4.03.2017
Znana i lubiana
Co za przypadek, że Kinga Rusin wygrywa casting na prezenterkę telewizyjną w 1992 roku, skoro jej mama od lat pracuje dla TVP….? Jej mamą chrzestną jest Danuta Rinn (znana wtedy piosenkarka)…, która nie miała dzieci. Pewnie mała Kinga była dla niej jak córka…
Cytat: „Miałaś duże szczęście, że poznałaś tak wiele wspaniałych ludzi.
Kiedy byłam mała, to głównie dzięki mojej mamie chrzestnej, piosenkarce Danucie Rinn, która traktowała mnie jak córkę. Była niezwykle towarzyską osobą. Ludzie się do niej garnęli. U niej się biesiadowało i dyskutowało jednocześnie. Urządzała legendarne przyjęcia, nawet w ciężkich czasach. Wiadomo było, że jak się pójdzie do Danusi, to będzie najlepsze towarzystwo, najsmaczniejsze jedzenie i niesamowita atmosfera. Pamiętam z tamtych czasów Krzysztofa Kolbergera, Wojciecha Pszoniaka, który był wielkim przyjacielem mojej cioci, Daniela Olbrychskiego, Gustawa Holoubka i Magdalenę Zawadzką, Lucjana Kydryńskiego i Halinę Kunicką, Michała Bajora i wielu innych wspaniałych polskich artystów. Moja ciocia zawsze mówiła: słuchaj, uważnie słuchaj, każdy z tych ludzi to jest książka, chodząca encyklopedia, skarbnica wiedzy. Nic nie mów, tylko słuchaj, to ci się na pewno w życiu przyda.“
Trzeba przyznać rację pani Rinn, pani Kinga nie powinna zbyt wiele mówić.., bo się okazuje, co i jak myśli…
(http://www.gala.pl/artykul/tylko-u-nas-kinga-rusin-quotwszystko-co-kochamquot)
Co za zbieg okoliczności, że młoda kobieta, studentka italienistyki udaje się na taki casting i jest po prostu najlepsza, mając takie kontakty… Owszem, wygląda miło na ekranie telewizora. Jest ładna. A ponieważ wygląda miło, otrzymuje w 1994 roku statuetkę „Wiktora“ w kategorii „Odkrycie telewizyjne roku”. Od kogo właściwie i co to było za odkrycie?
Pani Rusin zostaje tłumaczką w telewizji oraz prowadzi jekieś programy. 3 czerwca 1994, po roku znajomości, poślubiła dziennikarza Tomasza Lisa, z którym wyjechała do USA. Pani Rusin nie kończy studiów na italianistyce.
Do Polski wróciła w 1997 roku i została prowadzącą magazynu Wizjer TVN. Widocznie TVN niecierpliwie na nią czekał, ponieważ po maturze i bez żadnego zawodu, musiała być kolejnym odkryciem roku jako dziennikarka…
Po odejściu z TVN, zajęła się wychowywaniem swoich dwóch córek. Od września 2005 roku wraca ponownie na antenę TVN. Ten TVN po prostu ciągle czeka na panią Rusin, bo nie ma innych chętnych z wykształceniem dziennikarskim, czy w ogóle po studiach…? Gdyby pani Rusin miała naprawdę talent oraz inteligencję do pracy jako dziennikarka, co mogła udowodnić do dzisiaj, nikt by się nie dziwił.
Czy mąż Tomasz Lis pomagał? Bo już teraz nie pani Danuta Rinn. Pytam, ponieważ zasłyszałam takie pytania w wywiadach znanych dziennikarek… A nie słyszałam, by ktoś panią Rusin zapytał.
Pani Rusin wraca do pracy w telewizji po 2 latach telewizyjnych praktyk (1992 – 1994), potem po 3 latach przerwy znowu na jakiś czas i znowu… Z powodu?
Jakie kwalifikacje dziennikarskie i wykształcenie ma pani Rusin w ogóle, oprócz tego, że robi słodkie miny, jest ładna i zgrabna oraz jej mężem był znany i wpływowy redaktor Tomasz Lis?
