Pani Blogerka

5.03.2017

Znana Blogerka

Przypadkiem czy nie, wpadłam na wpisy znanej Blogerki, którą można było nawet wybrać na „Blogerkę roku“. Pani reklamuje się także w telewizji razem z synem, jako jego mama.

Pani Blogerka jest z zawodu grafikiem i na tym się zna prawdopodobnie dobrze, gdyż ukończyła uczelnię z wyróżnieniem, dostawała zlecenia, dobrą pracę i zrobiła w swoim zawodzie karierę oraz duże pieniądze. Ta pani przyjechała do Polski z Kanady akurat w okresie, kiedy na reklamie i zleceniach dla grafików można było dobrze zarobić, a konkurencja była stosunkowo mała. Jednak i tak to dziwne, że tak młodo została „w wieku 23 lat dyrektorem artystycznym w wydawnictwie Axel Springer Polska i wprowadziła na rynek dwa tytuły: Panią Domu i Na Żywo.“ Może po to do Polski wtedy po znajomości przyjechała… Takich posad się nie dawało wtedy ot tak z braku laku…  A jakie niby doświadczenie miała 23 letnia pani grafik? Komu te tytuły były na polskim rynku do szczęścia potrzebne? Najbardziej wydawcom i reklamodawcom. To oni na nich zarabiają najlepiej.

Moja siostra jest z branży graficznej (po Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie), więc się co nieco orientuję, ponieważ od wielu lat pracuje ona blisko wydawnictw i reklamy (ur. w 1953 r.).

W Polsce w 1993 roku nie było jeszcze tak wielu osób, wykształconych w tym kierunku (ale były), a wiele firm i koncernów właśnie wchodziło na polski rynek. Pani Agata Komorowska jest zapewne super businesswoman.

Wielki sukces zawodowy nie szedł krok w krok ze szczęściem rodzinnym pani Agaty, jak zrozumiałam. Tego szczęścia pani Agata musiała się częściowo uczyć wraz z macierzyństwem, które nie zawsze było łatwe, bo dla nikogo chyba zawsze łatwym nie jest.

Pani Agata pisze, że w 2014 roku cierpiała na depresję, w którą zapadała przez kilka lat a nawet większość życia. Mimo to pozwolono jej adoptować dziecko i zostać rodziną zastępczą dla nastolatka… Czy nasze polskie urzędy są nieodpowiedzialne, czy tej depresji jako takiej nie miała?

Cytat:

„Wychodzenie z depresji to długi proces

Mnie zajęło to rok. Bez leków antydepresyjnych. Zważywszy jednak, że spędziłam większość życia, żeby się w depresję wpakować, rok to całkiem dobry wynik. Przez około dwa miesiące przyjmowałam Xanax, który powodował, że nie miałam skrajnych emocji. “

(http://agatakomorowska.pl/antydepresanty-brac-czy-nie-brac/)

W związku z tym, że depresję przeszła, kontaktowała terapeutę i wyszła z tego niepożądanego stanu, uważa, że może radzić innym osobom na skalę internetu. Ponieważ miała okres depresyjny, przeczytała o tym kilka wywiadów a może nawet książek.

Pani Agata została ekspertem od porad w sprawie depresji. Pomagają jej w tym narcyzm i mania wielkości, popularni w dzisiejszych czasach doradcy niektórych medialnych „VIP-ów“.

Blogerka napisała tekst:  „Antydepresanty – brać, czy nie brać“.

W swoim tekście o tzw. depresji autorka nie definiuje tego słowa naukowo, lecz opisuje je wg własnych przeżyć i skojarzeń, czy własnej wyobraźni. Pani Agata nie ma żadnego wykształcenia w kierunku psychologii ani psychiatrii, a była raczej pacjentką, czyli chorą…

W roku 2016 pisze: „Po raz drugi w życiu zdałam test psychologiczny MMPI-2, czyli 567 pytań z odpowiedziami tak/nie/nie wiem, który określa profil psychologiczny człowieka, jego ewentualne zaburzenia i choroby psychiczne.“ (http://agatakomorowska.pl/diabel-ubiera-sie-w-habit/)

Pani Agata zostaje rodziną zastępczą, ponieważ mimo wieloletniej czy rocznej depresji, zdaje pozytywnie test psychologiczny.

To była czy nie była chora? Czy depresja nie jest zaburzeniem? Co zakreśliła przy pytaniu o depresję? Miała czy nie miała? Kłamie czy skłamała? W każdym artykule podkreśla, czy wymyśla to, co jej akurat pasuje do tematu…  Jeżeli chce adoptować dziecko lub czy zostać rodziną zastępczą, zakreśla, że była zawsze zdrowa emocjonalnie, jeżeli chce zarobić na artykule o depresji, zmagała się latami z tą chorobą…

W swoim artykule pisze: „Nie jestem lekarzem, ani terapeutą. Przez wiele lat zmagałam się z depresją. Dotknęłam dna i wyszła z tego upadku zupełnie inna.“

Ale czym jest lub może być depresja. Czy jest to przejściowy stan złego humoru, czy wielomiesięczny stan lęków i nieprzespanych nocy, może po utracie pracy czy partnera? Czy jest to stan smutku po śmierci ukochanej bliskiej osoby, po zapadnięciu na chorobę, po wypadku, spowodowany wielką rozpaczą? Może to skutek wieloletniego stresu. Czy to depresja sezonowa? A może to trudności w okresie przekwitania?

Jeżeli ktoś ma wszystko, jest w zasadzie zdrowy i odczuwa depresję, lub nic go nie cieszy, to zdrowym na duszy raczej nie jest…, może to wrodzone, może depresja – a leki mogą pomóc. Może to po prostu taki charakter…

DOBRY LEKARZ SPECJALISTA wie czy rozpozna lepiej… czy to zwykłe lenistwo, zwykłe marudzenie, bo tak komuś łatwiej, taki charakter, wiecznie niezadowolony, czy to zaburzenie lub choroba…. Niektórzy rodzą się już tacy, że im się nic nie podoba, nic nie cieszy, nic nie raduje, zawsze im mało, zawsze źle…. – to może być zaburzenie osobowości, taki charakter, a na to leków nie ma. Znam takie osoby, wystarczy „Bajka o rybaku i złotej rybce…“ Tej żonie zawsze było źle i zawsze mało… Tacy panowie pewnie też się zdarzają…

O czym pisze autorka? Dokładnie nie wiemy, gdyż pod słowem depresja można rozumieć wiele stanów duszy w wielu skrajnych wymiarach, od smutku i przygnębienia, poprzez psychozy, do początków czy ataku schizofrenii.

Cytat: „Stwierdzono ponadto, że u połowy chorych na depresję i leczących się u lekarzy ogólnych choroba ta nie zostaje nigdy zdiagnozowana.
Rozpoznanie powinien postawić lekarz, gdyż tylko on posiada odpowiednią wiedzę i doświadczenie do rozpoznania i oceny nasilenia poszczególnych objawów.
Idąc do psychiatry nie trzeba posiadać skierowania od lekarza rodzinnego.“

(http://www.psychiatria.pl/artykul/depresja-czym-jest-ta-choroba/544)

Pani Agata ma inne od psychologów czy psychiatrów zdanie na temat depresji i jej leczenia.

Bez wykształcenia z zakresu tej dziedziny pani Agata pisze:

Cytat: „No więc leczyć, czy nie leczyć farmakologicznie?

Pozostanie przy życiu jest sprawą nadrzędną. Tak długo jak żyjesz, możesz swoje życie zmienić. Ale decyzję co do leczenia farmakologicznego musisz podjąć Ty. Tak, Ty. Nie ja, współmałżonek, rodzic, czy lekarz, tylko Ty, bo to Twoje życie i tylko Ty wiesz co dla Ciebie jest najlepsze.

Zanim zaczniesz brać leki antydepresyjne zadaj sobie proste pytania i szczerze na nie odpowiedz:
• Dlaczego mam brać leki?
• Czy po to żeby przeżyć i zacząć pracować nad zmianą swojego życia?
• Czy w lekach szukam rozwiązania moich problemów, chcę dostać PIGUŁKĘ SZCZĘŚCIA i żyć tak jak żyłam do tej pory?“

Autorka tego tekstu uważa, że to pacjent powinien zadecydować, czy chce, czy nie chce brać leki, nie lekarz i nie najbliżsi.

Na Facebooku w dyskusji o lekach dopisuje: „AgaTa Komorowska Właśnie chodzi o to żeby się nie męczyć i nie potrzebować brać. Nawet od czasu do czasu. 1. März um 14:12″ 

A skąd pani to wie? Na jakiej podstawie może pani dawać chorym ludziom, którzy być może nie radzą sobie z codziennym życiem, którzy są często problemem dla całej rodziny, radę, że mogą sami decydować o braniu leków, nawet bez wskazówek lekarza. Rodzina nie powinna o tym decydować, ale może coś podpowiedzieć. Pani może podpowiedzieć?

Chorzy psychicznie, osoby w depresji często nie zdają sobie sprawy ze swojego stanu, często odmawiają przyjmowania leków, które odpowiednio dobrane przez lekarza specjalistę, mogą pomóc! Oczywiście najlepiej jest trafić na dobrego lekarza i skuteczne leki! Osoba w depresji może mieć różne stany, które będą trwały latami i być może nigdy nie przejdą, a przy pomocy leków i terapii chory może wrócić do zdrowia szybciej i radzić sobie w życiu lepiej.

Należy o leczenie zapytać lekarza specjalistę! Nie siebie samego! Chory nie wie, co dla niego najlepsze. Chory często nie wie, co mu dolega i co na to pomaga.

Pani porady są nieodpowiedzialne! A pisze pani do tysięcy kobiet i mężczyzn w internecie i może nie tylko.

Pisze pani nawet na własnej stronie w rozdziale: Depresjologia, jakby to była nauka o depresji… Czy pani ma jakiś stopień naukowy z tej dziedziny?

Uważam, że może sobie pani pisać o własnych przeżyciach i doświadczeniach, ale nie powinna pani dawać porad innym osobom, których pani nie zna, których problemów ani chorób pani nie zna, czy mają czy nie mają brać leków. To nie odpowiedzialne, to jakaś mania wielkości, o której sama pisze pani na swoim blogu.

Cytat: „Kiedyś myślałam, że jestem tu po to, by zrobić coś wielkiego. Taki przejaw pychy należało leczyć, co też czyniłam. Terapeuta skutecznie zaleczył problem i przez kolejne lata znikałam ciężko pracując na realizacje potrzeb wszystkich naokoło. Wyleczyłam się z depresji, ale wrócił problem mojego ego, czyli “Jestem tu po to by zrobić coś wielkiego”. Tylko, że teraz polubiłam moje ego. Jest naprawdę fajne, miłe i ciepłe. A ja już wiem, że jestem tutaj by zrobić coś ważnego.“

Mój syn o mnie

Szanowna Pani, tylko dlatego, że ma pani miliony, zarobione jako grafik w firmach reklamowych, NIE JEST  pani GENIUSZEM na każdy dowolny temat, co potwierdza pani własnymi tekstami.

Cytat: „Jeśli zdecydujesz się na leczenie, to zastanów się nad tym co dalej. Leczenie bez równoległej terapii może złagodzić skutki, ale nie wyleczy przyczyn. Jak długo zamierzasz przyjmować leki? Kiedy i jak zdecydujesz żeby je odstawić?“

Antydepresanty – brać, czy nie brać

Skąd ma pani taką wiedzę? Znam osoby, które bez terapii wychodziły z depresji, a nawet z ataków schizofrenii. Na jakiej podstawie daje pani takie rady? Terapia może pomóc, ale także bez terapii można wyjść z depresji. Czasami wystarczy, że sytuacja życiowa się zmieni, poprawi, że powód depresji zniknie lub odejdzie wraz z czasem z pamięci do wspomnień.

Kobieta może być w stanie depresji, jeżeli nie zachodzi przez 10 lat w ciążę, kiedy zostanie mamą, może być nareszcie szczęśliwą! Po śmierci bliskiej osoby, okres smutku i żałoby zwykle z czasem przechodzi…, a więc przechodzi wtedy także depresja. Jeżeli jesteś w depresji, ponieważ straciłeś pracę, to możesz być znowu szczęśliwy, gdy znajdziesz nowe, może nawet lepsze zatrudnienie.

Skąd u pani wiedza i upoważnienie do dawania rad na temat, o którym ma pani mało pojęcia! Kto daje pani prawo do nauczania innych, jak żyć?

