Była siostra
Siostra nie ucieszyła się, kiedy mama oznajmiła jej w roku 1966, że będzie miała znowu rodzeństwo.
Jedną siostrę już miała i były z nią same kłopoty. Ewa była od urodzenia ciężko chora na serce i umierała rodzicom na rękach przez około roku, z przerwami. Aż odeszła krótko przed końcem roku, tuż przed Sylwestrem.
Ten Sylwester musiał być wtedy bardzo smutny.
Mama zdecydowała się kilka lat później na następne dziecko. Urodziłam się ja. Alina chciała mamę stłuc, kiedy dowiedziała się o ciąży. Była wściekła, że ma się urodzić siostra lub brat. Dała mi na imię Joanna.
Miała prawie 13 lat i była prawdopodobnie rozpuszczoną jedynaczką, której zachcianki wszyscy musieli spełniać. Inaczej się wściekała. Podobnie jak mój tata. Mama się jej bała, taty też.
Mama mówiła, że Alinka była zawsze niezadowolona, w złym humorze i złośliwa. Nie wiem, czy to wrodzone, czy nabyte, chyba jedno i drugie.
Ja pamiętam ją z wczesnego dzieciństwa jako dużo starszą siostrę, która nie miała dla mnie nigdy czasu, ani nie interesowała się mną. Za to interesowała się moją czekoladą, którą wyżerała mi ukradkiem.
Siostra nie chodziła ze mną na spacery, nie bawiła się ze mną, nie czytała mi książek, nikt mi nie czytał. Nikt się nie bawił. Babcia raz próbowała się bawić, bo ją zmusiłam, a słabo już mogła chodzić, więc nie uciekła przede mną i moimi żołnierzykami. Siedziała w fotelu, a ja prowadziłam wokół niej bitwy, marudząc, że babcia nie umie się bawić.
Do snu ssałam palec, aż starsza siostra postanowiła mnie tego obyczaju oduczyć, kiedy miałam 8 lat. Nasmarowała mi palec czymś niesmacznym. Nie pamiętam, czy pomogło, ale zrozumiałam wtedy, że jestem za duża na takie zachowanie i przestałam. Zauważyłam, że siostrze na tym jakoś zależało.
Kiedy byłam w wieku przedszkolnym lubiłam być w pokoju starszej siostry, także kiedy przychodzili do niej znajomi. Czasami nie chciała mnie wpuścić, zastawiała drzwi starą maszyną do szycia, która znajdowała się w takiej jakby drewnianej szafce. A ja skamlałam pod drzwiami jej pokoju: „Alinka, wpuść mnie!”.
Kiedy chodziłam na angielski po szkole, pomagała mi poprawić wymowę. Znała angielski z podróży do Londynu, skąd przywiozła mi nawet fajne spodnie. Ogrodniczki. Oraz kilka drobiazgów. Moja angielska wymowa wymagała świczeń, a siostra wiedziała wtedy wszystko lepiej.
Miała fajny gust, jeśli chodzi o ubrania (chociaż w czasach jej młodości to było mocno szalone) i urządzanie mieszkania. Byłam dumna ze starszej siostry, podróżującej po świecie, przywożącej fajne rzeczy, jakich u nas w Polsce wtedy w sklepach nie było. Tylko na bazarach można było kupić zagraniczne ciuchy, buty i inne produkty. To wszystko było wtedy strasznie drogie w porównaniu do pensji rodziców. Poza tym nie zawsze był duży wybór.
Alina miała swój pokój, ja nie. Spałam w pokoju z rodzicami, za zasłoną, odgradzającą mnie wieczorem od filmów, które oglądałam ukradkiem.
Alina nie chodziła ze mną do kina, ani do teatru. Nie interesowała się mną.
