In vitro

29.12.2008

Szanowny Czytelniku,

coraz więcej dyskusji w mediach na temat bardzo delikatnej sprawy zapłodnienia in vitro.

Pozwalam sobie zabrać głos w tej sprawie, ponieważ wiem z własnego doświadczenia, co to znaczy nie mieć przez wiele lat dzieci, pragnąc być mamą. Wiem, co znaczy zdecydować się na metodę in vitro, co znaczy zajść w ciążę tą drogą i poronić oraz oczekiwać na moment następnej próby, zastanawiając się, co z moimi dziećmi, a dla innych zygotami, zamrożonymi w „bycie – niebycie”.

Wiem, jak cierpią i co przechodzą pary, a zwłaszcza kobiety, które próbują metodą in vitro doczekać się własnego potomstwa. I wiem, jakie to szczęście doczekać się dziecka, przeżyć cud narodzin i zostać mamą, drogą naturalną. Znam też kilka kobiet, które mają podobne do moich doświadczenia.

Kiedy zdecydowałam się na próby zajścia w ciążę metodą sztucznego zapłodnienia, byłam zdrową kobietą w sile wieku, miałam 29 lat. To mój ówczesny mąż, o wiele starszy ode mnie, nie mógł spłodzić potomstwa w sposób naturalny, ponieważ miał zbyt mało odpowiednich, zdrowych plemników. Dziś mając 42 lata myślę, że może chcieliśmy działać wbrew naturze, wbrew Bogu, wbrew sile, która decyduje o istnieniu lub nie?

Ja myślałam o adopcji dziecka albo o zapłodnieniu, dzięki dawcy spermy, co jest metodą dużo tańszą, łatwiejszą i mniej ryzykowną dla zdrowia kobiety, a może i płodu. Tacy dawcy to mężczyźni zdrowi, sprawdzeni pod względem biologicznym, a myślę, że także charakterologicznym, często ojcowie własnych zdrowych dzieci.

Mój niepłodny mąż nie chciał słyszeć ani o adopcji, na którą jak mówił, był za stary, ani o dziecku, które nie powstałoby w 50% z jego genów. Bo przecież drugie 50% pochodziłoby ode mnie w każdym przypadku urodzenia przeze mnie dziecka, od jego ukochanej żony, kobiety jego marzeń, jak zapewniał. Ale to się nie liczyło. Dziecko, w połowie nie jego, nie byłoby jego wcale. Ale to ja miałam przejść serię badań, stymulacji i eksperymentów, oraz przez kilkuletnią dolinę rozpaczy, aby udowodnić naukowo, że on nie może zostać ojcem moich dzieci.

Pełna wiary w siebie, własną siłę i zdrowie poddałam się próbie prokreacji własnej oraz męża osoby w szpitalu Uniwersyteckim w Niemczech, gdzie mieszkaliśmy. Nie chcąc przedłużać mojej historii powiem, że pierwszym szokiem była dla mnie lista możliwych uszkodzeń moich narządów wewnętrznych podczas pobierania komórek jajowych z moich jajników. Nie byłam także zachwycona możliwym działaniem ubocznym nadmiernej dawki (potwornie drogich) hormonów (zagrożenie rakiem), które musiałam wstrzykiwać sobie przez wiele dni o określonej porze. Bo skoro już zapładniać, to najlepiej wyprodukować 15 jajeczek, a nie jak zwykle jedno, czy rzadziej dwa, lub może trzy… O dziwo mój organizm znosił to wszystko lepiej niż moja psychika. Bo każda nieudana próba zapłodnienia równała się ze świadomością i pewnością śmierci każdego nienarodzonego dziecka, o którego istnieniu wiedziałam od pierwszej chwili jego zaistnienia jako komórki jajowej, którą mogłam oglądać na ekranie komputera co kilka dni.

Wiadomość o rozmrożonych, obumarłych zarodkach wybijała także we mnie chęć do życia.