Cytat: „Postaram się nauczyć Cię jak słuchać TWOJEGO Serca, jak nauczyć TWOJĄ Duszę śpiewać, jak sprawić, by TWÓJ Rozum pomagał realizować TWOJE cele, a TWOJE zdrowe Ciało niosło Cię w kierunku, który TY obierzesz.“

Antydepresanty – brać, czy nie brać

Czy pani ma ludzi za durniów, którzy nie umieją żyć samodzielnie, zgodnie ze swoim sercem? A może nie chcą wcale tak żyć? Dlaczego chce pani innych uczyć? Czy pani także uzdrawia ciało, czy zakłada, że wszyscy są zdrowi?

Jakie wykształcenie pedagogiczne, psychologiczne, socjologiczne, medyczne ma pani, by chcieć uczyć innych? Sama mania wielkości w przerwach między depresjami nie jest przekonywującym argumentem.

Pani chce sprzedać książkę, którą poleca na własnym blogu, tak mimo chodem, a którą pani po prostu reklamuje. Zarabia pani zapewne na reklamie tej książki i tylko dlatego wypisuje błędne porady na temat depresji… Jest pani przecież mistrzem w branży reklamowej! Reklamuje pani przy różnych okazjach także inne książki. A pani syn i dzieci są elementem pani kampanii reklamowej. Miliony kobiet mają dzieci, setki tysięcy mają dzieci niepełnosprawne, ale dlaczego pani trafia z tego powodu do telewizji i prasy? Nie jest pani ekspertem od niepełnosprawności, ani od wychowywania dzieci, ani od małżeństwa czy rodziny, bo małżeństwo i rodzina rozpadły się pani mimo trójki dzieci…, i to wg pani wpisów odeszła pani, czyli zabrała pani dzieciom ojca.

„CYTAT: ROZWÓD

Napisałam, że moje życie wywróciło się do góry nogami dwa razy. To był ten drugi raz. Wiele osób pytało mnie jak mogłam. Jak mogłam odejść mając troje dzieci, w tym jedno niepełnosprawne, a drugie zaadoptowane. Nie mogłam, ale musiałam. Dla siebie, dla tych właśnie dzieci i dla byłego męża.“

Mój syn o mnie

Swoimi radami może pani zaszkodzić osobom chorym, które potrzebują pomocy lekarza. Pani może zaszkodzić rodzinom, dzieciom osób chorych, ponieważ pacjenci nie będą chcieli brać leków, a nie pani będzie się tymi osobami opiekować. Pani zechce im sprzedać książkę i polecić w ramach reklamy terapeutę. W obu przypadkach zarobi pani na tym!

Ja miałam trudny obowiązek opiekowania się osobami, które zapadały na depresję i ataki schizofrenii i wiem, że bez lekarza i leków nie wyzdrowiałyby wcale albo w takim czasie. A osoby te miały dziecko/dzieci, musiały pracować czy być samotną matką! Leki pomagały stanąć szybciej i pewniej „na nogi“!

Sama miałam nastroje depresyjne w moim życiu. Przez 5 lat nie mogłam zajść w ciążę i bardzo cierpiałam. Nie brałam leków, ale było mi trudno. Byłam smutna i zgorzkniała, miałam zły chumor, nic mnie nie cieszyło. Nie potrzebowałam terapii na zajście w ciążę! To mój mąż był niepłodny. Potrzebowałam dziecka! Od kiedy się urodziło, byłam szczęśliwą kobietą i matką! Owszem, nastrój depresyjny wrócił, kiedy straciłam super pracę, kiedy w tym samym czasie zmarła moja ukochana mama, a ja musiałam być daleko, bo w innym kraju (w Niemczech), żeby przeżyć z dzieckiem jako samotna matka bez pracy, żyjąc z pomocy społecznej, która ledwo starczała na życie. A przecież musiałam przyjechać na pogrzeb! Skąd wziąć pieniądze!? Mało kto chciał pomóc. Stres!

Po utracie pracy (2008 rok) i w trudnej sytuacji finansowej, po śmierci mamy (2009), przechodziłam przez okres żałoby i smutku, nastrój depresyjny, który utrzymywał się przez ok. roku. Rodziny w Niemczech brak, przyjaciół nie wielu. Jeżeli nie masz pieniędzy, znajomi przestają mieć dla ciebie czas… A inni zostali w Warszawie….

Sama z dzieckiem. Bez pracy i bez sił do pracy (wycieńczona pracą na dwóch czy etatach etatach oraz bycia samotną matką przez kilka lat po dużej dawce stresu), byłam drażliwa, nerwowa, płaczliwa, nie mogłam dobrze spać. Jeżeli nie mogłam dobrze przespać nocy, byłam niewypoczęta i znowu nieszczęśliwa, smutna, drażliwa…

Zauważyłam, że coś jest nie tak i trudno mi tak żyć. Lekarz domowy w Niemczech przepisał mi coś na sen, ale lek ten otumaniał i nie był dobry. Skoro lek mi nie pomagał, postanowiłam go odstawić, zapytać innego lekarza o pomoc czy o lepsze leki. Nikt mnie do leków nie zmuszał, sama czułam, że potrzebuję czegoś na uspokojenie i wyrównanie nastroju.

W Warszawie (rok 2009 lub 2010) poszłam w prywatnym Centrum Medycznym na wizytę do lekarza psychiatry i powiedziałam mu o moich przeżyciach i trudnościach. Trafiłam na bardzo dobrego doktora w moim wieku. Po kilku słowach i pytaniach do mnie, zorientował się, że jest coś, co może mi pomóc. Przepisał mi dwa leki, sertralinę i mianserynę (lerivon) w minimalnych dawkach.

Powiedziałam lekarzowi, że od tych tabletek nie znikną przecież moje problemy. A on wytłumaczył mi: ale będzie sobie z nimi pani radzić, inaczej na nie pani spojrzy. Jeżeli w mózgu wytworzy się przez wiele lat jakiś hormon stresu, to można go zneutralizować przy pomocy leku. Dzięki temu odstresowujemy nasz mózg i funkcjonuje on znowu jak w sytuacjach bez trudnych obciążeń emocjonalnych.

Człowiek to dusza, ciało ale także hormony i chemia. Nie każdy lek pomaga, ale wtedy można znowu zapytać lekarza i lek odstawić lub zmienić. Lekarze nie zmuszają do brania leków, chyba, że ktoś jest niebezpieczny dla siebie lub otoczenia, wtedy trafia do szpitala.

Nie byłam nigdy chora psychicznie, miałam nastrój depresyjny, spowodowany długotrwałym stresem, utratą pracy, środków do życia i śmiercią mamy oraz przeprowadzką z Warszawy do Niemiec, by przeżyć z pomocy socjalnej. Cały czas funkcjonowałam sama z dzieckiem bez niczyjej pomocy, ale ta drażliwość i płaczliwość były od 2009 do 2010 męczące. Utrudniały życie i sen. Nie potrzebowałam terapii. Od czego?

Nie miałam trudności z oceną rzeczywistości, lecz ze zbyt emocjonalną reakcją na nią i tym, że nie spałam spokojnie. A bez snu znowu tylko zmęczenie i stres. No a nad ranem dziecko wyszykować do szkoły, ja na zakupy, ugotować, posprzątać, po szkole razem z synem prace domowe (odrabiał sam, ale siedziałam z nim i doglądałam)… Na szczęście miałam w tym czasie wolny zawód i pracowałam w domu czy w mojej galerii.

Sertralinę brałam rano (na poprawę nastroju), mianserynę na noc (by lepiej spać i być spokojniejszą) przez około roku. Spałam dobrze i głęboko. Budziłam się wypoczęta. Najpierw trochę się obawiałam tych leków. Ale po kilku miesiącach zauważyłam poprawę mojego nastroju, chociaż moja sytuacja życiowa obiektywnie nie była nadal lepsza czy łatwiejsza. Przestała być problemem. Zrobiłam się spokojniejsza, trudne sprawy mnie nie przerażały, lecz radziłam sobie z nimi jak wcześniej. Po roku byłam znowu zadowolona z życia, wcale nie łatwiejszego.

Wymienione wyżej tabletki (w minimalnej dawce) znosiłam bardzo dobrze, nie miałam skutków ubocznych, nie otępiały, nie zauważałam bezpośrednio, że mają wpływ, a miały dobre skutki działania. Być może trochę przytyłam, ale może to normalne w tym wieku (powyżej 44 lat).

Mój znajomy (lat 45), który był bardzo nerwowy i bywał agresywny, miał kłopoty z nadużywaniem alkoholu, brał mianserynę przez kilka miesięcy na noc (minimalną dawkę) i ten lek też mu bardzo pomógł. On przestał pić, stał się spokojniejszy, mniej agresywny, bardziej opanowany, częściej zadowolony z życia.

Uważam, że lepiej sięgnąć po odpowiednie leki niż na przykład po alkohol czy narkotyki. A tak zdarza się ludziom w sytuacjach dużego stresu czy depresji. Uzależnienie od alkoholu (czy narkotyków) jest wg mnie dużo większym problemem od uzależnienia od leków. Tym bardziej, że nie każdy lek uzależnia, a alkohol (czy narkotyk) po jakimś czasie tak. Osoba nawet uzależniona od leków, działa jak osoba (prawie) zdrowa. Alkoholik (czy narkoman) działa niezrozumiale, szkodzi sobie i innym, wykańcza siebie i innych. Znam dobrze kilka takich osób.

Leki wymienione wyżej ani mnie, ani mojego znajomego nie uzależniły, one nam pomogły. Przestaliśmy je brać, ja po roku, on po kilku miesiącach. Można je odstawić i nie stanowiło to ani dla mnie, ani dla mojego przyjaciela problemu.

W okresie stresu, depresji, załamania, choroby psychicznej – odpowiedni lek może pomóc wg mnie, moich doświadczeń i obserwacji bliskich osób, jakimi się opiekowałam (siostra i mama).

Mimo wielu doświadczeń, wielu przeczytanych książek, studiów podstaw psychologii i obserwacji, nie odważyłabym się radzić komukolwiek, co robić w razie stresu, depresji czy choroby duszy.

Proszę zapytać dobrego psychologa czy dobrego lekarza specjalistę (psychiatrę)!

Niedługo możemy doczekać się książki pani Blogerki. A będzie to dzieło o depresji.

Pani Agata pisze: „Wracam do pracy nad książką, którą zamierzam w tym roku wydać. Mojej pracy będzie towarzyszył cykl wpisów zatytułowany „Przez depresję do spełnienia”. Odpowiem na pytania: Jak poznać i pokochać siebie? Jak nauczyć się znowu słuchać Serca? Jak sprawić, by Rozum pomagał nam kroczyć własną drogą, zamiast wymierzać razy za zejście z wytyczonej przez innych ścieżki? Jak odczytywać sygnały, które depresja nam wysyła, zanim nas pożre w całości? Jak otworzyć ramiona na życie bez lęku? Jak rozwinąć skrzydła i nauczyć się latać? Jak przejść przez depresję do spełnienia?

Liczę na Was, Waszą pomoc, uwagi i listy, bo chcę żeby moja książka była nie tylko moją historią, ale przewodnikiem i odpowiedzią na Wasze potrzeby. Wpisy będą ukazywały się w każdą środę, począwszy od 1 marca. Czekam na Was z ogromną ciekawością. Piszcie do mnie. Piszcie co Was boli, co czujecie, co myślicie, co budzi Wasz sprzeciw i co Wam pomaga. To będzie książka dla Was, ale by taka była potrzebuję Waszej pomocy. kontakt@agatakomorowska.pl“

Aby napisać własną książkę, pani Agata potrzebuje maili od czytelników…

To bardzo wygodne i sprytne. Ludzie dadzą tej pani na własnym nieszczęściu zarobić! Bo depresja to choroba i raczej szczęściem nie jest. Połowa materiału zostanie nadesłana, drugą się jako „maile od czytelników“ samemu dopisze… Takie maile można wymyślić, spreparować. Takie listy i maile mogą być pełne opisów potrzebnych do książki, podziękowań pełnych miłości do autorki. Nie muszą być nijak poprawne naukowo,  logiczne czy rozsądne, ponieważ są lub „będą“ od często anonimowych osób… Nie trzeba cytować źródła ani się tłumaczyć, co to za bzdury, ważne, że się to sprzeda jako książkę własną i treściwą. I takie maile pojawią się być może w najbliższej lekturze wywodów autorki na różne sprawy… Znamy już takie teksty, n.p. pani Paoli.

Miłego czytania!

P.S.

