Wiersze, Gedichte, 2011, wybór, Auswahl

Bóg wszystko widzi i wszystko wie,
czy dobrze dzieje się, czy źle…
Bóg Cię pociesza w samotnej ciszy,
gdy Ci odpowie – sen ci się przyśni…
Bóg głosu nie ma – głosem jest świat:
muzyka, wiersze, obraz,
woda, ziemia, wiatr i polny kwiat,
ptaki na dachu i czarne koty…
Posłuchaj Boga za dnia i w nocy…

Być żydem, polakiem i niemcem
to mniej czy więcej?
Być żydem w każdym kraju?
Być żydem, który mówi po polsku
i kocha polską mowę?
Być żydem niemcem,
który w Niemczech buduje domy nowe?
Być żydem, który w Paryżu
podaje koszerne dania?
Być żydem we własnym kraju
skąd Cię nikt nie wygania?

Chciałabym czekać na autobus
na moście Poniatowskiego
czekać na 158
i wsiąść do niego
i pojechać ulicą Waszyngtona
na Grochów, na Grenadierów
i odwiedzić rodziców
ale już nie ma tego adresu i tego
z ich nazwiskiem numeru
drzwi
które były naszym domem
już nie są nim
ktoś inny już tam mieszka:
pani Agnieszka
zaciera ślady naszych słów
świąt i radości
smutków i łez
i złości
Tylko na fotografii
jeszcze tam mieszkamy
i tata siedzi obok mamy…

Ona zadziera nosa
bo studiuje
i ważną się sobie wydaje
Bo wyjedzie kiedyś
za granicę
zobaczyć obce kraje
I zostawi za sobą rodziców
siostrę, brata
oraz psa
I będzie tęsknić
i płakać – tak jak ja..?
A powrócić
Bóg nie da jej może
przez wiele lat
i więzieniem stanie się dla niej
cały świat…

Chciałabym wrócić
tam, gdzie wtedy byłam
I zrobić, czego nie zrobiłam
Powiedzieć, co przemilczałam
Dać, czego mu nie dałam
Zabrać ze sobą w podróż
przez nasze życie…
Chciałabym wrócić
tam, gdzie wtedy byłam
I nie żałować,
że tego i tamtego nie zrobiłam…

Jakie to szczęście
że ominęły nas te straszne choroby
że żyjemy w czasach
genialnej medycyny
szczepionki nowego wieku
antybiotyku nowej doby
tyfus, gruźlica, syfilis
nas nie dotyczą jak wtedy
kiedy nie było lekarstwa
w tragedii
bogactwa czy biedy

Co mi Pan Bóg dał na drogę
Tym podzielić się nie mogę
To mój los
Muszę nosić go ze sobą
Nawet kiedy idę z tobą
To mój los
I nie poznasz mojej duszy
Nawet gdy cię nieraz wzruszy
Ten mój los
Idę sama
Idę sam
Razem z tobą
Idę tam

Geballte Engstirnigkeit

gestützt von Selbstherrlichkeit

Ego hoch drei

Zweifel? – keinerlei

Sie sieht, was sie sehen will

spricht ohne nachzudenken

oft ohne Sinn…

An der eigenen Urteilskraft – keine Bedenken!

Sie ist genial!

Sie weiß Bescheid!

Stolz wie ein Pfau…

Nein, danke,

ich verzweifle bei dieser Frau…

 

 

Co poecie po kotlecie,
jak poeta przecie plecie
w języku od dziecka znanym
wyuczonym, ukochanym
więc polski poeta
woli polski post
od kotleta
w gospodzie „Zur Post”

Czy masz mieszkanie małe czy duże
Nigdy nie wygrasz walki z kurzem
Kurz wycierany nawet co dnia
Już następnego
następcę ma
I leży sobie uwalony
Na książkach, półkach i dywanach
A ty wciąż walczysz jak ten Ikar
Przez kurz ten można dostać bzika!

