Matka Chrzestna mojego syna. Nauczycielka. Katoliczka. Germanistyka z Zakopanego.
Już mi się nawet nie chce o niej pisać. Mniej nas łączyło.
Nejlepsze momenty:
Jak sobie sama nie pomożesz, to nikt ci nie pomoże. Nie chciała pożyczyć małej sumy, nawet nie spytała ile. Ja byłam bez forsy, ale mogłam wkrótce sprzedać mieszkanie i sprzedałam. Potrzebowałam na bilet, aby dojechać na pogrzeb Mamy.
Obiecanki cacanki, ja dziękuję z góry, tylko obiecanki nie ma, dla mojego syna. I wcale nam ta obiecanka nie potrzebna, tylko po cholerę mi o tym opowiadać? Żebym dziękowała za nic??? A ona przez moment poczuła się ważną i chojną osobą?
Aśka, jak przyjedziesz, to Nataszy nie proś do siebie, bo ona jest mi potrzebna.
Natasza była kilka lat u mnie, potem przeszła do niej.
Podobno karciła Nataszę, kiedy ta podczas „pracy“ u niej rozmawiała krótko przez telefon z mężem czy córką? Natasza to był/jest prawdziwy skarb.
U mnie w mieszkaniu: Ten plakat musisz sobie obramować! (Chyba nie muszę, jak nie chcę.) Już 20 lat wisi w folii, bez ramy i bardzo mi to pasuje.
Adam zna zbyt dobrze Polski (wtedy lat 12?), by chodził w szkole na jej kółko języka polskiego …. Nie pozwoliła mu chodzić! Matka chrzestna.
Na koniec szkoły Adama, w której sama pracowała, nawet słowem nie pogratulowała mu zdanej na 1,0 matury. Była na miejscu. Inna, była nauczycielka nawet do domu do niego zadzwoniła, żeby mu pogratulować.
(Jej syna traktowano w szkole podobno zbyt wymagająco, pecha miał i się uwzięli. Trudny los syna nauczycielki, zatrudnionej w tej samej szkole? 🤔😏)
W ogólniaku trzeba być zdolnym i / lub pilnym.
Podobna A. Jak A.