5.03.2017
Znana Blogerka
Przypadkiem czy nie, wpadłam na wpisy znanej Blogerki, którą można było nawet wybrać na „Blogerkę roku“. Pani reklamuje się także w telewizji razem z synem, jako jego mama.
Pani Blogerka jest z zawodu grafikiem i na tym się zna prawdopodobnie dobrze, gdyż ukończyła uczelnię z wyróżnieniem, dostawała zlecenia, dobrą pracę i zrobiła w swoim zawodzie karierę oraz duże pieniądze. Ta pani przyjechała do Polski z Kanady akurat w okresie, kiedy na reklamie i zleceniach dla grafików można było dobrze zarobić, a konkurencja była stosunkowo mała. Jednak i tak to dziwne, że tak młodo została „w wieku 23 lat dyrektorem artystycznym w wydawnictwie Axel Springer Polska i wprowadziła na rynek dwa tytuły: Panią Domu i Na Żywo.“ Może po to do Polski wtedy po znajomości przyjechała… Takich posad się nie dawało wtedy ot tak z braku laku… A jakie niby doświadczenie miała 23 letnia pani grafik? Komu te tytuły były na polskim rynku do szczęścia potrzebne? Najbardziej wydawcom i reklamodawcom. To oni na nich zarabiają najlepiej.
Moja siostra jest z branży graficznej (po Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie), więc się co nieco orientuję, ponieważ od wielu lat pracuje ona blisko wydawnictw i reklamy (ur. w 1953 r.).
W Polsce w 1993 roku nie było jeszcze tak wielu osób, wykształconych w tym kierunku (ale były), a wiele firm i koncernów właśnie wchodziło na polski rynek. Pani Agata Komorowska jest zapewne super businesswoman.
Wielki sukces zawodowy nie szedł krok w krok ze szczęściem rodzinnym pani Agaty, jak zrozumiałam. Tego szczęścia pani Agata musiała się częściowo uczyć wraz z macierzyństwem, które nie zawsze było łatwe, bo dla nikogo chyba zawsze łatwym nie jest.
Pani Agata pisze, że w 2014 roku cierpiała na depresję, w którą zapadała przez kilka lat a nawet większość życia. Mimo to pozwolono jej adoptować dziecko i zostać rodziną zastępczą dla nastolatka… Czy nasze polskie urzędy są nieodpowiedzialne, czy tej depresji jako takiej nie miała?
Cytat:
„Wychodzenie z depresji to długi proces
Mnie zajęło to rok. Bez leków antydepresyjnych. Zważywszy jednak, że spędziłam większość życia, żeby się w depresję wpakować, rok to całkiem dobry wynik. Przez około dwa miesiące przyjmowałam Xanax, który powodował, że nie miałam skrajnych emocji. “
(http://agatakomorowska.pl/antydepresanty-brac-czy-nie-brac/)
W związku z tym, że depresję przeszła, kontaktowała terapeutę i wyszła z tego niepożądanego stanu, uważa, że może radzić innym osobom na skalę internetu. Ponieważ miała okres depresyjny, przeczytała o tym kilka wywiadów a może nawet książek.
Pani Agata została ekspertem od porad w sprawie depresji. Pomagają jej w tym narcyzm i mania wielkości, popularni w dzisiejszych czasach doradcy niektórych medialnych „VIP-ów“.
Blogerka napisała tekst: „Antydepresanty – brać, czy nie brać“.
W swoim tekście o tzw. depresji autorka nie definiuje tego słowa naukowo, lecz opisuje je wg własnych przeżyć i skojarzeń, czy własnej wyobraźni. Pani Agata nie ma żadnego wykształcenia w kierunku psychologii ani psychiatrii, a była raczej pacjentką, czyli chorą…
W roku 2016 pisze: „Po raz drugi w życiu zdałam test psychologiczny MMPI-2, czyli 567 pytań z odpowiedziami tak/nie/nie wiem, który określa profil psychologiczny człowieka, jego ewentualne zaburzenia i choroby psychiczne.“ (http://agatakomorowska.pl/diabel-ubiera-sie-w-habit/)
Pani Agata zostaje rodziną zastępczą, ponieważ mimo wieloletniej czy rocznej depresji, zdaje pozytywnie test psychologiczny.