Der Schein ist wichtig
Man muss den Schein wahren
Man muss sein süßes bitteres Geheimnis
hinter dem Schein aufbewahren
der Schein trügt
der Schein heiligt die Mittel
der Zweck bleibt auf der Strecke
mit herzlichen Grüßen,
Schönen Tag!
Danke!
Bitte!

eine falsche Entscheidung
die Heirat
die Scheidung
ein Treffen
zum falschen Zeitpunkt
und am falschen Ort
du wolltest dort nicht sein
doch du warst dort
du wünschst
du wärest dort
eigentlich nie gewesen
dein ganzes Leben verlief
nun anders, als geplant
auf einmal
lebst du ein falsches Leben
dein wahres Leben
bleibt dir und allen
unbekannt

Gott regiert die Welt
ob es dir gefällt
oder nicht gefällt
Gott, Jesus und seine Jünger
und die Frauen
die für ihn ihr Leben gaben
Gott gab dir das Leben
doch du musst schon selbst was tun
um mehr als nur das Leben
vor dem Tod zu haben

I can not see
I see only me
Only me in the mirror
Only me in my house
Only for me counts
What God allows
What God has written
I can’t see
It’s maybe for others
It’s not for me
I don’t care
what wrong
what right
I am here to enjoy
and not to fight…
100 years –
short time to play
The hell will be forever
Welcome: this way….

Ich gehe vorbei
An Ruinen, an Häusern, an Menschen
Ich gehe vorbei
An Plänen, Träumen und Wünschen
Ich gehe vorbei
An Lebenden und an den Toten
Ich gehe vorbei und immer
Immer bleibe ich da
Hier und überall
Auf Erden und im All

Ich lebe in verschiedenen Welten
Ich spiele verschiedene Rollen
Es gibt die Welt in Deutschland
Es gibt die Welt in Polen
Es gibt die Welt mit Kindern
Es gibt die Welt mit Männern
Ich spiele verschiedene Rollen
Ich spiele in verschiedenen Szenen
Von Hollywood weit entfernt
Bin ich ein Star
Den die Welt nicht kennt

Ich reise gerne in die Ferne
auch mal manchmal
nach Magdeburg!
Ich fahre aber keinen Wartburg!
Ich fahr‘ zufrieden
und ohne zu klagen
mit meinem neuen Volkswagen!

Ich trage euch meine Kinder
im Frühling, im Sommer
im Herbst, im Winter
Ich trage euch bis ins Grab
mal geht es Berg runter
mal geht’s Berg ab
Ich trage auch über die Wüste
Ich trage euch über den Fluss
Schnell reist ihr mit den Autos
Langsamer geht ihr zu Fuß
Ihr hebt ab in den Himmel
Ihr landet hier gesund nieder
Was wäre wenn es mich nicht gäbe
oder euch – nie wieder..?

Jak odbudować
z gruzów miasto
zamienione w cmentarz?
Domy
pozbawione ludzi
i wspomnień
o minionych świętach?
I jak odnaleźć rodziny
po których zostały
świecznik siedmioramienny
skrzypce i fortepian
i pył…

Kinder sind wunderbar
bezahlen muss man für sie bar
doch wenn du wirst
später
älter
wirst du es nicht bereuen
du darfst dich sogar auf deine
Enkelkinder freuen!
Die kosten wieder ganz und gar
auch wieder bar!

Kultmarke für Klamotten!
Keiner wird dich verspotten
Kultmarke schützt vor den Hieben
Alle werden dich lieben
Kultmarke!
Neu und gebraucht
Und du bist einer
den die Welt braucht
denn ohne Kultmarke an
Bist du ein NO ONE!

Ludzie byli i są
po obu stronach różni
Jedni o dobrym sercu
inni samolubni i próżni
Jedni kochający
Boga, świat i ludzi
Inni tylko pieniędze
i siebie samego
karmią tylko własne puste ego
A Bóg oceni
na koniec tej wyprawy
i wybaczy lub ukarze
za te wszystkie sprawy

Mam do niej żal,
że jej nie było,
chociaż na prawdę
nie było mi jej brak
żal mi, że jej nie ma teraz
po prostu ze mną w domu
kiedy ja już nie biegnę
ani nie czekam
nie potrzebna nikomu
oprócz jej wnuka…
Mamo my nie mamy rodziny…
Nie potrzebuję nikogo
tylko jej
zwykłego bycia ze mną
przy herbacie
i może rozmów o tacie…

Matko Boska
w Tobie miłość i troska
Błogosławionaś Ty
między niewiastami
Sama, samotna, osamotniona
wygnana – nie przegoniona
Rozogniona słonecznym żarem
Życia Boskiego darem
Syn Twój Jedyny
Król nad Królami
A dookoła pastuszkowie sami
i trzech Króli kłania się w pokorze
a do syna Twojego się modlą:
W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego!
Mój Boże…

Mieli wtedy po 30 lat…
Dziś płaczę po nich ja
nie płacze po nich świat
A przecież go tam
wspólnie budowali
powstały z gruzów nowy ład
I co zostało nam z tych lat?
Tych kolorowych kilka zdjęć
i filmów czarno białych kilka
i my, ich dzieci i ich wnuki
nowe ulice i nowe domy
i Pałac Kultury i Nauki!

