Bóg wszystko widzi i wszystko wie,
czy dobrze dzieje się, czy źle…
Bóg Cię pociesza w samotnej ciszy,
gdy Ci odpowie – sen ci się przyśni…
Bóg głosu nie ma – głosem jest świat:
muzyka, wiersze, obraz,
woda, ziemia, wiatr i polny kwiat,
ptaki na dachu i czarne koty…
Posłuchaj Boga za dnia i w nocy…
Być żydem, polakiem i niemcem
to mniej czy więcej?
Być żydem w każdym kraju?
Być żydem, który mówi po polsku
i kocha polską mowę?
Być żydem niemcem,
który w Niemczech buduje domy nowe?
Być żydem, który w Paryżu
podaje koszerne dania?
Być żydem we własnym kraju
skąd Cię nikt nie wygania?
Chciałabym czekać na autobus
na moście Poniatowskiego
czekać na 158
i wsiąść do niego
i pojechać ulicą Waszyngtona
na Grochów, na Grenadierów
i odwiedzić rodziców
ale już nie ma tego adresu i tego
z ich nazwiskiem numeru
drzwi
które były naszym domem
już nie są nim
ktoś inny już tam mieszka:
pani Agnieszka
zaciera ślady naszych słów
świąt i radości
smutków i łez
i złości
Tylko na fotografii
jeszcze tam mieszkamy
i tata siedzi obok mamy…
Ona zadziera nosa
bo studiuje
i ważną się sobie wydaje
Bo wyjedzie kiedyś
za granicę
zobaczyć obce kraje
I zostawi za sobą rodziców
siostrę, brata
oraz psa
I będzie tęsknić
i płakać – tak jak ja..?
A powrócić
Bóg nie da jej może
przez wiele lat
i więzieniem stanie się dla niej
cały świat…
Chciałabym wrócić
tam, gdzie wtedy byłam
I zrobić, czego nie zrobiłam
Powiedzieć, co przemilczałam
Dać, czego mu nie dałam
Zabrać ze sobą w podróż
przez nasze życie…
Chciałabym wrócić
tam, gdzie wtedy byłam
I nie żałować,
że tego i tamtego nie zrobiłam…
Jakie to szczęście
że ominęły nas te straszne choroby
że żyjemy w czasach
genialnej medycyny
szczepionki nowego wieku
antybiotyku nowej doby
tyfus, gruźlica, syfilis
nas nie dotyczą jak wtedy
kiedy nie było lekarstwa
w tragedii
bogactwa czy biedy
Co mi Pan Bóg dał na drogę
Tym podzielić się nie mogę
To mój los
Muszę nosić go ze sobą
Nawet kiedy idę z tobą
To mój los
I nie poznasz mojej duszy
Nawet gdy cię nieraz wzruszy
Ten mój los
Idę sama
Idę sam
Razem z tobą
Idę tam
Geballte Engstirnigkeit
gestützt von Selbstherrlichkeit
Ego hoch drei
Zweifel? – keinerlei
Sie sieht, was sie sehen will
spricht ohne nachzudenken
oft ohne Sinn…
An der eigenen Urteilskraft – keine Bedenken!
Sie ist genial!
Sie weiß Bescheid!
Stolz wie ein Pfau…
Nein, danke,
ich verzweifle bei dieser Frau…
Co poecie po kotlecie,
jak poeta przecie plecie
w języku od dziecka znanym
wyuczonym, ukochanym
więc polski poeta
woli polski post
od kotleta
w gospodzie „Zur Post”
Czy masz mieszkanie małe czy duże
Nigdy nie wygrasz walki z kurzem
Kurz wycierany nawet co dnia
Już następnego
następcę ma
I leży sobie uwalony
Na książkach, półkach i dywanach
A ty wciąż walczysz jak ten Ikar
Przez kurz ten można dostać bzika!
Der Schein ist wichtig
Man muss den Schein wahren
Man muss sein süßes bitteres Geheimnis
hinter dem Schein aufbewahren
der Schein trügt
der Schein heiligt die Mittel
der Zweck bleibt auf der Strecke
mit herzlichen Grüßen,
Schönen Tag!
Danke!