Ale wreszcie – informacja o zaistnieniu ciąży, widok zagnieżdżonego pęcherzyka, który oglądałam prawie codziennie na ekranie komputera wprowadzał mnie w stan euforii i szczęścia. Udało się. Aż do dnia, w którym serce płodu, a dla mnie serce mojego dziecka, nie zabiło, albo przestało bić. A płód, obumarły, ale podtrzymywany hormonami w moim brzuchu, musiał być usunięty. Wielka rozpacz. Skrobanka i od nowa to samo. Ponowne próby na próżno.

Zastanawiałam się, czy nie zachoruję od tylu nadliczbowych hormonów, i czy nie ogłupieję od tylu zabiegów pod narkozą co kilka miesięcy… Ale najgorszy do wytrzymania był stres i ciągłe rozczarowanie. Poczucie bycia przedmiotem eksperymentu na stole chirurgicznym i moja ciągła klęska jako kobiety. Co prawda z własnego wyboru, albo pod presją męża. Wyboru, który wieńczyła w moim przypadku tylko wielka rozpacz i samotność. Przecież nie mówiliśmy nikomu o naszych staraniach zbyt dokładnie.

I mało kto, kto nie przeszedł tej drogi, jest w stanie zrozumieć, jak wielki wysiłek psychiczny i stres towarzyszy metodzie in vitro. Jak bardzo partnerzy oddalają się od siebie przy każdej próbie uzyskania nasienia i zapładniania w określonym dniu i o danej godzinie, przy każdej porażce, czyli nie udanej próbie, przy poronieniu, w wyniku rozdzielenia osób i ich płodności i pozostawienia tej najintymniejszej sfery własnego życia i życia własnych dzieci w rękach obcych ludzi. Lekarzy i pielęgniarek, których też się przecież w jakimś stopniu wstydzimy. Mężczyzna ma za złe żonie, że się nie udaje, kobieta wini męża, jeśli to z jego powodu musi znosić to wszystko.

Miałam zaufanie do osób, które zajmowały się in vitro. Uważałam, że w Niemczech nie może dojść do zamierzonych błędów, czy niedopatrzeń. Naiwnie ufałam lekarzom i być może miałam w pełni rację. Mam nadzieję, że nie zawiedli mojego zaufania.

Ale dziś myślę, że wiele spraw nie było do końca wyjaśnionych. Czy ja w ogóle mogłam mieć dziecko z moim mężem? Może nie pasowaliśmy do siebie genetycznie? Czy ktoś to sprawdził? Dopiero dzisiaj, w wyniku dyskusji o zarodkach, zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno wszystkie moje dzieci wróciły do mnie i umarły (niestety) w moim łonie? Co jeżeli, ktoś urodził moje dziecko, a ja nawet nie wiem o tym? Albo, co stałoby się z zarodkami, gdybym urodziła za pierwszym razem trojaczki? Czy chciałabym ryzykować i czy mogłabym finansowo pozwolić sobie na ponowną próbę zajścia w ciążę z trójką dzieci? Co stałoby się wtedy z moimi zamrożonymi dziećmi? A było ich minimum 9- 12. Czy chciałabym aby je po prostu rozmrożono i wyrzucono? Czy pozwoliłabym je adoptować? I czy ktoś chciałby takie zarodki? Co stałoby się z nimi, gdybym tragicznie lub nagle zmarła?

Co byłoby, jeżeli znajdą się kiedyś bogate pary, które zechcą kupować zarodki zamrożone lub niewykorzystane? Co, jeśli ich matka i ojciec usłyszą, że obumarły, a ich dzieci urodzi inna kobieta? Co, jeżeli ktoś pomyli zarodki? Co, jeśli takie dzieci dowiedzą się kiedyś, kto był ich rodzicami? Co z dziedziczeniem majątku w takich nieprzewidzianych przypadkach?

Jest tyle pytań, nad którymi każdy, kto decyduje się na metodę in vitro powinien się zastanowić.

