine schöne Frau
oft allein
eine junge Frau
die sich in sein Leben fügte
ob er ein Heiliger war
oder auch ein Schwein…
eine Frau
die keine Kinder hatte
die wartete
auf den gemeinsamen
mit ihm Tod
sie liebte ihn
den Mann an ihrer Seite
ob er nun ein Teufel war
oder auch Gott…

everyday my sadness
everyday his madness
everyday too far away
from home and from my love
everyday I cry
everyday: no hello
and everyday: no good bye
why????????

Fajne miejsca są w Warszawie
i najlepsze pączki!
Podać herbatę czy kawę?
Całuję rączki…
Mam nadzieję…
Do miłego, do zobaczenia!
Serdeczne pozdrowienia!
Do widzenia!

Finanzroboter
verkleidet als Menschen
arbeiten für ihre Bosse
sie tun für Geld alles
und mehr als Mancher
aus der Gosse

Für Kafkas Maus
Wir leben bis zum Ende des Tunnels,
wir laufen mühsam dahin.
Wir könnten es lassen oder tun es,
es macht weder Spaß,
noch hat einen Sinn.
Wir laufen zwischen den Wänden,
wir können nicht einfach umkehren.
Hinter uns die Erinnerungen,
hinter uns eine bildhaft gedachte Leere.
Das Licht gibt die Hoffnung
auf ein Ende im Paradies…
Das Ausweichen im Tunnel geht nicht!
Geblendet laufen wir einsam
ins des rasenden Zuges Licht.

Glänzendes Weihnachtsfest!
Vergoldet das Besteck, die Teller
vergoldet die Decke, die Gläser
und der ganze unnötige Rest!
Glänzendes Weihnachtsfest!
Vergoldet die Gedanken,
die sich nur um Geschenke ranken
und klammern daran fest!
Glänzendes Weihnachtsfest!
Vergoldete Weihnachtskerzen,
vergoldet goldene Herzen,
sie kennen keine Schmerzen,
sie sind einfach „THE BEST“!
Glänzendes Weihnachtsfest!

Gott zerstörte die alte Welt
die alte Stadt stand in Flammen
auf den Trümmern baute er
eine neue Zukunft
in seinem Namen
Gott zerstörte das alte Reich
entmachtete nicht einen König
entmachtete nicht einen Scheich
die Bilder brannten im alten Rahmen
er gab der neuen Zeit ein neues Gesicht
für die, die danach kamen

Grüße meine Tochter von mir!
Ich darf sie nicht sehen…
Wer es nicht selbst erlebt hat,
wird es nicht verstehen…
Wer es nicht weiß,
was es heißt…
Eine Eizelle aus dem Eis…
Mein Kind auf dem anderen Kontinent,
das weder mich, noch ihren anderen Vater kennt…
Ein Kind unglücklich und allein…
In einer Familie, wo nur Geld zählt und Schein…
Grüße meine Tochter von mir!
Sie ist das Mädchen auf dem Foto,
das Mädchen, das weinte und das lachte,
das sich beinahe umbrachte…
Scheinbar kann dich das Geld allein
doch nicht beglücken
und diese Scheinwelt ist bedrückend…

I am in prison for any reason
I am in prison of my life
I am in prison of my home
always lonely
always alone
If I laugh or if I cry
I don’t know why
am I in prison of my fate..?
If I love or if I hate…

I can’t make everyone happy
I can’t do it to everyone fine
U can’t say: I have to love you!
As I can’t say: You have to be mine!

You can’t force anyone to love you
You can’t force anyone to care
Wait and do your best
Maybe you’ll find what you are waiting for
Maybe love will be there….

I still don’t know
who is who
I am still waiting for you
for the miracle
of my life
Give me five…
Make me your wife…

I don‘t feel bad
I don‘t feel well
I am here in between
somewhere at the end of my old life
and at the start of a new begin

I thought I will see this kid alive
before she would take a knife
to hurt or kill herself
beeing unhappy
as a toy in aunts shelf…