Bitte!
eine falsche Entscheidung
die Heirat
die Scheidung
ein Treffen
zum falschen Zeitpunkt
und am falschen Ort
du wolltest dort nicht sein
doch du warst dort
du wünschst
du wärest dort
eigentlich nie gewesen
dein ganzes Leben verlief
nun anders, als geplant
auf einmal
lebst du ein falsches Leben
dein wahres Leben
bleibt dir und allen
unbekannt
Gott regiert die Welt
ob es dir gefällt
oder nicht gefällt
Gott, Jesus und seine Jünger
und die Frauen
die für ihn ihr Leben gaben
Gott gab dir das Leben
doch du musst schon selbst was tun
um mehr als nur das Leben
vor dem Tod zu haben
I can not see
I see only me
Only me in the mirror
Only me in my house
Only for me counts
What God allows
What God has written
I can’t see
It’s maybe for others
It’s not for me
I don’t care
what wrong
what right
I am here to enjoy
and not to fight…
100 years –
short time to play
The hell will be forever
Welcome: this way….
Ich gehe vorbei
An Ruinen, an Häusern, an Menschen
Ich gehe vorbei
An Plänen, Träumen und Wünschen
Ich gehe vorbei
An Lebenden und an den Toten
Ich gehe vorbei und immer
Immer bleibe ich da
Hier und überall
Auf Erden und im All
Ich lebe in verschiedenen Welten
Ich spiele verschiedene Rollen
Es gibt die Welt in Deutschland
Es gibt die Welt in Polen
Es gibt die Welt mit Kindern
Es gibt die Welt mit Männern
Ich spiele verschiedene Rollen
Ich spiele in verschiedenen Szenen
Von Hollywood weit entfernt
Bin ich ein Star
Den die Welt nicht kennt
Ich reise gerne in die Ferne
auch mal manchmal
nach Magdeburg!
Ich fahre aber keinen Wartburg!
Ich fahr‘ zufrieden
und ohne zu klagen
mit meinem neuen Volkswagen!
Ich trage euch meine Kinder
im Frühling, im Sommer
im Herbst, im Winter
Ich trage euch bis ins Grab
mal geht es Berg runter
mal geht’s Berg ab
Ich trage auch über die Wüste
Ich trage euch über den Fluss
Schnell reist ihr mit den Autos
Langsamer geht ihr zu Fuß
Ihr hebt ab in den Himmel
Ihr landet hier gesund nieder
Was wäre wenn es mich nicht gäbe
oder euch – nie wieder..?
Jak odbudować
z gruzów miasto
zamienione w cmentarz?
Domy
pozbawione ludzi
i wspomnień
o minionych świętach?
I jak odnaleźć rodziny
po których zostały
świecznik siedmioramienny
skrzypce i fortepian
i pył…
Kinder sind wunderbar
bezahlen muss man für sie bar
doch wenn du wirst
später
älter
wirst du es nicht bereuen
du darfst dich sogar auf deine
Enkelkinder freuen!
Die kosten wieder ganz und gar
auch wieder bar!
Kultmarke für Klamotten!
Keiner wird dich verspotten
Kultmarke schützt vor den Hieben
Alle werden dich lieben
Kultmarke!
Neu und gebraucht
Und du bist einer
den die Welt braucht
denn ohne Kultmarke an
Bist du ein NO ONE!
Ludzie byli i są
po obu stronach różni
Jedni o dobrym sercu
inni samolubni i próżni
Jedni kochający
Boga, świat i ludzi
Inni tylko pieniędze
i siebie samego
karmią tylko własne puste ego
A Bóg oceni
na koniec tej wyprawy
i wybaczy lub ukarze
za te wszystkie sprawy
Mam do niej żal,
że jej nie było,
chociaż na prawdę
nie było mi jej brak
żal mi, że jej nie ma teraz
po prostu ze mną w domu
kiedy ja już nie biegnę
ani nie czekam
nie potrzebna nikomu
oprócz jej wnuka…
Mamo my nie mamy rodziny…
Nie potrzebuję nikogo
tylko jej
zwykłego bycia ze mną
przy herbacie
i może rozmów o tacie…
Matko Boska
w Tobie miłość i troska
Błogosławionaś Ty
między niewiastami
Sama, samotna, osamotniona
wygnana – nie przegoniona
Rozogniona słonecznym żarem
Życia Boskiego darem
Syn Twój Jedyny
Król nad Królami
A dookoła pastuszkowie sami
i trzech Króli kłania się w pokorze
a do syna Twojego się modlą:
W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego!