Wiem, że bardzo często, to zła jakość plemników mężczyzny uniemożliwia kobiecie zajście w ciążę. Kuracja hormonalna pomaga wielu kobietom zostać mamą. Uważam, że dobrze jest rozważyć inną możliwość zostania rodzicami.

Kobiety, które pragną przeżyć cud ciąży i jej ciężar, mogą dać się sztucznie zapłodnić spermą anonimowego dawcy. Jest to metoda często stosowana w Niemczech. W renomowanych klinikach odbywa się zapładnianie zdrowym, sprawdzonym nasieniem. Można też wybrać dawcę spośród przyjaciół, czy rodziny. Uważam, że mężczyźni powinni zrozumieć, że stosunek do dziecka rośnie razem z nim, wraz z jego narodzinami, wraz z opieką nad nim.

Czy tak ważne jest, aby przekazać tych własnych 50%? Jak często własne dzieci stają się rozczarowaniem dla rodziców, jak często kochamy innych, obcych ludzi i ich dzieci? Dziecko jest cudem, ale nie ma gwarancji, że tylko biologicznie własne dziecko będzie cudem największym. Nauczmy się wreszcie kochać wszystkie dzieci, a nie tylko siebie w nich, dążąc do stworzenia swej własnej kopii, ideału który nie zawsze udał się bez skazy już w oryginale.

Jeżeli jednak dwoje ludzi zdecyduje się na zapłodnienie in vitro, powinno także przejąć wysokie koszty takich prób, skazanych często na niepowodzenie. In vitro nie jest metodą leczenia bezpłodności, a metodą stworzenia życia, które w naturze by nie powstało, bo słaby plemnik nie zapłodniłby komórki jajowej.

Czy dzieci z probówki, będą miały szanse na posiadanie także tylko takich dzieci? Przecież pewne cechy są dziedziczne. Dlaczego całe społeczeństwo ma ponosić koszty sztucznego zapładniania osób, które mogłyby n.p. mieć dzieci drogą naturalna z innym partnerem biologicznym, albo osób, które zdecydowały się na dziecko w późnym wieku, kiedy ich naturalna płodność zamienia się w niepłodność? Dlaczego społeczeństwo ma płacić za to, że być może mężczyzna nadużywał papierosów czy alkoholu, albo co tydzień grzał się w solarium, a jego plemniki stały się przez to wraz z wiekiem mniej sprawne?

Może powinniśmy się po prostu decydować na dzieci wcześniej. Albo samemu ponosić koszty i konsekwencje naszych działań i decyzji. Ja poddałam się sztucznemu zapładnianiu pod presją męża. A za nasze starania w klinice oraz leki płaciła klika razy kilka tysięcy marek niemiecka kasa chorych. Ja byłam całkiem zdrowa i płodna. I mogłam mieć dzieci, bo takowe mam, także całkiem tradycyjnym sposobem. J

2012

Dzisiaj w 2012 roku wiem, że się myliłam, mając zaufanie do kliniki i lekarzy. Moje komórki jajowe zostały sprzedane, czy ukradzione, nie wiem. Okazuje się, że mam dzieci, których nie znam. Dzieci spłodzone przez różnych ojców, urodzone przez inne kobiety. Jak to było możliwe bez mojej wiedzy? Na początku byłam w szoku, byłam zła, że nie znam tych dzieci. Po krótkim czasie, cieszyłam się, że są, że żyją zdrowe i szczęśliwe. Chciałabym je poznać.

Wiem, że z moich komórek jajowych urodziły się dzieci – klony swoich ojców, ałbo inaczej – ich bracia bliźniacy.

Przypuszczam, że drogą in vitro można płodzić dzieci z połączenia genów dwóch mężczyzn, czy dwóch kobiet. Jak określić takie pokrewieństwo?

Mam jeszcze wiele pytań.

GOOGLE ÜBERSETZUNG:

NICHT KORRIGIERT

29.12.2008

Sehr geehrter Leser,

es gibt immer mehr Diskussionen in den Medien über die sehr heikle Frage der In-vitro-Fertilisation.