My musimy zmartwychstać
bo nie da się inaczej
Nie możemy zostawić wszystkiego
na pastwę losu, rodziny
i tak zwanych przyjaciół…
Robimy do tej gry dobre miny
i walimy na przód
po drodze usłanej kamieniami
Nawet najbliżsi rzucają je czasami
Trudno
Widocznie tak ma być
żeby nie było nam nudno

Naród wybrany
wyprowadzony z domu niewoli
by dzielić wiedzę z ludźmi dobrej woli
którzy uwierzyli i poznali Boga
Naród wybrany
tułał się latami od proga do proga
wydał wielkie umysły
wielkie dzieła stworzył
w różnych językach
na wszystkich kontynentach
Naród wybrany żyje dziś w Izraelu
tam jego Ojczyzna obiecana
od Boga mu dana
Ziemia Święta

Pan Bóg dotknął mnie klątwą,
tak że nikt mi nie wierzy!
Kiedy mówię, że chleb jest stary,
wszyscy mówią, że świeży!
Klątwę rzucił na mnie, chyba tylko po to,
by wszyscy się wykazali przy mnie
własną głupotą.

Pociąg jedzie do nieba
Do pociągu wsiąść trzeba
W nim rodzice i dzieci
I ktoś drugi i trzeci
Pociągiem kieruje szatan
Pociągiem jedzie Natan
Szymon woła: Gdzie tata?
Ktoś płacze
Ktoś umiera
Ktoś inny łzy ociera…
Nie tu…
Już nie…
I jeszcze nie teraz…
Do końca pociągiem jadą tym
Z pociągu do nieba leci dym

Gott,
ich danke Dir für den Schlaf
ich danke Dir
für diese ruhigen Stunden
ich danke Dir
dass ich es schaff‘
die Nacht im Traum zu verbringen

Ruszamy na bal wszyscy razem!
Świat – naszym krajobrazem
Ziemia – do tańca sceną
Życie wieczne – nagrodą i ceną!
Własne imię?
Na kamieniu czy w marmurze?
Na scenie czy na papierze?
Litery wielkie czy nieduże?

Manche führen eine Beziehung
mit ihrem Spiegelbild
Sie schauen sich an
wie Gottes persönliches Abbild
in einem selbst gewählten Rahmen
aus Silber, Gold, Holz…
Und sind auf das Spiegelbild
sehr stolz!
Sie sehen außerhalb des Rahmens
KEINEN!
Man braucht zu ihrem Glück
ausschließlich EINEN.

You get to see
what you want to see
Its not me…
You will never know
if I want to stay
or if I want to go…
You will try
I will cry
I’m not ‘gonna’ die..
I will stand to the end
you will not understand
and you will not know
why…
Then u will cry…


 

as I was alone

all around were far away

my only hope

my only hope

was the Last Judgement Day

I thought: maybe it’s true…

I thought: maybe it’s true…

God will pay you

though you don’t check

your open bills

what you were due

all back


Co poecie po kotlecie,

jak poeta przecie plecie

w języku od dziecka znanym

wyuczonym, ukochanym

więc polski poeta

woli polski post

od kotleta

w gospodzie „Zur Post”


Czuję się

jakbym czekała na ścięcie

i nie wiem

kto będzie katem

i czy przyjdzie

w dzień, czy w nocy…

Zimą czy latem?

Czekam zatem.

Nie mam sił

by stąd odejść

nie mam sił

żeby uciec.

Jestem i czekam na ścięcie

lub wniebowzięcie…


Czy masz mieszkanie małe czy duże

Nigdy nie wygrasz walki z kurzem

Kurz wycierany nawet co dnia

Już następnego

następcę ma

I leży sobie uwalony

Na książkach, półkach i dywanach

A ty wciąż walczysz jak ten Ikar

Przez kurz ten można dostać bzika!