Jeżeli na Facebooku ktoś ma inne zdanie od pani Blogerki, pani ta czuje wrogość i niechęć…, a może to inni mają rację, proszę pani?

Cytaty z Facebooka:

Monika Sokołowska-Woźniak Ja też nikogo nie przekonuję, pokazuję tylko drugą stronę medalu. Nic nie jest tylko czarne albo tylko białe. Nie można popadać w skrajności ( nie będę nosiła ze sobą ibupromu, chcę być wolna. Ja chcę być wolna i nie szukać apteki jak mnie głowa rozboli 😉 ). Chcę pokazać, tą drugą stronę medalu, gdzie leki nie robią „jajecznicy z mózgu“, gdzie ja nie czuję się niewolnikiem leku, gdzie psychiatra to człowiek rozumiejący Twoje obawy i lęki itd.
To właśnie ta druga strona medalu.
A czy będę czytać bloga, czy nie, to mój wybór i przepraszam ale czy się obrazisz, czy nie, nie bardzo mnie dotyka, z całym szacunkiem 🙂

AgaTa Komorowska Wyczuwam jakąś wrogość. I po co tak? Jest weekend, lepiej się nim cieszyć:) Jadę z dzieciakami na piłkę. Pozdrawiam Cię serdecznie pomimo różnic
Monika Sokołowska-Woźniak Nie, to nie wrogość, po prostu inny punkt widzenia. Posiadanie innego zdania nie oznacza wrogości. Odnoszę się do artykułu, nie do Ciebie personalnie. A gdybym miała się przejmować czy ktoś się obrazi, czy nie, to dopiero miałabym nerwicę
AgaTa Komorowska Joanna Komar Krupinska zawsze piszę na Ty droga Pani. Czuję duży poziom niechęci z Pani strony, proszę Pani. Mam jednak pewność, że Pani, proszę Pani, nie zaszkodzę z całą pewnością. Ani nie pomogę.

Znana i lubiana (szkic)

4.03.2017

Znana i lubiana

Co za przypadek, że Kinga Rusin wygrywa casting na prezenterkę telewizyjną w 1992 roku, skoro jej mama od lat pracuje dla TVP….? Jej mamą chrzestną jest Danuta Rinn (znana wtedy piosenkarka)…, która nie miała dzieci. Pewnie mała Kinga była dla niej jak córka…

Cytat: „Miałaś duże szczęście, że poznałaś tak wiele wspaniałych ludzi.
Kiedy byłam mała, to głównie dzięki mojej mamie chrzestnej, piosenkarce Danucie Rinn, która traktowała mnie jak córkę. Była niezwykle towarzyską osobą. Ludzie się do niej garnęli. U niej się biesiadowało i dyskutowało jednocześnie. Urządzała legendarne przyjęcia, nawet w ciężkich czasach. Wiadomo było, że jak się pójdzie do Danusi, to będzie najlepsze towarzystwo, najsmaczniejsze jedzenie i niesamowita atmosfera. Pamiętam z tamtych czasów Krzysztofa Kolbergera, Wojciecha Pszoniaka, który był wielkim przyjacielem mojej cioci, Daniela Olbrychskiego, Gustawa Holoubka i Magdalenę Zawadzką, Lucjana Kydryńskiego i Halinę Kunicką, Michała Bajora i wielu innych wspaniałych polskich artystów. Moja ciocia zawsze mówiła: słuchaj, uważnie słuchaj, każdy z tych ludzi to jest książka, chodząca encyklopedia, skarbnica wiedzy. Nic nie mów, tylko słuchaj, to ci się na pewno w życiu przyda.“

Trzeba przyznać rację pani Rinn, pani Kinga nie powinna zbyt wiele mówić.., bo się okazuje, co i jak myśli…  

(http://www.gala.pl/artykul/tylko-u-nas-kinga-rusin-quotwszystko-co-kochamquot)

Co za zbieg okoliczności, że młoda kobieta, studentka italienistyki udaje się na taki casting i jest po prostu najlepsza, mając takie kontakty… Owszem, wygląda miło na ekranie telewizora. Jest ładna. A ponieważ wygląda miło, otrzymuje w 1994 roku statuetkę „Wiktora“ w kategorii „Odkrycie telewizyjne roku”. Od kogo właściwie i co to było za odkrycie?

Pani Rusin zostaje tłumaczką w telewizji oraz prowadzi jekieś programy. 3 czerwca 1994, po roku znajomości, poślubiła dziennikarza Tomasza Lisa, z którym wyjechała do USA. Pani Rusin nie kończy studiów na italianistyce.

Do Polski wróciła w 1997 roku i została prowadzącą magazynu Wizjer TVN. Widocznie TVN niecierpliwie na nią czekał, ponieważ po maturze i bez żadnego zawodu, musiała być kolejnym odkryciem roku jako dziennikarka…

Po odejściu z TVN, zajęła się wychowywaniem swoich dwóch córek. Od września 2005 roku wraca ponownie na antenę TVN. Ten TVN po prostu ciągle czeka na panią Rusin, bo nie ma innych chętnych z wykształceniem dziennikarskim, czy w ogóle po studiach…?  Gdyby pani Rusin miała naprawdę talent oraz inteligencję do pracy jako dziennikarka, co mogła udowodnić do dzisiaj, nikt by się nie dziwił. 

Czy mąż Tomasz Lis pomagał? Bo już teraz nie pani Danuta Rinn. Pytam, ponieważ zasłyszałam takie pytania w wywiadach znanych dziennikarek… A nie słyszałam, by ktoś panią Rusin zapytał.

Pani Rusin wraca do pracy w telewizji po 2 latach telewizyjnych praktyk (1992 – 1994), potem po 3 latach przerwy znowu na jakiś czas i znowu… Z powodu?

Jakie kwalifikacje dziennikarskie i wykształcenie ma pani Rusin w ogóle, oprócz tego, że robi słodkie miny, jest ładna i zgrabna oraz jej mężem był znany i wpływowy redaktor Tomasz Lis?

Pani Rusin, znana „dziennikarka“ ukończyła szkołę średnią maturą i podjęła studia wyższe, które rzuciła, lub na których sobie nie poradziła i z nich wyleciała… Bo jeżeli sobie ktoś radzi, to zwykle studia kończy.

A więc ma wykształcenie średnie, brak zawodu.

I z takim to doświadczeniem i wykształceniem zostaje dziennikarką, która robi wywiady z gwiazdami muzyki, sportu, biznesu, itp. itd. … Dlaczego? Ponieważ umie robić słodkie miny do kamery a także do wielu gości jej wywiadów, i Bóg wie jeszcze do kogo… oraz ma męża Lisa.

A każdy wywiad otwiera jej furtkę dalej…, co sama rozgłasza we własnych wywiadach na jej temat… Możnaby odpowiadać bardziej inteligentnie.

Takie ma kwalifikacje.  

K. R.: DZIENNIKARKA! BEZ ZAWODU!

Z czasem sama staje się gwiazdą, tylko dzięki tym minom, mężowi – sławnemu dziennikarzowi oraz dzięki temu, że ją widać często w telewizji. Do wywiadów, które prowadzi jest często nie przygotowana. Po co? Przecież jest taaaaka ładna i robi taaaakie słodkie miny!

K. R.: GWIAZDA!

Pytania zadaje często słabe i nie na poziomie, odpowiedzi daje podobne… Trudno mi tu tyle cytować, trzeba to zobaczyć. Niektórych gości swojego programu traktuje mało poważnie i jakby z góry, jest często nie przygotowana…

Bo przecież to pani Kinga jest gwiazdą! A gość? Jak ma na nazwisko?? Takie długie, takie trudne… Już sam wstęp i przedstawienie gościa jest denne. Dalej: A  może jesteśmy na ty??? To przecież było umówione! Więc umówmy się znowu, że jesteśmy na „ty“, zaskakuje pani Rusin rozmówczynię panią Olchowicz-Mazurkiewicz. (wywiad z Izabelą Olchowicz-Mazurkiewicz).  

(http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/isabel-celebrytka-mimo-woli,5446.html)

Także Edyta Górniak uważa, że Kinga Rusin była nie przygotowana do wywiadu z nią i był to ostatni wywiad, jaki udzieliła pani Rusin, ponieważ szkoda jej czasu dla tej dziennikarki („…, może jest rozproszona, może przepracowana, może ma za małe przygotowanie dziennikarskie“). Pani Górniak kwestionuje kwalifikacje pani Rusin.

(https://www.youtube.com/watch?v=ci9TQFYIfoE)

K. R.: DZIENNIKARKA!

Pani Kinga Rusin występuje w programie Taniec z gwiazdami i ….? Oczywiście zywycięża! Zapytana, czym dla niej jest taniec, odpowiada z dziwną miną i śmiechem: …ehe…., to jest coś, co robi, jak jest w gronie bliskich znajomych. Lubi tańczyć, lecz nie jest to jej pasją. Owszem, lubi patrzeć, gdy tańczą inni. Taniec był ważny, ponieważ wygrana w „Tańcu z gwiazdami“ otworzyła jej wiele furtek… Na przykład do „You Can Dance…“  Jakie to proste i logiczne!  Można odpowiedzieć bardziej inteligentnie. Ale to pani Rusin do głowy nie przychodzi, przecież i tak jest już gwiazdą. To z nią się teraz robi wywiady! A dlaczego?

(https://www.youtube.com/watch?v=CMZrlxhBGXY)

K. R.: GWIAZDA TAŃCA!

Cytat: Kinga Rusin napisała swoją pierwszą książkę razem ze swoją dobrą znajomą – psychoterapeutką Małgorzatą Ohme. Jest to obszerny dialog pomiędzy obu paniami dotyczący natury człowieka, związków partnerskich, czyli ogólnie rzecz ujmując – życia i jego problemów. Kiedy pod koniec 2010 roku książka ukazała się na rynku wydawniczym, było o niej głośno, pojawiło się wiele spekulacji i domysłów. Nie jest to w żadnym wypadku sensacyjna spowiedź pacjentki przed psychoterapeutką, chociaż Pani Rusin traktowała tę książkę jako formę terapii. Wstępem do konkretnego tematu rozmowy są maile, jakie Kinga Rusin otrzymywała od internautów odkąd założyła swoją stronę internetową. Każdy z przytoczonych listów jest obszernie komentowany przez obie autorki książki. Kinga patrzy na problemy innych osób przez pryzmat swoich doświadczeń, natomiast Małgorzata próbuje podejść do tematu bardziej profesjonalnie z racji wykonywanego zawodu, ale jej rozważania są przekazane w dość prosty i przystępny sposób. Forma książki zaciekawiła mnie i zaintrygowała, ale po skończonej lekturze jestem trochę rozczarowana. Ciężko mi się czytało ten obszerny dialog, mimo, że został przeprowadzony na wysokim poziomie. Niby istotne tematy, a do mnie jakby nie przemówiły, myślę, że ze względu na sam sposób przekazu. Duży plus dla Kingi za klasę i powściągliwość oraz za to, że „zagrała na nosie” wszystkim osobom żądnym ploteczek i sensacji.“

(http://poczytajka.blog.pl/2014/12/05/co-z-tym-zyciem-kinga-rusin/)

Pani Rusin zaczyna pisać książki…, nie sama, dlaczego by sama? Pani Rusin ma twarz i nazwisko, psychoterapeutka oraz internauci są dodatkiem do książki, a właściwie także treścią… Bez nich jakoś żadnej książki wcześniej nie napisała i nie napisze?

Własne terapie są dla wielu najlepszym sposobem na napisanie książki z terapeutą i osobą umiejącą pisać książki…

Ależ są jeszcze inne osoby, które pomogą napisać. I jest nowa książka:

„Jak zdrowo i pięknie żyć, czyli ekoporadnik „

Ta książka napisana jest razem z innymi specjalistami.

Pani Kinga Rusin daje okładce twarz oraz nazwisko!

Cytat: „O tym, jak zdrowo żyć Anna Kalczyńska i Andrzej Sołtysik rozmawiali z prowadzącą Dzień Dobry TVN i autorką Ekoporadnika Kingą Rusin, znaną z ekologicznego podejścia do życia. W poradniku znajdziecie skuteczne i łatwe przepisy Kingi Rusin na zdrowie i urodę.“

(http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/kinga-rusin-radzi-jak-zdrowo-i-pieknie-zyc,211749.html)

K. R.: PISARKA! DORADCZYNI!

Pani Rusin najlepszą szkołę dziennikarstwa dostała w USA. Nowy Jork to wg niej Mekka dla dziennikarza, natchnienie! Mieszkała w Waszyngtonie podobno 4 lata (tak opowiada w wywiadzie), ja doliczyłam się, że były to niecałe 3 lata (połowa 1994 do 1997).

