List do Redaktora

Joanna Krupinska Prosa
10. November 2012 ·

Panie Redaktorze!
Dla ułatwienia Panu decyzji – moje zdjęcie!
Ale może się Panu nie podobam?
Mam inne.
Czy ja się Szanownemu Panu też nie podobam z urody?
A z pisania?
Czytam też ładnie.
Czy to szanownego Pana nie zachęca?
Ja też bardzo ładnie sprzątam i głowę innym zaprzątam. Więc może znalazł by Pan coś dla mnie w tej branży?
Czy w redakcji się nie sprząta i taplacie się w brudach po uszy?
Na takie uszy to trzeba mieć uważne baczenie, radzę Panu od serca. Bo jak się brudu napcha, to jak to będzie wyglądało w telewizji na wizji? Na oczach wszystkich? Z uszu na oczach, czy Pan sobie to wyobraża? Czy to Pana zarówno nie odstrasza, jak i nie przeraża?
Ja posprzątam. W trzech językach! A po kątach elektro-luxem pobzykam.
Więc jak? Gra muzyka?
Poproszę o kontakt w tej zawiłej sprawie. Bo już nie piszczy, a ryczy, nie tylko w trawie, ale w całej Wawie. Jeszcze się rozniesie po lesie! I dopiero szukaj wiatru w polu!
Albo może niech mnie Pan jakoś ostudzi, no bo jak ja tak w domu siedzę, to mi się cholernie nudzi! I nie wiem już do kogo pisać mam sobie, bo adresy mam Pana i Pana. O Panu myślę od nocy do rana. I vice versa, znaczy się na kopyrtkę.

Wie Pan? Tak z kobietą nie należy olewająco, bo się ją jeszcze oszcza niechcąco. A ona potem tym zaleci, a jak będą dzieci, to co powie, że to po kim tak śmierdzi osobiście? Aliście.
Więc niech Pan nie gardzi niewiastą, matką, kobieto przeto. A pan, podobnie jak ja, pan poeto? To niechże Pan do mnie napisze i przerwie tę przewlekłą jak kaszel ciszę!

Kaszel suchy czy mokry? Bo sucha to jest Kostucha. A jak mokry, to życiodajny, bo woda też jest wilgotna miejscami. To się Pan nie martwi, będzie dobrze. Ja tam Flegaminę polecam, bo ładna nazwa i flegma minie, zanim się Pan rozejrzy, nawet Pan nie zauważy. Flegma wiele nie waży, nie zaciąży bynajmniej nam w rozmowie. A może coś ciekawego dopowie? Bo tak jak na razie to nam się rozmowa nie klei bynajmniej zbyt lepko, można by powiedzieć.

Pan zawsze taki milczący? Tajemniczy? Facet to musi być byczy! Byczy chop! A tak to nie wiadomo co to za homo, jak tak siedzi, flegma z nosa i cisza. Był Pan z tym u doktora w ogóle? Może to jest nieuleczalne albo karalne, czy co? Taki zafafluniony Pan się wybiera do żony?
Współczuję serdecznie i pozdrawiam mimo wszystko. A kiedy ślub?
01.08.2009

2008

Szanowny Panie Redaktorze,

czytając dzisiaj interesujący Pana artykuł na temat pewnego programu telewizyjnego dla krótkowzrocznych wykształciuchów, zauważyłam, że w redakcji „NIE”, a raczej na pana biurku, skończył się sezon mizerii ogórkowej a zaczął trudny i żmudny okres wykopów ziemniaków, czy kartofli, który to wypełnia Pan konstruktywną krytyką dusz i duszpaserów oraz Bogu ducha winnych duszyczek o wielu imionach i nazwiskach, a o tych samych pyskach, które wydzwaniają, chwaląc Pana Miecugowa za jego wkład w rozwój programów publicystyczno rozrywkowych.
Pana recenzja tego wydarzenia telewizyjnego, aczkolwiek zaprawdę słuszna, składa się z kilkunastu powtórzeń imion i nazwisk, którymi wypełnia Pan około połowy swojego artykułu. Czy w „NIE” płacą od każdego imienia i nazwiska, które wymienia się w swoim tekście? Albo, czy ta sama osoba pod wieloma postaciami jest tak interesującym tłumem, że trzeba poświęcać tej przemiłej gromadce tyle uwagi jako redaktor naczelny pisma nie będącego sensu stricte zbiorem recenzji programów telewizyjnych?
Pan chyba pozazdrościł redaktorowi Miecugowowi, że u niego ten telefon od babek (lub choćby jednej) dzwoni bez przerwy, esemesy walą co chwila, a do Pana, to już tylko narzeczone Michnika głupoty piszą, znaczy się Jo Anna z Warszawy, Luba z Petersburga, Nadjeżda z Permu, Masza z Kijewa, Vera z Berlina i Urszula z Ursusa.