Czytanka dla Janka

To dla was drogie dzieci

Pan Bóg wymordował inne

takie same jak wy

tak samo niewinne

Ich rodzice nie znali

ich ojczyzny języka

I nie kochali

dzieci mówiących inaczej

I teraz o tych dzieciach

ten wiersz czytacie

które wraz z rodzicami

wywieziono do grobu

A wy żyjecie

dzięki Bogu…


Depresja

maluje obraz smutku i rozpaczy

na strony życia rzuca tylko cień

samotny słońca tutaj nie zobaczy

kto mgłą spowity

z mozołem toczy się

bez celu i bez sensu

kolejna noc

kolejny dzień

i tylko lęk ci przypomina

że  jeszcze żyjesz

chociaż nie chcesz żyć

tabletka – życiodajna witamina

nie daje odejść

pomaga lepiej śnić…


Co mi Pan Bóg dał na drogę

Tym podzielić się nie mogę

To mój los

Muszę nosić go ze sobą

Nawet kiedy idę z tobą

To mój los

I nie poznasz mojej duszy

Nawet gdy cię nieraz wzruszy

Ten mój los

Idę sama

Idę sam

Razem z tobą

Idę tam

Chciałabym wrócić

tam, gdzie wtedy byłam

I zrobić, czego nie zrobiłam

Powiedzieć, co przemilczałam

Dać, czego mu nie dałam

Zabrać ze sobą w podróż

przez nasze życie…

Chciałabym wrócić

tam, gdzie wtedy byłam

I nie żałować,

że tego i tamtego nie zrobiłam…


 

Być żydem, polakiem i niemcem

to mniej czy więcej?

Być żydem w każdym kraju?

Być żydem, który mówi po polsku

i kocha polską mowę?

Być żydem niemcem,

który w Niemczech buduje domy nowe?

Być żydem, który w Paryżu

podaje  koszerne dania?

Być żydem we własnym kraju

skąd Cię nikt nie wygania?


będziemy

wiecznie żyć

żyć aż do końca świata

uwierzmy w to na chwilę

uwierzmy w to na lata…

polećmy jak motyle

których do nieba droga

usłana jest kwiatami

będziemy wiecznie żyć

uwierzmy w to na chwilę

zostańmy motylami…


Dichter sind Gottes Schreiber

Sie bringen sein Wort aufs Papier

Er selbst kann nicht sprechen

wie wir

deshalb sind sie hier

Sie halten, was sie sprechen

insofern es möglich ist

Man kann sie nicht bestechen

mit einer Nacht im Hotel „Pitz“

Denn sie wissen, das alles hier

ist nur ein Spiel auf Zeit

Zeit, die man behält oder

Zeit, die man befreit…

Ein Spiel zwischen Böse und Gut

Es kommt stets darauf an,

dass man das Richtige sagt und tut…


die Götter leben

hier und heute

wie du und ich

und ganz normale Leute

die Götter leben

sie sprechen alle Sprachen

die Götter leben wie du und ich

sie singen, weinen, lachen

die Götter leben

in der ewigen Unendlichkeit

sie sind hier und jetzt

überall und immer

dabei


die ZWEI nehmen sich Zeit

die ihnen nicht gehört

sie stehlen sich die Zeit

in der man einander berührt

in der man einander küsst

und sich selbst neu erfindet

solange keiner sonst

die Wahrheit herausfindet

sie leben im Niemandsland

erfüllt von DU und ICH

vergessen alles um sie herum

sie vergessen sich…

und

leiden in ihrem höchsten Glück

beneidenswert fürchterlich…


Es gab zu viele Menschen

Zu viele, die nicht hierher passten

Zu viele, die reich und zufrieden

Andere ausnutzten und hassten

Zu viele, die ihre Familien

Erklärten für die Sieger

Zu viele, die wollten alles teurer

Und nichts billiger

Letztendlich sind ihre Familien

Gestorben den Märtyrertod

Letztendlich gibt es für alle

Einen und denselben Gott


Gott regiert die Welt

ob es dir gefällt

oder nicht gefällt

Gott, Jesus und seine Jünger

und die Frauen

die für ihn ihr Leben gaben

Gott gab dir das Leben

doch du musst schon selbst was tun

um mehr als nur das Leben

vor dem Tod zu haben


eine falsche Entscheidung

die Heirat

die Scheidung

ein Treffen

zum falschen Zeitpunkt

und am falschen Ort

du wolltest dort nicht sein

doch du warst dort

du wünschst

du wärest dort

eigentlich nie gewesen

dein ganzes Leben verlief

nun anders, als geplant

auf einmal

lebst du ein falsches Leben

dein wahres Leben

bleibt dir und allen

unbekannt


Alice in Wonderland

 

to become great

you need to be small

to become short

you need to be tall

to become rich

you need to be poor

to become happy

you need love

as cure


Nun weiß es jeder Idiot:

DER HAHN IST TOT!

