Chyba powinnam coś powiedzieć o aborcji jasno i wyraźnie.
Jako młoda osoba uważałam aborcję za czyn legalny, moralnie niejednoznaczny, w zależności od sytuacji i przypadku… Nie wyobrażałam sobie, by usunąć ciążę.
Unikałam więc sytuacji, w której musiałbym podjąć taką decyzję. Nadal myślę, że to grzech. Z drugiej strony to wybór innego życia dla siebie, innego dziecka w innym czasie. Czy to inne dziecko jest gorsze? To, które urodzi się kilka lat później?
Był taki moment, że bałam się, że może zaszłam w ciążę, miałam 22 lata i byłam przerażona! Teraz? Przecież studia, praca! Nie mam warunków, pieniędzy. Jeszcze nie dziecko! Ale okazało się, że to nie była ciąża.
Lata mijały, bardzo chciałam zajść w ciążę i urodzić dziecko. Poroniłam po zabiegu in vitro. Właściwie ciąża obumarła, serce nie zabiło. Na fotce z USG było już widać mały kilkumilimetrowy płód. Trzeba było martwy płód usunąć, bo sam się nie usunął… Odpłakałam latami…
Chciałam mieć dziecko z moim partnerem. Bardzo chciałam być mamą.
Wiele lat, wielokrotnie po nieudanym zapłodnieniu in vitro płakałam jak po utracie nienarodzonego dziecka…. Przecież każdy zarodek był policzony (jajek ok. 12). .. a zarodków było min. jednorazowo ok. 9. Po 3 czy 4 razach ile? (Jak teraz liczę, to nie mogę uwierzyć, co ja przeszłam…) Ale żaden się nie przyjął w moim łonie, by się urodzić. Mimo hormonów, zastrzyków…
Trzy podobno obumarły jeszcze w probówce. Trochę przywykłam do tego, że zarodki obumierają, choćby nie wiem, jakie hormony i cuda techniki in vitro czy modlitwy…., ktoś inny daje im życie lub śmierć. Bóg.
Bo znajomej się udało, innym się udało…., tylko mnie nie.
Miałam w tym czasie mało zrozumienia dla kobiety, która jakby „bez ważnego powodu“ (zdrowie) usuwa ciążę…
Dzisiaj wiem: całe życie kobiety, jej dziecka i jej rodziny może być powodem. Bo to ona będzie mamą.
Chciałam mieć dziecko z moim partnerem. Ale miałam dość 3 lat prób in vitro i jazdy do szpitala co klika dni, 60 km, do innego miasta oraz innych prób zapłodnienia.
Zaszłam w ciążę nie z nim (ale z byłym, pierwszym, kościelnie ślubnym mężem), w sytuacji, w której nie mogłam, nie potrafiłam dziecka urodzić i wychować sama. Absurd.
Ojcem nie byłby mój aktualny mąż, niepłodny mąż.
Kompletnie absurdalny układ.
Na dodatek, nie wiedząc o ciąży (2, 3 tygodnie?) zrobiono mi prześwietlenie rentgenowskie. ………
Cała ta sytuacja i ryzyko choroby płodu, brak jakiejkolwiek pomocy ze strony nikogo, sama za granicą, brak finansowego zabezpieczenia i lęk przed konsekwencjami rentgena. …. I wg mnie to nadal był zarodek w mojej macicy. Potencjalne dziecko. Ale dzieckiem czy w pełni człowiekiem jest wg. mnie organizm zdolny do życia samodzielnie – poza organizmem matki. Płód może jeszcze do i w czasie porodu umrzeć… Lekarz też mówi do porodu o płodzie, nie o dziecku.
Namowa lub reakcja partnera: rób co chcesz, najlepiej usuń, ja ci nie pomogę. …. gdyby mówił co innego, też miałoby to być może wpływ na inną decyzję. …
Kompletna rozpacz, czy urodzę i nie dam rady wychować sama…. czy usunę. .. i może nigdy więcej nie urodzę. ….. TRAGEDIA.
Nie miałam wtedy odwagi, siły i pieniędzy, ani pomocy, wsparcia…. od nikogo. Czy dziecko będzie zdrowe po tym rentgenie?
Nie odważyłam się donosić ciąży. Podjęłam decyzję o aborcji. Niepłodny mąż sfinansował z ulgą. .. Zawiózł, przywiózł. Kamień mu z serca spadł…, bo nikt się nie dowie, że nie jego… A wychowywać też nie chciał… Bo nie jego! Ale własnych nie mógł już mieć…. co było dowiedzione latami prób, także in vitro.
