Warszawa, 15.07.2008
Szanowny Księże Proboszczu,
Szanowni Członkowie Rady Parafialnej,
Szanowny Panie Dyrektorze „TABITY”,
dziękuję za możliwość spotkania z Państwem wczoraj, i dziękuję za pracę i starania Państwa na rzecz wyprowadzenia „TABITY” z trudnej sytuacji, którą spowodował ktoś wcześniej,
a nie państwo osobiście. Mimo to, myślę, że to Kościół Ewangelicki i Proboszcz tego Kościoła oraz Rada Parafialna jako organizacja jest i była odpowiedzialna za „TABITĘ” i to, co się tam dzieje.
Mieszkańcy „TABITY”, starsi, często niedołężni ludzie, wybrali „TABITĘ” na swój dom spokojnej starości, i nie chodzi im o akt własności, ale o miejsce zwane domem.
Wiele osób wpłaciło duże sumy pieniędzy na cele charytatywne na rzecz Kościoła Ewangelickiego oficjalnie przez bank, aby dostać się do „TABITY”.
Te pieniądze nie mogły chyba zniknąć. Słyszałam o wpłaconych kilkuset, kilkudziesięciu, kilku tysiącach od wielu osób, które wczoraj też były obecne na spotkaniu.
A więc Kościół dopłaca do pensjonariuszy, ale także z ich własnych pieniędzy.
Mówiąc, że to poprzednia dyrekcja jest winna zniknięciu pieniędzy, ksiądz Proboszcz nie wyjaśnia, jakie kroki podjął Kościół w celu odzyskania tych środków od osób odpowiedzialnych za ich nieodpowiednie wykorzystanie. I kto kontrolował poprzednią dyrekcję? I dlaczego nic nie zauważył?
Jak można teraz starszym ludziom, mówić, że nie mogą Państwo dotrzymać umów z nimi, osobami, które często nie mają innego domu, mieszkania a może krewnych, które sprzedały mieszkania i wpłaciły duże kwoty na rzecz Kościoła Ewangelickiego, aby dostać się do „TABITY”.
Ja sama jestem zdziwiona, że od początku pobytu mojej mamy Janiny Komar w „TABICIE” (listopad 2007) nie została ona przez personel wykąpana, jej pokój sprzątany jest zbyt rzadko,
nieraz przez dwa, trzy tygodnie nie było odkurzone, czy zmyte w łazience. Ja odkurzałam i zmyłam brudy.
Nieraz brakuje mamie pomocy przy jedzeniu, przy zmianie pampersów, czasami (rzadko) brakuje leków (sama byłam tego świadkiem), zdarza się, że leki nie są podane, dziwi mnie, że mama mokra w pampersie, w mokrym łóżku, słyszy od personelu, że musi poczekać, bo opiekunki są na obiedzie (czy opiekunowie muszą wszyscy chodzić razem???).
I opiekunka nie pojawia się przez 2 godziny. Ja zmieniłam pampersa.
Pomocy dla osób nie chodzących i nie sprawnych w „TABICIE”jest zbyt mało, gdyby nie to, że jestem u mamy 2 razy w tygodniu, moja siostra raz w tygodniu, a trzy razy w tygodniu pani do pomocy, mama nie poradziłaby sobie. A chyba nie o to chodzi w Zakładzie Opiekuńczo Leczniczym.
Zasmuca mnie fakt zmiany pożywienia, które jest w odczuciu wielu osób mniej smaczne i nie odpowiednio ciepłe. Jedzenie jest jedną z niewielu radości dla tych starszych osób, jest ważne dla ich zdrowia i samopoczucia.
Dziwi mnie brak zrozumienia dla lęków pensjonariuszy i ich potrzeb, i oczekiwanie, że to oni mają mieć wyrozumienie dla tego, co się stało i dzieje, i oni mają współczuć Radzie Parafialnej, która pracuje w nadgodzinach. Czyż to nie Rada Parafialna i Proboszcz wybrali poprzednią Dyrekcję i kontrolowali ją?
Nie rozumiem, dlaczego niektórzy dopłacają do swojego pobytu więcej a inni dużo mniej, a wszyscy mają ten sam standard średnio zadowalającej opieki i od kilku dni niezbyt smacznego jedzenia.
Jak to możliwe, że nowe osoby (pani, o której mówiono wczoraj) przyjmowane są dzięki dopłacie Kościoła i Rady Parafialnej, mimo, iż nie stać ich na pobyt za ok. 4700 zł/mc, a osoby, które wpłaciły duże kwoty i dopłacają do swego pobytu nie mają oczekiwanego i obiecywanego im standardu usług, i wobec nich z umów nie można się wywiązać.
Z poważaniem
Joanna Krupińska