Mój Boże…
Mieli wtedy po 30 lat…
Dziś płaczę po nich ja
nie płacze po nich świat
A przecież go tam
wspólnie budowali
powstały z gruzów nowy ład
I co zostało nam z tych lat?
Tych kolorowych kilka zdjęć
i filmów czarno białych kilka
i my, ich dzieci i ich wnuki
nowe ulice i nowe domy
i Pałac Kultury i Nauki!
My musimy zmartwychstać
bo nie da się inaczej
Nie możemy zostawić wszystkiego
na pastwę losu, rodziny
i tak zwanych przyjaciół…
Robimy do tej gry dobre miny
i walimy na przód
po drodze usłanej kamieniami
Nawet najbliżsi rzucają je czasami
Trudno
Widocznie tak ma być
żeby nie było nam nudno
Naród wybrany
wyprowadzony z domu niewoli
by dzielić wiedzę z ludźmi dobrej woli
którzy uwierzyli i poznali Boga
Naród wybrany
tułał się latami od proga do proga
wydał wielkie umysły
wielkie dzieła stworzył
w różnych językach
na wszystkich kontynentach
Naród wybrany żyje dziś w Izraelu
tam jego Ojczyzna obiecana
od Boga mu dana
Ziemia Święta
Pan Bóg dotknął mnie klątwą,
tak że nikt mi nie wierzy!
Kiedy mówię, że chleb jest stary,
wszyscy mówią, że świeży!
Klątwę rzucił na mnie, chyba tylko po to,
by wszyscy się wykazali przy mnie
własną głupotą.
Pociąg jedzie do nieba
Do pociągu wsiąść trzeba
W nim rodzice i dzieci
I ktoś drugi i trzeci
Pociągiem kieruje szatan
Pociągiem jedzie Natan
Szymon woła: Gdzie tata?
Ktoś płacze
Ktoś umiera
Ktoś inny łzy ociera…
Nie tu…
Już nie…
I jeszcze nie teraz…
Do końca pociągiem jadą tym
Z pociągu do nieba leci dym
Gott,
ich danke Dir für den Schlaf
ich danke Dir
für diese ruhigen Stunden
ich danke Dir
dass ich es schaff‘
die Nacht im Traum zu verbringen
Ruszamy na bal wszyscy razem!
Świat – naszym krajobrazem
Ziemia – do tańca sceną
Życie wieczne – nagrodą i ceną!
Własne imię?
Na kamieniu czy w marmurze?
Na scenie czy na papierze?
Litery wielkie czy nieduże?
Manche führen eine Beziehung
mit ihrem Spiegelbild
Sie schauen sich an
wie Gottes persönliches Abbild
in einem selbst gewählten Rahmen
aus Silber, Gold, Holz…
Und sind auf das Spiegelbild
sehr stolz!
Sie sehen außerhalb des Rahmens
KEINEN!
Man braucht zu ihrem Glück
ausschließlich EINEN.
You get to see
what you want to see
Its not me…
You will never know
if I want to stay
or if I want to go…
You will try
I will cry
I’m not ‘gonna’ die..
I will stand to the end
you will not understand
and you will not know
why…
Then u will cry…
as I was alone
all around were far away
my only hope
my only hope
was the Last Judgement Day
I thought: maybe it’s true…
I thought: maybe it’s true…
God will pay you
though you don’t check
your open bills
what you were due
all back
Co poecie po kotlecie,
jak poeta przecie plecie
w języku od dziecka znanym
wyuczonym, ukochanym
więc polski poeta
woli polski post
od kotleta
w gospodzie „Zur Post”
Czuję się
jakbym czekała na ścięcie
i nie wiem
kto będzie katem
i czy przyjdzie
w dzień, czy w nocy…
Zimą czy latem?
Czekam zatem.
Nie mam sił
by stąd odejść
nie mam sił
żeby uciec.
Jestem i czekam na ścięcie
lub wniebowzięcie…
Czy masz mieszkanie małe czy duże
Nigdy nie wygrasz walki z kurzem
Kurz wycierany nawet co dnia
Już następnego
następcę ma
I leży sobie uwalony
Na książkach, półkach i dywanach
A ty wciąż walczysz jak ten Ikar
Przez kurz ten można dostać bzika!
