Inne bzdury

Joanna Krupinska Prosa
4. November 2012 ·

Rozdział pierwszy.

W ENEREFIE, kraju Unii Europejskiej na lewo od Polski jak się patrzy z góry na dół i na prawo, jakby ktoś zerkał na odwrót, przebywam sobie od lat kilkunastu pod postacią więźnia miłości, prisoner of love.
Wydawało mi się onegdaj, że mojej do kogoś, ale okazało się, że to ja padłam ofiarą uczucia nadludzkiego, skierowanego ku mnie bardziej z góry na dół, niż odwrotnie. Odwrotnie dało się zauważyć, zwłaszcza starszemu pokoleniu, pewne olewnictwo z dołu do góry…
Co wywoływało niesmak oraz podejście podobne do obrzydzenia.

I tak tu sobie siedzę i doceniam mój pobyt na początku turystyczny, potem na wizie na pobyt stały, aż wreszcie jako rodowita Niemka z polskim akcentem oraz z dwoma paszportami bynajmniej, i polskimi korzeniami odciętymi na torach Kolei Państwowej linii Warszawa – Leipzig, Warszawa – Halle, Warszawa – Berlin, Warszawa – Magdeburg, Warszawa – Frankfurt Main…. Mein Weg. I did my way! I powrócić trudno. A tutaj nudno.

I tak miotana sprzecznymi uczuciami, jako zniemczona matka Polka Niemca i Polaka, dwa w jednym, a może i Europejczyka, myślę sobie, co ja zrobię????? Z tym fantem. Jak tu żyć na poniewierce, kiedy do domu tęskni serce i woła, coś w temacie Litwy i zdrowia.
Ale tu jakby lepsza i przyjemniejsza służba zdrowia i zdrowsza. A w Polsce jak zachoruję, to co??? A jak Europejczyk, mój syn, zachoruje, to co??? No.
Więc siedzę tak i nie narzekam. Tylko czekam. Na cud.

Do towarzystwa mam Jurka. Taki chłopak z podwórka. Lepszy niż wiewiórka, bo on orzechy przyniesie, jak był w lesie i rozłupie. Poda normalnie do ręki i nie trzeba na niego wołać: BASIA, BASIA! Co to za imię by było dla faceta zresztą??? EICHHÖRNCHEN!

Jurek chodzi nie tylko po orzechy, ale także wyrzuca śmiecie i przynosi zakupy. A ja mu muszę tylko czasami dać …. jeść i udostępnić na przykłąd pilota do telewizora, żeby popatrzył wiadomości na K.I.K.A z Eurpejczykiem, moim synem.
I tak Jurek uczy się Niemieckiego, a my życia z wiewiórką, która umie już powiedzieć: ICH BIN JUREK! Po roku przemówił, ale zapytał, co to znaczy „Ich bin“?????…. Bo się nie domyślił od roku niestety… Niemiecki trudnym językiem jest!

Rozdział drugi.

Koleżanka pyta mnie się przez grzeczność po prostu, co z moją pracą i za co mi właściwie płacą, jak ja tak sobie tu siedzę i nic nie robię??? W tym kraju, który wykorzystuję niecnie w celu tęsknienia do kraju całkiem innego, zacofanego oraz leżącego w odrębnym kręgu kulturowym, zaludnionego masą białkową o charakterze drugiej jakości w porównaniu z pierwszą jakością, z jaką mam do czynienia na codzień.
A ja, że ja też już jestem pierwszej jakości, na co wystawiono mi papier! I sobie tu mieszkam, między swymi po prostu. I chowam sobie dziecko, Niemca i Polaka. Europejczyka, którego staram się zakorzenić na linii powietrznej Frankfurt Main – Warszawa, Kolonia – Bonn -Warszawa i z powrotem. I nauczam go języka jego słowiańskich praprzodków na nietajnych i niezorganizowanych kompletach, po szkole jako matka POLKA! Niestety przy dziecku mawiam też po niemiecku…

A w wolnych chwilach trzy po trzy piszę i pierdolę, jak dziecko nie widzi i nie słucha.

Rozdział trzeci

Na życie tutaj przekręcają mi się flaki i łza się do oczu ciśnie. Od lat kilkunastu co chwila. Ale zleciało jak cała wieczność. Co tam, ani się człowiek obejrzał, a już „40 lat minęło…, jak jeden dzień“. I tych kilkanaście też jakoś się dało wytrzymać, jak tonący brzytwy firmowej, ale nie POLSILVER. A bardziej SOLINGEN.DE. Ale to fajna rzecz, taka brzytwa zagraniczna, zwłaszcza, jak się nie umie pływać prawidłowo. A raczej tylko jak kamień w wodę. No i trafiona, zatopiona. Taki yellow submarine bez melodii w oczekiwaniu na spongeboba.
Mam ochotę na lody cytrynowe z bitą śmietaną. Ale nie ma.