Była starszą o 13 lat siostrą, która żyła wyłącznie własnym życiem. Mnie można było posłać po papierosy do kiosku. Przypomniałam sobie, że byłyśmy razem w teatrze na spektaklu „Equus“ ?, ale miałam wtedy już ok. 15 lat? Nie wiele wtedy rozumiałam, ale byłam zafascynowana. To było coś z koniem…
Alina nie wierzyła w Boga, nie chodziła do kościoła, nie umiała się szczerze modlić. Jej zachowania „religijne“ od kiedy urodziła Tomka, były spowodowane tym, że dostawała od mojego ojca pieniądze i musiała swojego syna ochrzcić (w wieku lat ok. 6, rok 1990?). Mój ojciec zapewne nalegał i wywierał pewnie presję finansową lub raczej obiecał nagrodę! Dostali z tej okazji bodajże 1500,- USD?
Moje koleżanki ze szkoły nie lubiły Aliny, a ona nie lubiła ich. Nie chciały przychodzić do mnie, kiedy Alina była w domu. Była dla nich niesympatyczna i chłodna, nieprzyjemna.
Ja umiałam sobie radzić z jej humorami, musiałam jakoś znosić jej kłótnie z rodzicami, jej awantury z tatą. Nie rozumiałam wtedy ich sensu. Ale raz Alina dostała od ojca, a tata rzucił u niej w pokoju regał na podłogę. Pospadały wszystkie bibeloty i książki, które tam stały. Byłam przerażona, tym co się stało. Alina miała przez kilka dni podbite oko. Nosiła słoneczne okulary, by je zakryć, a ja opowiadałam koleżance, że uderzyła się o kant stołu.
Nie wiedziałam, o co właściwie chodzi. Miałam może 10, czy 11 lat i nie byłam pewna, kogo się bać bardziej, jej czy taty.
Alina nie znosiła mamy. Gardziła nią. Raz odnalazłam pamiętnik mojej siostry w jej szafce. Przeczytałam, że nienawidzi starych, szczególnie matki. Nie znałam powodów tej nienawiści, bo ja rodziców wtedy nawet lubiłam. Chociaż nie było z nimi łatwo.
Pewnego razu Alina przyprowadziła do domu szczeniaka, małego cocker spaniela. Został z nami przez następnych kilkanaście lat. Kochał ją bardzo. Mnie, jako drugiego szczeniaka nie respektował zbytnio, taty się słuchał i bał. W zasadzie tata go karmił. Mama i pies ignorowali się z wzajemnością. Gdy Alina się wyprowadziła, pies został i już jej nie interesował.
W 1981 roku moja siostra wyjechała do USA. Nie wiadomo, po co. Bo wróciła po kilku tygodniach, krótko po wprowadzeniu w Polsce Stanu Wojennego. Nikt się jej tak szybko z powrotem nie spodziewał. Przywiozła czekoladę i gumę do żucia. I tyle. Może tata miał nadzieję, że Alina wyemigruje i nie wróci… Bo warunki ku temu były, żeby została w USA, zarabiała i przysyłała dolary!
Tę podróż finansowali zapewne także moi rodzice, bo Alina wtedy nie pracowała, a jej zagraniczne wypady nie wiązały się z żadnymi oszczędnościami na niczyim koncie bankowym w naszej rodzinie. Myślę nawet, że raczej wręcz przeciwnie! To, co ewentaulnie zarobiła, wydała na miejscu na papierosy i dyskoteki. No to wróciła, jak się forsa skończyła… Podobnie taraz postępuje jej syn…
Kiedy miałam 15 lat, Alina wyszła za mąż za kolegę, którego znała jeszcze z liceum. Tylko, że w liceum to Piotr chodził z Basią. Więc nie wiem, czy oboje poznali się dostatecznie dobrze jako narzeczeni. Może się Piotrowi dziewczyny pomyliły, albo imiona, albo co… Wszystko mu jedno było widocznie, aby kobita.
Oboje mieli wtedy 28 lat. Piotr był fizykiem i robił doktorat w Instytucie PAN. Pochodził z eleganckiej rodziny profesorów i doktorów. Jego rodzice mieli 100- metrowe mieszkanie i dostęp do ogródka.
Byłam dumna, że siostra tak dobrze wyjdzie za mąż, lubiłam Piotra, znałam go z widzenia od dziecka, był sympatyczny, przystojny, no a na dodatek siostra miała się po ślubie wyprowadzić i oddać mi pokój.