Nie doczytałam się w jej życiorysie, że skończyła jakąkolwiek szkołę dziennikarstwa ani w ogóle szkołę powyżej matury.

Wg mnie natchnieniem dla dziennikarza może być każde wydarzenie, a nie Nowy Jork.

Pytanie do pani Rusin:

Cytat : „Czym są dla Ciebie pieniądze?
Dobrze, kiedy są. I dobrze, kiedy samemu się do nich dochodzi, bo wtedy docenia się ich wartość. Niczego nie odziedziczyłam, niczego nie wygrałam. Wszystko co mam, zawdzięczam sobie. Mam w sobie determinację, która wzięła się z domu, gdzie nie było dostatku.“

Wygrała pani casting, proszę pani, po znajomości, czyli oszustwem. A potem wygrała pani miejsce pracy w telewizji, dzięki mężowi…

(http://www.gala.pl/artykul/tylko-u-nas-kinga-rusin-quotwszystko-co-kochamquot)

Pani Rusin, podobnie jak inne znane gwiazdy, wszystko zawdzięcza sobie! Nie mamie w TVP, nie cioci Danucie Rinn i nie mężowi, bardzo znanemu dziennikarzowi.

Pieniędzy nie miała z mężem nawet pod dostatkiem w Waszyngtonie. Pojechali tam biedacy klepać biedę. Ale starczało na ukochaną „Metropolitan Opera“?, tak wnioskuję z wywiadu.

(https://www.youtube.com/watch?v=RIndmGRzHiU)

Cytat: Pójście choć raz w miesiącu do restauracji pozostawało w sferze marzeń. Marzeniem też była kawa ze Starbucksa, dla mnie synonim amerykańskiego szczęścia. Patrzyłam przez okno na mieszkańców Waszyngtonu, którzy dzień pracy zaczynali właśnie od kubka tej kawy, i zastawiałam się, czy kiedykolwiek będzie nas na to stać… – zwierza się Kinga.

Jedzenie robiło się w domu, produkty kupowało w okolicznych sklepikach. Nie stać nas było na restauracje, nawet te tanie. Nie starczało też na gotowe dania, które wtedy zalewały supermarkety – dodaje.

Na szczęście budżet domowy świeżo upieczonych małżonków ratowały kupony promocyjne, które znajdowali w gazetach:

Z gospodarstwem domowym musiałam radzić sobie sama, zarobki korespondentów były jeszcze pozostałością po czasach komunizmu, więc kombinowało się, żeby przeżyć – wpomina Kinga. Sąsiedzi podpowiedzieli mi, jak ekonomicznie robić zakupy. Trzeba zainwestować w gazety, wycinać z nich kupony rabatowe, zrobić sobie trasę zakupową i w ten sposób oszczędzać. Nawet poważne tytuły, jak „Washington Post“ czy „Washington Time“ miały dodatki z kuponami promocyjnymi.“

(http://www.pudelek.pl/artykul/97930/rusin_wspomina_zycie_z_lisem_w_stanach_marzylam_o_kawie_ze_starbucksa/)

Nie wspomina, że pracowała, czy uczyła się w tym czasie, pamięta widok z okna na kawiarnię…  Nie starczało na jedzenie ani na kawę, ale jeździła sobie z Waszyngtonu do Nowego Jorku, to tylko kilka godzin…? A niby po co?

Teraz opowiada o tym, ponieważ sieć niedostępna dla niej w USA wchodzi na polski rynek i można na takiej reklamie zarobić! Bo ta kawa to synonim amerykańskiego szczęścia! Czy pani teraz mieszka i pracuje w Polsce?

K. R.: FIRMA REKLAMOWA!

Kinga Rusin jest współwłaścicielką znanej marki kosmetycznej Pat&Rub.

To pani Rusin po latach, bez żadnej szkoły w tym kierunku, wymyśla linię kosmetyków..? Formuły kosmetyków robi chemik, znalazła wspólników, którzy mieli „know how“, zainwestowała 50% i tyle zarobi…

I tak to pani Rusin wynalazła kosmetyk, dała mu twarz i nazwisko! I zarabia! A dlaczego? Bo sama do wszystkiego doszła! Tą „wygraną“ mamą chrzestną, tym „wygranym“ castingiem i „wygranym“ w telewizji mężem…

(https://www.youtube.com/watch?v=hNwlK0HqS4Q)

K. R.: BUSINESSWOMAN

A w USA 1994 do 1997 nie mogła sobie takich kosmetyków produkować i na tym zarabiać? Nie mogła pisać własnych książek samodzielnie i na tym zarabiać, żeby stać ją było na tę kawę w kawiarni?

Proszę, ile furtek otworzyło się, tylko dla tego, że miała mamę w TVP, mamę chrzestną Danutę Rinn i męża Tomasza Lisa (który po kilku latach wolał inną i odszedł), a po latach sławę i kupę forsy, by inwestować w nowe projekty! Dwoje dzieci też ma! Mogą chodzić do najlepszych szkół prywatnych!

Bo wykształcenia ani przygotowania dziennikarskiego

ani do żadnego zawodu nie ma….

Gratulacje! 

 

 

Nauka religii

Religia za czasów mojej młodości była fajna, była przy kościele.

Jeździłam na lekcje religii autobusem 135 na plac Szembeka, do prafii Najczystszego Serca Maryi. (http://www.parafia-szembeka.waw.pl/) Sale do moich lekcji religii były zadbane i czyste. Ksiądz był bardzo miły, siostry zakonne też. Ksiądz i siostry wymagali, byśmy się uczyli modlitw, pieśni i wszystkiego, co trzeba, ale byli pobłażliwi i wyrozumiali. Lubiłam lekcje religii, mam same dobre wspomnienia. Chociaż też czasami wagarowałam… Ukończyłam edukację maturą z religii (takim dyplomem).

Ale czy lepiej uczyć religii w szkole? Nie wiem. Może tak.

Ponieważ: jeżeli jest w szkole, to nie wierzący czy dzieci innego wyznania (n.p. w Niemczech) mogą czy muszą wybrać etykę. A więc jednak czegoś o moralności, czy o egzystencji religii a może i o Bogu się uczą. Są nadal we wspólnocie z dziećmi.

Kiedy religia była przy kościele, niektóre dzieci (nieliczne) nie chodziły, nie wiedziały nic lub nie wiele o Bogu i cała religijność i moralność przeszły obok nich…, a nawet wspólne zajęcia z rówieśnikami, (co też było fajne). Bo to było dla chętnych.

W szkole to jednak obowiązkowe. Znam osoby, które na religię ani do kościoła nie chodziły i nie miały w życiu żadnej moralnej wskazówki od Boga. Nie wierzyły, nie wierzą i nie chcą wierzyć, bo tak im wygodniej. W swoim życiu popełniły wiele błędów (alkoholizm, długi, papierosy, brak umiaru, oszustwa, a na koniec klęska życiowa, bo raptem osoby te straciły wszystko, lądując prawie lub dosłownie na ulicy). Nie wiem, czy w sumie nie straciły na braku lekcji religii czy etyki, ponieważ nie wierzą w nic. Nie mają wyrzutów sumienia, nie mają poczucia grzechu ani wstydu, czy żalu za to, co zrobili źle. Nie żałują, nie pokutują, mają wszystko i wszystkich w nosie…

Wg mnie to ważne, czym skorupka za młodu…

Nauka religii jest ważna, począwszy od małego (2 lata) w domu rodzinnym, poprzez przedszkole i lata szkolne.

A gdzie uczyć, to niby wszystko jedno, ale łatwiej i skuteczniej wg mnie uczyć w szkole, a dzieci dowozić czy dojeżdżać nie trzeba. Uczniowie pozostaną wśród rówieśników, kolegów i koleżanek. To ma pedagogicznie swoje dobre strony, że uczą się razem.

Każde dziecko powinno wybrać albo religię albo etykę. Tak jest w Niemczech.

Jeżeli osoba dorosła mimo pobranej nauki stwierdzi, że wiara, czy religia nie są dla niego wzorem do życia, jego sprawa i jego problem. Ale każdy powinien dostać szansę, by się tego dowiedzieć, co Bóg i ludzie wierzący już wiedzą.

Nauka nie jest stratą czasu. Uważam, że dzieci ucząc się (także na lekcjach religii) ćwiczą pamięć, mają zajęcie, dowiadują się nowych rzeczy, mają zajęcie lepsze od zajęć bezmyślnych. Dzieci śpiewają, rysują, malują, spędzają razem czas wolny także po szkole, uczą się myśleć o świecie i o innych. Nauka religii to nauka polskiej tradycji, pięknych pieśni i pięknych obyczajów. Niektóre są może staromodne, może się zmienią, a może wielu ludzi właśnie takie obyczaje lubi? Ja nie wszystkie. Ale widzę, że dla wielu wiernych to szczęście i radość, sens życia, spełnienie.

Słowa Biblii i przykazania wiary uczą tylko dobrego, pieśni religijne głoszą dobro i poświęcenie dla dobrej idei.

Dobra lekcja religii czy etyki nie szkodzi, a uczy i rozwija. W przeciwieństwie do spędzania czasu tylko na grach Nintendo, Wii, PS czy przy komputerze…

Wiara i kultura

Robię się staroświecka, a taka za młodu nie byłam. Ale w pewnym momencie życia trzeba wybrać. Wolę wiarę i staroświecką religijność niż nowomodne show na każdy temat, aby dla forsy i sławy. Show, kóre często wiarę i religijność chce zniszczyć, Boga wykorzenić z domów i rodzin, tradycję zamienić w nowomodne byle co. A przecież słowa Biblii i przykazania wiary uczą tylko dobrego.

Będąc wiele (zbyt wiele) lat w Niemczech wiem, jak ważna jest wiara i możliwość spotkania w Polskim Kościele (Polskiej Misji Katolickiej) dla Polaków, którzy tu mieszkają. To dla nas kawałek Polski, ojczyzny, języka, tradycji, wspólnoty w wierze. Po większości osób widzę, jak przejęci wiarą są ludzie, których spotykam w kościele, bogobojni i szczęśliwi, że się mogą po polsku modlić, słuchać i śpiewać pieśni, być na mszy świętej z Polakami. Wiara, tradycja, msza św. to dla wielu wiernych szczęście i radość, sens życia, spełnienie.

Tym osobom nie każe się klęczeć – większość chce klęczeć (mnie kolana bolą szybko, więc raczej nie jestem wzorowym przykładem pobożności i nigdy nie byłam).

Dla większości ludzi w kościele msza po polsku to przeżycie duchowe wiary, przeżycie kulturowe, patriotyczne i po prostu miejsce spotkania w i po kościele.

Jesteśmy z różnych zakątków Polski i mamy mniej lub bardziej świątobliwe i pobożne obyczaje ( ja mniej raczej). Za moich czasów i w mojej wspólnocie osoby świeckie nie witały się aż tak pobożnie, jak słyszę to u innych. Mówiło się tak do księży czy sióstr zakonnych: Szczęść Boże, Z Panem Bogiem… Tutaj słyszę takie zwroty często między świeckimi osobami w kościele. I sama czuję się trochę dziwnie, ale nadal zwracam się aż tak pobożnie tylko do siostry zakonnej i księdza. Inne osoby dziwią się, gdy ja mówię: „Dobry wieczór i do widzenia“. W niemieckim kościele jest trochę bardziej swobodnie, nie tak konserwatywnie.

W naszym kościele nie dopatrzyłam się u nikogo fałszu. Ta wspólnota jest piękna i wzruszająca. Czuje się wiarę, zapał i moc w tej grupie. Nikogo nie zmuszają przecież, żeby tu przychodził.

Nasz kościół jest pełen ludzi, w niedzielę 90 – 100 % miejsc zajętych, ludzie w każdym wieku. W kościele niemieckim jest w niedzielę ok 30 – 40 % miejsc zajętych, mało młodzieży, dzieci w wieku od małego do I komunii i rodzice…. , a potem mało kto…, i starsze osoby, często także przybyłe z zagranicy… Mało młodzieży i młodych dorosłych.

To trochę jak sala pełna gości we wspólnocie (w polskim kościele)  – i kilkoro przypadkowych osób (w kościele niemieckim)… Takie porównanie…

Może przesadzam, ale trochę tak jest…

Młodzież niemiecka (wiele przypadków) lat 15, 16 lat nie zna „Wierzę w Boga“ po niemiecku. Nie uczyli się jak dotąd…. nawet w szkole katolickiej z założenia. 10 przykazań też jeszcze nie przerabiali na religii w szkole… Ja trochę przed komunią z moją grupą omawiałam (grupa przy kościele).