To była czy nie była chora? Czy depresja nie jest zaburzeniem? Co zakreśliła przy pytaniu o depresję? Miała czy nie miała? Kłamie czy skłamała? W każdym artykule podkreśla, czy wymyśla to, co jej akurat pasuje do tematu… Jeżeli chce adoptować dziecko lub czy zostać rodziną zastępczą, zakreśla, że była zawsze zdrowa emocjonalnie, jeżeli chce zarobić na artykule o depresji, zmagała się latami z tą chorobą…
W swoim artykule pisze: „Nie jestem lekarzem, ani terapeutą. Przez wiele lat zmagałam się z depresją. Dotknęłam dna i wyszła z tego upadku zupełnie inna.“
Ale czym jest lub może być depresja. Czy jest to przejściowy stan złego humoru, czy wielomiesięczny stan lęków i nieprzespanych nocy, może po utracie pracy czy partnera? Czy jest to stan smutku po śmierci ukochanej bliskiej osoby, po zapadnięciu na chorobę, po wypadku, spowodowany wielką rozpaczą? Może to skutek wieloletniego stresu. Czy to depresja sezonowa? A może to trudności w okresie przekwitania?
Jeżeli ktoś ma wszystko, jest w zasadzie zdrowy i odczuwa depresję, lub nic go nie cieszy, to zdrowym na duszy raczej nie jest…, może to wrodzone, może depresja – a leki mogą pomóc. Może to po prostu taki charakter…
DOBRY LEKARZ SPECJALISTA wie czy rozpozna lepiej… czy to zwykłe lenistwo, zwykłe marudzenie, bo tak komuś łatwiej, taki charakter, wiecznie niezadowolony, czy to zaburzenie lub choroba…. Niektórzy rodzą się już tacy, że im się nic nie podoba, nic nie cieszy, nic nie raduje, zawsze im mało, zawsze źle…. – to może być zaburzenie osobowości, taki charakter, a na to leków nie ma. Znam takie osoby, wystarczy „Bajka o rybaku i złotej rybce…“ Tej żonie zawsze było źle i zawsze mało… Tacy panowie pewnie też się zdarzają…
O czym pisze autorka? Dokładnie nie wiemy, gdyż pod słowem depresja można rozumieć wiele stanów duszy w wielu skrajnych wymiarach, od smutku i przygnębienia, poprzez psychozy, do początków czy ataku schizofrenii.
Cytat: „Stwierdzono ponadto, że u połowy chorych na depresję i leczących się u lekarzy ogólnych choroba ta nie zostaje nigdy zdiagnozowana.
Rozpoznanie powinien postawić lekarz, gdyż tylko on posiada odpowiednią wiedzę i doświadczenie do rozpoznania i oceny nasilenia poszczególnych objawów.
Idąc do psychiatry nie trzeba posiadać skierowania od lekarza rodzinnego.“
(http://www.psychiatria.pl/artykul/depresja-czym-jest-ta-choroba/544)
Pani Agata ma inne od psychologów czy psychiatrów zdanie na temat depresji i jej leczenia.
Bez wykształcenia z zakresu tej dziedziny pani Agata pisze:
Cytat: „No więc leczyć, czy nie leczyć farmakologicznie?
Pozostanie przy życiu jest sprawą nadrzędną. Tak długo jak żyjesz, możesz swoje życie zmienić. Ale decyzję co do leczenia farmakologicznego musisz podjąć Ty. Tak, Ty. Nie ja, współmałżonek, rodzic, czy lekarz, tylko Ty, bo to Twoje życie i tylko Ty wiesz co dla Ciebie jest najlepsze.
Zanim zaczniesz brać leki antydepresyjne zadaj sobie proste pytania i szczerze na nie odpowiedz:
• Dlaczego mam brać leki?
• Czy po to żeby przeżyć i zacząć pracować nad zmianą swojego życia?
• Czy w lekach szukam rozwiązania moich problemów, chcę dostać PIGUŁKĘ SZCZĘŚCIA i żyć tak jak żyłam do tej pory?“
Autorka tego tekstu uważa, że to pacjent powinien zadecydować, czy chce, czy nie chce brać leki, nie lekarz i nie najbliżsi.
Na Facebooku w dyskusji o lekach dopisuje: „AgaTa Komorowska Właśnie chodzi o to żeby się nie męczyć i nie potrzebować brać. Nawet od czasu do czasu. 1. März um 14:12″
A skąd pani to wie? Na jakiej podstawie może pani dawać chorym ludziom, którzy być może nie radzą sobie z codziennym życiem, którzy są często problemem dla całej rodziny, radę, że mogą sami decydować o braniu leków, nawet bez wskazówek lekarza. Rodzina nie powinna o tym decydować, ale może coś podpowiedzieć. Pani może podpowiedzieć?
