Był chłopcem w Gettcie. Miał 6 czy 9 lat. Trafił tam z rodzicami, kiedy przesiedlono ludność żydowską za mury, dzielące szansę na życie od braku nadziei. Głód, smród, śmierć, choroba. Upodlenie i tragedia nie do opisania. Oczy dziecka chłonęły obrazy piekła, z którego wywożono pociągami tych, co nie umarli z głodu, nie wyskoczyli przez okno, czy nie zostali rozstrzelani, albo zadeptani przez innych.
Pewnego dnia także jego zmuszono, by wsiadł do pociągu. Razem z matką, ojcem i siostrą, i całą gromadą obcych ludzi, którzy wyglądali jak jedna rodzina. Ciemne oczy, długie brody, charaktersytyczne nosy i rysy twarzy. Ale nie tylko. Chociaż, kto wyglądał na Polaka i czuł się nim, ukrywał się po tamtej stronie, o ile chciał i mógł rozstać się z bliskimi, jeżeli miał gdzie się ukryć, by przeżyć. I jeśli znał język kraju, w którym mieszkał od lat. Wtedy miał szansę. Być może więc nie wsiadł do tego pociągu – zwykle w jedną stronę. O ile ktoś po tamtej stronie pomógł mu z dobrego serca, czy za pieniądze. Przecież to było niebezpieczne dla wszystkich. Kto chciał ukrywać żydowskie, a narażać własne dzieci na śmierć??? Niektórzy ludzie jednak pomagali. Inni nie. Niektórzy donosili, inni nie.
Gdzieś przeczytałam wiersz, w którym autor pisał o żydach: obcy…., nie znali języka…. To smutne i prawdziwe, że ludzie, mieszkający w kraju od setek lat, nie uczyli się go…
Jak mówić we wsi o chłopcu obrzezanym, że to siostrzeniec z Warszawy? By uratować dziecko, obcinano mu więc te obrzezane sprawy… I był jak zwykły Polak, tylko jak okaleczony, albo niedojrzały jakiś. Może mu nie urosło? I ten wstydził się całe życie własnej żony.
Płacz i modlitwy, jakie język polski, niemiecki hebrajski i jidysz wznosiły do nieba. I wiele innych.
Czy Bóg je słyszał? Bóg milczał, kierując pociągiem pod postacią diabła w mundurze niemieckim. „Der Tod ist ein Meister aus Deutschland…” schrieb Paul Celan.
Diabeł przybiera różne postacie, w różnych czasach. Ale kim jest diabeł?
Niektórzy ze skazanych na zagładę uratowali się sami. Wsiedli do innych pociągów i na statki. Zabrali dzieci i bliskich do Ameryki, Kanady i do Palestyny. Zostawili majątki, fabryki, domy i pozycję lekarzy, adwokatów i rabinów, artystów i pisarzy. Zaczęli inne życie od początku, na obczyźnie. Ale przeżyli. Hitler groził im przecież od 1933 roku. Ojciec Anny Frank wybrał dla siebie i najbliższych życie na strychu i fabrykę. Chciał przeczekać w ukryciu aż zabiją innych żydów i dalej prowadzić własne ineteresy. Dlaczego nie wyjechał z rodziną? Miał pieniądze żonę i dwie córki, które zginęły wobozie, z głodu i na mrozie. Podobno odmowiono im wjazdu do USA? I nie tylko im…
David nie rozumiał, dlaczego jechać trzeba. W takich warunkach. Jak bydło na rzeź, jak śmieci – wywożono dosrosłych i dzieci. I on jechał tam też. I czarna rozpacz przebrana za ludzi.
Pociąg zatrzymał się po kilku godzinach w lesie. David się obudził. Mokre, zasikane spodnie chłodziły chude nogi. Zapach kału i wymiocin straszył w wagonie. Dziecku robiło się nie dobrze. Raus, krzyczeli ludzie w mundurach. Schneller, schneller! Zmęczony tłum zaczął wysiadać. Ktoś nie ruszył się z miejsca. Wyrzucili go jak worek. Rozdzielono ich. Matki, ojców i dzieci. Mimo płaczu i łez musiał zostać wśród innych zasmarkanych dzieci, którym matki nie mogły już pomóc. Szlochał i patrzył, jak ojciec odchodzi z innymi, popędzany przez żołnierzy. Jak matkę jakiś żandarm pędzi wraz z kobietami do baraku. Odwróciła się ze łzami w oczach. Może ich uratują? Przecież to dzieci. „Gott mit uns” przeczytała na skórzanym pasku Niemca.