Jeżeli nie uczyć i działać konserwatywnie, to wszystko się rozpada….

Młodzież głównie gra na komputerze, chyba że uprawia sport…, młodzi dorośli do knajpy…

Bo tu w Niemczech jest więcej luzu, a nawet nie modne, żeby tak do kościoła… To takie nie na czasie… Do kawiarni to tak, do kina czy do restauracji…. większość, czy na sport jakiś…., na urlop, wycieczkę….

W teatrze średnia wieku 55? Tylko nauczyciel, lekarz, aptekarz,… inteligencja po studiach, itp. Teatr wg kolegów mojego syna (lat 15), którzy nie byli w nim nigdy, TO NUDA. Mój syn lubi teatr i był w teatrze już wiele razy, nie tylko na przedstawieniach dla dzieci, ale także na sztukach Ibsena czy Czechowa, na „Skrzypku na dachu“.

Kultura i wiara podupada w Niemczech w moich oczach. I mam wrażenie, że stanie się tak i w Polsce, jeżeli do tego dopuścimy…

Listy do Paoli 27.02.17

27.02.2017

(http://www.radiokrakow.pl/wiadomosci/nowy-sacz/andrzej-duda-z-pis-u-przeciwko-ratyfikacji-konwencji-antyprzemocowej/od-was/)

Prezydent Duda:

Wcześniej w Gorlicach powiedział, że ratyfikacja konwencji dotyczącej przemocy wobec kobiet to bardzo zła decyzja. Dodał, że dokument jest pełen pojęć niedookreślonych, które są nowe w polskim systemie prawnym i pozwalają na dosyć swobodną wykładnie ich treści. W ten sposób odniósł się do wypowiedzi Bronisława Komorowskiego.

Urzędujacy prezydent zapowiedział, że bardzo szybko podejmie decyzję w tej sprawie, bo konwencja jest zgodna z konstytucją.

Konwencja Rady Europy ma chronić kobiety przed wszelkimi formami przemocy oraz dyskryminacji. Przeciwnicy konwencji podkreślają, że niektóre jej zapisy uderzą w tradycyjnie rozumianą rodzinę a także polską tradycję i religię.

Droga Pani Paolu,

opublikowała pani znowu kilka linijek (ile płacą za linijkę?). Na pewno mniej niż za reklamę produktu obok linijek.

Przeczytałam z zaciekawieniem, co tym razem zechce pani obwieścić światu?  Po „przekartkowaniu“ internetu doszłam ponownie do wniosku, iż:

pisze, czyta lub słucha pani raczej bez zrozumienia. Czy może rozpowszechnia pani świadomie fałszywe informacje?

We własnym artykule pisze pani (no chyba pani):

Cytat:

„Oznacza też, na przykład, stosowanie tzw. konwencji antyprzemocowej. Tymczasem (ludzki) Pan Prezydent Andrzej Duda, już jakiś czas temu oznajmił w telewizyjnym wywiadzie, że „po pierwsze – nie stosować!“. Acha. Mówimy o obowiązującym prawie?“

Ależ skąd droga Pani, Pan Prezydent wyraził niechęć wobec ratyfikacji konwencji, o której pani się tak inteligentnie wypowiada bez zrozumienia. (proszę czytać i sprawdzić link na górze) Lub proszę o podanie źródła, na jakie się pani powołuje, „jakiś czas temu“ i „w telewizyjnym wywiadzie“ to nie jest źródło! Może pani nic nie zrozumiała, a może nie dosłyszała i przekręca?

Dalej kontynuuje Pani:

„Ale Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, którego także ja, osoba niewierząca i konwencję popierająca, utrzymuję ze swoich podatków, nie ma prawa nawoływać do łamania… obowiązującego nas oboje prawa. Aby konwencji nie stosować, trzeba ją najpierw wypowiedzieć.“

Uważa pani, że utrzymuje rząd, prezydenta i polityków:

„Dziś, jak każdego miesiąca, zrobiłam Wam spory przelew, oddając w formie podatków sporą część swoich zarobków. Umowa, którą zawarłam z moim krajem, wchodząc na rynek pracy, brzmiała następująco: ty bulisz na nasze utrzymanie, a my rządzimy w ramach prawa, które obowiązuje obie strony.“

„Jednak jako poseł na Sejm Rzeczypospolitej jest winien szacunek wszystkim obywatelkom i obywatelom. Także mnie, która go nie popieram. Ponieważ na niego płacę.“

Pani Paolu, nie pani jedna płaci podatki! Może tego pani jeszcze nie wie? I nie jest to żadna łaska z pani strony, a obowiązek obywatelski.

Ani rząd, ani Państwo Polskie nie zawierało z panią umowy! Pani znowu nie rozumie. Pani ma przywilej podjęcia pracy w Polsce (pozwolenie na pracę) i obowiązek odprowadzania należnych podatków do Urzędu Skarbowego. Nie każdy ma prawo do pracy w naszym kraju (nie każdy cudzoziemiec na przykład).

A pani podatki nie są wydawane wyłącznie na utrzymanie Prezydenta i rządu. Proszę sobie wyobrazić, że z podatków finansuje się także policję, wojsko i wyposażenie armii, straż pożarną, drogi i ulice, szkoły i uczelnie państwowe, Polskie  Koleje Państwowe (?), badania naukowe, państwową służbę zdrowia, kulturę (teatry), emerytury oraz renty, służbę dyplomatyczną, obsługę długu publicznego, zasiłki socjalne i pewnie jeszcze coś…

(http://www.polskieradio.pl/9/302/Artykul/1105947,Jak-panstwo-gospodaruje-naszymi-pieniedzmi)

Cóż, akurat u władzy są osoby, z których pani sobie drwi:

„Jak dla mnie, w zaciszu własnej psychiki, Andrzej Duda – osoba prywatna, może sobie codziennie drukować i palić w kominku znienawidzony tekst konwencji, odmawiając przy tym dowolną nowennę. Ale Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, którego także ja, osoba niewierząca i konwencję popierająca, utrzymuję ze swoich podatków, nie ma prawa nawoływać do łamania… obowiązującego nas oboje prawa.“

Ale osoby te zostały wybrane przez demokratyczną większość narodu, większość nawet wierzącą i praktykującą. Chociaż pani wysiłki w odstraszeniu ludzi od takich praktyk na pewno w jakimś stopniu poskutkują.

No cóż, tak między nami, w piekle starczy miejsca dla każdego chętnego.

Pan Prezydent Duda w przeciwieństwie do pani ukończył szkołę średnią maturą, zaliczył studia wyższe tytułem magistra, a nawet uzyskał stopień doktora nauk prawnych.

Może pani nie rozumie, co to oznacza, gdyż pani edukacja zakończyła się na 9 – ej klasie?

Doktor prawa, urzędujący Prezydent Polski nie jest aż takim przygłupem, za jakiego pani go ma i z pewnością nie nawoływałby (zwłaszcza publicznie) do nieszanowania prawa, które zna dużo lepiej od pani, a nawet umie czytać i pisać ze zrozumieniem.

Pisze pani:

 „Jak dla mnie, Konstanty Radziwiłł – osoba prywatna, może każdego dnia nawlekać pigułki postkoitalne na nitkę i udawać, że to różaniec, modląc się o ocalenie wszystkich niezagnieżdżonych w niegościnnych macicach złych kobiet jajeczek tego świata.“

Te sformułowania są ohydne, obleśne i poniżej szkoły podstawowej nawet. Jakim cudem pani ją ukończyła? Chyba dzięki nazwisku, choć i to mało pomagało, wspominając negatywne uwagi nauczycieli pod pani adresem, które sama pani cytuje we własnych linijkach:

Cytat z pani artykułu: „Debil! Nic z ciebie nie będzie! Siadaj, dwója. Skup się i myśl, ty cholerny durny nieuku! Skąd ty się wzięłaś u TAKICH rodziców, kretynko?“. Itd. itp.“

(http://www.grazia.pl/felietony/paulina-mlynarska/news-lolcia-krytyk-i-opiekun,nId,2194716)

Dalej – chce pani decydować, jakie opinie ma prawo wygłaszać minister:

„Jednak jako minister zdrowia, nie ma prawa opowiadać dyrdymał, które nijak mają się do obowiązującego stanu prawa i wiedzy medycznej.“

A jaki jest ten „obowiązujący stan prawa i wiedzy medycznej“? Czy to pani ustala sobie a muzom? Czy to stwierdzenie ma poparcie w faktach i jakich? Proszę o konkrety. Może pani nie ma o tym pojęcia?

Kim jest pani, żeby pisać, do czego ma prawo minister? Nawet jeżeli te „dyrdymały“ się pani nie podobają, a może nawet (nie wiem) są opinią błędną, to jednak nawet minister ma prawo się mylić. Może się pani z nim nie zgadzać, może się pani to nie podobać, ale to nie pani decyduje, do czego minister ma prawo. Może to polityczna prowokacja? Ale tego, co to jest „polityczna prowokacja“ uczą na uniwersytetach oraz w szkołach wyższych. Może to za trudne do zrozumienia, a jeśli tak, to skąd ten tupet?

Cudowne! Pan Jarosław Kaczyński dowie się nareszcie, kto na niego płaci i co może robić jako osoba prywatna!

„Sam zaś Jarosław Kaczyński – osoba prywatna może sobie w domu wystawać godzinami przed lustrem i powtarzać do upojenia, że jest wielkim Panem. Jednak jako poseł na Sejm Rzeczypospolitej jest winien szacunek wszystkim obywatelkom i obywatelom. Także mnie, która go nie popieram. Ponieważ na niego płacę.“

Pani Paolu, nie pani jedna płaci podatki. Politycy nie pobierają od pani pensji, są opłacani przez urzędy, tzn. gdzie pracują.

A poza tym pani może na kogokolwiek płacić tylko dlatego, że taki pan Kaczyński oraz wielu innych to pani 20 lat temu politycznie umożliwili! Głównie w okresie, gdy pani poświęcała czas na byciu szczęśliwą w Paryżu, przy szampanie i na planie Różowej serii!

Nie jestem wielbicielką Jarosława Kaczyńskiego, ale szanuję to, że swoich politycznych wielbicieli ma, i to znaczną grupę!

Nie powiedział, że jest WIELKIM PANEM!

A to, że powiedział trochę żartem, trochę sarkastycznie: „nie użyliśmy siły, bo jesteśmy „ludzkimi panami“, za co dostał „od swoich“ oklaski podszyte śmiechem. Ci ludzie zrozumieli kontekst żartu. Pani chyba nie. Takich przestarzałych sformułowań nie używa się dzisiaj na poważnie. Pan Jarosław Kaczyński ma ukończone studia oraz obronił doktorat. A PANI????? Trochę szacunku…

Pani pisanina rozpowszechnia wymyślone przez panią plotki… Może nie rozumie pani, co zapamiętają czytelnicy pani linijek? W dużej mierze wiele bzdur… Chociaż pisze pani te bzdury miejscami całkiem ciekawie…

A może nie raczyła pani obejrzeć tej przemowy?

(http://www.newsweek.pl/opinie/jaroslaw-kaczynski-w-sejmie-o-pis-jestesmy-ludzkimi-panami,artykuly,405727,1.html)

To jak pani pisze o innych, nie zasługuje niestety na szacunek wobec pani.

 

 

 

teraz każdy może książkę napisać

26.02.2017

teraz każdy może książkę napisać, nawet mysz o tym, jak koty łapać, sprzedać lub udomowić, bo w książce nie kot chce myszy łowić…

myszy (zwłaszcza feministki) dzisiaj piszą, co im się podoba, że kochać to głupota, małżeństwo to zgryzota, mężowie to błazenada, a tylko mysz wie, jak się bawić, pracować i jadać…

dzieci myszy chcieć nie chcą, należy je usuwać lub za wczasu nażreć się trutki, coby same sobie w zalążku zdechły w łonie matki najlepiej, da się to łatwo wyskrobać, nie trzeba będzie pułapek potem na takie cosik ustawiać… a samej myszy łatwiej będzie co chwila z innym kotem się umawiać…

myszy lubią pisać i pomawiać, o to i o tamto, szczególnie, że kot nie chciał ich złapać, nawet do pułapki przez mysz zastawionej, a już wcale nie do filmu, czy za stałą żonę….

za to chciał całować, macać i wyzywać seksualnie… a potem to fotografował normalnie… a teraz myszy wstyd, bo nie wiedziała, co to kamera i aparat fotograficzny.

koty sa głupie, prymitywne, chamskie i tylko mysz jest prawdziwym zwierzęciem, jako że na literę „f“ !

tę literę podkreśla co i raz. „fuck?“

nie: feministka.

