Prosiłam znajomą, żeby dała mi znać, kiedy będzie sprzedawać mieszkanie, że może ja bym kupiła. Rok ok. 1996.
Nie odezwała się.
Może miała lepszego kupca, ale nawet nie podała mi ceny. Więc nie wiadomo.
Mnie trudno było z Niemiec kupić inne mieszkanie, szukać trudno. Sprzedać łatwiej i kupić takie, jakie się zna i się podoba.
Mało kto brał mnie na poważnie.
Zastanawiam się, po co utrzymuje się te kontakty przez lata, udaje „życzliwość“ albo nawet „przyjaźń“.
Jako „best friend“ przedstawiła mnie swojemu narzeczonemu inna znajoma. Ale jako „best friend“ zaprosiła mnie na ślub, ale nie na wesele. Bo mieli przyjść najbliżsi tylko.
Mąż Niemiec, ja Germanistka, nie pasuje.
W nosie mam jej wesele, ale fakt był „przyjaźń“ raczej kończący.
Pewnie i tak bym nie poszła.