Pani Rusin, znana „dziennikarka“ ukończyła szkołę średnią maturą i podjęła studia wyższe, które rzuciła, lub na których sobie nie poradziła i z nich wyleciała… Bo jeżeli sobie ktoś radzi, to zwykle studia kończy.
A więc ma wykształcenie średnie, brak zawodu.
I z takim to doświadczeniem i wykształceniem zostaje dziennikarką, która robi wywiady z gwiazdami muzyki, sportu, biznesu, itp. itd. … Dlaczego? Ponieważ umie robić słodkie miny do kamery a także do wielu gości jej wywiadów, i Bóg wie jeszcze do kogo… oraz ma męża Lisa.
A każdy wywiad otwiera jej furtkę dalej…, co sama rozgłasza we własnych wywiadach na jej temat… Możnaby odpowiadać bardziej inteligentnie.
Takie ma kwalifikacje.
K. R.: DZIENNIKARKA! BEZ ZAWODU!
Z czasem sama staje się gwiazdą, tylko dzięki tym minom, mężowi – sławnemu dziennikarzowi oraz dzięki temu, że ją widać często w telewizji. Do wywiadów, które prowadzi jest często nie przygotowana. Po co? Przecież jest taaaaka ładna i robi taaaakie słodkie miny!
K. R.: GWIAZDA!
Pytania zadaje często słabe i nie na poziomie, odpowiedzi daje podobne… Trudno mi tu tyle cytować, trzeba to zobaczyć. Niektórych gości swojego programu traktuje mało poważnie i jakby z góry, jest często nie przygotowana…
Bo przecież to pani Kinga jest gwiazdą! A gość? Jak ma na nazwisko?? Takie długie, takie trudne… Już sam wstęp i przedstawienie gościa jest denne. Dalej: A może jesteśmy na ty??? To przecież było umówione! Więc umówmy się znowu, że jesteśmy na „ty“, zaskakuje pani Rusin rozmówczynię panią Olchowicz-Mazurkiewicz. (wywiad z Izabelą Olchowicz-Mazurkiewicz).
(http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/isabel-celebrytka-mimo-woli,5446.html)
Także Edyta Górniak uważa, że Kinga Rusin była nie przygotowana do wywiadu z nią i był to ostatni wywiad, jaki udzieliła pani Rusin, ponieważ szkoda jej czasu dla tej dziennikarki („…, może jest rozproszona, może przepracowana, może ma za małe przygotowanie dziennikarskie“). Pani Górniak kwestionuje kwalifikacje pani Rusin.
(https://www.youtube.com/watch?v=ci9TQFYIfoE)
K. R.: DZIENNIKARKA!
Pani Kinga Rusin występuje w programie Taniec z gwiazdami i ….? Oczywiście zywycięża! Zapytana, czym dla niej jest taniec, odpowiada z dziwną miną i śmiechem: …ehe…., to jest coś, co robi, jak jest w gronie bliskich znajomych. Lubi tańczyć, lecz nie jest to jej pasją. Owszem, lubi patrzeć, gdy tańczą inni. Taniec był ważny, ponieważ wygrana w „Tańcu z gwiazdami“ otworzyła jej wiele furtek… Na przykład do „You Can Dance…“ Jakie to proste i logiczne! Można odpowiedzieć bardziej inteligentnie. Ale to pani Rusin do głowy nie przychodzi, przecież i tak jest już gwiazdą. To z nią się teraz robi wywiady! A dlaczego?