 

Kościół to instytucja

25.02.2017

Kościół to instytucja, w której pracują nie tylko Pan Bóg i Pan Jezus oraz sami święci, ale przede wszystkim pracują w niej ludzie, bardzo różni ludzie. Także ludzie omylni.   Kościół to instytucja, organizacja ludzi i dla ludzi pewnej wiary.

Kościół to miejsce kultu religijnego, spędzania razem z innymi wiernymi czasu na modlitwie, świąt, wspierania się, pomagania, nauki, spędzania razem czasu wolnego, organizowania pomocy innym, to miejsce wpływów politycznych oraz nauk moralnych.

Kościół Katolicki to organizacja bardzo stara, powstała ponad tysiąc lat temu, organizacja pod pewnymi względami przestarzała, z innej strony: to wspólnota pełna pięknych polskich tradycji, pieśni, wierszy i modlitw, które niosły naród polski od klęski do zwycięstwa, od załamania do powstania z kolan, przez tysiąclecie współistnienia Państwa Polskiego i Kościoła Katolickiego. Kościoła nie należy niszczyć, być może należy pewne struktury, formy i spojrzenie zmodernizować. Cały świat się nieustannie zmienia. A ostatnie 100 lat to zmiany w bardzo szybkim tępie, globalizacja, wymieszanie nacji i wyznań w różnych krajach i na różnych kontynentach. Jeżeli zniszczymy nasz Kościół i naszą wiarę, inni narzucą nam ich wartości, nie lepsze od wiary w Boga.

Polski Kościół Katolicki to miejsce święte dla większości Polaków, miejsce zaczarowane i pełne boskich tajemnic, miejsce, które się szanuje i uważa. Msza katolicka i tradycja religijna są piękne, słowa Biblii nie uczą niczego złego, uczą dobra i moralności. Nawet osoby niewierzące zachowywały się do niedawna wobec Kościoła w sposów przynajmniej przyzwoity.

Oczywiście, że także w Kościele pracują zwykli ludzie. Większość z nich to głęboko wierzący księża i siostry zakonne, ludzie o dobrym sercu, zaangażowani w życie religijne z Bogiem, może nawet znający Boga, ludzie niosący naukę moralną, nadzieję i pomoc. Księża oddawali życie za Boga, wiarę i innych ludzi (Ksiądz Popiełuszko czy Ks. Kolbe).  Są także ludzie omylni, osoby, które interpretują Słowa Biblii i Boga różnie, albo jak im się podoba. W samym kościele katolickim widzę wiele różnic między Polską a Niemcami, między różnymi krajami, między takim a innym księdzem i jego nauką oraz spostrzeganiem wiary i religijności. Sam Papież zmienia ostatnimi czasy zdanie na różne tematy, które do tej pory podlegały tylko jednej ocenie.

Zapewne zdarzają się także w Kościele osoby, które trafiły tam przez pomyłkę, z braku innych możliwości, bo tak im było łatwiej, by mieć pracę i mieszkanie lub zrobić wielką polityczną i finansową karierę. Kościół to przecież także organizacja o wpływach politycznych a także finansowych.

Diabeł ma także rozum i oczy, a rozpoznać daje się czasami nie tak łatwo. Jeżeli ktoś zostaje Księdzem, żeby zrobić karierę polityczną, aby zdobyć pieniądze i służyć diabłu, nie Bogu, trudno to rozpoznać od razu, na początku, a po latach trudno się takiej osoby pozbyć z szeregów instytucji. Ale Bóg go sam oceni. Kościół nie powinien opierać się na pomówieniach, a o takie też łatwo.

Zdarza się pewnie, że w Kościele pracuje Ksiądz, który wykorzysta swoją pozycję, zdarza się to tak samo w każdej innej instytucji, w każdej szkole, w każdej organizacji… Zdarza się to w życiu, w rodzinie, wszędzie się to może zdarzyć.

Jeżeli znajdzie się jedna czy kilka czarnych owiec w stadzie wielu tysięcy czy wielu milionów dobrych i porządnych ludzi, czy można szkalować cały Kościół a nawet wiarę i Boga? Uważam, że nie.

Jeżeli jeden nauczyciel w szkole jest złym nauczycielem, nie szydzimy z całej szkoły, edukacji i nauki jako takiej.

Przedstawienie teatralne „Klątwa“, o którym ostatnio głośno w mediach, a którego nie oglądałam, szkaluje i opluwa podobno wiarę, księży, Papieża. Z Jana Pawła II robi obrońcę pedofili. Taki napis, jak przeczytałam z recenzji, powieszono na pomniku Papieża Jana Pawła II na scenie teatru.

Obrońca pedofili to osoba, która staje w obronie za wszelkimi objawami takiego zboczenia. A kiedy to Jan Paweł II takim obrońcą był? Jest jakaś wypowiedź czy pismo na ten temat? To jest pomówienie i kłamstwo.

Brak mi słów oburzenia.

Papież Jan Paweł II to jeden z największych Polaków, człowiek i święty, osobistość w Polsce ukochana i zasłużona dla Polski i świata. Obrażanie Jana Pawła II przez każdego, ale zwłaszcza przez zagranicznego reżysera na deskach polskiego teatru, dofinansowanego z pieniędzy podatników, także wierzących katolików, jest dla mnie nie do przyjęcia. Rozpowszechnianie kłamstwa na scenie teatru jest podłością i polityczną, antykościelną czy antyreligijną manipulacją.

Co ten reżyser, ur. w 1976 roku w byłej Jugosławii, obecnie obywatel Chorwacji, wie o historii Polski, o historii Kościoła w Polsce i o jego historyczej i politycznej roli w najtrudniejszych dla Polski czasach? Czy ten pan tu w Polsce był, żył do roku 1990? Czy widział, co działo się w latach 1976  – 1990 w naszym kraju? Jak może uważać się za „część polskiej kultury”? Czy zna język polski, ma obywatelstwo polskie, jak długo mieszka w Polsce, 2 – 3 lata? To Polacy mogą powiedzieć, co i kogo uważają za część swojej kultury i to Polacy ją wg mnie tworzą.

Czy pan Frljić był raz na spotkaniu z Papieżem Janem Pawłem II w Polsce, czy chodził do polskiego kościoła i zna księży i siostry zakonne oraz ich pracę? Czy chodził na lekcje religii, które ja znam od dziecka (lat 7) do 18-ego roku życia i mogę powiedzieć same pozytywne rzeczy na temat księży i sióstr zakonnych (z mojego doświadczenia). Co wie o polskich księżach i ich zasługach poprzez setki lat polskiej historii? Raczej nie wiele, skoro nie darzy ich szacunkiem, a nawet drwi i atakuje.

Dlaczego chorwacki reżyser ma prawo robić z księży pedofili a z Polaków przygłupów z krzyżem w ręku? Dlaczego niektórzy polscy aktorzy zagrają wszystko dla pieniędzy i sławy? Czy profanacja krzyża na scenie, profanacja flagi Watykanu to coś całkiem normalnego w przedstawieniu „artystycznym“ za pieniądze także katolickich podatników? Tak widocznie uważa nawet dyrektor tego teatru, który do tego przedstawienia dopuścił.

W mediach słyszę co jakiś czas, że „odkryto bandę pedofili“, nakryto międzynarodową sieć pedofilów, kilka tysięcy osób na całym świecie. Ostatnio mówili o tym nawet wczoraj. Pedofilia to straszne, obrzydliwe zjawisko, które dotyczy statystycznie najczęściej mężczyzn.

Myślę, że udałoby się w ogromnym stopniu zwalczyć pedofilię, gdyby nie było …. mężczyzn, a nie księży w szczególności. Czy wobec tego powinniśmy usunąć wszystkich mężczyzn? Czy dawanie mężczyznom prawa do życia i do pracy z dziećmi to obrona pedofili? Mniej więcej taka logika wypływa z logiki reżysera „Klątwy“.  Nie każdy na szczęście mężczyzna jest zboczeńcem. Papież nie jest od prowadzenia śledztwa na odległość. Jak ma to robić? Policja jest od ścigania przestępców. Dopiero udowodnione przestępstwo upoważnia do zwolnienia z pewnych funkcji.

Prawdopodobnie takie zboczenie występuje w wielu grupach społecznych, nawet w tzw. zwykłych rodzinach (czytamy o tym), w szkole, na zajęciach sportowych z dziećmi, wśród polityków, może się zdarzyć także wśród księży, może się zdarzyć w zasadzie wszędzie… A można zostać o pedofilię także pomówionym.

A jaką rolę odgrywają w tym problemie rodzice? Dlaczego nie widzą, nie interesują się dzieckiem i być może jego zagrożeniem ze strony pedofila. To rodzice powinni być przede wszystkim czujni i nie zostawiać dzieci pod opieką osób, do których nie można mieć zaufania. Rodzice powinni uważać na sygnały swoich dzieci. A jeżeli ktoś padł ofiarą pedofila, powinien to zgłosić 30 lat temu na milicję, a obecnie na policję, a nie opowiadać o tym dzisiaj cokolwiek, bez możliwości sprawdzenia faktów. Raptem się ludziom przypomina, co stało się 30 lat temu? „A, no bo wtedy nikt by nie uwierzył….“ Jakby to udowodniono, to by uwierzył. To ja dzisiaj mam w to tak po prostu wierzyć, bo ktoś to mówi przed kamerami czy do gazety w ramach kariery politycznej czy medialnej?

Pedofilia nie jest domeną Kościoła ani domeną księży.

Moim zdaniem wciskanie ludziom, że księża to pedofile jest manipulacją, grą polityczną dla władzy, sławy i pieniędzy. Myślę, że niektóre osoby w mediach zmyślają nawet na ten temat dla sławy i pieniędzy, ponieważ na takich wynurzeniach robi się dzisiaj także karierę w mediach. Przecież to mogą być także zwykłe pomówienia, aby kogoś zniszczyć, czy dostać od takiej osoby pieniądze. Takie rzeczy trzeba najpierw udowodnić. Policja jest od ściagania przestępstw.

Zniesławienie Kościoła, religii i Boga jest kierunkiem politycznym pewnej grupy ludzi, zdobywających wpływy na świecie. Ja tego kierunku nie popieram. Słowa Biblii nie uczą zła, uczą dobra.

Nie popieram też zamiatania brudów po stół.

W moich oczach równowaga między realną prawdą a „medialną prawdą“, rozpowrzechnianą w telewizji, w gazetach, w internecie i na scenach teatralnych jest mocno zachwiana.

Czy w ramach przedstawienia teatralnego można namawiać do zbiórki pieniędzy na zabicie znanego polityka (zostaje wymieniony z nazwiska) czy kogokolwiek? To jest jakaś makabra.

Bóg sam to wszystko oceni.

 

 

 

 

„Lustereczko, powiedz przecie…“

LUSTRO – autorka: Paulina Młynarska

FELIETON! tak po obejrzeniu…

Te osoby są wg mnie ofiarami tej pani. Są filmowane jako niby gwiazdy, ale w formie przesłuchania w stylu UB.

Pani redaktor stoi, zwykle wyżej od gościa, nie jak równy z równym, nie jak rozmowa, lecz jak obserwacja przypadku. Nie widzimy jej mimiki, rzadko zdarza się widzieć jej przyjazny uśmiech do rozmówcy, ponieważ patrzy w lustro, nie na gościa programu. Góruje obok jak Bogini, która od niechcenia rzuci jakiś głupi komentarz czy głupie pytanie, bo nie usłyszałam mądrego. Pewnie oglądam bez zrozumienia.

Są przypadki. Przypadki ładne i młode, są starsze: ze zmarszczkami i „gorszą“ cerą. Każdy przypadek pokazany jest w marnym „świetle“, inaczej niż dobra redaktor/dobry redaktor by to zrobił.

Główna tematyka to wygląd, wygląd, wygląd, malowanie i nie malowanie, bycie za dużym lub jakimkolwiek z wyglądu, maska i słabości…..
„Widzę, że lubisz siebie w wersji wyszykowanej.“ do pani Elizy M. To jest komplement, czy zarzut? Pani Eliza lubi!