Nie było mi ani łatwo, ani przyjemnie. To było straszne (emocjonalnie). Sam zabieg, wykonany w dobrej klinice pod uśpieniem, dało się wytrzymać.
Ale nie umiałam wtedy zadecydować inaczej. Wybrałam moje życie bez dziecka, jako wielkiego problemu w tym czasie w tej sytuacji.
Dla odmiany mogłam się jeszcze rzucić z mostu i zabić…. Wolałam przeżyć.
Żałowałam po tej stracie po kilku miesiącach. Płakałam…, cierpiałam.
Żałowałam, że może nigdy już nie będę mamą. O samym dziecku myślałam mniej, bardziej o mnie, jako tej, która poniosła stratę… Dziecka nie było, nie znałam go. Tamtych trzydziestu kilku zarodków też nie poznałam osobiście jako dzieci… Może dlatego?
Miałam za złe, że mój mąż nie chciał mnie i tego dziecka ze mną.
Rozstałam się z niepłodnym, dużo starszym mężem.
Po roku znowu zaszłam w ciążę (z byłym, pierwszym, kościelnie ślubnym mężem). (Może Pan Bóg jednak wolał dziecko ze ślubu kościelnego? Brzmi dziwnie, ale jest faktem.)
I nie wyobrażałam sobie, by ją stracić.
Z powodu ryzyka (wynikło z badania krwi) i mimo ryzyka, zrobiłam badania prenatalne!
Chciałam urodzić zdrowe dziecko. Nie tylko ze względu na mnie, ale także ze względu na to dziecko! Ze względu na całe nasze życie, życie w naszej rodzinie i na życie w społeczeństwie. Dzieci z poważnymi wadami genetycznymi, nieuleczalnie chore, mogą same bardzo cierpieć i być wielkim problemem dla rodziny i społeczeństwa. Przecież nie sami rodzice finansują leczenie, szkoły, szpitale, opiekunów… dla nich jako dzieci – i dla nich jako dorosłych.
Te dzieci, ci ludzie czasami cierpią całe życie. Nie każda mama, nie każdy rodzic jest w stanie znieść takie cierpienie i nie każde urodzone dziecko. Tylko mama i ojciec powinni wg mnie sami zdecydować się na to cierpienie, a nie inni im je narzucać.
Przecież nawet zdrowi ludzie chorują, mają wypadki,…., zdrowy płód może doznać poważnych urazów w czasie porodu…
Urodziłam zdrowego syna. Dziękuję Bogu! Mój syn jest. Gdyby…, może nie byłoby jego, tylko tamto dziecko. ..? Też jedno raczej.
A więc nie tamto, tylko on.
Miałam najpierw 34, potem 35 lat i byłam sama. Sama zostałam mamą i wychowuję syna sama. Od pierwszego dnia ciąży. To też nie łatwe. No cóż, inny moment, inny syn…, ale udało nam się. Wtedy nie widziałam szansy na to, że dam radę.
Wiem, że są sytuacje, których nie można sobie wyobrazić. I takie decyzje w związku z nimi….. Decyzje nie łatwe. Zaczęłam rozumieć więcej, także o powodach do aborcji.
Ale w sumie uratowało mi to życie oraz dało życie mojemu synowi.
Byłam u spowiedzi. Dostałam rozgrzeszenie.
Bóg sam oceni.
Może Pan Bóg też zmienia zdanie na przestrzeni milionów lat ewolucji, obserwując tragedię kobiet i mężczyzn, mam i ojców?
Wśród znajomych mi pań ok. 5 na 10 przepytanych usunęło ciążę z różnych powodów (wada genetyczna, zbyt młody wiek, lat 16, ciąża z kochankiem, nie z mężem, lub nie ten facet i nie ten moment w życiu, ciąża w późnym wieku, a 6 dziecioro dzieci już jest…, bieda, brak mieszkania, brak pomocy, itp., namowa partnera).
A ile się nie przyznaje? A ile żałuje, że musiały urodzić, bo nie dały rady chować, a musiały, albo zawaliło im to wg nich kawał młodości, życia (nie ukończona szkoła czy studia)?
Jedną znam, nie usunęła, bo dowiedziała sie w 3-cim mcu, że jest w ciąży…, za późno było… Był ślub i brak szczęścia przez lata…
Ciąża i nie chciane albo ciężko chore dziecko może być ponad siły (fizyczne i psychiczne) matki i ojca.
Czy inni mają prawo zmuszać innych do męczarni przez całe życie?
