23.01.2009
Artykuł: Spiegel 20/2003
Fotografia u góry:
Kanclerz Schröder, Prezydenci Chirac i Kwaśniewski: demonstracyjna zgodność
* W ubiegły piątek we Wrocławiu. ( przyp. na dole strony)
Fotografia u dołu:
Armia polska: Osioł trojański?
Zagranica
_____________________________________________________________
Polska
Triumf lojalności
Lojalna postawa Warszawy została nagrodzona przez USA polską strefą stabilizacyjną w Iraku. Powołanie kraju do roli siły stabilizacyjnej wywołało entuzjazm.
Obaj panowie rozumieją się: polski minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz chwyta na moment swego partnera politycznego Collina Powella za ramię, mówi mu coś szeptem do ucha, by zaraz potem z promiennym wyrazem twarzy dać się sfotografować ramię w ramię z amerykańskim ministrem spraw zagranicznych.
Ich ministrowie, jak równy z równym obok członków rządu supermocarstwa, ich kraj po stronie zwycięzców i z własną strefą w Iraku – Polacy nie mogą dłużej ukrywać swego entuzjazmu: „Awansujemy do innej ligi”, wyraża swoją radość Marek Belka, profesor ekonomii, wymieniany jako kandydat na szefa cywilnej administracji polskiej strefy w pokonanym Iraku.
Niektórzy partnerzy europejscy wymierzyli rządowi w ostatnich miesiącach policzek w stylu ery Breżniewa: „Polska zachowuje się jak młoda panna, która chce należeć do rodziny, ale już przed ślubem wywołuje konflikty”, krytykowała w lutym francuska minister obrony pani Michèle Alliot-Marie z powodu proamerykańskiej postawy warszawskiego rządu.
Teraz kraj świętuje sukces. „Polska miała rację, nie Niemcy i nie Francja”, z satysfakcją stwierdza były minister obrony Bronisław Komorowski. „Nawet ich piłkarze dostają wszędzie w tyłek”, drwił dziennik „Super Express”. We wszystkich partiach panuje zgodność: kraj nie może stawiać tylko i wyłącznie na Unię Europejską, zażyłość z USA przynosi owoce.
Na skali sympatii w stosunku do cudzoziemców Amerykanie znajdują się na pierwszym miejscu, zostawiając innych daleko za sobą, Niemcy są na pozycji 13, jeszcze za Japończykami. Tymczasem bliskie stosunki polsko amerykańskie opierają się na solidnym fundamencie materialnym: w kwietniu Warszawa zamówiła 48 odrzutowców bojowych za 3,5 miliarda dolarów w firmie Lockheed Martin, zamiast w Unii Europejskiej. W ramach rewanżu Amerykanie zagwarantowali polskiej gospodarce inwestycje o wartości 7,5 miliarda dolarów.
W związku z bliską współpracą z Waszyngtonem Polska uzyskała już dawno miano „Konia trojańskiego”, czy też według bardziej złośliwych komentarzy wykiwanych Europejczyków miano „Trojańskiego osła” Stanów Zjednoczonych w Unii Europejskiej. Jednak taki obraz „nie jest prawdziwy”, komentuje Kai-Olaf Lang z Fundacji „Nauka i Polityka” („Wissenschaft und Politik”) w Berlinie: „Polacy nie chcą doprowadzić Unii Europejskiej, jak stało się to z Troją, do zagłady. Chcą zgodnej współpracy między Unią Europejską a USA.”
W samej rzeczy, politycy z Warszawy mają wizję wywalczenia dla Polski znaczącej pozycji w Unii Europejskiej. Właśnie dzięki znakomitym stosunkom za Atlantykiem Polska chciałaby odgrywać rolę pośrednika. Co prawda rola ta jest w zasadzie zarezerwowana dla Brytyjczyków, mimo to – takie nadzieje ma rząd w Warszawie – Polska ma do zaoferowania zaletę w postaci świetnych kontaktów z krajami wschodnioeuropejskimi, co kwalifikuje jednakże do roli mediatora.
Politycy nad Wisłą uważają, iż tym razem dobrze udał im się polityczny szpagat za Atlantyk. Niemcom składano przecież propozycję wzięcia udziału w działaniach stabilizacyjnych misji wojskowych w Iraku. To, że prasa niemiecka zarzuciła Polakom „bezczelność”, doprowadziło do oburzenia nawet tak rozważnych intelektualistów jak byłego ministra spraw zagranicznych, człowieka który przeżył obóz koncentracyjny, Władysława Bartoszewskiego: „Zalecam Niemcom nieco więcej powściągliwości.”
Niemcy, Francuzi i Polacy starali się co prawda demonstrować jedność podczas spotkania na szczycie tzw. Trójkąta Weimarskiego we Wrocławiu w piątek. Jednak socjologowie, jak n. p. Jacek Kucharczyk z Warszawy są mimo to pewni: „Opinia zwykłych Polaków o Niemcach pogorszy się”.
W Warszawie nie daje się jak na razie usłyszeć krytycznych uwag co do tego, czy Polska jest w ogóle w stanie wesprzeć odbudowę w Iraku . Nie zaprząta nikomu głowy także fakt, że Polska nie dysponuje sama środkami na sfinansowanie misji, lecz musiała zwrócić się o pomoc do USA.
Zwolennicy wstąpienia Polski do Unii Europejskiej mają już teraz nadzieję na wykorzystanie entuzjazmu w kraju. Polacy muszą na początku czerwca w drodze referendum podjąć decyzję na temat członkowstwa ich kraju w Unii z siedzibą w Brukseli. Mimo że pewna stała liczbowo większość obywateli, ok. 70%, opowiada się za przystąpieniem do Unii Europejskiej, to w referendum musi oddać swój głos minimum 50% uprawnionych, a nie ma pewności co do takiej frekwencji.
Jeszcze przed tygodniem rząd oraz elity polityczne traciły na popularności. Było to przede wszystkim spowodowane kryzysem ekonomicznym i bezprecedensową aferą korupcyjną, wywołaną o przejęcie władzy w mediach.
Referendum mogłoby łatwo stać się wyrazem votum nieufności dla polskich polityków. Jednak sukces w dziedzinie polityki zagranicznej spowodował według socjologa Kucharczyka, iż niezadowolenie na jakiś czas minęło. O ile da to wymierne skutki przy urnach wyborczych, to być może Stany Zjednoczone stałyby się państwem, które ostatecznie wprowadziło Polskę do Unii Europejskiej.
Autor: Jan Puhl
tłumaczenie: Joanna Krupińska