„Czy feministki lubią się malować?“ pyta dalej pani redaktor……………….. Jakby wszystkie feministki lubiły to samo, lub powinny…

Niby przypadkiem padają słowa o botoksie (Eliza Michalik), taka może ukryta reklama? Jakby: „Po botoksie będziesz wyglądać jak ona“! Tu komplement: cudowna cera. Ja z bliska, kiedy zmywa makijaż, widzę zaczerwienione poliki pani Elizy, w sumie nie pięknie to wygląda …
Rozumiem, żeby ten program miał jakąś treść. Ale nie ma.

Tu chodzi tylko o sprzedaż kosmetyków i czegoś tam do demakijażu (bez kosmetyków demakijaż nie ma raczej sensu, przyp. autorki :D, chyba że się kto umorusa kurzem w piwnicy) oraz pokazanie, że te kobiety wyglądają dużo lepiej z makijażem. A redaktor zapowiada, że niby program ma cel odwrotny… Chyba nikt się nie zorientuje, bo w Polsce program puszczają bynajmniej…

Pani stoi i komentuje byle jakimi tekstami: „a malowanie z lat młodości, ja też to pamiętam…. Kogo maskowałaś tą maską? Co to była za dziewczynka?“
Pseudopsychologiczne pytania, zapamiętane prawdopodobnie z własnych terapii, o których pisała… Chyba nadal ich potrzebuje.
Kayah wychodzi na taką naiwną ofiarę losu i jest pokazana, filmowana tak, że wygląda okropnie. Najpierw siedzi jak na za wysokim kiblu na tym krześle, a pani redaktor stoi z obnażonymi ramionami…. cudna po prostu (zbliżenie na piękną cerę!). Potem przed tym lustrem… przykro patrzeć. Tego dnia ma chyba gorszą formę i nie jest szczęśliwa. Pani redaktor tego nie zauwyżała.., bo może zaprosiłaby swą ofiarę na inny dzień. Ależ super, popatrzcie: to jest Kayah! Ta „zmokła kura…“

Gość w tym programie ukazuje się jakby z mało fajnej strony, brzydszy, źle posadzony, źle ujęty. Pani redaktor za to zawsze super!

Okropnie ubrana, ale to rzecz gustu. I umalowana w czasie programu. Stoi i obserwuje, z góry.

To jest szyderstwo czy głupota??? „Lubiłaś zabalować jako młoda łania?“ – Pytanie pani redaktor do Doroty Wellmann, która rezolutnie i ze śmiechem stwierdza, że łanią nigdy nie była. Czy p. Dorota nie zauważa, że to nie komplement a sarkazm? Akurat jej nic nie speszy. Może nawet „kupuje“ takie komplementy…?

Ale także te zbliżenia na jej cerę – nie potrzebne.

Czy tu chcą pokazywać ludzką brzydotę?  To jest jakiś program sado – maso?

Pani Paulina mogła sobie balować za młodu we francuskich  softpornosach, w Polsce był stan wojenny i jego skutki droga pani! Ale z Francji się tego nie widziało…

Samo zadawanie takich pytań jest denne. Określa, to co może robiła pani redaktor jako młoda osoba lub jej punkt widzenia innych. Połowa osób, oglądających zapamięta to pytanie i skojarzy z osobą…

To jest tzw. „jedno oko na Maroko“ (do Marty Zmudy-Trzebiatowskiej), sorry, ale to zapamięta wiele osób i jest używane w innym znaczeniu…  To nie żart, to taka słowna nalepka, żeby kogoś obrzydzić… Tak robi taki pasywny sadysta. Niby żart, (czasami niby komplement), a dokopie równocześnie… Niech ma, skoro tu jest jako ta piękna…

Pani wyżywa się na kompleksach innych, na tym, czego kobiety u siebie nie lubią, co by chciały poprawić…. Podkreśla to pytaniami o słabości, o kompleksy, o to, co poprawiasz. Niby jest o demakijażu, ale przed lustrem zaprezentowany jest stół z dziesiątkami kosmetyków do makijażu…. Pokazane są sztuczne rzęsy. Czy to jest reklama, czy antyreklama tych rzęs? Po demakijażu panie są często nadal umalowane przed kamerą.
Pani redaktor  podkreśla, że kobiety są postrzegane wg wyglądu…. To znaczy, tak powinno być, czy nie? I skąd to przekonanie? Może jednak jest kilka mądrzejszych osób na świecie, które nie postrzegają innych wg wyglądu?
Pani pyta, kiedy p. Marta zrozmiała, że jest ładna. Kiedy sobie to powiedziała. Czy powiedziała sobie, że jest ładna? Sorry a może pani Marta Zmuda-Trzebiatowska jest mądra, raczej od dziecka widzi, że jest ładna???????????? Pani Paulina nie wynalazła lustra.
Czy zostałaś niesprawiedliwie potraktowana, bo jesteś piękna.
Pani redaktor wymusza jakieś negatywne wspomnienia, wg. mnie z zazdrości, że inna kobieta jest ładna! Piękna! Niech sama się wypaple…. I się wypaplała, niektórzy mówią, że jest zbyt ładna, by zagrać pewne role – no jasne, że starej baby jagi nie zagra tak przekonywująco.

Jedyny i najpiękniejszy jest produkt reklamowany i pani redaktor!

Okropny program. Mam wrażenie, że kobiety nie zauważają, że są podpuszczone….., żeby pokazać je brzydszymi i bardziej słabymi niż są i zarobić na ich obecności. A przy okazji pokazać własną osobę –  bez mądrych pytań, bez treści oraz sprzedać produkt. Towarzystwo wzajemnego pokazywania się i występowania, zarabiania na gadaniu byle czego, bez sensu.

Super i ponad nimi jest pani redaktor: Może jest piękne w niej to, czego nie widać?

Może… To co widać i słychać oraz można przeczytać jest przykrym obrazem….

Bajka o Sławie

Bajka o Sławie

Sława to pieniądze, a pieniądze to Sława! Sława to dzisiaj sprzedaż dowolnego produktu na skalę globalną.

Osoba w miarę inteligentna zorientuje się już za młodu, że najpierw trzeba zostać sławnym, a potem to już się wszystko samo potoczy…

Na Sławę można sobie zapracować, można na nią zasłużyć własnym talentem, osiągnięciami i pracą, zasługami dla i na rzecz społeczeństwa. Taka Sława nie dziwi.

Sławę można także zdobyć, jeżeli umie się jako tako śpiewać, tańczyć i przytupywać do rytmu… Ale i tu może pomóc obróbka komputerowa, dostępna dla każdego oraz anonimowi kompozytorzy i tekściarze. No problem. Niektóre Sławy już z tego korzystają. Dają nazwisko i twarz, resztę zrobi komputer i osoby przy tym zarabiające…

Sława to opakowanie: twarz i nazwisko.

A kto się potem zorientuje, czy to ta osoba śpiewa, czy komputerowy głos, czy tańczy tancerz, czy jego komputerowa wizualizacja. To się już sprzedaje!

Jeżeli twarz sławy się starzeje czy zbrzydnie, zarobią chirurdzy plastyczni. Opakowanie musi wyglądać świeżo i aktualnie.

Do sławy można dojść dzięki odpowiednim kontaktom, czy erotycznymu mruczeniu na życzenie w miejscach, gdzie czas spędza się raczej we dwoje, a światło często nie dochodzi….

Aby być sławnym z występów w telewizji trzeba ładnie wyglądać, ale nie zawsze, czasami trzeba mieć kontakty, gadanę i tupet. Kontakty ma się rodzinne lub łóżkowe.

Na pewno nie koniecznie trzeba być wykształconym, mądrym czy inteligentnym, a to mogłoby w zdobyciu Sławy niektórym nawet  zaszkodzić, chociaż ja wolę te inne wyjątki.

Mądry głupot nie sprzedaje raczej aż tak chętnie, zwłaszcza gdy ma z czego żyć ponad przeciętną…

Kiedy jest się nareszcie sławnym, sprzedaje się cokolwiek, najlepiej za pieniądze: kosmetyki, kremy, usługi, podróże, wszystko. Sprzedaje się także niechęć do Boga, do kościoła, do religii. To dzisiaj popularne i na czasie. Sława zarabia chyba często na tym, że w Boga nie wierzy, a innym wmawia, że ich wiara to brednie. Skąd to wie?

I tak bywa, że osoba sławna – nie wiadomo czemu – zdobywa miliony i jeszcze więcej…

A wtedy zaczyna pisać czasami własne książki i sprzedaje w nich, czy przy ich pomocy, cokolwiek… Okazuje się, że Sława „zna się“ na wszystkim. Nawet bez wykształcenia. Jeżeli nie umie pisać książek sama, no problem. Znajdzie się grono pisarzy i ekspertów, którzy dopomogą i też zarobią. Sława ma nazwisko i twarz, ekspert doda wiedzę i pomoże sklecić zdania mądrzejsze od moich (niestety własnych)…

Jeżeli Sława nie wie, o czym pisać, prosi o nadesłanie listów czy maili od czytelników bloga czy felietonów. Maile Sława może w sumie napisać sama do siebie, wymyślić i spreparować. Takie listy i maile są pełne opisów, potrzebnych do książki, podziękowań i są pełne miłości do Sławy. I takie maile pojawią się w najbliższej lekturze wywodów Sławy na różne sprawy…

Sława potraja zyski…

Sławie towarzyszą często egomania, arogancja i impertynencja, szczególnie wtedy, kiedy Sława zbudowana jest na własnym przereklamowaniu bez zawartości oczekiwanego produktu nawet. Sławie Sława odbija.

Osoba sławna i bogata ma się czasami, mimo wielu przeciwwskazań, za alfę i omegę i może chcieć zamienić Sławę i pieniądze na władzę, Sławę i pieniądze.

Nie dobrze, jeżeli do władzy dojdzie Sława nie zawsze wykształcona, nie zawsze mądra, nie zawsze sprawiedliwa czy rozsądna, osoba emocjonalnie nie dojrzała, a może nawet nie zawsze zdrowa na umyśle, osoba uzależniona od…?

Uważam, że taka osoba u władzy stanowi zagrożenie dla społeczeństwa i świata.

Niech żyje Sława!

Sława Bogu, że on czuwa!

 

Z serii: Listy do Paoli

UWAGA! FELIETON BEZPŁATNY!

Pani Paolu, rzuciła pani szkołę, zdobyła pani doświadczenie i nauczyła się (wg własnych słów) pracowitości we Francji.

Gdzie? W filmach pornograficznych?

Akcja: pracowita masturbacja, na cztery: wystawianie pupy do kamery, pracowite granie, jak pani niby liże członka na ekranie? To jest pracowitość aktorki filmowej w softpornosach, z panią w roli nawet nie głównej..?

Najwyraźniej inne aktorki były bardziej pracowite lub umiały grać lepiej, bo jedna Penelope, podbiła nie tylko Europę i  została nawet wielką gwiazdą….

Sama pracowitość w pokazywaniu czterech liter także nie wystarcza, potrzebny najwyraźniej także talent i wdzięk… A takiego chyba żaden wielki reżyser nie zauważył? Ani uroku osobistego?

Kto i dlaczego, udzielił pani wstępu do polskich filmów, telewizji, prasy czy internetu, by wypisywać, co ślina na język przyniesie – za pieniądze?

Może reżyser Wajda, wystraszony, że zostanie drugim Polańskim?

Bo powiada pani, że nie nazwisko i nie tata…. Ciekawe…

A o pani przygodzie z filmem reż. Andrzeja Wajdy pisze pani, że było to wykorzystanie pani młodego wieku przez dorosłych.

Jednym prawie tchem wymienia pani swoje przeżycia na planie filmu Wajdy i gwałt Polańskiego na nastoletniej…

Czy ma pani dowody na ten gwałt, czy pani była tego świadkiem?  Jakim prawem pisze i powtarza pani, ot jakieś ploty, zniesławiające człowieka… Tak twierdziła nastolatka oraz jej mama, która nastolatkę na spotkanie z Polańskim posłała. Ale córka gwiazdą nie została… Gwałt trzeba najpierw udowodnić. żaden sąd nie skazał Polańskiego za gwałt. Przecież ta panna czy teraz już pani mogłaby dochodzić swej racji przed innymi sądami, nie tylko w USA. Dostała pieniądze i już nie trzeba…?

To jest dziennikarstwo, to jest książka, to jest mądrość?

A kto panienkę Młynarską wtedy do gry w filmie zmusił? Bo raczej nie reżyser Wajda. Pani rodzice? Setki dziewcząt ubiegałoby się wtedy o tę rolę, ale nie dostały takiej szansy, gdyż nie miały „paninego“ nazwiska…

A teraz z pani gorycz i fałsz tryska…?