Pozdrawiam
Joanna Darg

List do redaktora

Szanowny Panie Redaktorze,

kupiłam sobie dziś dwa banany, od tak, na straganie, w dzień targowy…
I słyszę na koniec tej transakcji handlowej od sprzedawczyni: dziękuję, miłego dnia,
do widzenia! I mnie wryło.
Dziękuję, nawzajem, odpowiedziałam roztropnie, przyzwyczajona do tej wylewności uprzejmości z krajów dalekich, gdzie nie nadąży się prawie z odwzajemnianiem tych paru słów… Miłego dnia, miłego wieczoru, miłej zabawy…
Miło mnie pani sprzedawczyni zaskoczyła i ucieszyłam się, że pod polskie strzechy, na stragany, do supersamów i w ogóle, dotarł ten miły frazes i obyczaj życzenia sobie miłego dnia… Ot, tak, bo mamy dobry humor i innym się może od tego „Miłego dnia!” też humor ani dzień nie pogorszy.
Odeszłam od sympatycznej pani, zastawionej na ul. Pięknej skrzynkami pełnymi plonów tegorocznego lata, wypełnionych pomidorami o różnych kształtach, jabłkami, gruszkami i innymi cudami natury.

I przypomniały mi się zupełnie inne czasy, czasy mojego dzieciństwa i młodości, kiedy nie tylko nie można było kupić dwóch bananów od tak sobie, na każdym prawie rogu, ale nie było ich nawet na straganach, w sklepach czy w supersamach w dzień targowy, i rzadko pod strzechami, od święta. Nie wiem, kto i skąd je wtedy wyczarowywał.

Czy kupował Pan kiedyś dla dziecka banany?
I czy musiał Pan toczyć potyczki słowne ze sprzedawcą/sprzedawczynią, aby nie wcisnęła Panu tych całkiem brązowych, ale choć kilka tych w brązowe kropki?
Żółte raczej świata klientów (dojrzewając sprytnie pod ladą) nie ujrzały, albo raczej świat klientów ich na straganie nie ujrzał…
Taki żart…
No i nikt nie życzył nikomu miłego dnia. Byłoby to szczytem sarkazmu i chyba nikt nie chciał aż tak ryzykować, znając porywczy charakter naszych rodaków, zwłaszcza próbujących w tamte dni kupić coś, co miałoby smak i wygląd podobny do własnej nazwy.

Pamiętam, jak rozpłakałam się jako szesnastolatka pod „Universamem”, żądając właśnie tych ładniejszych, a nie innych, gorszych egzemplarzy jabłek czy pomidorów.
Ja płacę i ja wybieram, co chcę kupić, tłumaczyłam sprzedawcy po odstaniu swego w kolejce.
TOWAR PODAJE SPRZEDAWCA!!!!!!!!! Usłyszałam.
Nie pomogła skarga u kierownika, dyrektora… i chyba miałam szczęście, że mnie nie aresztowano za zakłócanie porządku publicznego w okolicach ronda Wiatraczna.
A może po prostu nikt tego nie wziął na poważnie.
Gówniarze się wybierać zachciało, co chce kupić…

Miłego dnia.

Joanna Krupińska

P.S. Moja mama, jak się dorwała raz do tych brązowych bananów, co to je sobie w NRD kupiła w ilości dla trzech osób, to aż się rozchorowała… No ale ile frajdy miała wcześniej…

Hinterlasse einen Kommentar