Mnie już nie wiele jest w stanie zadziwić. Sama przeżyłam wiele, przeszłam to i owo, poznałam życie od stron wielu.
Duża różnica wieku nie ułatwia wg mnie parom życia.
Jako 23 letnia studentka zakochałam się (naprawdę!), sama w to dzisiaj nie mogę uwierzyć, w mężczyźnie o 30 lat starszym ode mnie. Pan ten miał córkę o rok ode mnie starszą. Stało się. To miał być romans, ale nam obojgu uderzyło coś do głowy, „zaiskrzyło“, jemu chyba nawet bardziej na początku niż mnie.
To miało być na kilka tygodni czy miesięcy, lecz potrwało dobre 16 lat… Nie umiałam z tego wyjść… Nie umiałam odejść. Czułam się odpowiedzialna. A w międzyczasie byliśmy ok. 6 lat mało szczęśliwym małżeństwem…
Dzisiaj, jako osoba 50 – letnia sama się sobie dziwię i myślę, że ten facet i to małżeństwo to był największy błąd mojego życia i mojej młodości. Popełniłam jeszcze kilka innych błędów…
Z perspektywy czasu i doświadczeń nie rozumiem, jak o tyle starszy człowiek, nauczyciel z zawodu, mógł wykorzystać moją samotność, brak pieniędzy, naiwność i młodość, by samemu poczuć młodość raz jeszcze w wieku 53 lat i więcej…
Zaimponował mi pod wieloma względami. Ale dlatego, że byłam młoda i niedoświadczona. Także dlatego, że byłam sama, daleko od pierwszego męża (i pierwszego mężczyzny), rodziny, że nie miałam pieniędzy, a czekolada za 2 marki czy pizza w pizzerii były dla mnie luksusem…
On przeżył przygodę, miłość i ostatni wzlot przed nieuchronną starością, nie tracąc wiele, ok. może trochę gotówki, ale to nie był problem. Rozwalił moje małżeństwo, chociaż mówiono, że to ja rozwaliłam jego… Ale on miał przede mną wiele kochanek, jedną (obok żony) przez 10 lat. Jakie ja miałam doświadczenie?
Ja przeżyłam miłość oraz koszmar, rozpacz, rozstanie z rodziną, ojczyzną, sensem życia. A mało brakowało i nie zostałabym matką mojego dziecka.
To miał być tylko romans… Potrwał 16 trudnych lat. Bo piękne były tylko niektóre, krótkie chwile…
Było, minęło…
W ostatnich dniach oglądam w mediach parę: prezydenta Francji z małżonką, pana i panią Macron. I nie dziwi mnie wiek pani Macron ani jej wygląd. Małżonka prezydenta Francji wygląda na osobę pełną życia i energii, jest elegancka i zadbana, trzyma się świetnie jak na swój wiek. Zapewne łatwiej wyglądać tak dobrze i elegancko, gdy posiada się miliony…
Pani Macron poznała podobno młodego Emmanuela Macron, gdy on był jej uczniem i w wieku zbliżonym do wieku jej własnych dzieci.
Miłość zdarza się czasami bardzo niespodziewanie i kusi, by ją skosztować. Kusi.
Miłość zdarza się młodszym i starszym, w każdym wieku.
Wierzę, że młodemu chłopakowi/mężczyźnie może podobać się czterdziestoletnia kobieta. Ale czy 40-latek nadal pragnie (jako żony i kochanki) osoby 60-cio czy 60-kilku letniej? Czy po prostu już nie widzi eleganckiego wyjścia z tego pierwszego, wielkiego romansu swojej młodości? A może trzymają go pieniądze, miliony, kariera…? Zdumiewające, że rzadko widzi się pary (on 25 lat młodszy od niej) wśród mało zamożnych sąsiadów.
Czy Pan Macron nigdy nie chciał i nie chce mieć dzieci? Czy tak się składa, że ze swoją małżonką ze względu na jej i własny wiek już mieć nie mógł? Co Prezydent Państwa wie o byciu ojcem? Co wie o kobietach, które są żonami i matkami? A to jest większość społeczeństwa. Prezydent, który nie zna życia rodziny, mężczyzna, który nie jest ojcem, który nie zaopiekował się żadną kobietą z dzieckiem jak jego ojciec, lecz został „zaopiekowany“ od dziecka aż po prezydenturę.
Czy nie dziwi nas, gdy czterdziestolatek nadal mieszka u mamy o 20 – 25 lat starszej? Czym różni się ta para od takiego układu? Uprawianiem seksu?
Sama jestem nauczycielką i wiem, że nawet o wiele młodsi chłopcy czy młodsi mężczyźni, mogą się podkochiwać czy zakochać w o wiele (10, 20 lat) starszej nauczycielce czy kobiecie, która była i jest jako 40 latka nadal atrakcyjna, a czasami może wgląda młodziej. Nastoletnie dziewczynki zakochują się w nauczycielu, księdzu, trenerze czy instruktorze z harcerstwa. Tak bywa, mnie się też to zdarzyło, oczywiście platonicznie i po kryjomu. To nie znaczy, że każdy taki dzieciak czy nastolatek/nastolatka chce być uwiedzony/uwiedzona i seksualnie wykorzystany… Po prostu jest zakochany/zakochana. Mnie przynajmniej wystarczał niewinny słowny flirt, który polegał na bezczelnym, dowcipnym dokuczaniu takiemu obiektowi moich potajemnych uniesień. Chyba nikt się nie domyślił…?
