17.01.2009
Nastała era telefonii komórkowej. Doczekaliśmy się. Nie tylko telefonu w każdym domu, ale nawet w każdej kieszeni, choć nie na każdą kieszeń… Zastanawiam się, jak mogliśmy żyć kiedyś, nie tylko bez łącz telekomunikacyjnych dostępnych powszechnie, ale nawet bez internetu i telefonów komórkowych?
Żyliśmy, robiliśmy zakupy, umawialiśmy się, spotykaliśmy się nawet – mimo braku połączeń satelitarnych. Dziś bez telefonu komórkowego trudno kupić nawet najprostsze rzeczy.
Mój przyjaciel poszedł wczoraj do apteki, do bloku obok, po Ibufen w tabletkach. I zaraz po wyjściu z niej połączył się ze mną przez satelitę, żeby poinformować mnie, że Ibufenu nie było, był Ibuprom (to samo, o innej nazwie), więc nie kupił. Musiał iść raz jeszcze i dostał burę za spostrzegawczość. Ale komórka się przydała! Mógł też zapytać panią w aptece, albo mnie przez domofon.
Wieczorem miał kupić „kaszkę jak Nataszkę”, czyli płatki owsiane, zwane tak u nas w domu przez sentyment do niani, która chętnie karmiła nimi mojego syna na śniadanie, obiad i kolację. W sklepie były płatki, ale jęczmienne i w dodatku błyskawiczne. Mój przyjaciel nie zastanawiając się, nie pytając sprzedawczyni o nic, ani nie prosząc o radę, zadzwonił do mnie, łącząc się z blokiem obok sklepu przez specjalnie skonstruowane ku temu ręką ludzką i wyniesione na orbitę okołoziemską ciała niebieskie. Człowiek –współtwórca kosmosu, umożliwił nam porozumienie się, że kaszka ma być owsiana. Cena kaszki podwoiła się po tej rozmowie. Wziął więc taką, a dziecku i tak nie smakowała, bo nie była błyskawiczna.
Sądzę, że w niejednej rodzinie dzwonią komórki, kiedy strapieni mężowie nie są pewni, czy kupić chleb razowy, czy biały? Jogurt truskawkowy, czy malinowy? Dżem wysoko-, czy niskosłodzony? Wino czerwone, czy białe? Podpaski bez, czy ze skrzydełkami?
Teraz nie da się żyć bez komórki!
No ale kiedyś było łatwiej. Wybór nie stanowił problemu, bo go prawie nie było. Dzisiaj mamy die Qual der Wahl.