Czesława ❤️💐

Żona, Mama, Babcia i Prababcia

W szpitalu. 🥺😔

Nasza Kochana,
jakie to smutne
że tak się stało
że Ciebie to spotkało
jakbyś trosk miała mało

Osobę dobrą, kochaną pracowitą i pobożną
nie zamożną
Osobę z sercem dla drugiego człowieka
kobietę na którą mąż
w domu czeka
którą kochają dzieci
córka i synowie

Brak mi ciebie
w naszej rozmowie
którą prowadzę sama
to pisząc
myślę o tobie
ciebie nie słysząc

Obraz twój smutny
na fotografii

Smutku mojego
wiersz ten
wyrazić nie potrafi

Czesława, z domu Maliszewska (primo voto Piwko, secundo voto żoch), urodziła się w 1943 roku w małej wsi Maliszewa w okolicach Kosowa Lackiego, niedaleko Treblinki.

Rodzice Czesławy prowadzili gospodarstwo rolne, mieli kilka krów, świń, kur, może i gęsi. Ich dom znajdował się tuż pod samym lasem. W obejściu były drewniana stodoła, obora, letnia kuchnia, przy domu studnia z wiadrem do czerpania wody. Trochę dalej od domu, bliżej lasu, ok. 60 m był tzw. wychodek.

Po wojnie na wsi było biednie. W domku o trzech niedużych pokojach (razem ok. 50 – 55 m2) mieszkali rodzice Czesławy: Czesław Maliszewski i Stanisława z domu Wilądek oraz jej młodsza siostra Alina.

W wieku lat ok 20-stu młoda Czesia wyszła za mąż za Lucjana Piwko. Z nim nadal mieszkała w domu jej rodziców.

W 1964 roku urodził się ich pierwszy syn, Waldemar, w 1968 roku syn Jerzy, a w 1970 roku córka Hanna.

Czesława zajmowała się domem, dziećmi i razem ze swoimi rodzicami gospodarstwem, które należało do jej rodziców.

Jej mąż Lucjan dojeżdżał przez kilka lat (ok. 1970) do pracy pociągiem do Warszawy z Wólki Okrąglik, z przesiadką w Małkini. Z Maliszewy musiał dotrzeć na piechotę do Wólki Okrąglik, ok. 4 km.

Lucjan wychodził z domu nad ranem, przed godziną 4-tą. Przed piątą był w Wólce Okrąglik, skąd pociągiem dojeżdżał ok. 20-tu minut do Małkini, a z tamtąd ok. godziny i 20 minut do Warszawy. Z dworca musiał jeszcze dotrzeć do zakładu pracy.

Kiedy Jerzy miał ok. 9 lat jego ojciec zmarł w wyniku choroby (cukrzycy?). Czesława została wdową w wieku lat ok. 34 i samotnie wychowywała trójkę dzieci przez kilka lat, pomagali jej rodzice. Czasy nie były łatwe: lata 70-te i 80-te.

Kiedy Jurek miał lat ok. 15-tu, Czesława wyszła po raz drugi za mąż za Wincentego żocha.  W roku 1984 małżeństwo przywitało na świecie swojego syna Grzegorza, czwarte dziecko Czesławy.

Poznałam Czesławę w 2010 roku. Miała ok. 67 lat. Była wtedy pełna pozytywnej energii. Pomagała wraz mężem najmłodszemu synowi w prowadzeniu domu i gospodarstwa. Polubiłyśmy się.

Pamiętam, jak myła ogórki przed ukiszeniem ich, jak kręciła się po obejściu, jak gotowała, rozmawiała z najbliższymi i częstowała ich przy stole własnymi wypiekami. Robiłam zdjęcia i filmy video. Cieszyłam się odpoczynkiem na wsi z moim 9-cio letnim synem. Adaś jeździł na furze, spacerował po lesie, oglądał zwierzęta, pola, las, wieś i pobliski Kosów Lacki.