I was wasting my time
Living his life – not mine
So many years
Lot’s of tears…

Ich bin ein wenig traurig
Ich bin ein wenig froh
Meine Welt ist kleiner
Mein Zuhause nirgendwo
Ich habe keine Sehnsucht mehr
Nur noch Erinnerungen
an die Zeit von damals
an die des Wartens Stunden
Jetzt komme ich nach Hause
und nur noch zu Besuch
In meiner Heimatstadt
wird jetzt für mich
nur ein Hotel gebucht
So wenig übrig blieb
von meiner Lebenszeit
von alten Möbeln
alten Träumen
werde ich jetzt befreit
Der Umzug steht bevor
der Auszug aus meinem Leben
Und wenn ich nicht gestorben bin
werde ich weiter leben…
In meine vier Wände
kommen bald neue Leute
Auch wenn sie mal gestorben sind
so leben sie noch heute

Ich habe keine Lust,
in meinem Gefängnis zu sein!
In vier Wänden
mit Gott und dem Teufel
allein…
Ein Fenster auf eine Straße,
auf die ich nicht hinausgehen mag.
Es ist hier nicht meine Heimat.
Es ist hier nicht meine Stadt.
Es gibt hier nicht, was ich brauche,
um zu leben und glücklich zu sein!
Ich will wieder nach Warschau!
Wann darf ich heim?

If I would be who I am
I couldn’t be here so long
I had to quit
before I even started my life
and my fight
to be so strong
I couldn’t smile and I couldn’t laugh
I couldn’t live and I couldn’t love
I couldn’t speak and I couldn’t trick
I were just for this life
to sad
too weak

Ihr glaubt es nicht
doch nur ein Bösewicht
stirbt eines einsamen Todes
Doch unser Gott verschenkt im Tod
ihm kein glückliches Ende
Also verschwende nicht
dein Lebenslicht
sonst irrst du ewig herum
an einem Ort ohne Glanz und Ruhm
im Weltall einsam und unendlich
Wer dort mal war, der hält für wahr
hier das ewige Leben
Vergleich:
zwischen dem Dasein hier
und dem im Weltall als toter Geist
herumzuschweben…

in meiner Phantasie
langweile ich mich nie
ich mache lange Reisen
wohin ich gerade will
alleine und zu zweit
Gedanken weit und breit…
besuche ich die Welt
wie es mir gefällt…

It is sad
to be with someone
who is always mad
or happy only
in his own sick, crazy way
I want to run away
I have to stay
I suffer breathing the same air…
I don’t want to be here…
I want to be there…

Ja nie wybaczam i nie zapominam
Trzeba było myśleć wcześniej
o swoich czynach…
Drżę tylko w miłości dotyku…
Nie usłyszysz mojego śpiewu
będziesz świadkiem mojego ryku…
Nie zobaczysz kim jestem,
bo na to nie zasługuje:
cham, głupiec, zdrajca i inne szuje….

Jak opisać uczucia,
które tu mieszkają?
Tęsknota, radość, smutek
w mojej duszy grają…
Niewnawiść, miłość, wściekłość
do pary idą z sobą
A kiedy nic nie czuję
jestem inną osobą…
Jak opisać uczucia,
które mną miotają?
Co dzień od nowa duszy
inne życie dają…
Jak opisać, co czuję,
kiedy patrzysz na mnie,
a ja znam myśli twoje
i znam twoje uczucia
chowane starannie…
„Nie chcę ale muszę”,
po prostu widzę twoją duszę…

Kann ich es glauben,
dass es ihn für mich gibt,
dass Gott mir
nicht nur „schwarze Peter“
in meine Karten mischt..,
dass es uns auch noch
das Glück erwischt?
Kann ich es glauben,
dass es ein Leben vor dem Tod
noch gibt?
Dass er mich wirklich liebt?

Mama i Tata
byli z nami przez lata
w domu, na spacerze, w kościele
Mama i Tata
Dwoje ludzi połączonych dziećmi
wspólnym życiem…
Może nawet byli kiedyś zakochani?
Janka z Wiciem
Dwoje ludzi
nie zawsze jednej myśli
na zawsze pozostali razem
choć nie wszędzie
Brak mi obojga
gdy ich nie ma
i już nigdy nie będzie

mieszkamy w klatkach
zamykamy się w nich sami
klatki nazywamy mieszkaniami
klatki na klatkach ułożone są piętrami
klatka pierwsza, druga, trzecia…
klatka naszego życia
jest klatką stulecia
klatka z oknami oszklonymi
albo za kratami
w klatkach kochamy się, kłócimy,
rodzimy dzieci i je zabijamy…
w klatce podstawowa komórka społeczna
rodzina porządna i rodzina aspołeczna
życie w klatce
często nie uszczęśliwia
w klatce człowiek do śmierci dogorywa

nie mogę zasnąć
myślę o tobie
pragnę być blisko
czuć ciebie w sobie
mieć ciebie w dłoniach
i na ustach
i więcej nic, to wszystko
kołysać się z tobą do snu
płonąc jak ognisko
pomiędzy marzeniami
zostawić świat daleko
dobrze kiedy jesteśmy sami
kołysać się z tobą do snu
ciepło, miło, najczulej
promieniem słońca bądź
co z nieba
padł na ziemską kulę…