Chorzy psychicznie, osoby w depresji często nie zdają sobie sprawy ze swojego stanu, często odmawiają przyjmowania leków, które odpowiednio dobrane przez lekarza specjalistę, mogą pomóc! Oczywiście najlepiej jest trafić na dobrego lekarza i skuteczne leki! Osoba w depresji może mieć różne stany, które będą trwały latami i być może nigdy nie przejdą, a przy pomocy leków i terapii chory może wrócić do zdrowia szybciej i radzić sobie w życiu lepiej.
Należy o leczenie zapytać lekarza specjalistę! Nie siebie samego! Chory nie wie, co dla niego najlepsze. Chory często nie wie, co mu dolega i co na to pomaga.
Pani porady są nieodpowiedzialne! A pisze pani do tysięcy kobiet i mężczyzn w internecie i może nie tylko.
Pisze pani nawet na własnej stronie w rozdziale: Depresjologia, jakby to była nauka o depresji… Czy pani ma jakiś stopień naukowy z tej dziedziny?
Uważam, że może sobie pani pisać o własnych przeżyciach i doświadczeniach, ale nie powinna pani dawać porad innym osobom, których pani nie zna, których problemów ani chorób pani nie zna, czy mają czy nie mają brać leków. To nie odpowiedzialne, to jakaś mania wielkości, o której sama pisze pani na swoim blogu.
Cytat: „Kiedyś myślałam, że jestem tu po to, by zrobić coś wielkiego. Taki przejaw pychy należało leczyć, co też czyniłam. Terapeuta skutecznie zaleczył problem i przez kolejne lata znikałam ciężko pracując na realizacje potrzeb wszystkich naokoło. Wyleczyłam się z depresji, ale wrócił problem mojego ego, czyli “Jestem tu po to by zrobić coś wielkiego”. Tylko, że teraz polubiłam moje ego. Jest naprawdę fajne, miłe i ciepłe. A ja już wiem, że jestem tutaj by zrobić coś ważnego.“
Szanowna Pani, tylko dlatego, że ma pani miliony, zarobione jako grafik w firmach reklamowych, NIE JEST pani GENIUSZEM na każdy dowolny temat, co potwierdza pani własnymi tekstami.
Cytat: „Jeśli zdecydujesz się na leczenie, to zastanów się nad tym co dalej. Leczenie bez równoległej terapii może złagodzić skutki, ale nie wyleczy przyczyn. Jak długo zamierzasz przyjmować leki? Kiedy i jak zdecydujesz żeby je odstawić?“
Skąd ma pani taką wiedzę? Znam osoby, które bez terapii wychodziły z depresji, a nawet z ataków schizofrenii. Na jakiej podstawie daje pani takie rady? Terapia może pomóc, ale także bez terapii można wyjść z depresji. Czasami wystarczy, że sytuacja życiowa się zmieni, poprawi, że powód depresji zniknie lub odejdzie wraz z czasem z pamięci do wspomnień.
Kobieta może być w stanie depresji, jeżeli nie zachodzi przez 10 lat w ciążę, kiedy zostanie mamą, może być nareszcie szczęśliwą! Po śmierci bliskiej osoby, okres smutku i żałoby zwykle z czasem przechodzi…, a więc przechodzi wtedy także depresja. Jeżeli jesteś w depresji, ponieważ straciłeś pracę, to możesz być znowu szczęśliwy, gdy znajdziesz nowe, może nawet lepsze zatrudnienie.
Skąd u pani wiedza i upoważnienie do dawania rad na temat, o którym ma pani mało pojęcia! Kto daje pani prawo do nauczania innych, jak żyć?
Cytat: „Postaram się nauczyć Cię jak słuchać TWOJEGO Serca, jak nauczyć TWOJĄ Duszę śpiewać, jak sprawić, by TWÓJ Rozum pomagał realizować TWOJE cele, a TWOJE zdrowe Ciało niosło Cię w kierunku, który TY obierzesz.“
Czy pani ma ludzi za durniów, którzy nie umieją żyć samodzielnie, zgodnie ze swoim sercem? A może nie chcą wcale tak żyć? Dlaczego chce pani innych uczyć? Czy pani także uzdrawia ciało, czy zakłada, że wszyscy są zdrowi?