Od tamtej pory rozmawiałyśmy często przez telefon. A w 2013 roku odwiedziłam Czesławę poraz drugi. Bardzo mi pomogła w pewnej sytuacji, a ja także się odwdzięczałam za jej pomoc (płacąc nie wiele za możliwość przechowania mebli). Zaprzyjaźniłyśmy się telefonicznie. Dzwoniłam do niej prawie co tydzień, raz wysłałam leki. Od początku 2024 roku mówiłam do niej: Mamo.

Czesława zbierała często w pobliskim lesie grzyby i jagody. Znajdowała ich dość dużo. Do lasu wypuszczała się nawet na kilka godzin. Była odważna i pełna energii. Umiała załatwić sprawy w mieście, w banku i gdzie trzeba było, potrafiła załatwić wiele spraw w dość trudnych organizacyjnie czasach, zwłaszcza w małych miastach i na wsi. W spiżarni Czesławy stało wiele słoików z przepysznymi grzybkami marynowanymi i ogórkami kiszonymi. A z jagód powstawały domowe jagodzianki drożdżowe, parzaki (parowańce) z jagodami.

Mama Jurka miała w Kosowie Lackim lokal, który wynajmowała na sklep i mieszkanie, które od 2013 roku Jurek wynajął od mamy. Nie wiem, jak weszła w posiadanie swojej części domu w Kosowie. Być może po wojnie nie powrócili do niego właściciele, którzy mogli być wcześniej kupcami, nie wiem jakiego pochodzenia.

Starsi synowie Czesławy opuścili rodzinny dom w Maliszewie, uczyli się w szkołach w Sokołowie Podlaskim. Waldemar został kierowcą.

Jerzy skończył w 1985 roku ZDZ, szkołę zawodową (Zakład Doskonalenia Zawodowego w Sokołowie Podlaskim). Zaraz po ukończeniu szkoły wyjechał do Warszawy i znalazł pracę w FSO. Córka Czesławy zamieszkała w Warszawie na Bródnie.

Najmłodszy syn Grzegorz został w rodzinnym domu i przejął gospodarstwo po rodzicach i dziadkach.

W latach 90-tych dom Czesławy i Wincentego został powiększony o łazienkę z toaletą.

Czesława lubiła być w niedzielę na mszy w Kościele w Kosowie Lackim. Czasami jechała tam z synem samochodem. Często wybierała się do Kosowa sama na rowerze, bo to było nie daleko, ok. 4 km.

26.05.2024 Czesława pojechała do kościoła na rowerze. Chciała być na mszy. Dzień był piękny, słoneczny i gorący.

Do Kosowa nie dotarła, ponieważ przez własną nieuwagę, a może także przez to, że pojazd nadjechał z większą prędkością, niż oszacowała, spowodowała wypadek, wjechała prosto pod koła samochodu, któremu powinna była ustąpić pierwszeństwa przejazdu.  Kasku ani okularów podczas jazdy rowerem nie miała.

Z miejsca wypadku została zabrana do szpitala w Sokołowie Podlaskim, a wkrótce została przewieziona do szpitala w Siedlcach. Czesława przeżyła wypadek, lecz była w bardzo ciężkim stanie. Doznała złamania nogi, obojczyka, miednicy, po uderzeniu w głowę miała krwiaka w mózgu.

Przez kilka pierwszych tygodni pacjentka była utrzymywana w śpiączce farmakologicznej na oddziale intensywnej terapii, a respirator pomagał jej oddychać.

Po przebudzeniu ze śpiączki (czerwiec 2024?), Czesława nadal nie reagowała, czasami otwierała oczy, być może coś słyszała.  Nadal leżała pod respiratorem, została dwukrotnie zoperowana. Krwiak w mózgu zaczął się cofać. Jej prawa strona była i jest sparaliżowana w wyniku wypadku i obrażeń. Czasami poruszyła lewą dłonią, lub ścisnęła czyjąś dłoń w swojej, ale nie mogła mówić i nie wiemy, czy słyszy i widzi.