Mój kolega mówił, że bardziej od naszej koleżanki z klasy podoba mu się jej mama (mieliśmy lat 13 – 15, owa mama ok 40?…). Jej mama była naszą nauczycielką w klasach od 5 -8, czyli w dawnej szkole podstawowej. To się zdarza. Innym razem opowiadał dumny, że podobno uwiodła go całkiem dorosła (ok. 30+?) pani na wczasach, gdy on miał lat 16 – 17? Nie wiem, czy to prawda, ale takie myśli lub fantazje musiał mieć… To też się zdarza.
Kiedy miałam 32 – 33 lata (wyglądałam na 28) byłam nauczycielką dla młodych i starszych dorosłych. Podkochiwali się we mnie 22-23 letni młodzi (i starsi) mężczyźni. Nie byli dziećmi, ale uważałam, że taki romans byłby wykorzystaniem ich sytuacji. Ja chciałam znaleźć innego partnera (myślałam o rozstaniu z niepłodnym mężem, by mieć dziecko). Ale oni musieli skończyć szkołę, zacząć od nowa życie w Niemczech. Co ja, o 10 -12 lat starsza miałam im do zaoferowania? Pieniędzy też nie miałam zbyt wiele.
Zrobić ich na szybko tatusiami, kiedy mieliby ok 22 – 24 lata i nie mieli nic oprócz swej młodości, siły i braku doświadczenia w nowym życiu? Oni byli jeszcze jak dzieci, nie jak mężczyźni. Ja owszem, chciałam znaleźć innego mężczyznę, ojca dla moich przyszłych dzieci, ale nie „chłopca“… Taki romans czy miłość nie miały sensu przede wszystkim dla nich. Z jednym (22 lata, ja 32) poszłam na piwo do kawiarni. Nie wiadomo było, jak rozmawiać. Wiedziałam, że on się tu czuje samotny, że jego dziewczyna została w Uzbekistanie… Zapytał mnie wreszcie: Czego ty naprawdę chcesz? A ja nie odpowiedziałam, bo wiedziałam, że to nie ma sensu, wykorzystałabym jego chwilową słabość, wrażliwość, brak kobiety. Jego mama spoglądała na nas z zafrasowaniem, chociaż się nie wrącała. Też była na kursie języka niemieckiego. Nie spotkaliśmy się więcej prywatnie. On jakoś też po kursie nie przyleciał z oświadczynami…
Z innym (on 23, ja 33) byłam na spacerze nad Renem i pocałował mnie z nienacka. Nie spodziewałam się takiego zachowania, przynajmniej nie w takim tempie. To było wszystko, nie umówiłam się z nim więcej, chociaż „iskrzyło“ między nami… I on też się nie narzucał. Może mu rodzice przetłumaczyli…, byli także na kursie. Jego tata nie był także całkiem obojętny…
Oni byli za młodzi, szukali może romansu, może byli akurat samotni… Nasze spotkania nie miały sensu, może szkoda, może lepiej dla nich. Czułam, że ta różnica wieku nie jest dla mnie w porządku w mojej i ich sytuacji. Byłam mężatką, nie byłam bogata. Ale sytuacje są różne.
W wieku 33 lat poznałam niemca, studenta, on miał 25 lat i zakochaliśmy się w sobie do szaleństwa. On już dzieckiem nie był. Tu by nawet prawie wszystko pasowało, gdyby nie jego borderline lub schizofrenia oraz wola Boga… Różnica 8 lat nie dała się wtedy między nami wcale zauważyć…
Kiedy miałam 36 – 37 lat, byłam mamą dwulatka i wyglądałam na 30 – 32 lata, także pracowałam jako nauczycielka. Moimi uczniami byli chłopcy i dziewczęta w wieku od 12 do 16 lat. Jeden z chłopców (lat 15) był uroczy i piękny. Trenował balet? Kiedy podchodziłam do ławki, by sprawdzić pracę w zeszycie, czerwienił się. Inny chłopiec wołał na głos: „Widzi pani, jak on się czerwieni?“ Widać było, że coś „iskrzy“… Ignorowałam to z uśmiechem, chociaż uważałam go za cudnego chłopca, ale dziecko. Przecież to dziecko. Urocze, śliczne, miłe dziecko.
Jedyne co pomyślałam, że to będzie przystojny, fajny mężczyzna za ok. 10 lat… A ja jestem starszą kobietą, która mogłaby być jego mamą. Szkoda, że ludzie spotykają się nieraz w czasie, który nie jest im pisany na wszystko… Nie przyszło mi do głowy nic więcej. Byłam mamą mojego syna, byłam mamą i nauczycielką.