Gdzie my jesteśmy??? myślał David.
W jego smutnych, ciemnych oczach odbijało się słońce nad Oświęcimiem czy Treblinką. Innym razem chmury i deszcz ponury. Dookoła las, komin i dym. I wychudzeni ludzie, cali w brudzie. I śmierć z karabinami.
To piekło – odpowiedział mu szeptem Pan Bóg. Jesteś tu, by wiedzieć, by to opisać i o tym innym powiedzić. Ale tych słów chłopiec nie słyszał. Nie wiedział jeszcze, że przeżyje ten koszmar, by do niego nigdy więcej nie dopuścić, kiedy dorośnie. On nie chciał być jeszcze dorosły. Chciał się bawić, albo czytać książki. Chciał siedzieć przytulony do mamy, a nie patrzeć jak odchodzi na zawsze, poganiana przez dorosłych żołnierzy z karabinami.
Odpowiedziała mu lasu cisza i strzały w oddali. I rozwścieczone psy, szczekające dookoła. Dwoje muzyków grało na skrzypcach. Ubrani byli w jakieś łachmany, a nie jak nauczyciel muzyki na Chmielnej.
W baraku było wiele innych dzieci. Wszystkie ogolone, prawie na łyso. Z Warszawy, z Lublina i z Białego Stoku i z innych miast. Wszystkie chciały do mamy, do taty, do domu. Starsza siostra pocieszała brata. Ktoś leżał na pryczy i nie oddychał. Dwóch chłopców walczyło o lepsze miejsce na deskach do spania, w kolejce po śmierć, na którą trzeba było jeszcze poczekać, między innymi dziećmi z pociągu i z Getta. W tłumie samotnych dusz w pasiakach.
Głód i pragnienie dokuczały wszystkim. Nie było już stołu, ani talerzy na obrusie, nie było filiżanek, ani świec na stole, ani chałki. Nie było regałów z książkami, ani fortepianu. Były pluskwy i wszy. Mróz i śnieg zimą, słońce i pragnienie latem. I głód, który kazał ci myśleć zatem tylko o sobie i własnym żołądku, żeby przeżyć, żeby wrócić tam, skąd cię zabrano – do domu, do tamtego porządku… Instynkt życia kazał chłopcu walczyć z innymi o to by przeżyć.
Wśród baraków widział dorosłych. Raz nawet z daleka zobaczył mamę. Zawołał, ale nie usłyszała go. Jednak żyła! Ojca już nigdy więcej nie zobaczył. Widział dym z komina i stosy trupów. I nie wiedział wtedy, że ojca okulary będą czekały na zwiedzających muzeum piekła 30 lat później, w gablocie, wśród setek innych. I tak jak jego buty.
Jakiś żołnierz zastrzelił przechodzącego starca, który się potknął i upadł twarzą w błoto, brudząc Niemcowi świeżo wypastowane buty z cholewami. Du Schwein, pass auf! Ryknął wściekły żandarm. Ale starzec już go nie słyszał. Patrzył z góry na obóz i Niemców i las. A Bóg szeptał mu cicho, że już po wszystkim, że już jest w niebie i nie musi się martwić.
Tylko David nadal był tam, gdzie „Ludzie ludziom zgotowali ten los”, razem z innymi. Jezus też tam był.
To, co tam widział, było gorsze od najgorszych koszmarów, jakie mógł sobie kiedykolwiek wcześniej wyobrazić. Nawet nie wyobrażał ich sobie, bo niby jak, po co i dlaczego? W domu nie było takich obrazów, jakie los malował mu przed oczami. W domu było ciepło i dobrze. Mama kładła go do snu, a tata czytał mu książkę i brał na kolana. Dlaczego tak nagle przestał istnieć tamten normalny świat, dlaczego był tutaj?
Bo jesteś żydem, odpowiedział mu jakiś chłopak, tak jak ja i Shlomo i Aron i Roza.
