
#Snailjo66 @Snailjo66 (Facebook, Tiktok, Instagram)
Szkic książki:
„Jak Ślimak znalazł nowy dom.“
Rozdział 1
Szkic książki:
„Jak Ślimak znalazł nowy dom.“
Rozdział 1
Ślimak miał takiego życia chyba dość.
W dzień szaleją dzieciaki, biegają, drą się, spać nie dają, bo to teren szkoły.
Podobno jest głuchy, ale może nie całkiem?
W nocy głodne szczury, koty, jaszczurki. Gdzie nie spojrzysz same drzewa i krzaki albo beton, czasami śmieci i śmietnik. Trzeba uważać, żeby woźny nie rozdeptał, jak zamiata chodnik, czy kosi trawę.
W oddali domy. Światła w oknach przypominają gwiazdy na bezchmurnym niebie. Albo leje i nie wiele widać, bo chować się trzeba, żeby nie utonąć.
„Kto tam w tych domach mieszka i co robi?“, pomyślał Ślimak.
Kilka razy widział wielkie postacie na chodniku za płotem. Ogromne Ślimaki i to bez skorupki. Dziwił się, że ich czułki były na dole i po bokach oraz, że poruszali się na nich, albo machali nimi w różne strony, albo coś nieśli, stąpając wtedy bardziej ociężale.
Niektórzy z nich spacerowali z psem. Inni wysiadali z maszyn o czterech kołach, albo wsiadali do nich i znikali prędko przy końcu ulicy lub za rogiem. Dokąd?
Tylko Ślimak musiał siedzieć w tym ogrodzie, którego miał dość.
Ani jabłek, najwyżej jakiś ogryzek. Ani marchewki, ani jajka, ani w ogóle nic smacznego. Menu marne.
Sam nie pamiętał, jak się tam znalazł, bo szedł w ciemnościach i czołgał się prawie po omacku. Może dotarł znad Mozeli? Może przybył tu na jakiejś gałęzi, wyrzucony przez wysokie fale powodzi wiosennej?
A może go ktoś podrzucił?
Sam już zapomniał. Pewnie dlatego, że drogę przebył schowany w skorupce, a jeśli się czołgał ślimacząc się jak należy, to też nie umiał swojej drogi dokładnie opisać, bo niby jak? Do szkoły przecież nie chodził, pisać nie umie, a mówić nie może.
Pewnego poranka w lipcu Ślimak zbliżył się do płotu. Raz kozie śmierć, gorzej być nie może, trzeba by sprawdzić, co jest za płotem. Powoli i ostrożnie wystawił łepek znad murku przy krawężniku. Oczy na długich czułkach rozglądały się zadziwione.
„Jakie wielkie miasto”, pomyślał. Domy, trawniki, ulice, samochody, ludzie, koty i psy. Domyślił się jednak, że wszyscy oprócz niego nie byli ślimakami, więc musiał ich jakoś nazwać.
Poczuł się trochę zagubiony i samotny, ale był bardzo odważny i ciekawy tego wielkiego świata, którego nie umiał pojąć, choć jego rodzina zamieszkuje na ziemie od ponad 500 milionów lat. Najstarsi jego przodkowie musieli zmierzyć się z dinozaurami o przetrwanie na tej planecie! Czasami lepiej być niedużym i niepozornym. Dinozaury wymarły. Podczas, gdy ślimakowi grozi śmierć ze strony człowieka, bo ten albo go zje, albo wybije dla zabawy, albo zabierze mu lasy i ogrody, tak niezbędne do życia na wolności.
„Chciałbym też kiedyś zamieszkać w takim domu, wieczorem siedzieć przytulnie przed telewizorem przy włączonej lampce, jeść marchewkę, rzodkiewkę czy ogórek zielony i nie martwić się o jedzenie i dach nad głową“, przyszło mu na myśl.
Widział, że psy chodzą z ludźmi i jest im z nimi zazwyczaj dobrze i wygodnie. Podróżują samochodami, są głaskane i zawsze się z nimi ktoś bawi.
