Znajomi, znajome…

Moja koleżanka wyszła za mąż za kolegę z liceum.

Jej chłopak zdawał po maturze w 1985 (?) roku na studia, nie dostał się.
Dostał się dzięki znajomościom do technikum dentystycznego. Znajomości musiały być po rodzinie, po PZPR czy łapówce dla znajomych lub znajomych znajomych.

Jego rodzice byli chyba partyjni. Nie wiem. Na pewno mieli kontakty.

Moja koleżanka i jej mąż dorobili się do 1996 roku pięknego mieszkania, dwójki dzieci (później w prywatnych szkołach). Ona nie musiała pracować po ukończeniu studiów.  On zarabiał na wszystko, włącznie z urlopem w Tajlandii w 1995 czy 1996 roku.

Ich rodzice w opozycji nie byli.
Oni sami korzystali z układów PRL-u a potem kapitalizmu, być może częściowo także na czarno.
Nie wiem.
Ale trudno mi pojąć, że jeden technik dentystyczny jest w stanie zarobić na siebie, żonę bez pracy,  2 dzieci, kupić mieszkanie i samochód (może dwa) i zagraniczne urlopy dla zamożnych. l to od 1989 – 1996.

Od 2008 nie mamy kontaktu.
Chociaż koleżanka była dla mnie zawsze „życzliwa“.
A jak straciłam pracę i byłam samotną matką bez grosza i na skraju załamania, życzyła mi życzliwie „bogatego męża“.

Dziękuję,  niedługo się pojawi. (Mam nadzieję.  Tylko jeszcze sobie zmartwychwstaje powoli. On taki nierychliwy. )