Pan Bóg słuchał tych rozmów i milczał. Właściwie musiałby się z chłopcami zgodzić. Ale jak im to tu i teraz wytłumaczyć?
David nie wiedział, dlaczego było dobrze być żydem w domu z rodzicami, ale nie tutaj.
Przecież ojciec i mama modlili się w domu do żydowskiego Boga. Czy to on ich tu zesłał? I dlaczego? Czy on o tym nie wie??? Czy on tego nie widzi???
Czy nie modlili się dostatecznie gorliwie? Kim jest Bóg? Kim byli żydzi?
Pan Bóg milczał. Oglądał piekło na własne oczy Davida, otwierając mu oczy na świat, który buduje rękami diabłów i aniołów i wszystkich po społu. By na tym łez padole zasiedli wszyscy kiedyś razem przy tym samym stole. Jak bracia i siostry. Milczeli też Roosevelt i Churchill w dalekich krajach. Dlaczego czekali, aż diabeł zrobi swoje? Ale David tego wtedy nie wiedział i nie mógł zrozumieć.
Nad ranem bolały go kości. Na twardych dechach nie dało się spać. Było zimno, ale przyśnił mu się ogień. Tam było cieplej.
Jeden ze strażników był szczególnie okrutny. Nazywano go Ivan. Miał okrągłą twarz i oczy, w które strach było patrzeć. Bali się go wszyscy. Podobno obcinał ludziom części ciała i zjadał je. Przecież i tak oni szli – a one szły – do gazu. Kobiety bez piersi. A on był głodny, młody i nienawidził żydów.
Kiedy Ivan był małym chłopcem i przymierał głodem z matką na Ukrainie żaden żyd nie chciał jej dać w sklepie nic za darmo, czy na kredyt. Ludzie bez serca, pomyślał. Nikt nie chciał im pomóc. Sam musiał kiedyś walczyć, żeby przeżyć i jeść myszy i szczury, a może i ludzi. Głód był wtedy potworny w biednych wioskach na wschodzie, a nie w pałacach wytwornych.
Teraz on tu rządził. Wybił się. Został kimś. Miał broń i władzę nad bezbronnymi, którzy do obozu przywieźli ze sobą nie tylko dzieci, ale także piękne ubrania, srebrne sztućce i świeczniki, brylanty, złoto i pieniądze.
Ivan nie miał serca. Jego serce umarło z głodu obok matki, którą pochował pod jakimiś kamieniami. Sam miał wtedy kilkanaście lat.
A może urodził się już bez serca? Kto wie. Może Pan Bóg stworzył go na kata w piekle?
Na obraz i podobieństwo swoje??? Kim jest Bóg??? A może jest ich dwóch czy dwoje?
Zły czy dobry? A może raz taki, raz inny. Może to nie tylko dobry ojciec, a surowy, karzący winnych i niewinnych..? Ale jak tu oddzielić w tłumie jednych od drugich? Jezus też tam był z nimi.
Ivan wybierał czasami dzieci, z którymi lubił się zabawić. Dzieci nie wracały do baraku. Wychodził z nimi do lasu. Nikt nie wie, co się z nimi działo, co się z nimi stało. Dzisiaj można się tego domyślać.
Jednemu z chłopców uciec się udało. Ukrywał się w lesie. Jadł robaki i liście. Pewnego dnia zauważyli go tam chłopcy ze wsi. Patrz, jakiś żydek się tu schował, zawołał jeden do drugiego. Pewnie uciekł stamtąd, wskazał głową trzeci. Zobaczymy, czy jest obrzezany? I zobaczyli. I znowu ktoś zrobił mu krzywdę. Pobili go chuligani bez serca. Bo ich serca nie urodziły się w tej wsi zabitej dechami i pokrytej słomą. Nie było tam regałów z książkami, a od dorosłych uczyli się wyzwisk i przekleństw. Tylko w kościele wszyscy robili grzeczne miny. Nie znali świata, znali zwierzęta. Wiedzieli, że żydowski chłopiec już nie jest człowiekiem, a trupem, który dziwnym trafem błąka się po lesie. Mogli z nim zrobić, co chcieli. A serca nie mieli.