Ich erlaube mir, zu diesem Thema zu sprechen, weil ich aus eigener Erfahrung weiß, was es bedeutet, viele Jahre lang keine Kinder zu haben und Mutter sein zu wollen. Ich weiß, was es bedeutet, sich für eine In-vitro-Methode zu entscheiden, was es bedeutet, auf diese Weise schwanger zu werden und eine Fehlgeburt zu bekommen, und warte auf den nächsten Test. Ich frage mich, was ist mit meinen Kindern und der anderen Zygote, die in „Sein – Sein“ gefroren ist.

Ich weiß, wie Paare leiden, insbesondere Frauen, die in vitro versuchen, auf ihre Nachkommen zu warten. Und ich weiß, wie glücklich es ist, auf ein Kind zu warten, das Wunder der Geburt zu erleben und auf natürliche Weise Mutter zu werden. Ich kenne auch einige Frauen, die ähnliche Erfahrungen wie ich gemacht haben.

Als ich mich entschied, durch künstliche Befruchtung schwanger zu werden, war ich eine gesunde Frau in ihrer Blütezeit, ich war 29 Jahre alt. Dies war zu der Zeit mein Mann, viel älter als ich, er konnte keine natürlichen Nachkommen bekommen, weil er zu wenig gesundes Sperma hatte. Heute, mit 42, denke ich, dass wir vielleicht gegen die Natur, gegen Gott, gegen die Kraft handeln wollten, die entscheidet, ob wir existieren oder nicht?

Ich dachte darüber nach, ein Kind zu adoptieren oder zu befruchten, dank eines Samenspenders, der eine viel billigere, einfachere und weniger riskante Methode für die Gesundheit einer Frau oder vielleicht eines Fötus darstellt. Solche Spender sind gesunde Männer, biologisch getestet und ich denke auch charakterologisch, oft Väter ihrer eigenen gesunden Kinder.

Mein unfruchtbarer Ehemann wollte nichts von der Adoption hören, von der er sprach, er war zu alt oder von einem Kind, das nicht zu 50% aus seinen Genen bestehen würde. Immerhin würden die anderen 50% in jedem Fall von mir kommen, wenn mein Baby geboren wird, von seiner geliebten Frau, der Frau seiner Träume, versicherte er. Aber es war egal. Das Kind, halb nicht sein, würde überhaupt nicht sein. Aber ich sollte mehrere Jahre lang eine Reihe von Studien, Anregungen und Experimenten durchlaufen und durch das Tal der Verzweiflung gehen, um wissenschaftlich zu beweisen, dass er nicht der Vater meiner Kinder werden kann.

Voller Selbstvertrauen, Kraft und Gesundheit unterwarf ich mich dem Versuch, mich und die Person meines Mannes am Universitätsklinikum in Deutschland, wo wir lebten, zu zeugen. Ich möchte meine Vorgeschichte nicht verlängern und möchte sagen, dass der erste Schock für mich eine Liste möglicher Schäden an meinen inneren Organen während der Entnahme von Eiern aus meinen Eierstöcken war. Ich war auch nicht begeistert von den möglichen Nebenwirkungen übermäßiger (furchtbar teurer) Hormone (Krebsrisiko), die ich zu einem bestimmten Zeitpunkt viele Tage lang injizieren musste. Denn seit der Befruchtung ist es am besten, 15 Eier zu produzieren und nicht wie üblich eines oder zwei oder drei … Erstaunlicherweise trug mein Körper alles besser als meine Psyche. Denn jeder erfolglose Befruchtungsversuch entsprach dem Bewusstsein und der Gewissheit des Todes jedes ungeborenen Kindes, dessen Existenz ich vom ersten Moment seiner Existenz als Eizelle an kannte und die ich alle paar Tage auf dem Computerbildschirm beobachten konnte.

