Pojechałeś we wtorek. Pakowanie było nieco trudne. Ciągle się kłócisz, że tego nie chcesz, tamtego nie potrzebujesz. A ja wiem, że może ci się przydać. Wiem, bo wyjeżdżałam kilkadziesiąt razy częściej od ciebie i o 35 lat dłużej…
Wreszcie spakowany, zanosisz walizkę do samochodu. Możesz ją ciągnąć, mówię. Ruszamy, po 5 minutach przypominasz sobie, że czegoś zapomniałeś. Wracamy, by wziąć ten drobiazg, który jednak jest taki ważny, a zapomnieliśmy go spakować. Dezodorant!
Jadę dość prędko, bo chcę zdążyć do dentystki. Po drodze rugasz mnie, że za szybko jadę, że tu wolno maximum 50 km na godzinę. Denerwujesz się, że mogłam odmówić termin u dentystki. Jesteśmy trochę wcześniej niż inni. Wysiadasz, zabierasz walizkę i nawet się nie obejrzysz. Pewnie też trochę przejęty wyjazdem, jak tam będzie. Odchodzisz z walizką bez słowa.
Wołam, Adam, nie pożegnałeś się. Odwracasz się. I nawet nie wiem, czy coś mówisz. Może chcesz być już tam sam. Koledzy pewnie za chwilę się pojawią.
Zapamiętuję, jak idziesz z walizką do budynku, szybkim krokiem, już nie jak dziecko. Nie oglądasz się. Niesiesz tą walizkę, którą można by ciągnąć. Ale tak pewnie nie robią chłopcy w twoim wieku. 15 lat, 188 cm, to już nie małe dziecko. I tak chciałeś dużą torbę, ale jej akurat nie mamy. Mamy kilka walizek. One lepiej sprawdzają się w podróżach samolotem.
Kim jest matka?
Wsiadam do samochodu i odjeżdżam do dentystki. Nie wiem, czy smutna, czy zmartwiona, a może z lekką ulgą, po prostu się spieszę.
Teraz, kiedy to piszę: Łzy same cisną mi się do oczu. Sama nie wiem, dlaczego. To pewnie przez tę lampkę wina. To rozstanie zaczyna mi doskwierać. I to, że nie odezwiesz się, bo wszystko pewnie jest w porządku.
Zdążyłam na termin u dentystki. Kiedy boruje w moim zębie, myślę o tobie, mam przed oczami twój obraz, odchodzącego z walizką. Nie ciągniesz jej, niesiesz ją. A ja myślę, że się nawet nie pożegnałeś, że odchodzisz na kilka dni.
W domu cisza i spokój. Nikt nie każe mi robić budyniu, nie kłóci się o drobiazgi, nie denerwuje o byle co.
Cisza i spokój i pustka bez ciebie synu. Taka pustka, którą matka stara się wypełnić czymś innym.
Uprałam firanki, przestawiłam regał, pojechałam na zakupy, także dla ciebie. Ale i dla siebie. Nareszcie trochę czasu dla siebie. I pustka w domu. Cisza, spokój. Jak grób. Nie ma życia bez ciebie. Tylko czekanie.
Ale nie wolno wam zadzwonić, albo też nie chcesz dzwonić. Uważano by cię za maminsynka.
A kim jest matka?
Mógłbyś wysłać chociaż jednego SMS-a, że wszystko jest ok. Ale taka cisza, jakby cię wcale nie było, albo mnie by nie było. A ja tu czekam.
Jutro mogę cię znowu odebrać. Dostanę pewnie ochrzan za tą walizkę, bo inni mieli pewnie torby, albo ochrzan za cokolwiek… Ty ostatnio ciągle się złościsz.
Wiek dojrzewania…, trudny… od lat…
A kim jest matka?
Albo musi wszystko wytrzymać, usłużyć, kupić, zawieść, przywieść, albo zniknąć na kilka dni…., jakby jej wcale nie było.
Pusto bez ciebie.
Kim jest matka?