Jakie wykształcenie pedagogiczne, psychologiczne, socjologiczne, medyczne ma pani, by chcieć uczyć innych? Sama mania wielkości w przerwach między depresjami nie jest przekonywującym argumentem.
Pani chce sprzedać książkę, którą poleca na własnym blogu, tak mimo chodem, a którą pani po prostu reklamuje. Zarabia pani zapewne na reklamie tej książki i tylko dlatego wypisuje błędne porady na temat depresji… Jest pani przecież mistrzem w branży reklamowej! Reklamuje pani przy różnych okazjach także inne książki. A pani syn i dzieci są elementem pani kampanii reklamowej. Miliony kobiet mają dzieci, setki tysięcy mają dzieci niepełnosprawne, ale dlaczego pani trafia z tego powodu do telewizji i prasy? Nie jest pani ekspertem od niepełnosprawności, ani od wychowywania dzieci, ani od małżeństwa czy rodziny, bo małżeństwo i rodzina rozpadły się pani mimo trójki dzieci…, i to wg pani wpisów odeszła pani, czyli zabrała pani dzieciom ojca.
„CYTAT: ROZWÓD
Napisałam, że moje życie wywróciło się do góry nogami dwa razy. To był ten drugi raz. Wiele osób pytało mnie jak mogłam. Jak mogłam odejść mając troje dzieci, w tym jedno niepełnosprawne, a drugie zaadoptowane. Nie mogłam, ale musiałam. Dla siebie, dla tych właśnie dzieci i dla byłego męża.“
Swoimi radami może pani zaszkodzić osobom chorym, które potrzebują pomocy lekarza. Pani może zaszkodzić rodzinom, dzieciom osób chorych, ponieważ pacjenci nie będą chcieli brać leków, a nie pani będzie się tymi osobami opiekować. Pani zechce im sprzedać książkę i polecić w ramach reklamy terapeutę. W obu przypadkach zarobi pani na tym!
Ja miałam trudny obowiązek opiekowania się osobami, które zapadały na depresję i ataki schizofrenii i wiem, że bez lekarza i leków nie wyzdrowiałyby wcale albo w takim czasie. A osoby te miały dziecko/dzieci, musiały pracować czy być samotną matką! Leki pomagały stanąć szybciej i pewniej „na nogi“!
Sama miałam nastroje depresyjne w moim życiu. Przez 5 lat nie mogłam zajść w ciążę i bardzo cierpiałam. Nie brałam leków, ale było mi trudno. Byłam smutna i zgorzkniała, miałam zły chumor, nic mnie nie cieszyło. Nie potrzebowałam terapii na zajście w ciążę! To mój mąż był niepłodny. Potrzebowałam dziecka! Od kiedy się urodziło, byłam szczęśliwą kobietą i matką! Owszem, nastrój depresyjny wrócił, kiedy straciłam super pracę, kiedy w tym samym czasie zmarła moja ukochana mama, a ja musiałam być daleko, bo w innym kraju (w Niemczech), żeby przeżyć z dzieckiem jako samotna matka bez pracy, żyjąc z pomocy społecznej, która ledwo starczała na życie. A przecież musiałam przyjechać na pogrzeb! Skąd wziąć pieniądze!? Mało kto chciał pomóc. Stres!
Po utracie pracy (2008 rok) i w trudnej sytuacji finansowej, po śmierci mamy (2009), przechodziłam przez okres żałoby i smutku, nastrój depresyjny, który utrzymywał się przez ok. roku. Rodziny w Niemczech brak, przyjaciół nie wielu. Jeżeli nie masz pieniędzy, znajomi przestają mieć dla ciebie czas… A inni zostali w Warszawie….
Sama z dzieckiem. Bez pracy i bez sił do pracy (wycieńczona pracą na dwóch czy etatach etatach oraz bycia samotną matką przez kilka lat po dużej dawce stresu), byłam drażliwa, nerwowa, płaczliwa, nie mogłam dobrze spać. Jeżeli nie mogłam dobrze przespać nocy, byłam niewypoczęta i znowu nieszczęśliwa, smutna, drażliwa…
Zauważyłam, że coś jest nie tak i trudno mi tak żyć. Lekarz domowy w Niemczech przepisał mi coś na sen, ale lek ten otumaniał i nie był dobry. Skoro lek mi nie pomagał, postanowiłam go odstawić, zapytać innego lekarza o pomoc czy o lepsze leki. Nikt mnie do leków nie zmuszał, sama czułam, że potrzebuję czegoś na uspokojenie i wyrównanie nastroju.