Niektórzy ludzie żyją tutaj
kilka tysięcy lat
Bogowie poznali dzieje świata
budowali świat
Niektórzy ludzie
budują stale Raj na Ziemi
Niektórzy są w tym Raju
duchowo uziemieni
Gdy kończy się ich pora
nadchodzi inny czas
I nowy duchem człowiek
prowadzi dalej w las
Za lasem siedem rzek
I siedem gór czasami
A ci, co nie umarli
wędrują dalej z nami

Nowobogackie małpy
wpatrzone w siebie
wystawiają w mediach
wszystko na sprzedaż
nie patrząc w kalendarz
przed kamerami
czują się jak w niebie
obdarzone móżdżkami
manipulują widzami
w celu otworzenia sobie furtek
do dalszej byle czego sprzedaży
i kupna sobie tego
o czym im się marzy
Tylko dla głupich
w mediach wkrótce
sława i pieniądze?
Szkoda, że ja tu nie rządzę….

od tylu lat zero radości
rozczarowania
złości
brak miłości
zmęczone kości
pod zmartwień nawałem
najpierw przecież się starałam
z wszystkiego wychodzi mi tylko nic
na nic wiersze
na nic obrazy
na nic pisanie
na nic duszy pranie
na nic wszystko, co robię
i tak wegetuję sobie
nad zapisanymi myślami
sama między wami

on czeka za szklanym ekranem
mówi i patrzy jak żywy
i tylko dotknąć go nie mogę
nie jestem szczęśliwa
on nie jest szczęśliwy
jesteśmy daleko
choć teraz patrzymy na siebie
on za siódmą górą i za siódmą rzeką
spotkamy się w niebie
spotkamy się na rajskiej polanie
pod białą pierzyną z chmur
on będzie słońcem a ja ziemią
polecimy razem
na skrzydłach z łabędzich piór
polecimy razem gdzie Bóg
namalował gwiazdy na niebie
zostaniemy tam razem na wieki
połączymy w jedno serce siebie

Pałac Kultury
czeka na podróżnych
codziennie wita
w Centrum ludzi różnych
zaprasza nawet ich do siebie
tam na 30-ym piętrze
czują się jak w niebie…

Na dole: kina
chłopak i dziewczyna
polska rodzina
Tuż obok są Złote Tarasy
tam na zakupy masz ochotę
gdzie wśród gawiedzi
Niemcy, Rosjanie, Anglicy, Szwedzi
a nawet różne inne nacje
bo można tutaj zjeść
śniadanie, obiad czy kolację…

A jakbyś miał ochotę
jechać w miasto dalej
metrem, taksówką
autobusem czy tramwajem
przystanków wiele wokół znajdziesz
a na Starówkę
na piechotę zajdziesz

Po drodze miniesz
urocze dziewczęta
po prawej będzie hotel… Victoria,
po lewej Zachęta
i grób Żołnierza Nieznanego
Jan Paweł II – gi tłumy błogosławił
tu na Placu Piłsudskiego

Między Hotelem Europejskim
a Bristolem
Krakowskie jest Przedmieście
tam wujek poznał ciocię Jolę
Po prawej będzie takie drzewo
ale ty musisz skręcić w lewo
bo w prawo na Uniwersytet
ale Starówka ma priorytet
Więc miniesz Pałac Prezydenta
dom notariusza czy rejenta…
Kto wszystkie domy te spamięta?
I zaraz tam na rogu
jest Kościół Świętej Anny
Tam na przeciwko
mieszka teść Marianny
A dalej będzie Plac Zamkowy
Zamek zburzony był,
odbudowali nowy!
Cała Starówka była też zburzona,
a teraz pięknie odnowiona!
Król Zygmunt patrzy z góry,
kto nadjeżdża,
a tłumów co dzień tutaj
się nazjeżdża…

