Kiedyś doktorant, dzisiaj profesor fizyki.
Widziały gały, co brały.
Ożenił się z moją siostrą, kiedy oboje mieli 28 lat (w roku 1981 lub 1982), znali się od liceum.
Dziećmi więc już raczej nie byli.
Ja miałam wtedy lat 15.
W czasie ich małżeństwa okazało się, że siostra nie jest idealną żoną (wyjechała do Holandii, zdradziła go), do tego choruje psychicznie. Nie było w tym jego winy, ale o tym wiedział. W małżeństwie obojgu nie było dobrze, były kłótnie.
Alina żaliła się, że Piotr często przebywa u własnej siostry i jej synka, którego sama wychowywała, albo u swoich rodziców, a nią się nie interesuje tyle, ile ona by tego oczekiwała od męża 😨, marudziła, że nosi nie ładną czapkę 😬 (Holender był pieknie ubrany, tylko ją wpędził w psychozę) czy niemodną kurtkę 😴, tego to raczej się czepiała, albo że nie trzyma jej na spacerze za rękę (28, 29 lat…🙄). Kroił pomidory nie tym nożem 😵, co należałoby, a w pokoju chciał ustawić co innego niż ona chciała 😱. To przelało po obu stronach czarę goryczy.
Mimo różnych konfliktów, zdecydowali się oboje, nie przypadkiem, na spłodzenie dziecka. (To wiem od siostry. Może to jej wersja.) Starali się o dziecko ok. roku, pamiętam, że siostra donosiła mi o swoim rozczarowaniu, że jeszcze się nie udało. Jej mąż raczej wiedział, co robi w małżeńskim łożu.
Oboje mieli już 31 lat, gdy urodził się ich syn.
W małżeństwie nadal nie układało się dobrze, oboje niedojrzali, egoistyczni, narcystyczni, Alina schizofreniczka, wiecznie niezadowolona. On beztroski, zajęty prawami fizyki.
Kłócili się o byle co. Siostra mi opowiadała, Piotr przebąkiwał (?), albo byłam świadkiem. ONA SIĘ Z KAŻDYM ZAWSZE KŁÓCI.
Kiedy ich synek miał ok. 2 lat, szwagier porzucił swą małżonkę razem z dzieckiem. (Odwiedzał synka kilka razy w miesiącu.) Postanowił się rozwieść. Siostra najpierw nie starała się zrobić wszystkiego, by ratować to małżeństwo, np. przeprowadzić się do Mińska, pod Warszawę. Piotr podobno to proponował. Ich wspólne mieszkanie na Żoliborzu było bardziej jej niż jego, na jej książeczkę mieszkaniową, wybłagane przez naszą mamę jakimś cudem w spółdzielni w roku 1982 (?), chyba dlatego, że na ostatnim piętrze aż tylu znajomych prezesa chętnych nie było.
W Mińsku mieszkać nie chciała, Piotr odziedziczył tam dom po dziadku. A Piotr być może nie czuł się dobrze w mieszkaniu „bardziej żony“, która chciała o wszystkim sama decydować (zawsze).
Alina w związku z rozwodem znowu zachorowała psychicznie, mocniej niż za pierwszym razem, podjęła próbę samobójstwa. Trafiła na 2 tygodnie do szpitala dla osób psychicznie chorych. Raz ją tam odwiedziłam z mamą.
Piotr miał to w nosie i znalazł, może już wcześniej, inną kandydatkę na żonę, a potem na drugie dziecko. A może najpierw na drugie dziecko, dlatego na żonę, nie wiem.
Dzisiaj myślę, że facet, który świadomie zdecydował się na dziecko z osobą z zaburzeniami psychicznymi, powinien odchować najpierw pierwsze dziecko, przynajmniej do 12/14 roku życia.
Naszej rodzinie było bardzo trudno pomagać niemal codziennie siostrze, chorującej co kilka miesięcy/lat, opiekować się nią i jej synem. Czuła się gorzej (lęki, psychoza) przy utracie / zmianie pracy, wizji zakończenia romansu (z żonatym Jeremim), w sytuacjach stresowych.
