Złapać na dziecko

Niektóre kobiety chcą za wszelką cenę mieć męża, faceta, dzieci lub po prostu zabezpieczenie finansowe ze strony męża, społeczeną pozycję jego kobiety lub żony.

Niektóre kobiety łapią faceta na dziecko. Od lat min. 35 można się przed zajściem w ciążę zabezpieczyć.

Albo go oszukują, że się zabezpieczają, albo że dziś to na pewno nie wpadną…

Facet pod wpływem różnych emocji, młodego wieku, hormonów, alkoholu czy naiwności daje się uczynić ojcem, w ogóle tego nie planując. Czasami sam sobie winny, czasami oszukany.

Chwila rozkoszy kosztuje go ewentualnie kilka lub wiele lat wolności i sporo pieniędzy. No a skoro już dał się złapać na jedno dziecko, to łatwo zrobić sobie z nim następne.

Kobieta czasami go bardzo kocha, kocha dzieci. To pół biedy, najwyżej mu z nią trochę nudno. Niektórzy wytrzymują. Może nawet się z czasem zakochują.

Inny, ponieważ mu nudno, zaczyna ją zdradzać. Nie każdy.

Jeżeli ona tego nie zauważy, czy to toleruje, jakoś żyją.

Jeżeli ona tego nie toleruje, robi się smród. Wtedy okazuje się, że ten cudem złapany na dziecko facet to świnia, szuja, podły gnój. A ona, matka i żona, jest jego zdradzoną ofiarą.

Niestety, więzień z więzienia chce uciec. Nie każdy uwięziony mąż czy mężczyzna pogodzi się z rolą więźnia i zostanie grzecznie w swoim pierdlu z żoną, na którą nie może patrzeć, z dziećmi, które nie są tak naprawdę jego (z wyboru) ale raczej jej. Jeszcze gorzej, gdy nie mają z nim zbyt wielu cech wspólnych. Do takiej sielanki dochodzą jeszcze teściowa i teść, na których też nie ma ochoty się patrzeć.

Zdarza się jednak, że kobieta nie kocha nikogo oprócz siebie. Nie lubi męża zbytnio, nie lubi dzieci, ale on i one są jej gwarancją na finansowy dobrobyt czy życie nie w samotności. Ona nie lubi być matką, ani żoną, tylko gwiazdą mody i urody, chętnie za jego pieniędze. Ona musi się zajmować dziećmi! Nie może wcale lub dużo pracować.

Taki facet to dopływ gotówki, dzieci to pretekst do bycia rodziną, czy pozycja społeczna.

Gdy dochodzi do rozwodu, taka żona oskubie faceta ze wszystkiego, co się da oraz uczyni go być może jakimś potworem w tym związku.

Tak bywa.

W takich związkach najbardziej cierpią dzieci, które przyszły na świat nie przypuszczając, że są elementem gry osób tzw. „dorosłych“, albo tylko starszych od nich. Dzieci myślą, że mają rodzinę, mamę, tatę, dziadków.

Po rozwodzie w ogóle nikt dziecka/dzieci nie kocha. Matka nie, bo bez męża są obciążeniem, ojciec nie, bo ich nigdy nie chciał.

Tak bywa.

Po rozwodzie dzieci mogą zastać u siebie w domu nowego partnera mamy wraz z jego dziećmi z poprzedniego związku, co jakiś czas.

Własny ojciec się nie pokazuje i nie odzywa, gdyż wyjechał, aby dalej, i znalazł inną kobietę z jej dziećmi.

Nowa partnerka rzadko pozwala na kontakty z poprzednią kobietą i dziećmi z byłego związku mężczyzny z odzysku. Nie ma miłości bez zazdrości. Ale może nie zazdrosna, lub podporządkowana finansowo.

Tak bywa.

Najbardziej cierpią dzieci, prawie niczyje.

Dziecko, nastolatek czy nastolatka nie rozumie, w jakim świecie żyje, co się dzieje, po co i kim w ogóle jest.

Nastolatka/Nastolatek nie potrafi określić swoich uczuć, w szkole nikt nie pyta, w jakiej sytuacji żyje i musi się uczyć, kiedy emocjonalnie brak mu matki, ojca, rodziny, sensu życia.

Jego najlepszym przyjacielem staje się komputer czy smartfon. W stresie, samotnie, bez miłości nastolatki często nie mają ochoty się uczyć, gry są fajniejsze, wyimaginowani znajomi na YouTube czy w internecie są zawsze dostępni na kliknięcie.

Nastolatek / Nastolatka może nie zdać do następnej klasy, może chcieć samotnie zejść z tego świata, może zacząć palić, pić, brać używki.

Po nich na krótko robi się weselej, na długo robi się tragicznie.

Mam wrażenie, że im większy dobrobyt, tym mniej ważna jest rodzina, własne dzieci, odpowiedzialność za nie. Czas wolny z atrakcjami dla dorosłych jest fajny bez dzieci.

Pieniądze dają możliwość rozstania się, rozwodu, zmiany mieszkania, zmiany partnera lub partnerki.

Dzieci stają się elementem umeblowania, które wędruje raz tu, raz tam… pomiędzy matką a ojcem.

W weekendy wolne od własnych dzieci robi się pusto. Co więc robić? Znaleźć nową partnerkę, nowego partnera, nowe dzieci z innych związków.

Można ewentualnie partnera odbić innej kobiecie, partnerkę innemu facetowi…

Co z tych wydarzeń wynika? Chaotyczne życie w niby rodzinie. Brak prawdziwej więzi między dzieckiem a rodzicami.

Kobiety porzucone muszą patrzeć, jak inne kobiety „odebrały“ im nie tylko męża, ale nawet czas z ich dziećmi.

Niektóre może się cieszą, bo mają wolne.

Tylko dzieci tracą poczucie bezpieczeństwa, widzą niestabilność.

To nie jest rodzina.

To jest bałagan emocjonalny od najmłodszych lat. Brak miłości. Nie tylko między rodzicami, ale miłości do nich samych.

Nawet psa się nie podrzuca z tygodnia na tydzień do innych ludzi, innego mieszkania, nie zostawia się samego na dłużej niż może to wytrzymać.