No mówię ci,
codziennie inne nacje…
Bo na Starówce
możesz także zjeść
śniadanie, obiad, czy kolację…

Reingeboren in den Luxus einer Stadt
Hier lebten früher auch andere Leute
Die Beerdigung fand niemals statt
Sie wurden verarbeitet
zur Arbeitskraft und Geld
Sie machten Platz in der Wohnung
in der es dir heute gefällt
Es verhungerten einsam viele Leute
für deinen Luxus von heute
Viele waren damals auch sehr reich
Nährst du heute den Boden für das IV. Reich?
Muss ein neuer Führer die Macht ergreifen
um Menschen zur Vernunft zu bringen?
Oder kann es heute
ohne einen Weltkrieg gelingen?

sama się tu kręcę
mam związane ręce
czekając na niego
czytam, piszę, tesknię
do kogo, do czego?
dlaczego tak długo
pytam go, dlaczego?

samotnie
odliczam czas
czy ziemia
czy woda
czy las
czy chmury na niebie
nie ma ciebie
rozglądam się dookoła
smutna ale wesoła
dom czy szkoła
nie pierwszy raz
odliczam
jak mija czas

sie sind noch glücklich
sie sind noch jung
sie schmieden viele Pläne
sie kennen ihre Zukunft nicht
sie kennen noch nicht die Tränen
die Verzweiflung nach dem Abschied
die Trauer nach dem Verlust
sie wissen vieles noch nicht
sie kennen Spaß und haben Lust
das Leben wird’s jedem zeigen
das Leben wird sie noch berühren
sie werden später verstehen
was sie jetzt nicht nachvollziehen

Tak się rozmarzyłam,
że co noc będę z tobą spała,
blisko twojej duszy i twojego ciała,
będę bujała w obłokach,
w siódmym niebie,
blisko ciebie
A tu nadal nie ma nikogo,
tylko poduszka obok patrzy na mnie wrogo,
bo i ja się do niej nie uśmiecham,
czekam i czekam, i czekam…

I nic nie daje to moje pisanie,
granie, śpiewanie i tepe…
Nie ma cię i nie ma cię…
Siedzę tak tu od nocy do rana…
Zapłakana…

The people of Africa
own a continent of sorrow
They can’t go almost anywhere
for a better tomorrow
rivers dry
children cry
people die
You don’t ask why?

there is a secret life
around the world
there is a secret life
about you’ve heard
a secret life
before you have been born
a secret life after you’ll die
there is secret life for you and I
this life takes times
spaces in rhymes
the music plays for free
there is a secret life
between the worlds
a life for you and me
How can you enter here?
– It costs no money dear…..

to be a Queen or a King
you don’t even need to sing
you don’t need to write a song
you are just born in the family
where everyone have fun
all day long
not just for a while
you wear nice clothes and jewels
and you just smile
you sell some new fashion
on every occasion
you show your happy face
in television
what happens around the world
is not your worry
as Queen and King
you have to be happy
you don’t need to be sorry…

to dziecko było inne
musieli z nim uciekać
przeszli długą drogę
w nieznane idąc z daleka
to dziecko było białe
mówili, że kaleka
to dziecko miało inny kolor skóry
jego włosy były jasne
jego los ponury
dziecko albinos
wśród ciemnoskórych

Trudno wybaczyć to
czego, ktoś inny nie zrobił…
Nie pomógł…
Nie odpisał…
Nie zadzwonił…
Nie pomyślał…
Nie zauważył…
Nie zaproponował…
Nie zrobił przecież nic,
kiedy potrzebne było
dobre słowo…
Kiedy pomoc była niezbędna
tobie do przeżycia…
Nie pamięta, dlaczego
wtedy o tym nic nie wiedział…
Nie zapytał, nikt mu nie powiedział…

w biedzie ludzie trzymali się razem
w biedzie ludzie pomagali sobie
bogactwo uczy egoizmu
wszystko należy się tylko mnie
nic nie należy się tobie
tylko mnie należy się więcej
tobie kopa w dupę
mogę dać w podzięce
to co, że mi kiedyś pomagałeś/łaś
to co, że z tobą jadałem
przy jednym stole
ja śpię teraz w hotelu
a ty nadal w brudnej stodole
więc nie łączy nas nic
oprócz zdjęcia
gdy siedzieliśmy sobie w objęciach
zdjęcie jest już wyrzucone
mam teraz inną żonę
mam męża i nowy świat
ty byłeś/byłaś i jesteś nikim
i niech pozostanie tak…

