z serii: bzdury

z serii: bzdury

wtorek, godz. 02:30, 07.02.2017
szanowny panie redaktorze,
pisze do pana o tej porze, bo sie obudzilam. siadam patrze, urodziny mojego taty dzisiaj byłyby 95te..
pisze panie redaktorze, bo moze mi pan pomoze w takim sporze, czy najpierw byla kura czy jablko?
bo mowia, że ewa jajka niosla adamowi w koszyku, a bylo ich bez liku… i tak sie nimi dzielila, jak oplatkiem, kazdemu po pół…, nawet bez majonezu, bez dżezu i bez dżemu te jajka dawała, temu i owemu…
ale przecież ich tylko dwoje w tym raju było, wiec jak sie to wydarzyło, że tak wielu sie ich zrobiło?
adam nawet nie przepadał za tymi jajami, i powiedział do innych, jedzcie sobie je sami… i zamachał z radości uszami ku radości, a jajka były bez ości, jak ryba, no ta na patelni chyba…
i wygrzewała się tak na oleju słonecznikowym, zawsze do smażenia gotowym. a obok ziemniaczki, sałatka, taka była z ewy kucharka i matka…
dała jajka a potem obiad, każdemu, nawet temu i owemu…
ale wyjechała bez sensu w kraj daleki i mniej pobożny. tu do kościoła nikt prawie nie lata, cała w forsie wytapetowana chata u możnych tego świata, a reszta to nie wiele ma, jak sobie pod nosem nuci i gra, ni do rymu ni do taktu… ale pierwszego kontaktu lekarz pamaga. no człowiek się trochę zmaga, jak łamaga, ale zwykle z tego wychodzi, a pan z Łodzi?
bo miałam tam kiedyś jakiegoś wujka, ale nie poznałam osobiście. chyba on mnie też nie.
po prostu sobie najpierw w warszawie mieszkałam od tak zwanego urodzenia, bez uprzedzenia innych, Bogu ducha winnych osób trzecich, a czas leci…
i teraz sobie mieszkam jedną nogą tu, a jedną tam, ale raczej bardziej tu, bo tu pracę mam i piedniadze, zarabiam na życie, mycie, tycie, a tego trza kobicie. kosmetyki też, czasami kupuje bo sie maluje do pracy, inaczej ludzie na moj widok sie dziwią, że żyje, a tak wygląadam „jak dno beczki…, jakieś kropeczki“…. ohyda, po woli nie do wytrzymania na tle pieknego tutaj krajobrazu, nie był pan tu ani razu? to zapraszam do hotelu nad renem, bo tu ładnie. są drzewa, lasy, rzeki i restauracje, jakie sobie pan wymarzy, przy pana gaży, to pan sobie może pozwolić, żeby się najeść i zadowolić kulinarnie, bo ja to gotuje marnie, tylko jajka mi wychodza najlepiej… wyszły i nie wróciły, po swiecie sie rozeszły jak wróbelki, ale nie świerkają, a mnie gdzieś mają…. bo nawet nie znają… ptaszyny te z gniazda mego osobistego…. a czy pan ma dzieci? bo to wielkie szczescie! a jak jeszcze szkołę podstawową czy średnią skończą, to w ogóle tylko do telewizji! i kariera zapewniona, reklamy i swiata bramy szeroko roztwarte na rozciez! trzeba tylko dobrą mine do złej gry własnej i już się kreci koło fortuny, leca za nimi tłumy, nie rozumy ale takie, co czytać umieją i popierają, książki czytają, co to je napisali ci absolwenci szkoły podstawowej, jak własne! bo teraz pisać, to każdy może, każdy lepiej, a nikt gorzej, bo wszystko sie podoba! nagrody, obcasy wysokie i wszedzie sukces, jak rzucic okiem….
a tu cisza, jak makiem zasiał…. chłop pod orywkę….
O la Boga, czy to się nadaje na bloga?
7. Februar um 16:11
teraz kazdy moze ksiazke napisac, nawet mysz, o tym, jak koty lapac, sprzedac lub udomowic, bo w ksiazce nie kot chce myszy lowic…
myszy dzisiaj pisza, co im sie podoba, ze kochac to glupota, malzenstwo to zgryzota, mezowie to blazenada, a tylko mysz wie jak sie bawic, pracowac i jadac…
dzieci myszy chciec nie chca, nalezy je usuwac lub za wczasu nazrec sie trutki, coby same sobie w zalazku zdechly w lonie matki najlepiej, da sie to latwo wyskrobac, nie trzeba bedzie pulapek potem na takie cosik ustawiac…
myszy lubia pisac i pomawiac, o to i tamto, szczegolnie, ze kot nie chcial ich zlapac, nawet do pulapki a juz wcale do filmu…. za to chcial calowac, macac i wyżywac się seksualnie… a potem to fotografowal normalnie…
koty sa glupie, prymitywne, chamskie i tylko mysz jest prawdziwym zwierzeciem, jako na litere „f“ !

Hinterlasse einen Kommentar