Rodzice pomagali także sporo finansowo, ja tylko trochę (prezenty dla siostrzeńca). Rodzice wykupili Alinie mieszkanie na własność.
Ja i rodzice byliśmy u Aliny co kilka dni, a gdy trafiła do szpitala na 2 tygodnie, Tomek (lat 2) był pod moją i dziadków opieką. Zauważyłam, że bardzo przeżywał rozstanie z mamą, przestał mówić. Jakby cofnął się trochę w zdrowym rozwoju emocjonalnym.
Ani ojca, ani mamy przez ok. 2 tygodnie.
Rodzice Piotra w ogóle nie interesowali się Tomkiem, (także nie finansowo), bo nie lubili/nie znosili Aliny. Mieli powody. Raz do roku, lub rzadziej, widzieli wnuka, może przez kilka godzin. Dziecko przecież niczym nie zawiniło.
Tomek czasami i chyba niezbyt chętnie bywał u ojca i jego nowej rodziny, tak słyszałam, kiedy miał ok. 10 – 12 lat. Ale to z opowiadań siostry. Może było inaczej. Tomek nie mógł przy matce powiedzieć nic innego, bo była chorobliwie zazdrosna. Puszczała Tomka do mnie na 2 tygodnie w czasie wakacji, tylko dlatego, że jeździła z przyjacielem na urlop za granicę (do Kenii, do Meksyku, do Chin). Syna (lat 11 – 13) wtedy jakoś ze sobą brać nie chciała.

Człowiek sukcesu?
Mogę podsumować dzisiaj: gnojek – nie doktorant, gnojek – nie profesor fizyki
Piotr Dłużewski z Warszawy,
ojciec Tomka.

Syn mojej siostry musiał być ratowany w szpitalu, ponieważ mając ok. 4 lat nałykał się jakichś (być może jej) tabletek, pod jej opieką. Ja byłam w Niemczech, moi rodzice chcieli to najpierw przede mną ukryć. Jakoś się wydało. Nie wiem, czy Piotr o tym w ogóle wie i czy Tomasz wie.
Rodzice starali się robić wszystko, by nie zabrano Alinie prawa do opieki nad synem. To by ją zabiło. Piotr zresztą wcale o opiekę się nie starał. Więc co by się stało z dzieckiem?
Jak można zdecydować się na dziecko z chorą psychicznie, porzucić ją z małym dzieckiem i mieć w nosie, jakie obowiązki będą musieli przejąć dziadkowie i młodsza o 13 lat siostra byłej żony, która miała własne życie i nie łatwe studia. Czasy były ogólnie nie łatwe ( rok urodzenia Tomka: 1984).
Z punktu widzenia Piotra, to go rozumiem. On był świetnie zapowiadającym się naukowcem, fizykiem, który został profesorem.
Nie mógł być z żoną = problemem i stresem, osobą czasami nie poczytalną, ciągle robiącą awantury i wymówki.
Rodzice i ja (mniej) przejęliśmy obowiązki nie tylko opieki nad siostrą (co kilka miesięcy/lat bardzo intensywnie), ale też nad jej dzieckiem co kilka dni. To ja i mama stałyśmy kilka razy w kolejce po Bobofrut, jedyny soczek. Sprzedawali po jednym. Spacery, urlop, zabawy klockami, rodzice, ja, mój narzeczony Witek, później wakacje w Niemczech po 1994 roku, kilka razy.
Kiedy leżała ok. min. tydzień w łóżku i spała (po lekach) 24/24 ja obsługiwałam ją i jej dziecko. Ona rodziców nie znosiła. Tylko mi ufała, gdy chorowała. A i Tomek (lat 9?) wolał mnie od babci w domu. (Babcia chyba też.) Tomek pytał, co jest mamie, dlaczego cały czas śpi? Co miałam powiedzieć?
Jak siostra wracała do „normy“, mówiła mi, że mnie o nic nie prosiła. Kiedy chorowała miała psychozę, zachowywała się bardzo niezdrowo i mówiła rzeczy bardzo dziwne. Wytrzymać to, trzeba było mieć nerwy i cierpliwość. Ja miałam ok 17, 20 – 27 lat, kiedy musiałam to znosić, co jakiś czas, później rzadziej. NIE BYŁAM NA TO PRZYGOTOWYWANA. Sama miałam własne problemy.