W Warszawie (rok 2009 lub 2010) poszłam w prywatnym Centrum Medycznym na wizytę do lekarza psychiatry i powiedziałam mu o moich przeżyciach i trudnościach. Trafiłam na bardzo dobrego doktora w moim wieku. Po kilku słowach i pytaniach do mnie, zorientował się, że jest coś, co może mi pomóc. Przepisał mi dwa leki, sertralinę i mianserynę (lerivon) w minimalnych dawkach.
Powiedziałam lekarzowi, że od tych tabletek nie znikną przecież moje problemy. A on wytłumaczył mi: ale będzie sobie z nimi pani radzić, inaczej na nie pani spojrzy. Jeżeli w mózgu wytworzy się przez wiele lat jakiś hormon stresu, to można go zneutralizować przy pomocy leku. Dzięki temu odstresowujemy nasz mózg i funkcjonuje on znowu jak w sytuacjach bez trudnych obciążeń emocjonalnych.
Człowiek to dusza, ciało ale także hormony i chemia. Nie każdy lek pomaga, ale wtedy można znowu zapytać lekarza i lek odstawić lub zmienić. Lekarze nie zmuszają do brania leków, chyba, że ktoś jest niebezpieczny dla siebie lub otoczenia, wtedy trafia do szpitala.
Nie byłam nigdy chora psychicznie, miałam nastrój depresyjny, spowodowany długotrwałym stresem, utratą pracy, środków do życia i śmiercią mamy oraz przeprowadzką z Warszawy do Niemiec, by przeżyć z pomocy socjalnej. Cały czas funkcjonowałam sama z dzieckiem bez niczyjej pomocy, ale ta drażliwość i płaczliwość były od 2009 do 2010 męczące. Utrudniały życie i sen. Nie potrzebowałam terapii. Od czego?
Nie miałam trudności z oceną rzeczywistości, lecz ze zbyt emocjonalną reakcją na nią i tym, że nie spałam spokojnie. A bez snu znowu tylko zmęczenie i stres. No a nad ranem dziecko wyszykować do szkoły, ja na zakupy, ugotować, posprzątać, po szkole razem z synem prace domowe (odrabiał sam, ale siedziałam z nim i doglądałam)… Na szczęście miałam w tym czasie wolny zawód i pracowałam w domu czy w mojej galerii.
Sertralinę brałam rano (na poprawę nastroju), mianserynę na noc (by lepiej spać i być spokojniejszą) przez około roku. Spałam dobrze i głęboko. Budziłam się wypoczęta. Najpierw trochę się obawiałam tych leków. Ale po kilku miesiącach zauważyłam poprawę mojego nastroju, chociaż moja sytuacja życiowa obiektywnie nie była nadal lepsza czy łatwiejsza. Przestała być problemem. Zrobiłam się spokojniejsza, trudne sprawy mnie nie przerażały, lecz radziłam sobie z nimi jak wcześniej. Po roku byłam znowu zadowolona z życia, wcale nie łatwiejszego.
Wymienione wyżej tabletki (w minimalnej dawce) znosiłam bardzo dobrze, nie miałam skutków ubocznych, nie otępiały, nie zauważałam bezpośrednio, że mają wpływ, a miały dobre skutki działania. Być może trochę przytyłam, ale może to normalne w tym wieku (powyżej 44 lat).
Mój znajomy (lat 45), który był bardzo nerwowy i bywał agresywny, miał kłopoty z nadużywaniem alkoholu, brał mianserynę przez kilka miesięcy na noc (minimalną dawkę) i ten lek też mu bardzo pomógł. On przestał pić, stał się spokojniejszy, mniej agresywny, bardziej opanowany, częściej zadowolony z życia.
Uważam, że lepiej sięgnąć po odpowiednie leki niż na przykład po alkohol czy narkotyki. A tak zdarza się ludziom w sytuacjach dużego stresu czy depresji. Uzależnienie od alkoholu (czy narkotyków) jest wg mnie dużo większym problemem od uzależnienia od leków. Tym bardziej, że nie każdy lek uzależnia, a alkohol (czy narkotyk) po jakimś czasie tak. Osoba nawet uzależniona od leków, działa jak osoba (prawie) zdrowa. Alkoholik (czy narkoman) działa niezrozumiale, szkodzi sobie i innym, wykańcza siebie i innych. Znam dobrze kilka takich osób.