I tak się stało, miałam 15 lat i nareszcie miałam własny pokój!
Siostra zostawiła nam też psa, który za nią tęsknił, ale dla niej to była raczej żywa zabawka.
Alina zamieszkała z mężem, najpierw u jego rodziców, niedaleko nas. Ale twierdziła, że jej tam nikt nie lubi, teściowa była nie miła, szwagierka złośliwa, mąż nie czuły, tylko Alinka cierpiąca… w tym towarzystwie. A ja mogłam tego jako 15-latka wysłuchiwać. Uważałam, że ta rodzina jest całkiem na poziomie. Odwiedziłam ją tam kilka razy. Wszyscy byli uprzejmi. Zwłaszcza jej teść był bardzo miłym starszym panem, chyba profesorem na SGGW.
Ale zapewne oni cierpieli nie mniej w jej towarzystwie. Domyślałam się, że moja siostra nie wnosi ani radości ani szczęścia do ich mieszkania. Alina nie umiała być miła, nie uśmiechała się. Nie ustępowała, zawsze musiała postawić na swoim, lubiła robić na złość innym, okazywać antypatię i psuć atmosferę, robiąc miny i złośliwe uwagi. Z taką osobą trudno wytrzymać, nawet najbliższym. A tata podczas awantur z Aliną nie raz krzyczał, że każdego przed nią będzie ostrzegać. Jakoś Piotra nie ostrzegł! Może przemyślał, że nie zrobi sobie tym przysługi, urzymując 28-letnią córkę jeszcze dłużej w rodzinnym domu…
Młode małżeństwo wyprowadziło się do innego mieszkania, też nie daleko, na Grochowie. Obserwowałam ich życie z pewnego dystansu. Miałam 15 ,16 lat i własne problemy, wzloty i upadki… Nową szkołę i nowych znajomych. Piotr pomagał mi czasami zrozumieć zadania z matematyki i chemii. Przy tej okazji poinformował mnie, że mam za długi nos, chociaż nawet ładna jestem… Byłam zaskoczona tą uwagą, bo go wcale nie pytałam o mój nos, ani urodę. Lubiłam go nawet, ale nie rozumiałam jego zachowań i toku myślenia w wielu sprawach. A ten nos jest za długi do czego niby?
Wiem, że nie układało im się idealnie. Kłócili się i nie byli tak bardzo szczęśliwi, jak sobie zapewne wymarzyli wcześniej. Alina czepiała się strojów i zachowania Piotra, nie podobały jej się jego czapki, jak się zachowywał na specarach z nią (Nie chciał jej trzymać za rączkę!), itp. Za często wg. niej chodził do własnych rodziców, przesiadywał u mamy i siostry, a nie z nią. Kłócili się o duperele. Alina nie zachodziła w ciążę. Nie układało im się w małżeństwie. Oboje chodzili na porady małżeńskie do pani psycholog, która też nie umiała raczej pomóc.
Dzisiaj wiem, że oboje byli niedojrzali i niedorośli. Nie łączyła ich miłość, tylko jakiś plan na wspólne życie w małżeństwie, bez ustępstw ani zrozumienia z żadnej strony. Bez ślubu nie można było wtedy mieszkać razem, ani otrzymać mieszkania ze spółdzielni. Na kupno mieszkania było stać bardzo niewielu, a wynajem od kogoś był drogi i łączył się z częstymi przeprowadzkami.
Mama wywalczyła wreszcie dla Aliny i Piotra mieszkanie własnościowe w spółdzielni. Chodziła, prosiła, koniaki nosiła, aż pan prezes miał tego dość i dał klucze do M-4 (trzy pokoje z widną kuchnią)! Alina i Piotr mieli wtedy papiery na większy metraż, on jako nauczyciel akademicki, ona jako artystka! Takie mieszkanie wtedy to była wygrana na loterii! Winda, zsyp, domofon, okolica ok, chociaż ostatnie – 13- te – piętro. Siostra wyniosła meble ze swojego pokoju, który mogłam sobie urządzić po swojemu.