DER HAHN IST TOT!

Das tut mir leid

und sogar sehr:

DER HAHN BEWEGT SICH

GAR NISCHT MEHR!

DER HAHN IST TOT!

Die Tränen fließen…

Wir werden jetzt den Hahn

gekocht genießen!

DER HAHN IST TOT!

DER HAHN IST TOT!

Nun essen wir ihn mit Brot!


Odeszła

duchowa matka

przyjaciółka w myślach

siostra serca i rozumu

na tle liter

nieraz pewnie samotna

wśród pełnego podziwu

tłumu

który nie wie

co chciała powiedzieć cebuli

i dlaczego liczba pi

z ośmiu liter

czarna na białym

jest nieskończona

odeszła kobieta

matka polskiej poezji

i Bogów

kochanka i żona


Ona nie chce być matką

swojego narodu

woli patrzeć z daleka

jak dzieci umierają z głodu

i jak odłogiem leży

ziemia i pastwisko

Ona woli isć do disco

lub na pokaz mody

wykreowanej przez siebie

To co, że inni są w piekle?

Ona jest w niebie!


Pan Bóg dotknął mnie klątwą,

tak że nikt mi nie wierzy!

Kiedy mówię, że chleb jest stary,

wszyscy mówią, że świeży!

Klątwę rzucił na mnie, chyba tylko po to,

by wszyscy się wykazali przy mnie

własną głupotą.


Pan Bóg używa różnych ludzi

aby poznać Ciebie

wystawia Cię na próbę

tu na ziemi

by wiedzieć, czy przydałbyś się

tutaj w niebie

Pan Bóg widzi i słyszy

wszystko doskonale

lecz nie jest twoją nianią

gdy wylewasz żale

On patrzy z okien Raju

co zrobisz tutaj sam

Jeśli odróżniasz zło i dobro

mądrość i głupotę

być może trafisz tam…


Pociąg jedzie do nieba

Do pociągu wsiąść trzeba

W nim rodzice i dzieci

I ktoś drugi i trzeci

Pociągiem kieruje szatan

Pociągiem jedzie Natan

Szymon woła: Gdzie tata?

Ktoś płacze

Ktoś umiera

Ktoś inny łzy ociera…

Nie tu…

Już nie…

I  jeszcze nie teraz…

Do końca pociągiem jadą tym

Z pociągu do nieba leci dym


Pociąg

cudowny wynalazek

zamiast konia

żelazny rumak

który inne przegania

po szynach układanych latami

na kamiennych drogach

pędzi z nami

z bagażami

z Paryża do Berlina

z Berlina do Warszawy

i do Moskwy i na Krym

pociągi pędzą cierpliwie

a w nich siedzisz leniwie

a w nich spokojnie śpisz

ty


Pociągi ponumerowane

liczbami do gazu

74 ludzkie numery

gwiazdy Dawida

ludzkie obrazy

wstydu

horroru

nie do opisania

starcy, dorośli, dzieci

wywożone jak śmieci

tragedia

ciał i dusz

których dziś nie ma już

A my?


Pragnienie

rodzi się w sercu powoli

bierze nasze myśli do niewoli

ciało wyrywa się rozumowi

spod kontroli

tęskniąc do kogoś

kto po prostu patrzy na ciebie

marzysz by go dotknąć

by go przytulić do siebie

by z nim być w siódmym niebie…


Prawda jak oliwa

jednak wypływa

Przez Boga tylko znana

latami żyje z nami zapłakana

jako tajemnica alkowy

albo poliszynela

Kłamstwo jednym daje nowe buty

innym jak kamień w bucie doskwiera

Ludzie mówią, że oliwa sprawiedliwa!

Prawda kiedyś na wierzch wypływa.


Przed Wigilią

nawet rybie trzeba pomóc w potrzebie,

a nie tylko kupić jej na wagę 2 kilo!