(https://www.youtube.com/watch?v=CMZrlxhBGXY)
K. R.: GWIAZDA TAŃCA!
Cytat: Kinga Rusin napisała swoją pierwszą książkę razem ze swoją dobrą znajomą – psychoterapeutką Małgorzatą Ohme. Jest to obszerny dialog pomiędzy obu paniami dotyczący natury człowieka, związków partnerskich, czyli ogólnie rzecz ujmując – życia i jego problemów. Kiedy pod koniec 2010 roku książka ukazała się na rynku wydawniczym, było o niej głośno, pojawiło się wiele spekulacji i domysłów. Nie jest to w żadnym wypadku sensacyjna spowiedź pacjentki przed psychoterapeutką, chociaż Pani Rusin traktowała tę książkę jako formę terapii. Wstępem do konkretnego tematu rozmowy są maile, jakie Kinga Rusin otrzymywała od internautów odkąd założyła swoją stronę internetową. Każdy z przytoczonych listów jest obszernie komentowany przez obie autorki książki. Kinga patrzy na problemy innych osób przez pryzmat swoich doświadczeń, natomiast Małgorzata próbuje podejść do tematu bardziej profesjonalnie z racji wykonywanego zawodu, ale jej rozważania są przekazane w dość prosty i przystępny sposób. Forma książki zaciekawiła mnie i zaintrygowała, ale po skończonej lekturze jestem trochę rozczarowana. Ciężko mi się czytało ten obszerny dialog, mimo, że został przeprowadzony na wysokim poziomie. Niby istotne tematy, a do mnie jakby nie przemówiły, myślę, że ze względu na sam sposób przekazu. Duży plus dla Kingi za klasę i powściągliwość oraz za to, że „zagrała na nosie” wszystkim osobom żądnym ploteczek i sensacji.“
(http://poczytajka.blog.pl/2014/12/05/co-z-tym-zyciem-kinga-rusin/)
Pani Rusin zaczyna pisać książki…, nie sama, dlaczego by sama? Pani Rusin ma twarz i nazwisko, psychoterapeutka oraz internauci są dodatkiem do książki, a właściwie także treścią… Bez nich jakoś żadnej książki wcześniej nie napisała i nie napisze?
Własne terapie są dla wielu najlepszym sposobem na napisanie książki z terapeutą i osobą umiejącą pisać książki…
Ależ są jeszcze inne osoby, które pomogą napisać. I jest nowa książka:
„Jak zdrowo i pięknie żyć, czyli ekoporadnik „
Ta książka napisana jest razem z innymi specjalistami.
Pani Kinga Rusin daje okładce twarz oraz nazwisko!
Cytat: „O tym, jak zdrowo żyć Anna Kalczyńska i Andrzej Sołtysik rozmawiali z prowadzącą Dzień Dobry TVN i autorką Ekoporadnika Kingą Rusin, znaną z ekologicznego podejścia do życia. W poradniku znajdziecie skuteczne i łatwe przepisy Kingi Rusin na zdrowie i urodę.“
(http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/kinga-rusin-radzi-jak-zdrowo-i-pieknie-zyc,211749.html)
K. R.: PISARKA! DORADCZYNI!
Pani Rusin najlepszą szkołę dziennikarstwa dostała w USA. Nowy Jork to wg niej Mekka dla dziennikarza, natchnienie! Mieszkała w Waszyngtonie podobno 4 lata (tak opowiada w wywiadzie), ja doliczyłam się, że były to niecałe 3 lata (połowa 1994 do 1997).
Nie doczytałam się w jej życiorysie, że skończyła jakąkolwiek szkołę dziennikarstwa ani w ogóle szkołę powyżej matury.
Wg mnie natchnieniem dla dziennikarza może być każde wydarzenie, a nie Nowy Jork.
Pytanie do pani Rusin:
Cytat : „Czym są dla Ciebie pieniądze?
Dobrze, kiedy są. I dobrze, kiedy samemu się do nich dochodzi, bo wtedy docenia się ich wartość. Niczego nie odziedziczyłam, niczego nie wygrałam. Wszystko co mam, zawdzięczam sobie. Mam w sobie determinację, która wzięła się z domu, gdzie nie było dostatku.“
Wygrała pani casting, proszę pani, po znajomości, czyli oszustwem. A potem wygrała pani miejsce pracy w telewizji, dzięki mężowi…
(http://www.gala.pl/artykul/tylko-u-nas-kinga-rusin-quotwszystko-co-kochamquot)
Pani Rusin, podobnie jak inne znane gwiazdy, wszystko zawdzięcza sobie! Nie mamie w TVP, nie cioci Danucie Rinn i nie mężowi, bardzo znanemu dziennikarzowi.