Wie die Maus
laufen wir durch das Haus.
Hat es einen Sinn?
Wo laufen wir hin?
Die Richtung scheint vorgegeben
durch den Zufall
oder Gottes Plan für unser Leben…
Die Richtung wechseln?
Oft unmöglich!
Die Freude kurz,
die Reue unerträglich…
So leben wir manchmal
unser falsches Leben täglich…
Bis eines Tages kommt der Tod
und holt uns weg
von unserem „täglich Brot“…

Zasiałam ziemię
ziarnami z mojego łona
Ziemia jest biała i czarna
brązowa i biało czerwona
Posiałam ziemię
uśmiechem dzieci
radością
A zapłaciłam za to
wielką samotnością….
Wśród obcych
bez przyjaciół
Wszyscy odwróceni
od miłości, radości
matki takiej Ziemi…

Zdrowym ludziom
pozwalamy umrzeć z głodu
w różnych częściach świata
Bo nie mamy ich za siostrę
czy za brata
Nie dajemy umrzeć osobom
często nie zdolnym do życia
Bo mamy postęp techniki
i nowoczesne odkrycia…
Bóg nie pozwala zabijać,
ale pozwala dać umrzeć
z pragnienia i z głodu???
Bo ludzie nie przejdą granic
w poszukiwaniu wody???

Życie to dar
Dar smutku i radości
Ciekawa podróż
przez krainę samotności
Przez świat
ludzkiego altruizmu
i ludzkiej próżności
Podróż samotna i do pary
Kolorów na tej drodze jest bez miary
Wytrzymaj, nawet kiedy droga zła
Życie to nie poemat
Życie to o życie z diabłem gra
A kiedy myślisz,
że już koniec i nie warto,
czekaj na nowy dzień
O wschodzie słońca znów
nową stronę życia masz otwartą
Czym ją zapisze diabeł, Bóg czy człowiek
nie dowiesz się spod zamkniętych powiek
I nie usłyszysz, nie słuchając
Milcząc, nie powiesz nic
Z kolan nie wstaniesz, wciąż klękając
Człowiekiem jesteś
W norze siedzi zając…

życie zmaga się z problemem
który śmierć by rozwiązała
problemem duszy i problemem ciała
życie zmaga się z problemem
nieuleczalnie chorego człowieka
problemem, na który śmierć czeka
przecież śmierć nie ominie nikogo
spotkasz ją we własnym ciele
gdy rozwiąże problemów wiele
dobra dusza pójdzie do „nieba”
dostanie po śmierci
czego jej trzeba…
dobra dusza zamieszka
w nowym mieszkaniu
na skraju Raju
w okolicach czyjegoś serca
na wygnaniu…


niektóre wiersze, rok 2016

Powitajmy Rok Nowy
Pożegnajmy Rok Stary
W Nowym Roku jak zawsze
brońmy Boga i wiary!
I nie dajmy się kupić
za pieniądze od diabła
Lepiej zbytnio nie utyć…
niż sprzedać duszę dla sadła…
Zapomnieliśmy ich zaprosić?
Sami przyjdą i się z nami podzielą, naszym domem,
łóżkiem i pościelą…
Biedni z całego świata
ruszą wspólnie do naszego stołu.
I możemy być wdzięczni,
gdy zostawią nam miskę rosołu…
Tak już było i tak znowu będzie.
Gdzie bogacze bez serca –
wojna wszędzie…

Planeta małp.
Na niej ja i kilka osób.
Trudno tu spotkać kogoś,
kto myśli w podobny sposób.
Planeta małp.
Na niej stosunki międzyludzkie
udawane.
Na weselu tańczy tu
diabeł z bałwanem.
A ci najmilej uśmiechnięci –
czekają tylko, by ci świnię wkręcić…
więzienie domowe
przez ponad 50 lat
nie padło miłe słowo
nie zwiądł od męża
żaden kwiat
w kieracie obowiązków
mama
latami zamęczona
kobieta samotna
żona

Mieć dziecko –
jedno wielkie pragnienie, marzenie….
I nagle…
Człowiek sterroryzowany na całe życie…
na własne życzenie… :)
Są też chwile czczęścia i radości…
Gdy dziecko się bawi i ma gości…
Z kolegami zawsze weselej i fajnie…
Z rodzicami nudno normalnie…