Jeden z nich zapalił papierosa i chłopca w miejscu najbardziej bolesnym. Okaleczonego sierotę, porzuconego w lesie odnalazła stara Zośka, co mieszkała sama z psami niedaleko. Mówili o niej, że to wariatka i czarownica, i się jej nie czepiali. Była brzydka i pomarszczona. Miała kury i było co jeść. Tam mógł się ukryć chłopiec, który przeżył wojnę, a po jego żonie i dzieciach pozostała blizna. Jako dorosły wątpił często, że taki facet, to mężczyzna. Chłopiec wyjechał potem do USA albo do Kanady, albo został w Polsce. Może nawet został sławnym artystą?
David był ładnym i delikatnym chłopcem. Minął rok, albo dwa w obozie. Zmieniły się pory roku.
Pewnego dnia Ivan wyprowadził chłopca poza obóz. David nie chciał stamtąd wychodzić, chciał zostać w pobliżu mamy i ojca, którzy być może gdzieś tam pracowali. Może ich jeszcze zobaczy??? Może wyjdą stamtąd razem? Albo razem pójdą do nieba, jak ten starzec.
Ivan zmusił go, by poszedł z nim do wsi za lasem. Wieś była blisko. Strażnik mógł wyskoczyć tam na noc, by się zabawić i napić. Miał przecież brylanty i złoto, i mięso???
Tam były zwykłe domy i ludzie ubrani inaczej niż w obozie. W domu było łóżko i piec i kuchnia, na której można było coś ugotować. Ivan miał tam kobietę, u której spędzał noce. Zostawił tam Davida i kazał mu tam czekać, aż znowu wróci.
Co działo się tam z chłopcem? Nie wiem. Możemy się tego tylko domyślać.
Ivan odwiedzał co jakiś czas kobietę. Może chciała, a może musiała być jego nieślubną „żoną”, czy niewolnicą. Pewnie też chciała przeżyć. Była młoda. David musiał patrzeć na to, co robili w łóżku. To było dziwne i podobne do zachowania zwierząt na polu. Chłopiec widział coś podobnego, jak szli do lasu po drzewo. Tylko, że to były dwa psy. Ivan kazał kłaść się chłopcu do łóżka razem z nimi. Czasami sam go brał do łóżka. To było okropne. Był bezsilny. Ale zamienił się w kamień, żeby wytrzymać.
Dlaczego chciał jeszcze żyć? Bo chciał wrócić do mamy i taty, i do domu, jak się to wszystko skończy. Skoro on przeżył, może oni też zostali przy życiu. Może czekają na niego przy stole. Nie wiedzą tylko, jak go odnaleźć. Ale on ich znajdzie. Pamięta dom i ulicę i synagogę w pobliżu.
I znowu minął rok, czy dwa. Chłopiec dorastał. Ivan nie mógł znieść, że David zmienia się z chłopca w mężczyznę. W ładnego młodzieńca, którego zostawiał z jego własną kobietą sam na sam. Być może ona coś powiedziała? Może jej też się podobał?
Nie wiem, ja próbuję zrozumieć to, czego ten chłopiec nie potrafi opowiedzieć. Bo stracił wtedy głos na zawsze. Ja się tylko domyślam całości ze słów, które do mnie napisał po swojemu, z obrazów jakie mi pokazał i muzyki, jaką grał.
Ivan już w obozie obcinał ludziom i zjadał części ciała. To samo zrobił z Davidem. David miał nie być mężczyzną. A miejsce po jego żonie i dzieciach zagoiło się blizną. Chłopiec miał zostać kaleką na całe życie, i na zawsze niewolnikiem potwora, w którego ręce trafił jako zabawka. Ivan był katem. Ivan był mordercą i gwałcicielem, kanibalem i pedofilem. Ilu takich Ivanów chodziło wtedy po świecie?
We wsi i w obozie nie wierzono, że ten koszmar kiedyś się skończy. Albo Ivan uważał, że będzie panem i władcą w tej okolicy na zawsze. Książek nigdy nie czytał w pokrytej słomą chacie na wsi, bo ich nie było. Nie było też szkoły, więc do niej nie chodził. Za to się zdrowy i silny urodził. Nie znał świata. Niewiele jeszcze wiedział. Boga nie poznał, a wpiekle sam przecież jako strażnik siedział.