„Trudno, ryzyk fizyk, wychodzę!“
I wygramolił się jak najszybciej potrafił za płot, prosto na chodnik przy ulicy. Trwało to dobrych kilka, a może kilkanaście minut, ale wreszcie stanął oko w oko z nowoczesną cywilizacją, zatrzymał się na chodniku i obserwował domy i auta.
Sam nie wiedział, co ma zrobić, żeby zwrócić na siebie uwagę kogoś sympatycznego, kogoś kto założy mu obrożę oraz smycz i powędruje z nim do samochodu, tak jak ze swoim psem.
Czekał. Minęła chyba godzina, zaczęło świtać. Od czasu do czasu ktoś przeszedł obok, nie zwracając na Ślimaka uwagi, albo nikt go nie widział. Minęły dwie, trzy godziny…
Na szczęście nikt go tam nie rozdeptał, bo Ślimak kręcił się blisko płotu w tą i z powrotem. Szczury już spały, a psom nie smakuje. Wrona pomyliła go może z góry z czymś innym…
Ponieważ Ślimak jest z natury cierpliwy i spokojny, czekał wytrwale, aż ktoś zwróci na niego uwagę, pomimo tego, że ani śpiewać, ani tańczyć nie potrafi.
Nagle poczuł na skorupce dotyk. Ktoś pociągnął go delikatnie do góry. Na szczęście nie był wcale przyklejony do zakurzonego chodnika.
Ślimak spojrzał ciekawy, kto to może być. Kogo zesłały mu wreszcie niebiosa i miasto?
„Jakaś pani. Niech będzie.“
Ślimak wcale się nie schował do skorupy, tylko frunął sobie swobodnie, wisząc między palcami jakiejś pani.
Niosła go kilka kroków. Nagle zawróciła, jakby nie była pewna, czy słusznie robi i prawie by go odstawiła z powrotem, gdyby nie obdarzył jej spojrzeniem z lekkim oburzeniem. Wyczytała w tym wzroku:
„Nie zostawiaj mnie tu! Lecimy do samochodu, moja droga, ja tu już kilka godzin czekam! Może być bez obroży i bez smyczy!“
Jego pani zawróciła w stronę auta, kontynuowała lot ślimaka, sterując nim prosto do bagażnika, w którym Ślimak wylądował w pudełku kartonowym z małym otworem na powietrze. Pani rzuciła do kartonu kawałek gofra, którego polała odrobiną wody. Tak na wypadek suszy i gorąca. Zamknęła bagażnik i poszła do pracy.
Ślimak zaczął się zastanawiać, czy słusznie zrobił, opuszczając ogród, gdyż o takim lokum w kartonie nie marzył, a gofrów też nie jada.
Jego cierpliwość nie zna jednak granic. Grzecznie więc czekał uczepiony przy otworze na światło i powietrze.
Po kilku godzinach dojechał nareszcie do domu, cały i zdrowy.
Pani umieściła go w misce.
Na dole nalała trochę wody, może trochę za dużo, bo ślimak to jednak nie rybka, a pije kroplami.
Mały przyczepił się do miski i na początek poszedł spać. Pani dała mu na imię Jo (z angielskiego Dżo), sama ma na imię Joanna (po angielsku Dżoena).
Ta miska była nie umeblowana, nie przystrojona i dość nudna.
Przeprowadzka i czekanie w samochodzie były trochę stresujące.
Dobry odpoczynek był Ślimakowi teraz potrzebny, więc zasnął, chowając się do skorupy i klejąc się do miski, dając Joannie czas na urządzenie jego nowego mieszkania.
Rozdział 2
Joanna zrozumiała, że miskę należy umeblować i ozdobić.
Co by tu wstawić?
Ślimak musi mieć dostęp do wody, nadawała się do tego mała szklana podstawka czy zakrętka po dżemie.
Trochę kartonu, rzodkiewka, ogórek, gotowana skorupka po jajku, kamyk, patyk, kawałek kory, liść sałaty lub krzewu. Najlepiej żadnych kolców czy ostrych końcówek.
Wybrała to co bezpieczne, praktyczne, tanie i co mogła znaleźć w domu i w okolicy na spacerze po parku oraz w sklepie „Caritas” z rzeczami używanymi.