Rozdział czwarty, kto wie czy nie ostatni.

Złapali Romana Polańskiego. Wielkiego Polaka i Francuza. Europejczyka znaczy się.
Nie wiadomo, dlaczego dopiero teraz. Ale widocznie miał nakręcić kilka filmów, zanim go dopadną.
On też się bardzo dziwi, że go złapali i to teraz, kiedy nakręcił kilka filmów i jest wielkim Polakiem i Franzucem. Europejczykiem w ogóle wielkim. Ma taki wzrost większości dzisiejszych nastolatków, i takie nastolatki najbardziej lubi, jak sam opowiada z dumą. Nie rozumie, że osobniki jego wzrostu przypomniające mu babeczki z pierwszych stron gazet, dla których sam je fotografował, są nieletnie. I nie wypada, a nawet zabrania się, podawania takim małolatom narkotyków i alkoholu w celu wspólnej upojnej zabawy, podczas której nie działo się wg wielkiego Europejczyka nic złego nikomu wcale, a jemu nawet bardzo się podobało. A teraz go za to chcą ukarać, że on lubi młode dziewczyny ugościć, czym chata bogata, tym rada. Połączenie staropolskiej gościnności z miłością francuską. Europa in the American dream, czy pie, w pobliżu jaj! No i siedzi.
I dziwi się świat cały razem z nim, jego małżonką, dziećmi, oraz wielkimi przedstawicielami świata nagród wzajemnej adoracji.
Jak mogło do tego dojść??? 30 lat na wolnosci!!! A tu normalnie jak jakaś „Zbrodnia i kara“.
Chociaż już dawno był za ten numer nominowany, nie do Oskara.
No i się okazuje w ogóle, że Polański padł sam ofiarą losu i tak na prawdę on Bogu ducha winny, i wcale nie winny, ale się wstydzi przyznać… niestety, woli być „gwałciecielem” tej kobiety….

Pogoda dzisiaj chujowa, czyli raczej nie za bardzo. Ani słońca, ani chmur, szarzyzna. Idzie prawdziwa chłodna jesień, z jej złotymi odcieniami szarości. Ani rodziny, ani gości.
Jurek na szczęście nasze w tym nieszczęściu poszedł po lody. Nie dla ochłody, a raczej, żebyśmy się do życia przebudzili z tego snu zimowego, w który zdajemy się zapadać po uszy. On też ma ochotę na lody cytrynowe, na szczęście. Kazałam mu też kupić cytrynę, na wszelki wypadek.

Wieczór jak wieczór, ciemno.

Porozmawiałam sobie z koleżanką o różnych takich sprawach wielkich i małych. A ponieważ jestem na bezrobociu, postawiła mi kawę bardzo chętnie i serdecznie. No to wypiłam. Bardzo lubię darmowe napoje oraz jedzenie. Czekam, aż mnie narzeczony zaprosi wreszcie na kolację!!!
Może być bardzo droga i bardzo wykwintna restauracja, ale musi być przytulna i nie rzucać się w oczy. No to chyba jednak w Paryżu! Ale jak tam dotrzeć i kiedy???? Normalnie nie ma czasu na takie tam bzdety i uwagę dla życia kobiety. Bo on ma potrzeby chodzić tylko na pogrzeby!!!!!!!!!!!

Czwartek

Halo??? Może ja niedosłyszę lub niedowidzę? Bo oczom nie wierzę a muzyki brak! Tusk, niejaki Cimoszewicz oraz Kaczyński! A gdzie kandydaci na prezydenta wobec tego???? Dlaczego proszę państwa na jakichś królikach się robi sondaże jak na ludziach???? Czy to jest dopuszczalne do głosu??? Kto to sponsoruje??? I za czyje pieniądze???
Bo w Niemczech to my mamy Hartz 4.
I żyć, nie umierać, jak to pisują eksperci polscy na blogach internetowych. Bo to w przeliczeniu Geniu, to daje popatrz 4200!!!! Na bezrobociu Geniu!!! A ty tu harujesz, też w Unii niby i nawet połowy Geniu nie masz z tego. Geniu, a może my byśmy się tak do Frankfurtu nad Odrą albo Nysą przenieśli i na bezrobocie poszli razem za 8400??? To by się nie opłacało nam???? Na zakupy i po papierosy do Polski, a po zasiłek w Niemczech Geniu. To by było idealnie. Dzieci dorosłe, można sobie wyemigrować do bogatych krajów. Popatrz nawet te bociany odlatują i przylatują.
I my tak możemy. Czy twój dziadek Geniu, nie był może w Wehrmachcie przypadkiem????
W AK był? Nie, na AK zasiłku nie dają. Ale może chociaż kolaborował??? A, nie z tymi, tylko z tamtymi… No trudno, to o której wracasz Geniu? Przynieś wodę oligoceńską i dwa killo ziemniaków. Tak, tych z budki.

2009

Hinterlasse einen Kommentar