Du berührst meinen Körper,
du berührst nicht mein Herz…
Früher wäre es eine Wunde,
heute ist es ein schlechter Scherz…

Przeszedłeś po mnie
jakbym była tylko cieniem
Nawet w słońcu
nie zauważyłeś,
że stoję obok
Tylko mój cień
podnieść się
już nie może
Panie Boże,
nasza nadziejo,
Panie Boże,
nasza opoko,
Dzięki Tobie
da się tu wytrzymać
Wierzę w to głęboko…
Tylko z Tobą
w sercu i umyśle
da się przeżyć to,
co los nam przyśle…
A na koniec
gdzieś u niebios bramy,
z tobą w sercu –
nie umieramy…
Zawód Ksiądz,
jak wodzirej od Pana Boga
Daje nadzieję,
tam gdzie samotność i trwoga…
Gdzie grzech ci ciąży,
tam zapytasz Księdza
Gdy choroba, gdy bieda i nędza…
Wołasz go
w chwilach bardzo trudnych
I radujesz się z Księdzem
w momentach przecudnych
Na chrztach i ślubach
nawet na weselach
Ksiądz w każdej chwili
błogosławieństwa udziela…
Nie może zabraknąć kościoła
i nie może zabraknąć wiary
Nie może zabraknąć kościoła
gdy człowiek chory i stary
Nie może zabraknąć kościoła
dla młodzieży i dzieci
by wiedziały, dokąd trafi diabeł…
a dokąd anioł doleci…
Nie może zabraknąć kościoła
bo bez niego droga niejasna…
Diabeł wyprowadzi w pole
i wszelka nadzieja zgasła…

Polska Madonno z dzieciątkiem na ręku
jesteś obrazem miłości i wdzięku.
Dałaś nam przykład jak dziecko wychować
i nas do syna twojego doprowadź!
By nie błądzili ludzie słabej wiary
dajesz nam przykład jak znosić ofiary.
Miej pod opieką całe ludzkie plemię
pozwól ocalić i wiarę i ziemię.

Królowo egoizmu
matko diabła
Niech cię ziemia pochłonie
chcę byś się w otchłań zapadła
z której już nie powrócisz
i nikogo nie skusisz
na pieniądze, uśmiechy i grzechy…
Koniec twojego show
i twojej tu uciechy…

Meine Sehnsucht ist eingeschlafen
sie hat es sich bequem gemacht
zwischen den sieben Sachen
wo mein Kind spielt und lacht…
Meine Sehnsucht schläft
wie das Dornröschen
und wartet, geweckt zu werden,
denn ich habe nicht nur ein Zuhause
nicht nur eine Heimat auf Erden…
W samotności
myśl krąży wokół myśli
i żadna nie może drugiej pomóc
Wzajemne towarzystwo jest złudne
a ich niby dialog to jednak monolog
Można tak spędzić chwilę, dzień…
Ale kilka lat???
O czym tu jeszcze rozmawiać,
gdy temat już dawno wyczerpany…
A myśl wciąż krąży wokół myśli…

Często pokochana
nagle porzucona…
Dla nieobecnego męża
nieobecna żona…
Wzięta do niewoli
wbrew jej własnej woli…
Czeka, nie wie na co…
Mało za to płacą…
Chyba dwóch się bije…
I to nie na kije…

Zabiorą nam Boga
wprowadzą sex-shopy
Nie będzie Kościoła
nie będzie Europy
Zabiorą nam Boga
wprowadzą burdele
Nie będziesz się modlić
w niedzielę w Kościele
Zakupy zastąpią msze
i wszystkie święta
I drogie wyjazdy
w mało święte miejsca
Umiaru zabraknie
gdzie pieniędzy wiele
Nie będziesz się modlić
w niedzielę w Kościele

Życie to egzystencja duszy,
która bez ciała nigdzie się nie ruszy.
A gdy ciała przybywa,
egzystencja rzadziej od ziemi się odrywa…
Gdy ciała jest nie wiele,
też nie jest dobrze…
Zdrowego ciała trzeba duszy.
Zdrowej duszy potrzeba w ciele.

Inni ludzie mają w ich domach inne dzieci,
a jeśli tamci zmartwychwstaną,
w swych domach innych ludzi dziś zastaną?
Tak być nie może Panie Boże…
Inaczej będzie może?