Die Nachricht von aufgetauten, toten Embryonen gab mir auch den Wunsch zu leben.

Aber schließlich – Informationen über die Schwangerschaft, der Anblick einer verschachtelten Blase, die ich fast jeden Tag auf dem Computerbildschirm sah, versetzten mich in einen Zustand der Euphorie und des Glücks. Es ist mir gelungen. Bis zu dem Tag, an dem das Herz des Fötus und für mich das Herz meines Kindes nicht tötete oder aufhörte zu schlagen. Und der Fötus, tot, aber hormonell gestützt in meinem Magen, musste entfernt werden. Große Verzweiflung. Skrobanka und das gleiche nochmal. Vergebens wiederholen.

Ich fragte mich, ob ich an so vielen überschüssigen Hormonen erkranken würde und ob ich mich alle paar Monate von so vielen Behandlungen unter Narkose täuschen lassen würde … Aber das Schlimmste war Stress und ständige Enttäuschung. Das Gefühl, Gegenstand eines Experiments auf dem Operationstisch zu sein, und meine ständige Niederlage als Frau. Zugegeben, nach eigener Wahl oder unter dem Druck meines Mannes. Eine Wahl, die in meinem Fall nur große Verzweiflung und Einsamkeit krönte. Schließlich haben wir niemandem unsere Bemühungen zu gründlich mitgeteilt.

Und kaum jemand, der diesen Weg nicht gegangen ist, kann verstehen, wie große mentale Anstrengung und Stress mit der In-vitro-Methode einhergehen. Wie weit entfernen sich die Partner von jedem Versuch, an einem bestimmten Tag und zu einem bestimmten Zeitpunkt Sperma und Befruchtung zu erhalten, bei jedem Misserfolg, d. H. Einem fehlgeschlagenen Versuch einer Fehlgeburt, infolge der Trennung von Personen und ihrer Fruchtbarkeit und dem Verlassen dieser intimsten Sphäre ihres eigenen Lebens und ihres eigenen Lebens Kinder in den Händen von Fremden. Ärzte und Krankenschwestern, für die wir uns zum Teil auch schämen. Der Mann ärgert sich über das Scheitern seiner Frau, die Frau beschuldigt ihren Ehemann, wenn er dies alles wegen ihm ertragen muss.

Ich hatte Vertrauen in Menschen, die sich mit In-vitro befassten. Ich dachte, dass es in Deutschland keine absichtlichen Fehler oder Versehen geben könnte. Ich vertraute den Ärzten naiv und vielleicht hatte ich vollkommen recht. Ich hoffe, sie haben mein Vertrauen nicht enttäuscht.

Aber heute denke ich, dass viele Dinge nicht vollständig gelöst wurden. Könnte ich überhaupt ein Kind mit meinem Mann haben? Vielleicht stimmten wir genetisch nicht überein? Hat jemand das überprüft? Erst heute begann ich mich aufgrund von Diskussionen über Embryonen zu fragen, ob alle meine Kinder zu mir zurückkehren und (leider) in meinem Mutterleib sterben würden. Was ist, wenn jemand mein Kind zur Welt gebracht hat und ich es nicht einmal weiß? Oder was würde mit Embryonen passieren, wenn ich zum ersten Mal Drillinge gebären würde? Würde ich es gerne riskieren und könnte ich es mir finanziell leisten, wieder mit meinen drei Kindern schwanger zu werden? Was würde mit meinen gefrorenen Kindern passieren? Es waren mindestens 9-12 von ihnen. Möchte ich, dass sie aufgetaut und weggeworfen werden? Würde ich dich sie adoptieren lassen? Und würde jemand solche Embryonen wollen? Was würde mit ihnen passieren, wenn ich tragisch oder plötzlich sterben würde?