Moja siostra uważała chyba, że to normalne, albo że to nasz obowiązek, pomagać jej i jej dziecku. Robiliśmy to dla Tomka, z miłości do tego dziecka i z miłosierdzia dla niej. Ona była zawsze trudna do wytrzymania pow. 5 minut sam na sam. Przy innych udawała bardziej normalną. Podobnie do ojca. (Dr. Jekyll und Mr. Hyde 1931 ‧ Horror/Sci-Fi)
Jak można zostawić syna z psychicznie chorą matką?
Odejść sobie i założyć inną rodzinę.
Kiedyś rozumiałam, że trudno mu było wytrzymać z Aliną, każdemu było trudno! A co dopiero jej dziecku z nią sam na sam!?
Ale dopiero, kiedy sama zostałam samotną matką, zrozumiałam, jak podle zachował się Piotr wobec własnego dziecka (!!) i jego chorej matki oraz jej rodziców i siostry.
Wszyscy byliśmy dla niego grzeczni, uprzejmi, żeby nie zerwał całkiem kontaktu z Tomkiem. Dla dobra dziecka był przez nas traktowany jak „dobry były mąż“ i nie taki zły ojciec, bo przecież płaci jakieś alimenty (groszowe) i odwiedza (kilka razy na miesiąc?).
Ja, rzadko, dzwoniłam do niego do domu, raz czy dwa razy do roku może (nie chciałam się narzucać) i mówiłam mu, gdy coś mnie bardzo zaniepokoiło. Ten facet zdawał się niczego nie rozumieć. Bagatelizował, zdawkowo i grzecznie zmywał mnie i problem, który wg niego nie był problemem.
Fizyka to nie psychologia…, to nie wiedza o rodzinie…
Umierającego Wiktora odwiedził razem z Tomkiem w hospicjum.
Janki, która opiekowała się latami, zamiast niego jego synem, nie odwiedził po śmierci Wiktora. Nie przyszedł na jej pogrzeb.
Ja nigdy nie usłyszałam od niego słowa „dziękuję“, myślę, że moi rodzice też nie.
Piotra ojciec: profesor, mama i siostra: lekarki. Druga żona też fizyk. Sami ludzie na „wysokim poziomie“.
Nie rozumiem, jak można ułożyć sobie życie kosztem innych ludzi, innego dziecka, innych dzieci (małoletnich). Uważać, że to w porządku być nową żoną kogoś, kto olał swoje obowiązki wobec pierwszego dziecka i olał odpowiedzialność za nie i jego chorą psychicznie matkę.
Alina i Piotr uważali chyba moich rodziców i mnie za służbę do wykonywania zadań.
Alina była zawsze niezadowolona, a Piotr bezmyślnie uśmiechnięty (jak na zdjęciu).
Kiedy Tomek miał ok. 11, 12 lat byłabym gotowa przejąć opiekę nad nim w Niemczech, ale ani mój dużo starszy mąż, ani siostra, ani Piotr (jemu byłoby chyba wszystko jedno) by się pewnie nie zgodzili, ja nie miałam żadnych praw do siostrzeńca. On miał matkę i ojca.
Byłam przerażona i smutna, kiedy ok. 12 letni chłopiec mówił, że on kiedyś matkę zabije. W rozmowie telefonicznej z jego ojcem, Piotrem, usłyszałam od niego, że od miłości jest tylko krok do nienawiści. Fizyk. Najwyraźniej problemu nie widział.
…..
Moi rodzice oraz ja pomagaliśmy Alinie za darmo i chętnie, jak rodzina.
Jako samotna matka nie miała nigdy opiekunki do dziecka. Dziś myślę, jakim cudem? Miała mnie i rodziców.
Ja wydawałam na opiekunki, na pomoc średnio min. 100 € miesięcznie od urodzenia syna do ok. 8 roku jego życia.
Ani siostra, ani Tomek nigdy nie pomogli.