Als ich im Jahr 2001 mit Adam schwanger war, hatte ich eine Bekannte, die ich einige Wochen lang ab und zu getroffen habe.Sie war auch schwanger. Ihr Kind kam ca. 2 Monate früher als mein Sohn zur Welt.Sie hat mir ein wenig über sich erzählt.Sie war verheiratet und hatte 2 Kinder mit ihrem Mann.Vor ca. einem Jahr hat sie ein Kind zur Welt gebracht, das sofort nach der Geburt verstorben ist.Es war ein Kind aus einer Liebesbeziehung, aber nicht das Kind ihres Ehemannes.Sie hatte eine Beziehung außerhalb ihrer Ehe.Nun war sie nach dem Tod ihres neugeborenen Babys so traurig und verzweifelt, dass sie wenige Wochen, oder Monate nach der Beerdigung des Babys, wieder von demselben Freund, nicht dem Ehemann, schwanger wurde. Sie erwartete das zweite Kind aus der Beziehung, das Kind nicht ihres Ehemannes.Der Ehemann hat damals zu ihr gestanden. Er hat sie unterstützt und hat mit ihr so gelebt, wie ein liebender Ehemann es tun kann und tun würde.Er habe wohl gesagt, er möchte sie als Ehefrau und Mutter seiner zwei Kinder nicht verlieren. Er hat es akzeptiert, dass sie noch ein Kind, nicht von ihm, bekommt und war, so viel ich weiß, auch damit einverstanden, dass das Kind seinen Namen bekommt, damit alle Kinder denselben Namen haben und eine Familie sind.Ich war sehr beeindruckt.Wie groß waren seine Liebe, Verantwortung, wie liebevoll sein Herz.Er wollte eine Familie für alle Kinder, für die Frau, die er liebte und für sich.Wo es Liebe gibt, findet man gemeinsam eine Lösung.Man lässt einander nicht im Stich.Meine Bekannte wollte ihre Familie auch nicht verlassen.Nun, sie hat 2 Männer und alle ihre 4 Kinder geliebt.Ich habe den Mann meiner Bekannten auch kennengelernt. Er war ein sehr netter, vernünftiger Mann, der wusste, was er will. Es war kein Pantoffelheld, der sich unterordnen musste.Alle drei in dieser Beziehung waren Lehrer von Beruf.

Choć już nie ma Ciebielist do ciebie piszęBy wypełnić pustkęi po tobie ciszęBy dać tobie głosktórego janigdy nie usłyszęPozdrawiam Cię siostromalutka, kochanazbyt wcześniew chorobierodzicom zabranaNie miałam dla Ciebieczasu nazbyt wieleModlitwa przy grobie,modlitwa w kościeleMoże mnie zobaczyszmoże mnie usłyszyszmoja zmarła siostrodo snu Cię kołyszęEwo,byłaś kiedyśsiostrą moją, małą,której chore serceroczek wytrzymałoTwe imię w pamięcitylko pozostałomałe zdjęcie i grób małyktóre z rodzicamiżeśmy odwiedzaliBardzo się męczyłaś,słyszałam od mamyMoże mnie usłyszysztam między chmuramigdzie przebywaszw Rajumiędzy aniołamiKim byś byłagdybyś żyła?Czy ja bym się wtedytakże urodziła?Czyś Ty może dla mniemiejsce do życiazrobiła?Pamiętam o Tobiemoja siostro miła.A może ja jestemwłaśnie tamgdzie Ty?I nadal rodzice mającórki trzy????

Język polski to skarbnica.A w niej skarby:polskie słowa. Nie zastąpisz tego skarbutam, gdzie żyje polska mowa.Język polski to są wiersze,polskie myśli i kultura polski film, polska tradycjai polska literatura.Nie zastąpisz polskiej mowy przez języków obcych pióra. Język polski to skarbnica a jej skarbem: polska wiara,polskie pieśni, polskie serca,historia nowa i stara. Nie sprzedaj jej za rubla, za euro, czy za dolara.

Warum sind die Menschen traurig?Weil sie oft verlassen und einsam ziehen durch die Straßen?Das Licht der Hoffnung ist schon längst erloschen. Sie betteln hier und da um ein paar Groschen. Sie betteln um das Brot und um das Wasser.Hat Gott sie auch verlassen?Was kann Gott Ihnen geben?Vielleicht nach ihrem Tod ein neues Leben?

Czy jesteś sam?Czy jesteś jeszcze ze mną?Masz jakąś siłę potajemną,która mnie trzyma w swych objęciach.Choć widzę Ciebie rzadko, lub na zdjęciach…Choć rozum mówi, że nie warto, rozkładam kartę nową wciąż za kartą, aby wywróżyć sobie Ciebie. Chcę z tobą mieszkać w naszym niebie!

Co powiesz matce,która w wypadku utraciła syna?Co powiesz matce żołnierza,który na wojnę zmierza?Co powiesz matce chorego,która nie może kupić leku tego czy tamtego…Co powiesz matce dzieci,żyjącej przy wysypisku śmieci?Co powiesz matce beznadziei na lepszy los?Czy Bóg usłyszy jejmodlitwy zapłakany głos?

mieć synabyć albo nie byćmamąto nie to samoto jakby miećczęść życia własnegoi musieć żyć częstobez niegoto jakby skarb twójnajwiększychcieć chronići nie mócbo życie towłasnymi drogamimusi przejśćwbrew wszystkiemuco myślisz, co czujeszco cię zatrważaten skarb na to nie zważaNiech Pan Bóg na niego uważa!

nie cieszy mniesrebro ni złotobo jestem zajęta tęsknotątęsknię bardzo aktywnietrudno mi czuć pozytywnieczuję się smętnowatozwłaszcza, że przeszło latonadeszła mroźna zimaa jego jak ni ma, tak ni mani ma też mojej Warszawydookoławięc jestem bardziej smutnaniż wesoła…wszystko jest bure i szarezdjęcia z młodości są starei ja wraz z nimi przechodzęwciąż sama w mojej drodze

Moje wiersze nie były pierwszei nie będą ostatnie. Może ktoś je przeczyta?Jakieś dusze bratnie…Nawet bezpłatnie. Udostępniam swobodnie,komu czytać wygodnie. W interneciemoje wiersze znajdziecie.Coś chyba zrozumiecie?Tyle różnych barw w tej kobiecie..,która błądzi po świecie…Jak niczyje dziecię. Jak żona niczyja.Czas jak mijał tak mija.