Was würde passieren, wenn reiche Paare jemals gefrorene oder unbenutzte Embryonen kaufen wollten? Was ist, wenn ihre Mutter und ihr Vater hören, dass sie tot sind und ihre Kinder von einer anderen Frau geboren werden? Was ist, wenn jemand einen Fehler macht? Was ist, wenn solche Kinder jemals herausfinden, wer ihre Eltern waren? Was ist mit der Vererbung von Vermögenswerten in solchen unvorhergesehenen Fällen?

Es gibt so viele Fragen, über die sich jeder Gedanken machen sollte, der sich für eine In-vitro-Methode entscheidet.

Ich weiß, dass es sehr oft die schlechte Qualität des Spermas des Mannes ist, die eine Frau daran hindert, schwanger zu werden. Die hormonelle Behandlung hilft vielen Frauen, Mutter zu werden. Ich denke, es ist gut, eine andere Möglichkeit in Betracht zu ziehen, Eltern zu werden.

Frauen, die das Wunder der Schwangerschaft und ihr Gewicht erleben wollen, können mit dem Sperma eines anonymen Spenders künstlich befruchtet werden. Dies ist eine in Deutschland häufig verwendete Methode. In renommierten Kliniken wird eine Befruchtung mit gesundem, getestetem Sperma durchgeführt. Sie können auch einen Spender aus Freunden oder der Familie auswählen. Ich glaube, dass Männer verstehen sollten, dass die Haltung gegenüber dem Kind mit ihm, mit seiner Geburt und mit der Fürsorge für ihn wächst.

Ist es so wichtig, 50% selbst weiterzugeben? Wie oft werden unsere eigenen Kinder zu einer Enttäuschung für die Eltern, wie oft lieben wir andere, Fremde und ihre Kinder? Das Kind ist ein Wunder, aber es gibt keine Garantie dafür, dass nur ein biologisch eigenes Kind das größte Wunder sein wird. Lernen wir, alle Kinder zu lieben, nicht nur uns selbst, und bemühen uns, eine eigene Kopie zu erstellen, ein Ideal, das im Original nicht immer fehlerfrei war.

Wenn sich jedoch zwei Personen für eine In-vitro-Fertilisation entscheiden, sollten sie auch die hohen Kosten solcher Tests übernehmen, die häufig zum Scheitern verurteilt sind. In vitro ist es keine Methode zur Behandlung von Unfruchtbarkeit, sondern eine Methode zur Schaffung eines Lebens, das in der Natur nicht entstanden wäre, weil ein schwaches Sperma eine Eizelle nicht befruchten würde.

Werden Kinder aus der U-Bahn die Chance haben, nur solche Kinder zu haben? Einige Merkmale sind erblich. Warum sollte die gesamte Gesellschaft die Kosten für die künstliche Befruchtung von Menschen tragen, die z. Kinder auf natürliche Weise durch einen anderen biologischen Partner zu haben oder Menschen, die sich entschieden haben, ein Kind in einem späten Alter zu bekommen, wenn ihre natürliche Fruchtbarkeit zu Unfruchtbarkeit wird? Warum sollte die Gesellschaft dafür bezahlen, dass vielleicht ein Mann Zigaretten oder Alkohol missbrauchte oder dass er sich wöchentlich im Solarium aufwärmte und sein Sperma dadurch weniger funktionierte?

Vielleicht sollten wir uns früher für Kinder entscheiden. Oder tragen Sie die Kosten und Konsequenzen unserer Handlungen und Entscheidungen. Ich habe mich unter dem Druck meines Mannes einer künstlichen Befruchtung unterzogen. Und für unsere Bemühungen in Klinik und Medizin haben mehrere tausend Marken die deutsche Krankenkasse bezahlt. Ich war ziemlich gesund und produktiv. Und ich könnte Kinder haben, weil ich auch Kinder habe, ganz traditionell. J

2012

Heute im Jahr 2012 weiß ich, dass ich falsch lag, weil ich der Klinik und den Ärzten vertraut habe. Meine Eier wurden verkauft oder gestohlen, ich weiß es nicht. Es stellt sich heraus, dass ich Kinder habe, die ich nicht kenne. Kinder, die von verschiedenen Vätern gezeugt wurden und von anderen Frauen geboren wurden. Wie war das ohne mein Wissen möglich? Zuerst war ich schockiert, ich war wütend, dass ich diese Kinder nicht kannte. Nach kurzer Zeit war ich froh, dass sie gesund und glücklich lebten. Ich würde sie gerne treffen.