Sama pani do wszystkiego doszła…, ale dom otrzymała od ojca… Taki drobiazg zapewne, za min. poł miliona w dzisiejszej walucie…

Ja musiałam na małe mieszkanie ciężko pracować, obsługiwać, zmywać, sprzątać, szorować. A można było takie M-2 kupić w latach 90-tych za kilka tysięcy dolarów? Tyle we Francji nie płacili? Co pani przywiozła z Francji? Gumę do żucia?

Czy ta sama pracowitość pozwoliła się pani wspiąć po szczeblach kariery, może nie do kamery, by zarabiać teraz dodatkowo na sprzedaży kosmetyków i „własnych“ pamiętników, o treści, wskazującej na brak…

Nie interesuje mnie robienie kariery „przez łóżko“, jeżeli wielki talent inaczej nie ma szansy na sukces, a i tak bywa, ale dlaczego szara mysz ma grać lwa albo orła? Bo jest fajna w łóżku?

żeby chociaż w tych pamiętnikach było co czytać, ale znowu bzdury poniżej pasa – tym razem o beztalenciu lizania pani miejsca intymnego między udami przez byłego kochanka……., może mu to nie było w smak?  A jeżeli tak, i to nawet nie było przyjemne dla nikogo, to czemu ten biedak musiał to wykonywać aż przez kilka minut?

Może to był casting do nowej Różowej serii, tym razem pani produkcji i reżyserii…? Jednak czegoś się pani na tych filmach soft porno musiała nauczyć. Takie sado – maso…?  A o tym książki nie przeczytamy?

Nic nie mam przeciwko Różowej serii, ale dlaczego się pani do niej nie przyznaje? Czy to nie było doświadczenie? Trwało to przecież kilka lat… By tam grać, wyjechała pani z kraju, porzuciła szkołę,  rodziców…  Chciała pani być aktorką…, wszystko jedno, za jaką cenę, bez wykształcenia i przygotowania…? Jeżeli „skrzywdzono“ panią jako nastolatkę  w pierwszym filmie, ponieważ  pokazała się pani topless,  dlaczego jedzie pani za rok do Francji, by kręcić następne filmy, dużo bardziej erotyczne, nie o miłości, a wyłącznie o seksie, filmy dla dorosłych? Też panią rodzice do tego wszystkiego zmusili?

Potem zdobyła pani doświadczenie jako samotna mama niechcianego przez nikogo dziecka, ponieważ ojciec dziecka na nie złapać się nie dał…, wolał być draniem niż mężem Paoli… To na pewno boli. Tak to wygląda z boku, ale z boku wszyscy nie rozumieją „ni w ząb“…

Owszem, to jest ogromne doświadczenie. I pani z tego bycia mamą, wyniosła tylko rozmowy o seksie z córką, by napisać książkę, m. in. o tym, jak zapobiegać ciąży, wspomaganą ekspertami z zakresu…? To w końcu, kto to pisał? Z córką pojawia się pani publicznie. A córka występuje jako kto? Jako żywy przykład niechcianej ciąży, który poinformuje razem z panią, jak takim nieszczęściom zapobiegać?

Z takim „bagażem“ doświadczeń, nadal bez, powiedzmy, żadnej szkoły, dostaje pani pracę w filmach, w teatrze, w telewizji i w mediach w ogóle….

Kto to pani załatwił? Czy nie grała pani w teatrze Ateneum, gdzie pani Tata Wojciech Młynarski był jak u siebie w domu? A pani z jakim zawodem wyuczonym lub talentem nieodkrytym tam występowała?

I dlaczego mając lat 23, nie kończy pani nadal żadnej szkoły? Są osoby, które rodzą dzieci, kończą szkoły i studia, realizując swoje plany życiowe i zawodowe. Nie można być nauczycielem niemieckiego bez znajomości niemieckiego.

Można manipulować masami, bez znajomości literatury, filozofii, etyki, zasad pisania, dziennikarstwa,  historii, polityki, socjologii, psychologii, bez żadnego dyplomu, który potwierdziłby pani wiedzę i umiejętność rozumowania….? Ja nie muszę wierzyć, że pani tę wiedzę ma… Też mogłabym powiedzieć, że znam język francuski – a nie znam.

Mimo własnej inteligencji (na potrzeby chwili i własnej ochoty), ale braku wykształcenia i wiedzy, ogłasza pani (tu i tam), że jest tak mądra, jak inni na prawdę wielcy ludzie, zna trzy języki obce biegle…, a gdzie to można sprawdzić?  A może pani tylko tak mówi? Może to nie prawda? Z pani tekstów wyczytuję często brak zrozumienia dla ludzi i świata. Po co chwali się pani biegłą znajomością języków, a żadnego pani nie używa do zrobienia czegoś sensownego. Może by tak coś przetłumaczyć „biegle“…  z tych trzech języków….

Dlaczego może  się pani wymądrzać w mediach na dowolny, wybrany przez siebie temat i zarabiać na tym..? Bo jak sama pani pisze w swoim felietonie (onet.pl): „różne durne redakcje, wydawnictwa i stacje telewizyjne, a także portale internetowe oraz uczestniczki i uczestnicy warsztatów, które prowadzę, ciągle chcą mi płacić zupełnie normalną rynkową stawkę“? Tu muszę przyznać pani rację: naprawdę różne durne…

(http://kobieta.onet.pl/zelazna-logika-meskiego-rynku-korwin-mikkego-felieton/2y1vhdg)

Jeżeli ktoś czyta, co pani pisze i to chwali, jest wg pani – mądry?, jeżeli krytykuje, nie rozumie „ni w ząb“, o co chodzi i jest chamem, ponieważ ma własne zdanie na pani temat lub tego, co pani napisała. Jest pani osobą publiczną…, sama pani chciała…

Wypowiedź pana „Mister chama“ nie była wg mnie bardziej chamska od tego, co pisze pani, o kimkolwiek, kto się pani nie podoba…

Pisze pani o takim panu artykuł „Mister cham“, tytułuje go  „chłopaku“ i zwraca się do niego per „ty“, chociaż to młody i dorosły mężczyzna, a nawet też już trochę sławny… „Mister cham“ napisał, co myśli na własnej stronie Facebooka, co nazwała pani „gówniarską butą“. To co on napisał, nie było obraźliwe. Ten pan napisał własną, może błędną opinię na pani temat. To, co pani pisze na jego temat jest obraźliwe.

Cytat:

„Jego zdaniem: mam „bałagan w życiu“ i jestem „zakompleksioną panią z Polski“ oraz „nie powinnam się wypowiadać publicznie, bo w przeciwieństwie do niego, nie mam matury“. Łał! Mógłbyś chłopaku być moim synem. 26 lat, które nas dzielą, to kawał czasu, niemało zwycięsko pokonanych zakrętów dorosłości, liczne osoby, którymi przyszło mi się opiekować, skromny dorobek kilku tysięcy przeprowadzonych wywiadów, wyprodukowanych programów i siedem wydanych książek. Ciekawe, czy gdybym była facetem, doczekałabym się równie pełnego gówniarskiej buty komentarza na swój temat? Może spróbuj młody człowieku! Okazji nie brakuje.“

(koniec cytatu)

Wpisy na Facebooku:

Cytat:

Rafał Jonkisz 26. Januar um 07:50 ·

Akurat Pani Trump to przeczyta…
Tylko wstyd, że autorką takich głupot jest Polka….
I do tego ten wulgarny język…
PIerwsza Dama najpotężniejszego mocarstwa na świecie vs zakompleksiona pani z Polski. Nic dodać, nic ująć…
Rzadko kiedy zabieram głos w takich sprawach, ale to już jest gruba przesada…

Rafał Jonkisz Bardzo dobrze zrozumiałem i nie zmienia to faktu, że wchodzenie butami do sypialni pani Trump jest mocno niestosowne…

Gefällt mir · Antworten · 22 · 26. Januar um 08:23

Rafał Jonkisz Przeważnie ocenianiem i pouczaniem innych zajmują się osoby, które nie potrafią sobie poradzić ze swoim życiem

Gefällt mir · Antworten · 53 · 26. Januar um 08:30

Rafał Jonkisz Słaby to jest język pani Młynarskiej, ale jest wolność słowa i internet wszystko przyjmie

Rafał Jonkisz: to że starsza znaczy, że mądrzejsza ?

Rafał Jonkisz Jak można z góry zakładać, że pani Trump jest ofiarą przemocy domowej i że jest nieszczęśliwa

Gefällt mir · Antworten · 34 · 26. Januar um 08:22

Rafał Jonkisz Najpierw należy zrobić porządki w swoim życiu, a dopiero później pouczać inne kobiety jak mają żyć, w tym panią Trump. To tyle w temacie… pozdrawiam i życzę miłego dnia ☀️

Gefällt mir · Antworten · 34 · 26. Januar um 08:47

(koniec cytatu)

Nie zauważyłam, żeby pan Rafał Jonkisz wypowiadał się na temat pani matury. Gdzie to pani przeczytała?

Po pierwsze, matury pani faktycznie nie ma, ani nawet ukończonej szkoły średniej…, gdzie tu obraza? To fakty. Sama się pani swoimi wyborami obraziła, a teraz pluje na innych…

Po drugie: synem pani raczej nie mógłby być, bo nie jest…

Kilka tysięcy wywiadów? O czym??? Kto był dobry w łóżku?  Każda rozmowa między ludźmi – to jest wywiad, proszę pani. Nie pani jedna z ludźmi rozmawia.

Siedem wydanych książek…. O czym????? Kto był słaby w łóżku?

Dzisiaj każdy, kto ma na to forsę, może wydać „książkę“. I to pani pisała, mimo dyslekcji i dysgrafii, do której się pani sama przyznała..? Zaburzenia takie (w pisaniu i czytaniu) podobno nie mijają z wiekiem… A kiedy miała je pani pokonać, skoro od 16-ego roku życia nie chodziła do żadnej szkoły?

Liczne osoby, którymi się pani opiekowała? Kim? Tak sobie pani wylicza, nawet bez przykładów…

Po trzecie, „Mister cham“ podsumował pani osobę po napisanym przez panią ohydnym, pełnym chamstwa „felietonie“, w którym obraziła pani prezydenta wielkiego mocarstwa i jego żonę, robiąc z niego „rechoczącego, przemocowego pajaca …“, a z niej ofiarę losu, która poleciała na kasę i jest teraz zapewne w szponach tyrana, ale nie wie, jak się z tego wyrwać.

Tak zrozumie to większość czytelników, a jeżeli to do pani nie dociera, to chyba z braku wykształcenia jakiegokolwiek lub problemów z oceną rzeczywistości…

Pani pisze nie dla profesorów czy studentów, ale dla ludzi, do codziennej gazety internetowej, a ludzie nie mają obowiązku rozumieć, tak jak się pani podoba, pani powinna napisać tak, żeby zrozumieli, o co chodzi… Zresztą co tu źle rozumieć, skoro pani pisze czarno na białym, własnymi słowami…

Studentką byłam, potrafię zrozumieć wiele tekstów (sorry, mam na to papier)  i uważam, że pani „felieton“ to obrzydliwy paszkwil, i to nie wyjątkowo ten jeden tylko… Internet to cały zbiór, podobnie napisanych przez panią tekstów…

Nie pojmuję, dlaczego osoba bez żadnej udowodnionej wiedzy i żadnego wykształcenia, ma prawo informować, jak chce i o czym chce…,  manipulować masami, jak jej się podoba…, brać za to pieniądze…. i zarabiać jeszcze większe, tylko dlatego, że jest sławna…

A sławę zdobyła czym?????

P. S.

Cytat:

Rafał Jonkisz  26. Januar um 19:52 ·

Pani Paulino !
Pełnoletni już jestem i postanowiłem uczyć się na Pani błędach, dlatego zdobyłem już wykształcenie średnie, mało tego, rozpocząłem studia 🙂
W Pani teledysku nie zagram, bo pewnie jego fabuła będzie zbliżona do ,,Różowej serii“, w którym zagrała Pani rolę życia. Z takimi produkcjami nie chcę być kojarzony i wolę pozostać przy mojej pasji: akrobatyce…
Miłego wieczoru

Rafał Jonkisz A od kiedy jest się dziennikarzem po podstawówce ? To ja chyba z maturą to już mogę wykładać na Cambridge

(koniec cytatu)

Próbowała go chyba poderwać czy przekupić („Panie Rafale, zrobimy teledysk, czy pan zagra, stawiam wino, pan już czyba pełnoletni…“), ale że się nie dał, został gówniarzem i chamem….