Czytanka dla Janka
To dla was drogie dzieci
Pan Bóg wymordował inne
takie same jak wy
tak samo niewinne
Ich rodzice nie znali
ich ojczyzny języka
I nie kochali
dzieci mówiących inaczej
I teraz o tych dzieciach
ten wiersz czytacie
które wraz z rodzicami
wywieziono do grobu
A wy żyjecie
dzięki Bogu…
Depresja
maluje obraz smutku i rozpaczy
na strony życia rzuca tylko cień
samotny słońca tutaj nie zobaczy
kto mgłą spowity
z mozołem toczy się
bez celu i bez sensu
kolejna noc
kolejny dzień
i tylko lęk ci przypomina
że jeszcze żyjesz
chociaż nie chcesz żyć
tabletka – życiodajna witamina
nie daje odejść
pomaga lepiej śnić…
Co mi Pan Bóg dał na drogę
Tym podzielić się nie mogę
To mój los
Muszę nosić go ze sobą
Nawet kiedy idę z tobą
To mój los
I nie poznasz mojej duszy
Nawet gdy cię nieraz wzruszy
Ten mój los
Idę sama
Idę sam
Razem z tobą
Idę tam
Chciałabym wrócić
tam, gdzie wtedy byłam
I zrobić, czego nie zrobiłam
Powiedzieć, co przemilczałam
Dać, czego mu nie dałam
Zabrać ze sobą w podróż
przez nasze życie…
Chciałabym wrócić
tam, gdzie wtedy byłam
I nie żałować,
że tego i tamtego nie zrobiłam…
Być żydem, polakiem i niemcem
to mniej czy więcej?
Być żydem w każdym kraju?
Być żydem, który mówi po polsku
i kocha polską mowę?
Być żydem niemcem,
który w Niemczech buduje domy nowe?
Być żydem, który w Paryżu
podaje koszerne dania?
Być żydem we własnym kraju
skąd Cię nikt nie wygania?
będziemy
wiecznie żyć
żyć aż do końca świata
uwierzmy w to na chwilę
uwierzmy w to na lata…
polećmy jak motyle
których do nieba droga
usłana jest kwiatami
będziemy wiecznie żyć
uwierzmy w to na chwilę
zostańmy motylami…
Dichter sind Gottes Schreiber
Sie bringen sein Wort aufs Papier
Er selbst kann nicht sprechen
wie wir
deshalb sind sie hier
Sie halten, was sie sprechen
insofern es möglich ist
Man kann sie nicht bestechen
mit einer Nacht im Hotel „Pitz“
Denn sie wissen, das alles hier
ist nur ein Spiel auf Zeit
Zeit, die man behält oder
Zeit, die man befreit…
Ein Spiel zwischen Böse und Gut
Es kommt stets darauf an,
dass man das Richtige sagt und tut…
die Götter leben
hier und heute
wie du und ich
und ganz normale Leute
die Götter leben
sie sprechen alle Sprachen
die Götter leben wie du und ich
sie singen, weinen, lachen
die Götter leben
in der ewigen Unendlichkeit
sie sind hier und jetzt
überall und immer
dabei
die ZWEI nehmen sich Zeit
die ihnen nicht gehört
sie stehlen sich die Zeit
in der man einander berührt
in der man einander küsst
und sich selbst neu erfindet
solange keiner sonst
die Wahrheit herausfindet
sie leben im Niemandsland
erfüllt von DU und ICH
vergessen alles um sie herum
sie vergessen sich…
und
leiden in ihrem höchsten Glück
beneidenswert fürchterlich…
Es gab zu viele Menschen
Zu viele, die nicht hierher passten
Zu viele, die reich und zufrieden
Andere ausnutzten und hassten
Zu viele, die ihre Familien
Erklärten für die Sieger
Zu viele, die wollten alles teurer
Und nichts billiger
Letztendlich sind ihre Familien
Gestorben den Märtyrertod
Letztendlich gibt es für alle
Einen und denselben Gott
Gott regiert die Welt
ob es dir gefällt
oder nicht gefällt
Gott, Jesus und seine Jünger
und die Frauen
die für ihn ihr Leben gaben
Gott gab dir das Leben
doch du musst schon selbst was tun
um mehr als nur das Leben
vor dem Tod zu haben
eine falsche Entscheidung
die Heirat
die Scheidung
ein Treffen
zum falschen Zeitpunkt
und am falschen Ort
du wolltest dort nicht sein
doch du warst dort
du wünschst
du wärest dort
eigentlich nie gewesen
dein ganzes Leben verlief
nun anders, als geplant
auf einmal
lebst du ein falsches Leben
dein wahres Leben
bleibt dir und allen
unbekannt
Alice in Wonderland
to become great
you need to be small
to become short
you need to be tall
to become rich
you need to be poor
to become happy
you need love
as cure
Nun weiß es jeder Idiot:
DER HAHN IST TOT!