Nie każdy podoła. Mężowie czasami odchodzą od żon w takiej sytuacji, mogą mieć zdrowe dzieci z inną…, powiadają. A ta kobieta już nie ma sił na więcej dzieci…. być może.
Ciąża bywa przypadkiem. W wieku lat 50 także nie chciałabym znowu rodzić dziecka, bo nie mam siły odchować, ani pieniędzy. A to także się może zdarzyć kobiecie.
A jeżeli ciężko chora psychicznie kobieta zajdzie ciążę, której nie chce lub nie da rady wychować??? A nikt jej nie pomoże? Może nawet tej choroby psychicznej chwilowo nie widać…? Ale ona nie zajmie się dzieckiem, albo znowu zachoruje. Znam taką osobę i akurat nie musiała usuwać. Ale gdyby niechcący zaszła w ciążę? Bo tabletka antykoncepcyjna daje 99,9% pewności lub ją zapomniała raz?
A może jeszcze dziecko byłoby z ciężką wadą, wiadomo, wymagałoby intensywnej opieki…? A ona jest sama już z jednym synem i cała rodzina pomaga…, bo mąż ją porzucił dawno, a kochanek ma czas tylko raz w miesiącu i jest żonaty… Jej rodzice są już starzy i chorzy i nie pomogą, a jedno już z nią odchowali….. ??
Nie wiem, jak ta 16 latka, ale inne panie tu wspomniane urodziły zdrowe dziecko/dzieci przed lub po aborcji. A więc ich życie nie zakończyło się na aborcji, ani życie ich dzieci….
Moja mama przyznała mi się z bólem, że raz usunęła ciążę, w czasie małżeństwa z moim tatą (lata 50-te). I za jego pewnie przyzwoleniem, mimo że był fanatycznym katolikiem. Nie mieli pieniędzy, mieszkania. Mieli w sumie 3 inne córki.
Moja ciocia próbowała podobno usunąć ciążę domowymi sposobami (lata 50- te), nie wiem dokładnie, ale gorące kąpiele, i inne ??? Nie udało jej się. Jej córka urodziła się nieco upośledzona, potem ciężko chora.
Jestem za takim prawem do aborcji, jakie jest w Niemczech. Aborcja jest legalna po konsultacji z lekarzem i psychologiem/pedagogiem do spraw rodziny. Kobiecie, która nie ma pieniędzy na aborcję zabieg finansuje kasa chorych, czyli ubezpieczenie (po odpowiednim wniosku).
Sam zabieg odpowiednio, bezpiecznie wykonany da się wytrzymać.
Myślę, że kobieta, która nie urodzi dziecka, a będzie tego pragnąć po aborcji, może żałować i cierpieć, że usunęła wtedy ciążę. Może bardzo cierpieć do końca życia! Ja bym cierpiała. To nie jest takie byle co, jak wypluć dropsa. Każda kobieta powinna się poradzić psychologa, zastanowić, przemyśleć, czy to aby właściwa decyzja.
Czasami myślę, jakie byłyby tamte nienarodzone dzieci, czy tamto dziecko?
Nie rozumiem, dlaczego tylko przeciwnicy aborcji mają mieć rację i są wykładnią woli Bożej. Bóg stworzył także kobiety, które usunęły ciążę i usunęłyby jeszcze raz – w niektórych warunkach. Bóg stworzył mężczyzn, które je do tego czasami namawiają. Jeżeli wszystko jest dziełem Boga i woli Bożej, to także zwolennicy, jak i przeciwnicy aborcji.
Nikt nie zmusza przeciwników aborcji do jej robienia. I oni innym nie pownni zabraniać prawem czy karą decydować o swoim życiu.
Każdy ma wolną wolę, choćby, żeby udać się na wieki do piekła.
Każdy ma wolną wolę, by odpowiadać za własne życie, zdrowie, rodzinę…
Kobieta, która usuwa ciężę nie szkodzi innym, nie wtrąca się w życie innych. A często nawet ratuje życie własne, jej rodziny, czy małżeństwo (własne lub żonatego ojca dziecka).
To jej życie, zdrowie, rodzina, jej przyszłość, jej zarodek i jej męża. Zarodek, płód – bo nie dziecko jeszcze. Nie urodziło się.
Kobieta ma wybór – może się z tym zarodkiem zabić. I co? Nikt się wtedy nikim i niczym nie zainteresuje…. Ani nią, ani zarodkiem, ani może jej żywymi dziećmi…., które osieroci….
Wtedy kilka osób zapłacze nad jej grobem… jaka szkoda. Jeżeli usunie ciążę, kilka osób obrzuci ją wyzwiskami lub kamieniami….
Ci szlachetni!