Mam teraz prawie 16-letniego syna i wiem, że emocjonalnie jest dzieckiem. Miałam siostrzeńca, którego też znałam jako dziecko, min. do jego 20 roku życia. Wielu chłopców jest chłopcami jeszcze dłużej, mimo to, że mają 25 czy 28 lat…, często to nadal chłopcy…
Uważam, że chłopcy nawet 20-sto czy 20-kilku letni są nadal bardzo młodzi i często niedojrzali. Mój syn ma lat prawie 16 i emocjonalnie jest dzieckiem i nie ma żadnego doświadczenia w sprawach sercowych… Mój siostrzeniec był chłopcem min. do 20-ego roku życia. Znam dorastających chłopców. Znam dorastające dziewczęta. Sama chciałam już wyjść za mąż wieku lat 16 i mieć dzieci… – ale z tym jednym jedynym ukochanym! Akurat go już poznałam. Wg mnie chłopcy emocjonalnie dojrzewają później od dziewcząt.
Rodzice nie oddają dzieci do szkoły, by zostały one uwiedzone przez nauczyciela lub nauczycielkę, którym „zaiskrzy“… A podobnie opowiadała (przeczytane w internecie) pani Macron o początkach jej znajomości z 15-letnim chłopcem… Ona miała 40 lat? Nawet „platoniczny romans“ to pewnego rodzaju pedofilia lub wykorzystanie dziecka. Który romans jest długo platoniczny? Była mężatką, mamą trójki dzieci. Jaki to przykład?
Ja byłam nauczycielką, ona była nauczycielką, a to był uczeń. Istnieje jeszcze pewna moralność i etyka zawodowa. Czy wolno nam pewne granice tak po prostu przekraczać, bo coś „zaiskrzyło“? Daję słowo, że wkrótce z czasem odiskrzy, o ile tego ognia nikt podsycać nie będzie… Nastoletnim chłopcom „iskrzy“ prawdopodobnie z powodu ich młodości i okresu dojrzewania…
Nie wyobrażam sobie, że mogłabym wykorzystać chwilę słabości czy jakiegoś zauroczenia tak młodego chłopca, dziecka. Ja byłam o 22 lata starsza! A ona o 25 lat starsza…
Nie mam zrozumienia, gdy nauczyciel czy nauczycielka takie sytuacje „zaiskrzenia“ wykorzystuje. To osoba starsza i doświadczona powinna być rozsądniejsza, rozważyć wszystko i wziąć odpowiedzialność za to młode życie i jego ewentualne wykorzystanie, zmarnowanie czy wmanipulowanie bez wyjścia na wiele lat….
Jeżeli to miłość, to trzeba takiej miłości pozwolić odejść. Aby ten młody człowiek zbudował własne życie, zanim stanie się zależny od kogoś innego z powodu „zaiskrzenia“, jeszcze zanim stanie się dorosły, samodzielny, dojrzały, zanim sam będzie wiedział, czego chce i dlaczego.
U pewnej cioci pracowała gosposia. Ciotka przyjęła też na rok jakiegoś znajomego czy chłopca z rodziny. Chłopak miał lat 17 – 18 i miał skończyć liceum i zrobić maturę? Gosposia (lat ok. 40-45) nie miała więcej wykształcenia niż 8 klas szkoły podstawowej, o ile nie specjalnej… Znałam ją, bo spędzałam u cioci wcześniej 2 tygodnie wakacji. Pani gosposia zakochała się w chłopcu, miała z nim romans i pragnęła za niego wyjść za mąż… Czy to jest zachowanie godne podziwu? Na szczęście chłopaka, rodzice odebrali go ze stancji u cioci i gosposi… Mimo romansu nie miał zamiaru się z tą panią ożenić…
Pamiętam historię pewnej nauczycielki z mojej szkoły podstawowej (lata 70-te), która miała ok. 48 -50 lat. Jej dorosła córka miała chłopaka. Ale w ciążę zaszła z tym chłopakiem jej mama. Pamiętam, że nauczycielka odeszła na macierzyńskie w wieku lat ok. 50-ciu…
Znam pary, które z różnicą wieku 10 czy 20 lat są bardzo długo szczęśliwe, także gdy kobieta jest o 10 lat starsza i jest mamą dzieci swojego męża. Starszy mężczyzna bywa często atrakcyjnym partnerem także dla młodej kobiety.
Nie ma reguły, są pewne granice i zasady etyki, także zawodowej, zwłaszcza jeśli chodzi o nieletnie czy nieletnich oraz ich nauczycieli, trenerów, instruktorów, itp.
Wiadomo, że możliwe jest już klonowanie zwierząt. A więc także i ludzi. To ostatnie jest jeszcze niedozwolone. Czy w przyszłości milionerzy i milionerki sklonują sobie kogoś, kto im się podoba, wychowają od dziecka na przyszłą żonę czy męża na potrzeby ich trzeciej młodości w wieku ok. lat 60-ciu????? Takie sobie science fiction… coś z Lema, jednak.