DER HAHN IST TOT!
Das tut mir leid
und sogar sehr:
DER HAHN BEWEGT SICH
GAR NISCHT MEHR!
DER HAHN IST TOT!
Die Tränen fließen…
Wir werden jetzt den Hahn
gekocht genießen!
DER HAHN IST TOT!
DER HAHN IST TOT!
Nun essen wir ihn mit Brot!
Odeszła
duchowa matka
przyjaciółka w myślach
siostra serca i rozumu
na tle liter
nieraz pewnie samotna
wśród pełnego podziwu
tłumu
który nie wie
co chciała powiedzieć cebuli
i dlaczego liczba pi
z ośmiu liter
czarna na białym
jest nieskończona
odeszła kobieta
matka polskiej poezji
i Bogów
kochanka i żona
Ona nie chce być matką
swojego narodu
woli patrzeć z daleka
jak dzieci umierają z głodu
i jak odłogiem leży
ziemia i pastwisko
Ona woli isć do disco
lub na pokaz mody
wykreowanej przez siebie
To co, że inni są w piekle?
Ona jest w niebie!
Pan Bóg dotknął mnie klątwą,
tak że nikt mi nie wierzy!
Kiedy mówię, że chleb jest stary,
wszyscy mówią, że świeży!
Klątwę rzucił na mnie, chyba tylko po to,
by wszyscy się wykazali przy mnie
własną głupotą.
Pan Bóg używa różnych ludzi
aby poznać Ciebie
wystawia Cię na próbę
tu na ziemi
by wiedzieć, czy przydałbyś się
tutaj w niebie
Pan Bóg widzi i słyszy
wszystko doskonale
lecz nie jest twoją nianią
gdy wylewasz żale
On patrzy z okien Raju
co zrobisz tutaj sam
Jeśli odróżniasz zło i dobro
mądrość i głupotę
być może trafisz tam…
Pociąg jedzie do nieba
Do pociągu wsiąść trzeba
W nim rodzice i dzieci
I ktoś drugi i trzeci
Pociągiem kieruje szatan
Pociągiem jedzie Natan
Szymon woła: Gdzie tata?
Ktoś płacze
Ktoś umiera
Ktoś inny łzy ociera…
Nie tu…
Już nie…
I jeszcze nie teraz…
Do końca pociągiem jadą tym
Z pociągu do nieba leci dym
Pociąg
cudowny wynalazek
zamiast konia
żelazny rumak
który inne przegania
po szynach układanych latami
na kamiennych drogach
pędzi z nami
z bagażami
z Paryża do Berlina
z Berlina do Warszawy
i do Moskwy i na Krym
pociągi pędzą cierpliwie
a w nich siedzisz leniwie
a w nich spokojnie śpisz
ty
Pociągi ponumerowane
liczbami do gazu
74 ludzkie numery
gwiazdy Dawida
ludzkie obrazy
wstydu
horroru
nie do opisania
starcy, dorośli, dzieci
wywożone jak śmieci
tragedia
ciał i dusz
których dziś nie ma już
A my?
Pragnienie
rodzi się w sercu powoli
bierze nasze myśli do niewoli
ciało wyrywa się rozumowi
spod kontroli
tęskniąc do kogoś
kto po prostu patrzy na ciebie
marzysz by go dotknąć
by go przytulić do siebie
by z nim być w siódmym niebie…
Prawda jak oliwa
jednak wypływa
Przez Boga tylko znana
latami żyje z nami zapłakana
jako tajemnica alkowy
albo poliszynela
Kłamstwo jednym daje nowe buty
innym jak kamień w bucie doskwiera
Ludzie mówią, że oliwa sprawiedliwa!
Prawda kiedyś na wierzch wypływa.
