Osiemnastolatek dorastając zorientował się, o co chodzi na tym świecie i wie, że najważaniejsze są: forsa, super pozycja zawodowa, sława, i sukces zapewniony. Patrzy więc na swoje świadectwo po ukończeniu klas dziesięciu ze średnią ocen 3=, i myśli sobie, zawojuję świat, który właśnie na mnie czeka! Zostanę sobie prezesem jakiejś spółki, zarobię dużo, pójdę do polityki lub do telewizji i będę sławny! No i się uda!
Młody człowiek wysyła więc listy motywacyjne, w których pisze, jakie ma wymagania i potrzeby i oczekuje, że właśnie zostaną one spełnione. W końcu, po co się wysilał przez 10 lat w szkole! A matematykę wyciągnął nawet na poprawce! Nawet zainteresowania ma, jakby się kto zapytał, lubi słuchać muzyki i oglądać mecze w telewizji. Czasami sam nawet gra, jak akurat nic w telewizji nie leci ciekawego. Poza tym, to nic go jakoś szczególnie nie interesuje, nuda.
Nie każda praca jest dla niego odpowiednia. Został bowiem stworzony do robienia czegoś interesującego, ciekawego, wyjątkowego i dobrze płatnego, otwierającego drogę do sławy.
I młody dorosły się dziwuje, że biorą tylko tych z maturą i średnią ocen minimum 4 z plusem, ze znajomością przynajmniej jednego języka obcego, najlepiej angielskiego. A on najlepiej włada łaciną podwórkową, której znaczenie na rynku pracy przecenił.
I tu osiemnastolatek zaczyna się martwić. Przecież on chciał zostać kimś, mieć super pracę i płacę, a tu mu najwyżej pracę pomocnika magazyniera albo mało płatne stanowisko sprzedawcy hamburgerów proponują za grosze, a w telewizji to owszem, ale tylko nazwa firmy się ukazuje i Heidi Klum, a nie on, który ma być u podstaw filarem takiego koncernu.
I myśli sobie osiemnastolatek, że życie niesprawiedliwym jest i zaczyna gorzknieć od maleńkiego dorosłego w oczach i przed lustrem, które wciąż pokazuje Królwnę Śnieżkę, a nie jego, jako tego naj… Nie tak miało być, zupełnie nie tak…, zanuci więc na przerwie w kaciapce, a nie na biznes lanczu w Mariotcie.
A rodzice zmartwieni powtarzają: Nie chciało się chodzić do szkoły, trzeba teraz dźwigać toboły…