Leki wymienione wyżej ani mnie, ani mojego znajomego nie uzależniły, one nam pomogły. Przestaliśmy je brać, ja po roku, on po kilku miesiącach. Można je odstawić i nie stanowiło to ani dla mnie, ani dla mojego przyjaciela problemu.
W okresie stresu, depresji, załamania, choroby psychicznej – odpowiedni lek może pomóc wg mnie, moich doświadczeń i obserwacji bliskich osób, jakimi się opiekowałam (siostra i mama).
Mimo wielu doświadczeń, wielu przeczytanych książek, studiów podstaw psychologii i obserwacji, nie odważyłabym się radzić komukolwiek, co robić w razie stresu, depresji czy choroby duszy.
Proszę zapytać dobrego psychologa czy dobrego lekarza specjalistę (psychiatrę)!
Niedługo możemy doczekać się książki pani Blogerki. A będzie to dzieło o depresji.
Pani Agata pisze: „Wracam do pracy nad książką, którą zamierzam w tym roku wydać. Mojej pracy będzie towarzyszył cykl wpisów zatytułowany „Przez depresję do spełnienia”. Odpowiem na pytania: Jak poznać i pokochać siebie? Jak nauczyć się znowu słuchać Serca? Jak sprawić, by Rozum pomagał nam kroczyć własną drogą, zamiast wymierzać razy za zejście z wytyczonej przez innych ścieżki? Jak odczytywać sygnały, które depresja nam wysyła, zanim nas pożre w całości? Jak otworzyć ramiona na życie bez lęku? Jak rozwinąć skrzydła i nauczyć się latać? Jak przejść przez depresję do spełnienia?
Liczę na Was, Waszą pomoc, uwagi i listy, bo chcę żeby moja książka była nie tylko moją historią, ale przewodnikiem i odpowiedzią na Wasze potrzeby. Wpisy będą ukazywały się w każdą środę, począwszy od 1 marca. Czekam na Was z ogromną ciekawością. Piszcie do mnie. Piszcie co Was boli, co czujecie, co myślicie, co budzi Wasz sprzeciw i co Wam pomaga. To będzie książka dla Was, ale by taka była potrzebuję Waszej pomocy. kontakt@agatakomorowska.pl“
Aby napisać własną książkę, pani Agata potrzebuje maili od czytelników…
To bardzo wygodne i sprytne. Ludzie dadzą tej pani na własnym nieszczęściu zarobić! Bo depresja to choroba i raczej szczęściem nie jest. Połowa materiału zostanie nadesłana, drugą się jako „maile od czytelników“ samemu dopisze… Takie maile można wymyślić, spreparować. Takie listy i maile mogą być pełne opisów potrzebnych do książki, podziękowań pełnych miłości do autorki. Nie muszą być nijak poprawne naukowo, logiczne czy rozsądne, ponieważ są lub „będą“ od często anonimowych osób… Nie trzeba cytować źródła ani się tłumaczyć, co to za bzdury, ważne, że się to sprzeda jako książkę własną i treściwą. I takie maile pojawią się być może w najbliższej lekturze wywodów autorki na różne sprawy… Znamy już takie teksty, n.p. pani Paoli.
Miłego czytania!
P.S.
Jeżeli na Facebooku ktoś ma inne zdanie od pani Blogerki, pani ta czuje wrogość i niechęć…, a może to inni mają rację, proszę pani?
Cytaty z Facebooka:
Monika Sokołowska-Woźniak Ja też nikogo nie przekonuję, pokazuję tylko drugą stronę medalu. Nic nie jest tylko czarne albo tylko białe. Nie można popadać w skrajności ( nie będę nosiła ze sobą ibupromu, chcę być wolna. Ja chcę być wolna i nie szukać apteki jak mnie głowa rozboli
😉 ). Chcę pokazać, tą drugą stronę medalu, gdzie leki nie robią „jajecznicy z mózgu“, gdzie ja nie czuję się niewolnikiem leku, gdzie psychiatra to człowiek rozumiejący Twoje obawy i lęki itd.
To właśnie ta druga strona medalu.
A czy będę czytać bloga, czy nie, to mój wybór i przepraszam ale czy się obrazisz, czy nie, nie bardzo mnie dotyka, z całym szacunkiem
🙂