09.01.09
Zbliżają się ferie zimowe. Niektórzy rodzice znajomych dzieci zaplanowali na ten mroźny okres wyjazd w góry na narty. Jadą z pociechami w wieku szkolnym, gdzie będą wraz z nimi szusować po zaśnieżonych stokach Tatr, w przypadku zarabiających od 3000 do 5000 zł /mc lub Alp, o ile mają wyższe pensje. Urlop wypoczynkowy z jazdą na nartach jest idealny dla tych, którzy sztukę tą już opanowali w stopniu umożliwiającym im poruszanie się na zatłoczonych trasach oraz obdarzeni są zdrowiem i cierpliwością do stania w kolejkach do wyciągów.
Ich dzieci mają okazję podszkolić się w jednym i drugim na odpowiednich kursach dla najmłodszych kandydatów na pacjentów oddziałów chirurgicznych w całym kraju.
Tak więc rodzinka: rodzice i dzieci żegnają zasmuconych dziadków (pesymistów), których wyobraźnia często wyprzedza fakty i wydawszy ze dwie średnie pensje krajowe na wyposażenie, ruszają w góry, by wydać tam drugie tyle na miejscu. Nie życzymy im zwykle, jak przed egzaminem, połamania nóg, bo to i tak mają to często zapewnione.
Mnie jakoś nie ciągnie do tego sportu, ponieważ kojarzy mi się on z dość kosztownym wielogodzinnym marznięciem i niewygodnym sposobem poruszania się na śniegu, który się zwykle odgarnia, by ułatwić sobie życie i nie połamać kości. Niektórzy są jednak optymistami, i mówią, że tak od razu się nie połamią. Ja tam za tym pomysłem nie przepadam, nawet za piątym razem.
Moja znajoma (optymistka) wybrała się 3 lata temu z dwójką kilkuletnich dzieci z Niemiec w góry do Austrii, w celu uatrakcyjnienia sobie i dzieciom pobytu tam właśnie jazdą na nartach. Na drugi dzień złamała na stoku kość ramienia i ubolewała, że nie wykupiła sobie ubezpieczenia, które pokryłoby koszty leczenia za granicą. Obolała i oburzona czekała więc cały dzień na korytarzu w szpitalu, aż dojedzie do niej jej partner z Niemiec, ojciec jej dzieci, który po pierwsze, zajmie się swoim potomstwem, bo nie wiem, kto to robił, kiedy ona nie mogła się ruszać, a po drugie dostarczy kartę kredytową, która otworzy połamanej znajomej drogę na salę operacyjną. Wczasy na nartach zakończyły się kosztownym zabiegiem chirurgicznym i wielomiesięczną rehabilitacją kończyny górnej. W tym roku też jadą!
Inna znajoma wolała puścić dzieci na narty wraz małżonkiem. Jedna z córek wylosowała los na loterii i złamała nogę w bardzo skomplikowany sposób. Jaki mają sens takie ferie zimowe i takie atrakcje?
Ciekawe, czy osoby uprawiające sporty tego typu płacą takie same składki na ubezpieczenie zdrowotne, jak ci, którzy nie narażają zdrowia i życia w sposób tak atrakcyjny.