Ale i w tym nowym mieszkaniu młode małżeństwo miało powody do kłótni. Tapczan ma stać tu, a nie tu! Tym nożem się nie kroi pomidorów! Moja siostra wiedziała wszystko lepiej i właśnie tak miało być! Jej mąż nie lubił chyba we wszystkim ustępować i miał własne zdanie. Rodzice wykupili mojej siostrze to mieszkanie potem na własność w prezencie!
Jakiś rok po ich ślubie Alina poznała faceta z Holandii. Był w Polsce jako turysta. Pokazywała mu Polskę, czy Warszawę. Zakochała się chyba. Zaprosił ją do Holandii, co było wtedy fajną okazją, do obejrzenia zachodniego świata. Był rok 1982 albo 83? Siostra pojechała do Holandii, zostawiła męża. Nie wiem, co on na to, bo go wtedy nie pytałam, stałam poza ich życiem. Może miał nadzieję, że nie wróci? Bo nie cierpiał ani kiedy wyjeżdżała, ani nie okazywał żadnych emocji, kiedy wróciła.
Alina wyjechała na kilka tygodni. Nie wiem do kogo, nie pamiętam gdzie była. To, co pamiętam, jest bardzo przykre, bo wróciła po kilku tygodniach w stanie załamania psychicznego. Nie wiadomo, co się tam wydarzyło. Była nie do poznania, w depresji, wystraszona, chora psychicznie. Miała lęki i manię prześladowczą. Wydawało jej się, że cały świat był przeciwko niej, że wszyscy chcą ją skrzwdzić, że piszą o niej w gazetach i mówią o niej w telewizji, i chcą ją wykończyć. Kto? No oni, wszyscy… Wychodziła na dwór podczas mrozu ubrana tylko w kapcie i co miała na sobie. Nie panowała nad własnymi uczuciami i myślami. Mówiła coś o Bogu, w którego wcześniej nie wierzyła, o Matce Boskiej, która patrzy na nią ze zdjęcia. Ja tam widziałam inne osoby, ale Matki Boskiej nie spostrzegłam lub nie rozpoznałam. Pomyślałam: siostra albo święta, albo zwariowała, niestety raczej to ostatnie było bliższe prawdy.
Same bzdury, myślałam wtedy. Tłumaczyłam jej, że to są jej urojenia, uspokajałam cierpliwie, chociaż można było dostać fijoła, wysłuchując tych bzdur, jakie mąciły jej wystraszony umysł. Wysłuchiwanie tych jej urojeń było męczące.
Nie wiem, czy była u lekarza, czy pomogły jej wtedy same rozmowy z nami, z Piotrem, ze mną, z rodzicami. Piotr wykazał się dużą porcją cierpliwości, chociaż nie zrozumiał chyba powagi jej chorobliwego stanu. Alina ufała mi wtedy i zwierzała się ze swoich lęków. Mnie to przerastało i męczyło. Miałam 16 lat??? Po kilku tygodniach Alina czuła się lepiej i wracała do normalności, mimo iż (o ile wiem) nie przyjmowała leków, nie chciała.
Chociaż sama nie jestem pewna, czy ona jest bardziej chora w stanie załamania czy tak zwanej: „normalności”. W czasie choroby twierdziła, że jest diabłem, podłą i niewdzięczną córką dla rodziców. A więc gadała poniekąd z sensem!
Mimo tych przeżyć, które wstrząsnęły mną wtedy, Alina i Piotr pozostali małżeństwem, a nawet postanowili mieć dziecko. Po kilku miesiącach Alina spodziewała się dziecka, które miało się urodzić w lipcu 1984 roku. Cała rodzina była szczęśliwa. Mama przywoziła z NRD ubranka i rzeczy dla niemowlęcia oraz jego rodziny. Ktoś zdobył używany wózek! Kupić wtedy nie można było nic po normalnych canach albo wcale! Mama przywoziła siostrze prezenty, aparat fotograficzny, mikser kuchenny, buty, ubrania, itp. Tego w Polsce nie można było dostać!