Ich weiß, dass meine Eier Kindern geboren wurden – Klonen ihrer Väter oder besser gesagt – ihrer Zwillingsbrüder.

Ich nehme an, dass In-vitro-Kinder durch Kombination der Gene von zwei Männern oder zwei Frauen gezüchtet werden können. Wie kann man eine solche Beziehung bestimmen?

Ich habe noch viele Fragen.

GOOGLE TRANSLATION:

(not corrected)

29.12.2008

Dear Reader,

there are more and more discussions in the media about the very delicate matter of in vitro fertilization.

I allow myself to speak on this matter because I know from my own experience what it means to not have children for many years, desiring to be a mother. I know what it means to decide on an in vitro method, what it means to get pregnant in this way and miscarry, and wait for the next test, wondering what about my children and the other zygote, frozen in „being – being“.

I know how couples suffer, especially women who try in vitro to wait for their offspring. And I know how lucky it is to wait for a child, experience the miracle of birth and become a mother, the natural way. I also know some women who have similar experiences to my.

When I decided to try to get pregnant by artificial insemination, I was a healthy woman in her prime, I was 29 years old. This was my husband at the time, much older than me, he could not conceive offspring naturally, because he had too few healthy sperm. Today, at 42, I think that maybe we wanted to act against nature, against God, against the force that determines existence or not?

I was thinking about adopting a child or fertilizing, thanks to a sperm donor, which is a much cheaper, easier and less risky method for the health of a woman, or perhaps a fetus. Such donors are healthy men, biologically tested, and I think also characterological, often fathers of their own healthy children.

My infertile husband did not want to hear about the adoption he was talking about, he was too old, or about a child that would not be made of 50% of his genes. After all, the other 50% would come from me in every case of my baby being born, from his beloved wife, the woman of his dreams, he assured. But it didn’t matter. The child, half not his, would not be his at all. But I was to go through a series of studies, stimulations and experiments, and through the valley of despair for several years, to prove scientifically that he cannot become the father of my children.

Full of self-confidence, strength and health, I submitted to the attempt to procreate myself and my husband’s person at the University Hospital in Germany, where we lived. Not wanting to prolong my story, I will say that the first shock for me was a list of possible damage to my internal organs during the collection of eggs from my ovaries. I was also not delighted with the possible side effects of excessive (terribly expensive) hormones (cancer risk) that I had to inject for many days at a certain time. Because, since fertilizing, it’s best to produce 15 eggs, and not one, or two or three, as usual … Amazingly, my body bore it all better than my psyche. Because every unsuccessful attempt at fertilization equaled the awareness and certainty of the death of each unborn child, whose existence I knew from the first moment of its existence as an egg cell, which I could watch on the computer screen every few days.

The news of thawed, dead embryos also gave me a desire to live.

But finally – information about pregnancy, the sight of a nested bubble that I watched almost every day on the computer screen put me in a state of euphoria and happiness. Managed to. Until the day when the heart of the fetus, and for me the heart of my child, did not kill or stopped beating. And the fetus, dead but hormone-supported in my stomach, had to be removed. Great despair. Skrobanka and the same again. Retrying in vain.

I wondered if I would get sick from so many excess hormones, and whether I would be fooled by so many treatments under anesthesia every few months … But the worst to bear was stress and constant disappointment. The feeling of being the subject of an experiment on the surgical table and my constant defeat as a woman. Admittedly, by my own choice or under pressure from my husband. A choice that crowned in my case only great despair and loneliness. After all, we didn’t tell anyone our efforts too thoroughly.