Kiedy wojska rosyjskie przegnały Niemców, David trafił pod opiekę Czerwonego Krzyża. Jego rodzice nie żyli, tak jak większość ludzi z obozu, w którym byli. Najpierw mieszkał w domu dla sierot. Potem wyjechał za granicę, do rodziny, która zaadoptowała chłopca w USA, czy w Kanadzie albo do Izraela. A może został w Polsce? Może nawet został sławnym artystą?
David był autystą. Musiał nauczyć się życia od nowa. Jeszcze raz nabrać nadziei i zaufania do ludzi. Pogodzić się z brakiem rodziców, nauczyć się nowego języka i życia z bagażem tego, co widział, wiedział i przeżył jako dziecko w czasie wojny. Musiał pogodzić się z własnym ciałem, okaleczonym na zawsze i duszą w strzępkach.
Także Ivan przeżył wojnę. Zmienił imię i nazwisko. Tylko twarz i oczy nadal były te same. Jako John trafił do USA. Także on rozpoczął nowe życie jako normalny obywatel i nie pamiętał, żeby wcześniej był kimś innym. Założył rodzinę i miał dzieci. Ale ktoś go rozpoznał. Ktoś o nim pamiętał. Ktoś nie mógł przez niego cieszyć się życiem przez całe lata w dni powszednie, ani w święta.
A może Pan Bóg czekał, by wymierzyć mu karę za jego winy i grzechy, jakich dopuścił się, będąc obozowym strażnikiem – okrutnym potworem.
Sam diabeł miał pewnie tego Ivana dość na swojej służbie. Bo co innego musieć zabijać, będąc tragicznym elementem tragicznej maszyny śmierci, a co innego czerpać z tego sadystyczną przyjemność maltretowania ludzi, i tak już upodlonych, i tak idących lub czekających na śmierć.
Ale kim jest diabeł??? Czy gra z Bogiem w szachy przy jednym stole i burzy to, co Pan Bóg buduje w mozole?
Ivan miał rozprawę sądową w Izraelu, miał rozprawę w Niemczech. Nie przyznawał się do winy. Ale to David był świadkiem, który go znał i rozpoznał. Davida blizna była dowodem w sprawie. Nie mówiono o tym oficjalnie. David był także sędzią, który mógł wydać na niego wyrok. Jednak, mimo uznania Johna winnym, pozwolono mu wrócić do domu. Był starym człowiekiem i sam Bóg wyda na niego wyrok ostateczny.
Chłopców ze wsi nikt nigdy do sądu nie prosił, a sołtys we wsi mówi, że żadnego żyda w imieniu Polaków z Jedwabnego czy z Treblinki nie przeprosi.
David żyje i pamięta. Może nawet zrozumiał, dlaczego trafił tam wtedy jako dziecko.
I to Ivan uratował mu życie, właśnie tym, że zabrał go z obozu, by go wykorzystywać i znęcać się nad nim. Może nawet dzięki chłopcom ze wsi stara Zośka ulitowała się nad małym żydowskim chłopcem.
David wie teraz, kim jest Bóg i diabeł. I może odpowiada szeptem, pytającym go dzieciom, jak Bóg kiedyś jemu, na pytanie, gdzie są i dlaczego. Ale kto go słyszy? Kto go słucha?
Ivan zmarł. Być może jest w piekle, albo tam dopiero trafi.
David żyje i będzie żył wiecznie. „Heaven is a place on earth”, nuci David przy radiu.
Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy, powiadają ludzie.
P.S.
Minęło dwadzieścia i więcej lat. David był sławny, miał pieniądze, kobiety szalały za nim. Niektóre z tych, co nie zostały jego kochankami, były wściekłe i zazdrosne o te szczęściary, które zdobyły zaufanie Davida i poznały jego tajemnicę. Chciały mieć sławnego męża, albo stać się gwiazdami przy wielkim artyście. Kilku się to jednak nie udało. Któraś z nich oskarżyła go nawet o gwałt i zyskała sławę i pieniądze. Tylko on nie miał szansy się bronić bez przyznania się do własnej tragedii, o której nie chciał mówić publicznie na łamach całego świata.