Ślimak Jo obudził się nad ranem, albo jeszcze nie zasnął, gdyż ślimaki są aktywne od wieczora, w nocy, aż do rana. Gdy słońce wzejdzie, szukają miejsca na sen czyli nocleg w ciągu dnia. Najlepiej trochę w ukryciu, ponieważ widoczne stanowią łatwy łup i smakołyk dla ptaków. Cały ślimak jest niezłą przekąską dla zwierząt, a nawet dla ludzi.
Ptaki jednak bardzo cenią sobie skorupkę ślimaka, ponieważ jest ona cennym źródłem wapnia, niezbędnego do budowy kości i do życia. Każde stworzenie go potrzebuje jako budulca na szkielet i na zęby.
Są ślimaki, które rodzą się i żyją bez skorupki, lecz te urodzone ze skorupką nie są w stanie bez niej żyć, ponieważ jest ona nierozłączną częścią ich ciała. To pod skorupką kryją się życiowe organy ślimaka, takie jak serce czy żołądek, jego układ pokarmowy, oddechowy itd.
Skorupka jest więc tak samo ważna, jak cały ślimak i każda jego część. Czułki na główce zakończone są oczami i mogą widzieć, wąchać oraz czuć, czułki dolne służą tylko do wąchania i czucia. Ślimak czuje całym ciałem i całym ciałem może pobierać mikroelementy potrzebne mu do życia z podłoża, czyli na czym sobie posiedzi i chodzi.
Gdy ślimak zbliży się za bardzo do kogoś lub czegoś, wyczuwa to często najpierw czółkami, które chowa, by je chronić przed urazami, albo żeby ich ktoś inny nie uszkodził.
Ślimak bez czułek ocznych byłby niewidomy i być może szybko by umarł. Ciało ślimaka jest bardzo delikatne i miękkie, dlatego pokrywa je częściowo skorupka, w której może się schować. W skorupce łatwiej przetrwać suszę czy wiatr.
Wzór i kolory na skorupce przypominają barwy, które nie zachęcają ptaków i szczurów do zjedzenia ślimaka na pierwszy rzut oka. Po skorupce można ślimaka z daleka nie odróżnić wśród liści i trawy, lub pomylić go z jakąś popularną wydaliną psa czy kota. To zwiększa jego szanse na przeżycie.
Ludzie też mogą jeść ślimaki, ale nigdy na surowo! Ślimak może nosić w sobie niebezpieczne bakterie czy wirusy, które stają się nie groźne dla ludzi po ugotowaniu ślimaka wraz z nimi we wrzącej, bardzo gorącej wodzie, podobnie jak się gotuje kurczaka, rybę czy inne mięso. Wtedy ludzie też mogą zjeść ślimaka. Zapewne smakuje lepiej w dobrym sosie z przyprawami. Tak na oko, to on sam nie ma żadnego smaku. Za to jest źródłem białka.
Rozdział 3
Joanna ślimaka nigdy nie jadła i nie miała na to ochoty. Raz spróbowała ośmiornicę i była ona ciężko strawna i nie smaczna, tylko sos był dobry.
Po kilku dniach od przybycia Jo trzeba było zmienić wystrój miski, umyć ją i znaleźć inny wystrój do jej urządzenia, żeby się ślimakowi nie nudziło.
Joanna próbowała częstować ślimaczka różnymi smakołykami.
Skorupka od jajka? Tak, pokruszona jest przysmakiem, a w całości służy jako fotel lub kanapa.
Pomidor? Może być czasami, aby nie był zbyt aromatyczny.
Jabłko? Tak, od czasu do czasu.
Pieczarka? Raczej nie. Jo jej nie lubi.
Karton po opakowaniu? Tak, często z przyjemnością, jako przekąska i dywan.
Rzodkiewka i jej listki? Chętnie, podobnie jak ogórek zielony oraz listki pietruszki, marchewka gotowana i ugotowane bez soli płatki pszenicy.
Groszek zielony gotowany bez soli? Tak, bardzo smaczny.
Mus z marchwi lub jabłkowo – babanowy? Tak.
Szukając pokarmu oraz pudełek dla ślimaczka w sklepie ogrodniczym Joanna natrafiła na same trutki dla ślimaka, co ją zastanowiło.