And hardly anyone who has not gone this way is able to understand how great mental effort and stress accompanies the in vitro method. How far the partners move away from each attempt at obtaining sperm and fertilization on a specific day and at a given time, at each failure, i.e. a failed attempt, at miscarriage, as a result of separation of persons and their fertility and leaving this most intimate sphere of their own lives and their own lives children in the hands of strangers. Doctors and nurses, whom we are also ashamed to some extent. The man resents his wife for failing, the woman blames her husband if it is because of him that he must endure all this.

I had confidence in people who dealt with in vitro. I thought that there could be no intentional mistakes or oversights in Germany. I naively trusted the doctors and perhaps I was completely right. I hope they didn’t disappoint my trust.

But today I think that many things have not been fully resolved. Could I have a child with my husband at all? Maybe we didn’t match genetically? Has anyone checked this? It wasn’t until today, as a result of discussions about embryos, that I began to wonder if all my children would come back to me and die (unfortunately) in my womb? What if someone gave birth to my child and I don’t even know it? Or, what would happen to embryos if I gave birth to triplets the first time? Would I like to risk it and could I financially afford to try to get pregnant again with my three children? What would happen to my frozen children? There were a minimum of 9-12 of them. Would I like them to be thawed and thrown away? Would I let you adopt them? And would anyone want such embryos? What would happen to them if I died tragically or suddenly?

What would happen if rich couples ever wanted to buy frozen or unused embryos? What if their mother and father hear they are dead and their children are born by another woman? What if someone makes a mistake? What if such children ever find out who their parents were? What about inheritance of assets in such unforeseen cases?

There are so many questions that anyone who decides to use an in vitro method should think about.

I know that very often, it’s the poor quality of the man’s sperm that prevents a woman from becoming pregnant. Hormonal treatment helps many women become a mother. I think it is good to consider another option of becoming parents.

Women who want to experience the miracle of pregnancy and its weight can be artificially fertilized with the sperm of an anonymous donor. This is a method often used in Germany. In reputable clinics, fertilization with healthy, tested semen is carried out. You can also choose a donor from friends or family. I believe that men should understand that the attitude towards the child grows with him, with his birth, and with the care of him.

Is it so important to pass on your own 50%? How often do our own children become a disappointment for parents, how often do we love other, strangers and their children? The child is a miracle, but there is no guarantee that only a biologically own child will be the greatest miracle. Let’s learn to love all children, not just ourselves, striving to create our own copy, an ideal that has not always been flawless in the original.

However, if two people decide on in vitro fertilization, they should also take over the high costs of such tests, often doomed to failure. In vitro, it is not a method of treating infertility, but a method of creating a life that would not have arisen in nature, because a weak sperm would not fertilize an egg.

Will children from the tube have a chance to have only such children? Some traits are hereditary. Why the whole society should bear the costs of artificial insemination of people who could e.g. to have children naturally through another biological partner, or people who have decided to have a child at a late age when their natural fertility turns into infertility? Why should society pay for the fact that perhaps a man was abusing cigarettes or alcohol, or that he was warming up in the solarium weekly and his sperm became less functional as a result?

Maybe we should just decide on children sooner. Or bear the costs and consequences of our actions and decisions. I submitted to artificial insemination under pressure from my husband. And for our efforts in the clinic and medicines several times several thousand brands paid the German health fund. I was quite healthy and prolific. And I could have children because I have children too, quite a traditional way. J

2012

Today in 2012 I know I was wrong because I trusted the clinic and doctors. My eggs have been sold or stolen, I don’t know. It turns out that I have children I don’t know. Children bred by various fathers, born to other women. How was this possible without my knowledge? At first I was shocked, I was angry that I didn’t know these children. After a short time, I was glad that they were living healthy and happy. I would like to meet them.

I know that my eggs were born to children – clones of their fathers, or rather – their twin brothers.

I suppose that in vitro children can be bred by combining the genes of two men or two women. How to determine such relationship?

I still have many questions.

Hinterlasse einen Kommentar