Niejaki Jeremi

(nazwiska nie pamiętam)

Jeremi był najpierw znajomym, potem przyjacielem Aliny. Jego żona była jej znajomą. (Też czasami jeździła do Holandii.)

Jeremi miał żonę, nie mieli dzieci.

On nie chciał się rozstać z żoną, ale i Alina jakoś mu się podobała przez dobrych kilka lat, z doskoku na boku. 1991 – 1994?, potem chyba też).

Czasami mieli jakieś wspólne projekty plastyczne do wykonania w jego pracowni na Żoliborzu i jego żona w to wierzyła, lub chciała wierzyć.

Jeremi poza pracą odwiedzał Alinę u niej w domu, raczej po kryjomu.

Ja o tym wiedziałam, jego żona chyba mniej. Kilka razy go tam zastałam. Raz mnie poinformował, że uważa moją siostrę za bardzo inteligentną, to chyba nie znał zbyt wielu osób, lub sam był mniej inteligentny niż wyglądał.

Raz wpadł nawet, kiedy Alina leżała mocno chora w nawrocie stanu psychozy, lekarz psychiatra przepisał jej odpowiednie leki, a ja dbałam o nią oraz jej syna przez ok. 10 dni, mieszkając u niej, i pilnowałam, żeby te leki brała. Byłam z nią u lekarza psychiatry.

Jeremi pokazał się na 10 minut i udzielił mi dobrej rady, żeby nie dawać mojej siostrze tych leków!

Na to ja odparłam: to niech on się tu wprowadzi i opiekuje się nią i Tomkiem (lat ok. 8 czy 9) zamiast mnie.

Nie wyraził takiej chęci i podążył windą w dół w kierunku swej ślubnej żony, z którą wtedy, ani później rozstać się nie miał zamiaru.

No ale może teraz jest z moją siostrą? Nie wiem, ponieważ prawie nie utrzymujemy kontaktu.

To znaczy, ja czasami do niej wysyłam maila, pisałam na Facebooku, ale ona twardo milczy, chociaż jakby czyta, co piszę. Nie odpowiada mi, gdyż …. Nie wiem.

Ale to i lepiej.