Dorota Krupińska to siostra Witka.
Odnalazłam kilka informacji o niej w internecie, by pokazać synowi, że ma jakby „ciotkę“ w Polsce, w okolicach Warszawy.
Cieszy mnie, że Dorota odnajduje się w innym zawodzie (psychoterapeutki) i po zdobyciu innych kwalifikacji niż po ukończeniu SGGW.
Przeczytałam kilka pochlebnych, pozytywnych opinii na temat tego, jak pomaga innym w życiowych sytuacjach uzależnień, w rodzinie, w przypadku rozwodu czy problemów z dziećmi.
W opiniach czytam o empatii, doświadczeniu, zrozumieniu….
To faktycznie sukces, gdy ktoś, kto nie założył rodziny, nie ma dzieci, ani kontaktu z dziećmi w rodzinie, nie zauważył, iż jej o 7 lat młodszy brat był uzależniony od kłamstw, alkoholu (od 16 roku życia), oszustw (od 24 roku życia)…., a tak dobrze doradza innym. Z własnym bratem kontaktu nie utrzymuje od min. 20 lat…. A wcześniej wolała go nie znać, ani prawdy o nim.
Ta dobrze zapowiadająca się psychoterapeutka nie powiedziała młodszemu bratu ani jego dziewczynie, że 22 lata, początek studiów, zero gotówki oraz brak mieszkania to nie jest najlepszy moment na ślub.
W wieku 29 lat osoby po studiach są już dość wykształcone i mają nieco więcej pojęcia o życiu niż 22 latkowie. Przyszła pani psychoterapeutka!! Do spraw rodziny…
Lepiej było jednak mieć własny pokój bez brata… (?)
Czy jedyny brat nie jest wart podjęcia próby terapii, próby pomocy mu, by ogarnąć życie i problemy? W końcu mieszkali w jednym pokoju (10 m2) do jej 29 roku życia.
Ludzie potrafią mieć różne twarze. Najwyraźniej Dorota ma ich kilka.
Również bratanek Doroty, a mój syn, nie znalazł się nigdy w kręgu jej zainteresowań i jej głębokiej empatii – za pieniądze…. od pacjentów czy klientów.