Kiedy urodził się Tomek, wszyscy byliśmy bardzo szczęśliwi. Alina i dziecko zdrowi!
Cała rodzina jeździła w odwiedziny do Aliny i małego Tomka. Ja i mama stałyśmy po dwa razy w kolejce po „Bobofruity”. Pamiętam, bo było mi trochę głupio, ale mama kazała!
Tylko w małżeństwie siostry i jej męża nadal nie układało się dobrze. Nie wiem, o co mogli się jeszcze kłócić, ale znaleźli ku temu powody. Piotr nadal wolał spędzać czas w domu swoich rodziców i w towarzystwie własnej siostry niż żony. Alina była nieszczęśliwa i żaliła się, że często go nie ma w domu, albo się nią nie interesuje tak jak powinien. A kiedy był, kłóciła się z nim o wszystko. Bo ona kłóciła się ze wszystkimi o wszystko, zawsze! Chyba, że osoba w jej towarzystwie robiła wszystko dokładnie tak, jak Alinka jej pozwoliła.
Z drugiej strony trudno czasami przewidzieć, co wolno i jak, więc awantura w jej nieuroczym towarzystwie była jakby zaprogramowana z góry. Cokolwiek się zrobiło, to było źle. Nie tym nożem! Nie tutaj się stawia! Nie tak się otwiera! Nie tak się zamyka! Nie tak się robi! Makabra. Tak jak najpierw terroryzowała męża, podobnie obchodziła się później z synem! Nie te buty! Nie tu się stawia!
Człowiek wychodził z jej mieszkania zwykle zmęczony i szczęśliwy, nareszcie na wolności!
Tak musiał się także poczuć Piotr po dwóch czy trzech latach małżeństwa, kiedy to odszedł od niej i postanowił się rozwieść, pozostawiając Alinę z półtorarocznym dzieckiem sobie samym oraz nam: moim rodzicom i mnie! Zważywszy, że wiedział z kim się żeni i z kim planował dziecko, uważam, że postąpił jak gnojek. Teraz taki gnojek jest profesorem PAN-u. Ma inną żonę i drugiego syna.
Nie raczył nawet wybrać się na pogrzeb mojej mamy, która zastępowała jego synowi ojca i matkę. Mnie pan profesor nawet nie zapyta o to, co u mnie słychać, chociaż przez kilka lat robiłam dla Tomka i jego mamy więcej niż on. Mimo iż ślub brał z własnej woli, a dziecko nie przytrafiło mu się przypadkiem. Rozumiem, że z moją siostrą nie dało się żyć na co dzień. Ale zostawić ją i dziecko z chorą matką prawie samym sobie, nie było fair ani w porządku. Piotr pojawiał się raz na tydzieć na jakieś dwie godziny. Finansowo pomagał nie wiele. Jego rodzice nie interesowali się wnukiem prawie wcale.
Może Alina mogła Piotra jako męża zatrzymać? Proponował jej podobno, że mogą być razem, pod warunkiem, że przeniosą się z Warszawy do Mińska Mazowieckiego. Piotr odziedziczył tam dom po dziadku i mogli tam zamieszkać. Alinie taka wersja życia przy mężu z małym dzieckiem w Mińsku Maz. nie odpowiadała. Wtedy (1985) to była mała mieścina. Co tam robić? Gdzie co kupić? Kto by ich tam odwiedził? Wtedy dojazd był trudny, czasy ciężkie. W Warszawie było nie łatwo, a tak samej w obcym mieście na prowincji… Czy dobrze wybrała?

Joanna z Tomkiem, siostrzeńcem
Alina była po rozstaniu z mężem załamana i zrozpaczona. Kiedy jej synek miał dwa lata, wpadła na pomysł odejścia z tego świata. Zresztą nie pierwszy raz w swoim życiu, gdyż była zwykle załamana, gdy zostawił ją jakiś facet, a oni odchodzili zawsze po krótkim czasie spędzonym z nią… Ciekawe, dlaczego?