Przed Wigilią
nawet rybie trzeba pomóc w potrzebie,
a nie tylko kupić jej na wagę 2 kilo!
Ryba w wodzie pływała przed chwilą,
nim trafiła do sklepu na wagę
i do wanny przez swą nieuwagę!
I jak jakaś ofiara losu
w wannie dogorywa
ryba ledwo żywa…
Mamo! Tato!
Ryba już nie pływa!
Taka smutna
historia Wigilijna
i jaka prawdziwa.
Samotnie żegnasz się
z innymi
Samotnie znosisz
ból
Jutro nie będzie mnie już tutaj,
myśli robotnik, myśli król…
Tak samo ściska gardło
żal…
Odchodzisz sam,
W nieznaną nieba dal…
Ruszamy na bal wszyscy razem!
Świat – naszym krajobrazem
Ziemia – do tańca sceną
Życie wieczne – nagrodą i ceną!
Własne imię?
Na kamieniu czy w marmurze?
Na scenie czy na papierze?
Litery wielkie czy nieduże?
Wie schön,
dass es Postkarten gibt!
Man braucht sich gar nicht
persönlich zu bemühen…
Man schreibt einfach:
Wir gratulieren!
Wir wünschen!
Wir grüßen herzlich!
Alleinsein
mit solchen Postkarten
ist dennoch schmerzlich…
————–
Wielcy ludzie nie umierają,
wielcy ludzie na zawsze
tu zostają –
w naszej pamięci…
Nie jeden jeszcze się tu kręci
jak duch…
O wielkich ludziach
nie zamiera słuch…
wir sehen uns!
ich rufe an!
ich melde mich die Tage!
die Worte
solltest du nicht legen
auf die goldene Waage…
denn wer dich sehen will
der kommt
ohne die vielen Worte
er fragt nicht viel
und du
brauchst auch
ja gar nicht zu antworten
es liegen weder Raum noch Zeit
von einem zum nächsten Treffen
es liegt immer die Ewigkeit
doch die ist schnell vergessen
—————–
keiner stirbt für dich
jeder stirbt allein
ein langer Weg vor dir
pack deine Sachen ein
denn die
brauchst du dort,
wohin du gehst
nicht mehr
verschenk sie an die Kinder
oder wirf sie ins Meer
du selbst
wirst wie Staub und Dampf
ein Bindeglied
zwischen der Erde und der Atmosphäre
du selbst
wirst die Erinnerung
an die Familie
an eine Affaire
eine Erinnerung
an Liebe, Hass und Glück…
denk dran,
die Zeit drehst du nicht zurück…
Wir sind hier
nicht um glücklich zu sein
wir sind hier jeder allein
wir sind hier um einen Plan zu erfüllen
für jemanden der kann nicht fühlen
wir sind des Superhirns Gesandte
seine Familie und Verwandte
sein Eigentum in seinem Garten
er lässt uns ganz schön lange warten
bis er den Garten
das Paradies auf Erden nennt
andere haben etwas Spaß…
Doch was nützt ihnen auch das?
Wszystkich traktuje jak zabawki
dla zabicia czasu
a jak zabawka się znudzi
wywiezie się ją daleko
jak psa do lasu
Kobiety dookoła są
potwierdzeniem
jego znikomej męskości
A cała reszta gra rolę
na jego balu
towarzyszących mu gości
których on oczaruje
wyjątkowym głosem
dowcipem i urokiem
i tak oszuka wszystkich
bo widzą go tylko wzrokiem…
Poza tym jest nikim.
Zaczyna się godzina
dla naiwnych
dobrodusznych i dziwnych
samotnych i opuszczonych
cierpiących i poniżonych
odrzuconych
godzina sprawiedliwych
godzina
martwych i żywych
Wyrwana z korzeniami
Od lat chcę być z wami
Wyrwana sama sobą
Tęsknię za tobą
Za tym jak było i nie będzie
I szukam tamtych czasów wszędzie
I nie znajduję
Odeszły one i odeszłam ja
Ktoś inny dziś je ma
Na szczęście pozostały
zapisanych wierszami
myślami w obrazach
czarno białych
książek pełne regały.
Pozostały zdjęcia i głos
nagrane na taśmę
i jej imię na okładce
i na kamieniu
obłożonym kwiatami
i zapalonymi zniczami.
A ona i tak żyje z nami.