Ryba w wodzie pływała przed chwilą,

nim trafiła do sklepu na wagę

i do wanny przez swą nieuwagę!

I jak jakaś ofiara losu

w wannie dogorywa

ryba ledwo żywa…

Mamo! Tato!

Ryba już nie pływa!

Taka smutna

historia Wigilijna

i  jaka prawdziwa.


 

Samotnie żegnasz się

z innymi

Samotnie znosisz

ból

Jutro nie będzie mnie już tutaj,

myśli robotnik, myśli król…

Tak samo ściska gardło

żal…

Odchodzisz sam,

W nieznaną nieba dal…


Ruszamy na bal wszyscy razem!

Świat – naszym krajobrazem

Ziemia – do tańca sceną

Życie  wieczne – nagrodą i ceną!

Własne imię?

Na kamieniu czy w marmurze?

Na scenie czy na papierze?

Litery wielkie czy nieduże?


Wie schön,

dass es Postkarten gibt!

Man braucht sich gar nicht

persönlich zu bemühen…

Man schreibt einfach:

Wir gratulieren!

Wir wünschen!

Wir grüßen herzlich!

Alleinsein

mit solchen Postkarten

ist dennoch schmerzlich…
————–

Wielcy ludzie nie umierają,

wielcy ludzie na zawsze

tu zostają –

w naszej pamięci…

Nie jeden jeszcze się tu kręci

jak duch…

O wielkich ludziach

nie zamiera słuch…


wir sehen uns!

ich rufe an!

ich melde mich die Tage!

die Worte

solltest du nicht legen

auf die goldene Waage…

 

denn wer dich sehen will

der kommt

ohne die vielen Worte

er fragt nicht viel

und du

brauchst auch

ja gar nicht zu antworten

 

es liegen weder Raum noch Zeit

von einem zum nächsten Treffen

es liegt immer die Ewigkeit

doch die ist schnell vergessen

 

 

 

 

—————–

keiner stirbt für dich

jeder stirbt allein

ein langer Weg vor dir

pack deine Sachen ein

denn die

brauchst du dort,

wohin du gehst

nicht mehr

verschenk sie an die Kinder

oder wirf sie ins Meer

du selbst

wirst wie Staub und Dampf

ein Bindeglied

zwischen der Erde und der Atmosphäre

du selbst

wirst die Erinnerung

an die Familie

an eine Affaire

eine Erinnerung

an Liebe, Hass und Glück…

denk dran,

die Zeit drehst du nicht zurück…


Wir sind hier

nicht um glücklich zu sein

wir sind hier jeder allein

wir sind hier um einen Plan zu erfüllen

für jemanden der kann nicht fühlen

wir sind des Superhirns Gesandte

seine Familie und Verwandte

sein Eigentum in seinem Garten

er lässt uns ganz schön lange warten

bis er den Garten

das Paradies auf Erden nennt

andere haben etwas Spaß…

Doch was nützt ihnen auch das?


Wszystkich traktuje jak zabawki

dla zabicia czasu

a jak zabawka się znudzi

wywiezie się ją daleko

jak psa do lasu

Kobiety dookoła są

potwierdzeniem

jego  znikomej męskości

A cała reszta gra rolę

na jego balu

towarzyszących mu gości

których on  oczaruje

wyjątkowym głosem

dowcipem i urokiem

i tak oszuka wszystkich

bo widzą go tylko wzrokiem…

Poza tym jest nikim.


Zaczyna się godzina

dla naiwnych

dobrodusznych i dziwnych

samotnych i opuszczonych

cierpiących i poniżonych

odrzuconych

godzina sprawiedliwych

godzina

martwych i żywych


Wyrwana z korzeniami

Od lat chcę być z wami

Wyrwana sama sobą

Tęsknię za tobą

Za tym jak było i nie będzie

I szukam tamtych czasów wszędzie

I nie znajduję

Odeszły one i odeszłam ja

Ktoś inny dziś je ma


Na szczęście pozostały

zapisanych wierszami

myślami w obrazach

czarno białych

książek pełne regały.

Pozostały zdjęcia i głos

nagrane na taśmę

i jej imię na okładce

i na kamieniu

obłożonym kwiatami

i zapalonymi zniczami.

A ona i tak żyje z nami.

Hinterlasse einen Kommentar