Pieniędzy nie miała z mężem nawet pod dostatkiem w Waszyngtonie. Pojechali tam biedacy klepać biedę. Ale starczało na ukochaną „Metropolitan Opera“?, tak wnioskuję z wywiadu.
(https://www.youtube.com/watch?v=RIndmGRzHiU)
Cytat: Pójście choć raz w miesiącu do restauracji pozostawało w sferze marzeń. Marzeniem też była kawa ze Starbucksa, dla mnie synonim amerykańskiego szczęścia. Patrzyłam przez okno na mieszkańców Waszyngtonu, którzy dzień pracy zaczynali właśnie od kubka tej kawy, i zastawiałam się, czy kiedykolwiek będzie nas na to stać… – zwierza się Kinga.
Jedzenie robiło się w domu, produkty kupowało w okolicznych sklepikach. Nie stać nas było na restauracje, nawet te tanie. Nie starczało też na gotowe dania, które wtedy zalewały supermarkety – dodaje.
Na szczęście budżet domowy świeżo upieczonych małżonków ratowały kupony promocyjne, które znajdowali w gazetach:
Z gospodarstwem domowym musiałam radzić sobie sama, zarobki korespondentów były jeszcze pozostałością po czasach komunizmu, więc kombinowało się, żeby przeżyć – wpomina Kinga. Sąsiedzi podpowiedzieli mi, jak ekonomicznie robić zakupy. Trzeba zainwestować w gazety, wycinać z nich kupony rabatowe, zrobić sobie trasę zakupową i w ten sposób oszczędzać. Nawet poważne tytuły, jak „Washington Post“ czy „Washington Time“ miały dodatki z kuponami promocyjnymi.“
Nie wspomina, że pracowała, czy uczyła się w tym czasie, pamięta widok z okna na kawiarnię… Nie starczało na jedzenie ani na kawę, ale jeździła sobie z Waszyngtonu do Nowego Jorku, to tylko kilka godzin…? A niby po co?
Teraz opowiada o tym, ponieważ sieć niedostępna dla niej w USA wchodzi na polski rynek i można na takiej reklamie zarobić! Bo ta kawa to synonim amerykańskiego szczęścia! Czy pani teraz mieszka i pracuje w Polsce?
K. R.: FIRMA REKLAMOWA!
Kinga Rusin jest współwłaścicielką znanej marki kosmetycznej Pat&Rub.
To pani Rusin po latach, bez żadnej szkoły w tym kierunku, wymyśla linię kosmetyków..? Formuły kosmetyków robi chemik, znalazła wspólników, którzy mieli „know how“, zainwestowała 50% i tyle zarobi…
I tak to pani Rusin wynalazła kosmetyk, dała mu twarz i nazwisko! I zarabia! A dlaczego? Bo sama do wszystkiego doszła! Tą „wygraną“ mamą chrzestną, tym „wygranym“ castingiem i „wygranym“ w telewizji mężem…
(https://www.youtube.com/watch?v=hNwlK0HqS4Q)
K. R.: BUSINESSWOMAN
A w USA 1994 do 1997 nie mogła sobie takich kosmetyków produkować i na tym zarabiać? Nie mogła pisać własnych książek samodzielnie i na tym zarabiać, żeby stać ją było na tę kawę w kawiarni?
Proszę, ile furtek otworzyło się, tylko dla tego, że miała mamę w TVP, mamę chrzestną Danutę Rinn i męża Tomasza Lisa (który po kilku latach wolał inną i odszedł), a po latach sławę i kupę forsy, by inwestować w nowe projekty! Dwoje dzieci też ma! Mogą chodzić do najlepszych szkół prywatnych!
Bo wykształcenia ani przygotowania dziennikarskiego
ani do żadnego zawodu nie ma….
Gratulacje!