Nałykała się tabletek na uspokojenie, czy na co tam i wylądowała w szpitalu. Jej próba samobójcza zakończyła się fiaskiem, ale za to mama uznała, iż trzeba Alince pomóc i ją wyleczyć z depresji. Siostra trafiła na kilka tygodni do szpitala dla osób chorych psychicznie. Bo była chora. Była załamana, nie była w stanie troszczyć się o siebie ani o dziecko. Była znowu w innym świecie. A ja dzięki niej zajrzałam na kilka chwil do tego innego świata w szpitalu. Bardzo przejmujący obraz osób chorych, którym trudno pomóc, nawet przy pomocy leków. Alinie lekarstwa pomogły i przeszło jej to po kilku tygodniach. Schizofrenia. Leki trzeba brać w zasadzie przez całe życie, inaczej stan depresji i załamania oraz lęków i urojeń powraca w okresach stresu.
Od tej pory wiedzieliśmy wszyscy, że mamy chorą w rodzinie. Wszyscy staraliśmy się Alince pomagać i jej nie denerwować. Robić tak, a nie inaczej! Nie kłócić się, nie wymagać, bo Alinka była i jest chora, ma małe dziecko i trzeba się nimi opiekować! Jako artystka moja siostra mogła pracować w domu i trochę zarabiała, ale nie stale i nie zbyt wiele. Tylko od czasu do czasu trafiał się jakiś lepiej płatny projekt. Zwłaszcza u znajomych lub dzięki znajomym. Ktoś przelał jej nawet raz na konto większą kwotę, niby za jej projekt, z czego dostała 10% prowizji, gdy przelała je dalej. Było to zwykłe pranie pieniędzy jakiegoś byłego komunisty, który taką kwotę nie wiadomo skąd sobie przelewał. Za prowizję kupiła samochód Cinquecento.
Lubiłam patrzeć, jak Alina pracowała przy realizacji różnych projektów. Czasami jej pomagałam, czy asystowałam, raz byłam modelką do rysunku postaci, robiąc „figury gimnastyczne“, które ona przerysowała ze zdjęć do książki. Innym razem pomagałam przy wystawie w „Pewexie“, czy wyklejaniu jakichś reklam na samochodzie. Trochę przy tym zarabiałam, raczej symbolicznie.
Siostra, będąc nawet w lepszej formie nie pomyślała, że własne leki psychotropowe należy schować w miejscu niedostępnym dla małego dziecka. Kiedy Tomek miał kilka lat, nałykał się tabletek psychotropowych własnej mamy. Nie wiem dokładnie kiedy, bo moi rodzice oraz Alina chcieli to chyba przede mną zataić. Bo czym się tu znowu chwalić? Może nie chcieli, żeby dowiedział się jego ojciec? Byłam chyba w NRD na studiach albo w RFN – głównie w pracy. Dowiedziałam się o tym zdarzeniu po jakimś czasie, przypadkiem ktoś z nich się wygadał. Dziecko zabrano do szpitala, płukano mu żołądek. Nie wiem, czy mogło się to odbić na jego zdrowiu w przyszłości. Pewne kłopoty wychowawcze sprawiał…
Ja miałam chłopaka, studia, własne życie. Przyjeżdżałam z Witkiem do Aliny, bawiliśmy się z Tomkiem, chodziliśmy z nim na spacery. Pojechaliśmy z Aliną na wczasy. Spędzaliśmy z nią często czas wolny. Kochaliśmy Tomka, pomagaliśmy Alinie, która nie chciała nadal chodzić ani do psychologa, ani na psychoterapię. Nie uznawała niczyich rad ani wskazówek. Kiedy czuła się dobrze uznawała, że choroby nie ma, przemilczała, że była i nie wierzyła, że może powrócić. Była zazdrosna i zawistna o wszystko. Cała jej postawa skierowana była zawsze na podziwianie wszystkiego co jej i krytykę reszty świata. Schizofrenia i narcyzm. Strach było rozmawiać z nią na ten temat, bo albo by się wściekła, albo znowu załamała… Nigdy nie było wiadomo… I ja i rodzice robili wszystko, by Aliny nie denerwować i nie wyprowadzać z równowagi, także ze względu na jej dziecko.