W sklepie internetowym Amazon znalazła minerały dla ślimaków, więc zamówiła je razem z kawałkami sepii. Ślimak lubi sobie na sepii posiedzieć, to także źródło wapna, od czasu do czasu sobie skrobie po tej seppii.
Joanna dekorowała miskę listkami i okazami przyrody danej pory roku, kwiatami, kasztanami, szyszką, wiecznie zielonymi liśćmi z pobliskich krzaków.
Rozdział 4
Ślimaczek Jo lubił spędzać czas w misce. CO kilka dnie miał ochotę na dłuższy spacer i okazywał to wspinając się do góry miski i wychylając poza nią swój łepek, próbując wyjść. Raz miał dość zapachów liści kalarepy i wyszedł na zewnątrz miski, uczepił się jej tam i czekał na zmianę dekoracji.
Joanna wyprowadzała ślimaczka na spacer do innej miski, na deskę czy na plastikowy podkład, po którym czołgał się powoli. Ujrzawszy gliniany wazonik, ślimak wchodził na niego i się rozglądał, wąchał i cieszył z wybiegu. Podobnie było gdy napotkał na swojej drodze liście, kawałek kory, patyk, marmurowy kieliszek czy dzbanuszek. Na kawałku kory czy na dzbanku Joanna przenosiła ślimaka do łazienki lub do kuchni, gdzie brał delikatny prysznic pod wodospadem z kranu. Lubił chłodną wodę, zbliżał do niej pyszczek i dotykał ją nim delikatnie, chowając jednocześnie czułki oczne, by je chronić.
Ślimak lubił delikatny podmuch chłodnego powietrza z suszarki do włosów, z odpowiedniej odległości, tak by nie było zbyt gorąco i niebezpiecznie.
Po spacerze Jo sam chętnie wracał do swojej miski, jak tylko się wybawił i zorientował, że miska nadal czeka. Najpierw sprawdzał, wąchając i chodząc dookoła, czy to aby na pewno jego miska, zwłaszcza jeśli została zmieniona oraz inaczej przystrojona. Kiedy poczuł, że jest zamknięty od góry kratką, jakiej używa się w kuchni do smażenia na patelni, był pewien, że jest w domu, zwalniał swoje ślimacze tępo jeszcze bardziej i podążał tam, gdzie miał ochotę przespać cały dzień, a czasami i dwa dni.
Joanna zauważyła, że kratka jest ulubionym miescem spacerów w nocy. Ślimak chodził sobie po niej na dół głową, klejąc się do niej jak do każdego podłoża. Czasami wisiał głową w dół i pielęgnował swoje ciało czyli skorupkę. Ślimak może poruszać się w każdą stronę dowolnie, ponieważ klei się do podłoża i nie spada. Wykorzystuje więc tę właściwość i odpoczywa w różnych pozycjach, bo chyba lubi zmiany swego położenia.
Jo lubi sobie czasami powisieć, czasami się powspinać, posiedzieć albo się schować, na przykład do innej muszli, którą Joanna kupiła w sklepie. Jo zagląda do muszli, chodzi po niej, przytula się i klei jak do znajomego z dalekich stron. Tylko, że po znajomym została tylko muszla.
Ślimak tuli się do liści sałaty czy rzodkiewki, wącha kwiaty i bawi się nimi na swój powolny i pogodny sposób, dotykając je czule pyszczkiem i siedziąc na nich.
Jo lubi zaglądać do różnych dziur i zakamarków. W dzień miska nie musi być zawsze przykryta kratką, o ile Joanna jest w domu, bo Ślimaczek mało się porusza, zwykle śpi i nie ma ochoty wychodzić.
Na noc jednak zawsze jest zamknięty kratką, żeby się nie rozpędził i się nie zgubił.
Gdy ślimaczek Jo zostaje w domu sam na cały dzieć musi być zamknięty w terrarium czy w misce. Jo jest dość ciekawy świata i choć nie chce uciekać, to może chcieć pozwiedzać mieszkanie, zwykle na kilka minut, ale to wystarczy, by go stracić z oczu i zgubić między regałami, książkami, za szafą czy kaloryferem, itp.