Oprócz niego potrzebuję ciebie
w moim małym domu pod chmurami
Chcę, żebyś nas pokochał
i tutaj pozostał z nami
Nie chcę widzieć cię tylko przypadkiem
Nie chcę spotykać jedynie ukradkiem
Chcę za rękę z tobą iść ulicą
Nie chcę, byśmy byli tylko tajemnicą…
Chodź do mnie i pozostań
tu, gdzie cię nie ma od lat
Zbyt długie jest życie,
by samotnie czekać
By ciebie szukać,
zbyt wielki jest świat
Samotność straszy pustką
rozbrzmiewa ciszą łez
A one jak modlitwa
nigdy nie kończą się
Byś wreszcie się pojawił
i nie zostawiał tak…
W tej ciszy i w tej pustce
umiera w klatce ptak…

Kto nigdy nie kochał,
ten nie wie,
jak żyje się bez tej miłości,
bez szczęścia, bez radości…
Kiedy każdy oddech to smutek,
każdy dzień tej rozpaczy skutek…
Nawet jeśli o niej na chwilę zapomnisz,
Żyjesz w swoim ciele jak bezdomny…

Tak mi bez ciebie jest chłodno
puste miejsce wypełnia tęsknota
za dotykiem twojej czarnej skóry
za spojrzeniem z czarnego złota
za naszym ciepłym westchnieniem
i za tą gorącą rozkoszą
gdy dwa ciała razem się unoszą
by przepaść w siebie
kiedy byliśmy w biało-czarnym niebie
W tamtym pokoju…
U ciebie…

Du hast aus meinem Becher getrunken
und du hast ihn weggestellt
Ich verdurste und bin betrunken
Ohne dich steht mein Becher leer…
Ohne dich atme ich Einsamkeit
jeden Tag, jede Nacht aufs Neue
Ohne dich kann ich nicht glücklich sein
und kann mich nicht mehr freuen…

God gave me the chance
to live far away
from those
who killed me slowly every day
From those who stole my energy
God made me free
Można kogoś tak kochać, świata nie widzieć
poza nim, poza nią,
przyrzekać, że na zawsze razem już zostaną…
tak szczerze, bez obłudy, z całego serca wierząc….
A kilka lat i rozwód i nikt już nie pamięta,
dlaczego spędzał z nim, czy z nią, sylwestra i inne święta…
Dlaczego na fotografiach razem, razem, razem…
Po latach łączą ich już tylko zdjęcia z krajobrazem…
Ich bin Deutscher
ich bin hier geboren
Deine Eltern kommen doch
aus Russland, aus dem Iran
oder aus Polen
Ich bin Deutscher
ich war hier ein deutscher Schüler
Andere haben mich gemobbt
nun zeige ich euch, was ich fühle…
Ich fühle Wut und Hass
ich fühle Ohnmacht…
Und diese Waffe gibt mir Macht!
Zu spät, zu einsam
als Deutscher in Deutschland zu leben…
Ich weiß, zu spät, um mir und um euch zu vergeben….

Ich brauche
2 Wochen Urlaub
vom eigenen Leben
Jemand anders
ganz woanders sein…
Ohne Mann, ohne Kinder…
2 Wochen allein

takie były czasy,
że nie wiadomo było,
czy ich wszystkich na długo zamkną
czy ich wszystkich zabiją..?
czy ich rodziny i dzieci będą miały co jeść?
dziś się im zazdrości i na nich pluje
zamiast oddać im
należną im cześć
za to że nie wywołali trzeciej wojny światowej
ale doprowadzili do zgody
nawet pogrudniowej…
10 lat minęło
od naszego spotkania
w samolocie
Kiedy to moja dusza spotkała
twoją duszę w locie
Od kiedy wszystko zaczęło być
jasne i dziwne
A słowa zmieniły znaczenie
na przeciwne
Czekam, żeby na jawie
spotkać Cię na zawsze
Nie w kosmosie,
na ziemi chcę na Ciebie patrzeć…