Moi rodzice pomagali Alinie finansowo, opiekowali się Tomkiem, zabierali go na wczasy. Ja zapraszałam Tomka kilka razy na wakacje do Niemiec. Kupowałam mu rzeczy, płaciłam za bilet na samolot. Cieszyłam się, że mógł mnie odwiedzić! Raz przyjechał z moją mamą. To były fajne wakacje.
Kiedy Tomek miał jakieś 8 lat, Alina znowu miała poważny nawrót choroby. Pod wpływem stresów znowu dostała głębokiej depresji, urojeń i lęków. Bała się wyjść z domu, bała się spotykać ludzi. Nie mogła zajmować się synem. Poszłam z nią do lekarza psychiatry (w przychodni na Żoliborzu), który stwierdził chorobę i przepisał leki. Alina musiała brać je kilka razy dziennie, żeby znowu stanąć na nogi. Tomek musiał mieć opiekę i chodzić do szkoły. Alina spała po tych tabletkach prawie cały dzień przez kilka dni. Ja opiekowałam się nią i jej synem jakiś tydzień. Potem lepiej się poczuła i mogła z nim zostać sama.
Alina miała co prawda przyjaciela, ale ten był żonaty i wpadał rzadko. Nie potrzebna mu była chora przyjaciółka, raz się pojawił i radził mi nawet nie podawać jej leków. Super! To siedź tu i się nią opiekuj do końca życia!
Kiedy siostra poczuła się lepiej, nie dziękowała, nie okazywała wdzięczności, wręcz przeciwnie! Ona nikogo nie prosiła, żeby z nią do lekarza chodzić! Dlaczego ma więc zwracać pieniądze, wydane dla niej na prywatną wizytę u psychiatry czy psychologa!? Kompletny brak oceny rzeczywistości.
W okresach, kiedy siostra czuła się dobrze, jeździła po świecie na urlopy ze znajomym, Tomek przyjeżdżał do mnie na wakacje (trzy czy cztery razy na ok. 2 tygodnie). Jej znajomy po powrocie mówił: wyjazd z Aliną jest tylko po to, żeby się z nią kłócić… Pan ten był zamożny, miał dobrą pracę i szukał kobiety, która urodzi mu dziecko. Siostra na wycieczki zagraniczne jeździła chętnie, ale żoną i matką jego dziecka nie chciała być lub może nie miała na to siły ze względu na zdrowie. Przecież mogła mu powiedzieć o swoich problemach ze zdrowiem, ale tego też nie chciała zrobić. I tak straciła także tego znajomego jako kandytata na męża, partnera czy ojca dziecka. Znalazł inną panią i ma z nią dziecko. A Alinka jest jak była sama z synem… Czy dobrze wybrała? Jej 32 – letni syn nadal mieszka u mamy…, bez żony, bez dzieci… a czas leci.
I tak choroba powracała jeszcze kilka razy w jej życiu. Raz wróciła chora psychicznie z wycieczki do Włoch. Wolała pojechać tam niż odwiedzić mnie z małym dzieckiem, samotną i bez rodziny. Mojej mamie powiedziała, że ona nie może nosić dziecka, bo ma chory kręgosłup. A kto jej każe dziecko nosić? Natomiast mogła nosić walizkę i siedzieć godzinami w autokarze do Włoch…
Co kilka lat jej stan pogarszał się na kilka tygodni w okresach stresów, po czym wracała do siebie po lekach.
Dowiadywałam się o tym już telefonicznie, ponieważ mieszkałam w Niemczech i martwiłam się tylko z daleka. Moi rodzice zajmowali się Aliną i Tomkiem w Warszawie.
Tomek dorósł, ja urodziłam syna.
Alina i Tomek nie pomagali w niczym, ani mnie, ani moim rodzicom. Mieli za to zawsze czas na wyjazdy i rozrywki.