Rozdział 5
Ślimaczek Jo lubi spać lub leżeć sobie w różnych miejscach miski. Raz wybiera skorupkę po jajku, innym razem marmurowy kielich, a to miejsce na liściu, a to pod liściem. Lubi siedzieć na swoim czerwonym dywaniku ze sztucznego tworzywa, albo przejść się po glinianej miseczce i się do niej schować, lubi spać w malutkiej doniczce, albo siedzieć przyklejony do miski czy też wisieć pod kratką.
Po 2, 3 miesiącach Jo poczuł się tak bezpiecznie, że przestał się chować do snu. Leży sobie jak malutki kotek, gdzie mu się podoba i drzemie lub śpi mocno, dopóki nie obudzi go promień światła, kropla wody albo wieczór, czyli pora, kiedy zaczyna być aktywny i kiedy przemiana materii daje o sobie znać w postaci małego wężyka, który pojawia się i jakby wypełza spod skorupki. Ślimak mu w tym trochę pomaga pyszczkiem, dbając o to, aby wężyk nie wylądował w otworze oddechowym.
Jo robi raz dziennie bardzo małe i wcale nie obrzydliwe kupki, które łatwo dają się usunąć małą pincetką czy przez papier. Jeżeli poleżą niezauważone kilka godzin, są całkiem suche i mało brudzą.
Miska ze ślimakiem ma jakiś lekko odczuwalny specyficzny zapach, ale Joannie to nie przeszkadza. Nie śmierdzi, ale owszem nie jest całkiem neutralna. Pies czy kot też mają zapach.
Jo nie wymaga dużo pracy czy czasu. Nie narzuca się, raczej toleruje kontakt z człowiekiem, bo brak mu towarzystwa narazie. Chyba polubił masaże wilgotnymi pałeczkami kosmetycznymi, wykonywane delikatnie i ostrożnie. Patrząc na niego, odnosi się wrażenie, że je lubi. Ale po kilku minutach ma ich dość i wyrusza dostojnie w dal miski, gdzie zajmuje się wąchaniem albo się chowa.
Ślimak dobrze się czuje sam w swoim terrarium czyli misce. Być może weselej byłoby Jo w towarzystwie kolegi czy koleżanki. Ślimaki są obupłciowe, więc wystarczyłby jeszcze jeden egzemplarz. Ale narazie nie ma na takie towarzystwo miejsca. Dwa ślimaki bez problemu przypadają sobie do gustu i odbywają taniec godowy, zakończony zapłodnieniem. Jeśli więc trzyma się dwa ślimaki, to można się spodziewać, że znajdą się złożone jajeczka oraz potomstwo. Narazie nie mamy na to miejsca.
W sumie można by takie małe ślimaczki zwracać do lasu czy na łono natury, o ile byłoby ich zbyt wiele, żeby je samemu chodować.
Ślimak jest zwierzątkiem, które może trzymać osoba pracująca, można go zostawić na cały dzień, albo na dwa dni samego w terrarium z wodą oczywiście. Można i na kilka dni, o ile będzie miał wodę. Podobno ślimak wytrzymuje 2 tygodnie bez pokarmu.
Gdyby ślimak zdechł, to nie jest się do niego aż tak przywiązanym, jak do psa, czy kota. Można sobie znaleźć następnego ślimaka. One wszystkie robią bardzo miłe wrażenie, spokojnego i pogodnego zwierzątka, które nie sprawia kłopotu, wymaga minimum opieki, a jednak cieszy i zaskakuje, tym gdzie się wciśnie i ukryje, jakie minki robi i jak sobie żyje, bedąc małym, kruchym, odważnym stworzonkiem, ciekawym świata.
Od ślimaka Joanna uczy się cierpliwości, podziwia to, że tak nie wiele mu potrzeba, by mieć dobre samopoczucie i cieszyć się życiem w niedużej misce i jej okolicy. Patrząc na ślimaka, myślisz, można po woli. Nie trzeba się tak śpieszyć, można w jednym miejscu. Wastarczy woda, trochę jedzenia, kąpiel i mały spacer, czasami też dotyk innej żywej istoty.