Jerzy pojechał zobaczyć się z Mamą na początku lipca 2024 roku. Niestety, Mama nie reagowała, spała, leżała. Jerzy przysłał mi fotografię Mamy i chciało mi się tylko płakać.

Pod koniec lipca 2024 roku Mama została przewieziona do Hospicjum w okolicach Mińska Mazowieckiego. Nadal oddycha przy pomocy respiratora.

Synowie i córka odwiedzają Mamę regularnie. Jej stan nie pogarsza się, ale też w bardzo niewielkim stopniu się poprawił. Mama nadal tylko leży. Czy dokuczają jej odleżyny? Nie wiem.

Jej mąż Wincenty ma ok. 80 lat, jest chory i prawie niewidomy. Chyba nie może jej odwiedzić, pożegnać się.

Wielki smutek. Wielki żal. Przed wypadkiem była zdrowa i sprawna. Nasuwa się wiele pytań. Czy udałoby się takiemu wypadkowi zapobiec? Czy gdyby miała okulary? Gdyby miała na rowerze kask? Gdyby nie upał i słońce, i chwila nieuwagi? Gdyby…? Czy osoba w starszym wieku (80 lat) powinna jeździć na rowerze po drogach dla samochodów?

Nie możemy nic zrobić, tylko się modlić, aby nie cierpiała w bólu i być może w samotności.  Nie wiemy, co czuje i na ile zdaje sobie sprawę ze swojej sytuacji. Jej stan jest nadal ciężki.

13.11.2024

Mąż Czesławy, Wincenty Żoch zmarł dzisiaj w nocy. Pogrzeb odbędzie się za kilka dni.

Grzegorzu, przyjmij moje wyrazy współczucia.

Czesława nadal leży w hospicjum pod respiratorem, jej stan nie poprawia się od tygodni i od miesięcy.

03.02.2025

Tydzień temu (25.01.25) został pochowany Grzegorz, najmłodszy syn Czesławy.

Zmarł niespodziewanie w nocy. Być może skutki picia alkoholu, a może serce nie wytrzymało smutku, żałoby i samotności. Być może depresja dotknęła go w tej niezwykle smutnej i trudnej sytuacji życiowej. Nie miał żony, ani dzieci, ani nie był w romantycznym związku z kimkolwiek.

Rodzina w szoku i żałobie.

Córka Czesławy, Hanna ma zamiar ubezwłasnowolnienia Mamy, ponieważ Mama leży pod respiratorem i brak z nią kontaktu.

Siostra mogłaby wtedy zarządzać majątkiem Mamy.

Czesława nie musi podejmować żadnych decyzji o skutkach prawnych, przebywa w Domu Opieki pod stałą opieką lekarzy i personelu medycznego. Lekarze wiedzą, jak należy Mamę leczyć. Jest sztucznie odżywiana, czasami otwiera oczy, nie reaguje, czasami poruszy palcami.

Są bardzo nikłe szanse, że stan zdrowia Mamy się poprawi, ale jest nadzieja.

Mama była zawsze osobą bardzo dzielną, pełną energii i miała własne zdanie, ceniła sobie niezależność w podejmowaniu decyzji.

Po śmierci jej syna Grzegorza Mama odziedziczyła po nim jej dawne gospodarstwo rolne. Majątek Mamy znacznie się powiększył.

Gospodarstwo należało jeszcze przed 1945 rokiem do rodziców Czesławy, przejęła je po nich. Wszystkie jej dzieci wyrosły, wychowały się w tym gospodarstwie, które potem przejął Grzegorz, a teraz znów powraca do Mamy.

Dla jej wszystkich trojga dzieci jest to dom rodzinny, dom ich dzieciństwa i młodości, dom ich dawno zmarłego Taty (zmarł. ok. r. 1977).

To nie jest tylko kawałek ziemi i jakiś budynek. To jest kawał ich życia, wspomnień, emocji, ich serca i duszy.

Wszyscy troje mają równe prawo do spadku, w razie śmierci ukochanej Mamy.