Kiedy tata umierał, Alina znowu odjechała w inny świat urojeń. Musiałam organizować opiekę nad tatą, mamą i tłumaczyć siostrze, by brała leki… W międzyczasie pracowałam i miałam małe dziecko. Siostra robiła awantury bardzo mądrej lekarce w hospicjum, obrażała ją, a musiałam się za nią wstydzić i tłumaczyć, dlaczego tak się dzieje…
Teraz siostra chce otrzymać pieniądze, które jej się należą jako zachowek! Siostra mówiła wprawdzie przy mamie, że nie będzie chciała pieniędzy po jej śmierci, za to ja mam się mamą opiekować i finansować jej pobyt w Domu Opieki: ok. 4 000 zł miesięcznie przez kilkanaście miesięcy.
Ja miałam na to pieniądze, siostra nie mogła się dołożyć wtedy nawet w wysokości 100 zł…. Ale na pogrzeb mamy mogła zamówić dwa oddzielne wieńce od każdej córki! A co tam! Mamie nie da, siostrze nie pożyczy, ale na wieniec wyda – tak. To inni zobaczą! Według mnie jeden wieniec by wystarczył, zwłaszcza, że nie miałam wtedy z czego żyć…
Alina nie poprosiła mnie o pieniądze z zachowku do tej pory normalnie ani słowem. Mogła napisać do mnie list, umówić się, uzgodnić formalności. Rozumiem, że bała się podać numer konta do przelewu?
Nie odzywa się do mnie od roku 2008, mimo, że ja piszę do niej regularnie maile oraz piszę do niej na Facebooku. Ona to czyta.
Zgłosiła się za to do sądu i komornika, który zlicytuje wkrótce moje mieszkanie, o ile nie sprzedam go wcześniej sama! Siostra dla ułatwienia przebiegu formalności nie podała panu komornikowi wszystkich namiarów na mnie, takich jak numer telefonu, e-maila.
Tak więc o toczącym się przeciw mnie postępowaniu dowiedziałam się 2 miesiące później. Siostra zyskała po 25,50 zł za każdy dzień zwłoki extra!
Co daje razy 60: 1530 zł! Oczywiście nie mogła mnie też poinformować sama, skoro piszę do niej co kilka dni maile i na Facebooku!
Wspaniała siostra, doprawdy warto jej było ratować życie i pomagać jej dziecku!
Na koniec siostra poprosi o albumy ze zdjęciami rodzinnymi… To sobie zeskanuje…
Ciekawe, kogo do tej rodziny zalicza?
Moja mama miała podobną siostrę… Jej siostra Danuta była chora psychicznie, odebrano jej prawa rodzicielskie do opieki nad córkami.
Siostra pozwała Pana Boga do sądu,
żąda umowy wynajęcia Raju dla niej
na czas niekoreślony…
I natychmiast ma być do wglądu!
Pan Bóg jakoś z tym Rajem spóźniony…
Na jej życzenie i jej rozkaz
i do szybkiej spłaty:
fakt pominięcia jej w testamencie
mamy i taty
od razu i nie na raty
Tylko mamy i taty
nie życzyła sobie oglądać
osobiście za ich życia zbyt często
bo spędzała czas
na wycieczkach zagranicznych
lub oddawaniu się omamom
schizofrenicznym
ale teraz
od siostry, mamy i taty
żąda za ich pomoc w potrzebie
dodatkowej dopłaty…

W 2024 zaprosiłam siostrę i jej syna na spotkanie przy kawie, ponieważ byłam w Warszawie razem z Adamem. Nie chciała. Tomasz raptem przypomniał sobie, że ma kuzyna. Przez 23 lata się nim wcale nie interesował. Ciekawe, co się nagle zmieniło? Dzieli ich różnica wieku ok. 17 lat. To sporo, zwłaszcza jak się w zasadzie nie znają.
A mógł się zainteresować, gdy byliśmy w Warszawie od czerwca 2005 do lutego 2009.
Ani razu nie zapytał, czy może jakoś pomóc, na przykład zrobić zakupy i wnieść na 4 piętro bez windy, czy spędzić z nami czas.
Widzieliśmy się z Aliną i Tomaszem raz u mojej Mamy w Konstancinie w Domu Opieki, 2007 lub 2008. Miał okazję zapytać…
Też mi przykro, ale tak Cię widzę.