5. September 2016 •
Du warst jung – du wirst alt
Du warst heiß – du wirst kalt
Du warst dumm – du wirst klug
Das ist oft nicht genug…
Du warst schön – du wirst hässlich
Du warst superschlau – du wirst vergesslich
Du warst gesund – du wirst krank
Das ist des Schicksals Dank…
10. September 2016 •
Pewnego dnia trzeba odejść
opuścić nagle ten sen
zapaść się w ciemność
czy powrócić… na trzeci dzień?
Ty sam wybierasz
czy żyjesz wiecznie
czy umierasz…
Lecz nie wiesz
lub nie wierzysz
że tak jest.
Co wolisz?
Koniec życia…
czy życia trudny test?
Co wolisz?
Sam wybierasz
czy żyjesz wiecznie
czy umierasz…
13. September 2016 •
Przywykłam do życia w ciszy
przerywanej nie moim śmiechem
Przywykłam do życia
w przyjaźni z własnym oddechem
Cisza mnie nie przeraża
przeraża mnie brak pieniędzy
życie w ciszy jest spokojne
straszne jest życie w nędzy…
13. September 2016 •
Spotkanie po latach
Jak powitać kogoś
kto dawno zapomniany, pochowany…
w krainie byłych znajomości?
Nagle ubrany we własną skórę i kości
staje przed tobą jak żywy…
jak prawdziwy…
Co powiedzieć?
Czy wstać, czy siedzieć?
Podajesz rękę,
by skończyć rozterek tych udrękę…
Czy my się znamy? Co słychać?
Wszystko okej.
Rozmowy koniec…
I duszy lżej.
24. September 2016 •
Co się stało, to się nie odstanie
na próżno płacz i narzekanie
Pomyśl, co robisz
zanim coś zepsujesz
bo potem żałujesz i żałujesz…
Często już nie naprawisz
tego, co zmarnujesz…
29. Oktober 2016 •
In deinen Augen
habe ich mich gefunden
in einem Paradies
für einige gemeinsame Stunden
In deinen Augen
habe ich mich verloren
Ich weiß es nicht:
Bin ich gestorben?
Oder bin ich jetzt neu geboren?
In deinen Augen ist meine ganze Welt
und alles, was mir gefällt.
Gepostet von Joanna Komar Krupinska • 30. Oktober 2016 •
Przemijanie
jak ciemna noc
nadchodzi krok za krokiem,
po woli
Nim się obejrzysz
ktoś lub coś znika, czegoś brak
zębów, włosów, własnej woli…..
W ciemności sam
snujesz się jak własny cień
w świetle księżyca
Nie cieszy cię już żaden dzień
żadna nie cieszy obietnica
Już wiesz,
że wkrótce znikniesz jak ci inni
i jak to wszystko…
Tak skończy się
to bezradosne,
przydługie widowisko…
Gepostet von Joanna Komar Krupinska • 6. November 2016 •
my only child
my greatest love
my sadness
my happiness
if you have 3 children
maybe you must love
anyone less…
???
19. November 2016 •
Nie przywiązuj się do szafy,
zwłaszcza w nie swoim mieszkaniu, w sklepie, czy u przyjaciela…
Nie przywiązuj się do fotela, ani do żadnej innej rzeczy…
Bo z tego przywiązania nikt cię nie wyleczy…
A tęsknota doskwiera…
i po woli razem z tobą
ze smutku umiera…

Gepostet von Joanna Komar Krupinska • 19. November 2016 •
Macht euch bereit!
Es kommt die Winterzeit…
Es kommt die Weihnachtszeit…
Der Weihnachtsmann ist nicht mehr weit…
Macht euch bereit!
Es kommt die Winterzeit…

Von Adam nach einem Streit an seine Mutter:
Du bist meine Mutter
Und brachtest mir mein Futter
Du warst immer für mich da
Auch wenn ich undankbar war
Ich hoffe, du kannst mir vergeben
Und mit mir noch weiter leben
In Liebe
Gepostet von Joanna Komar Krupinska • 15. Dezember 2016 •
Modepolizei
Sie achtet auf jedes Detail
Sie hat ihre Boten
sie werden dich auslachen
sie werden dich verspotten
KAUF DIESE KLAMOTTEN!
Sie werden so lange warten
bis du kaufst
was sie erwarten
Sonst hast du schlechte Karten…
Gepostet von Joanna Komar Krupinska • 27. Dezember 2016 •
Panie, daj mi wytrzymać
to wszystko
To smutne i okrutne widowisko
przez sto lat…
Ten podły, zakłamany świat
pełen wad
Gdzie twój najbliższy często
to twój kat
Ojciec, matka, siostra,
syn, córka, żona,
mąż czy brat…