
12.09.2024
Idę sobie, idę, jedząc suchą pyszną bułkę z ulubionej piekarni, nawet nie myślę o Ślimaku. A tu na ścianie z kamieni czy z betonu, na samym środku, ok. 1,50 nad ziemią śpi przyklejony Ślimak, tylko skorupkę widać.
Brać, czy nie brać, do domu…?
Ślimak znajdował się w miejscu, w którym łatwo ktoś mógłby go zabrać i może uszkodzić.
Zastanawiałam się kilka minut, co robić.
Mogę przecież potem zwrócić na łono przyrody…
Zobaczymy, czy on w ogóle żyje?
Wzięłam go przez foliową torebkę po husteczkach higienicznych i poniosłam do domu.
W mieszkaniu Ślimak udał się pod mały prysznic z chłodnej wody na sitku, które już miałam po pierwszym Ślimaku sprzed 3 lat.
Umył się trochę, w pokoju porozglądał dookoła siebie.
„Jakaś pani, jakiś pokój, może być.“
I pomaszerował z sitka, z własnej woli, do szklanej miski.
Trochę na niej posiedział, pochodził i poszedł spać w swoim domku, czyli skorupce, klejąc się do szkła miski.
Pierwszą dobę Ślimak spędził w misce na balkonie, ponieważ było ciepło, a miał trochę czasu, żeby przywyknąć do nowego miejsca zamieszkania pod wskazanym mu przeze mnie adresem.
Przespał, jak to Ślimak, cały Boży dzień, a pod wieczór obudził się około 19ej, prawdopodobnie także z powodu trawienia, którego szczęśliwe zakończenie odbywa się ok. godz. 20-ej, tak jak u jego poprzednika, może dalekiego kuzyna.
Nowy Ślimak wczoraj robił kupę trochę inaczej od poprzedniego, nie zgarniał tak pod siebie i nie siedział na tym dłużej.
Tamten to jakby skarb jakiś wysrał, tak se na tym siedział.
Ale może tylko wczoraj był taki rozproszony nową sytuacją życiową.
Obserwacje będą kontynuowane.
Chyba zeżarł trochę tektury.
Nie rzuca się na danie w proszku do akwarium, poprzedni lubił. Na skorupki od jajka też się nie rzuca. Do śliwki się tulił.
Może na diecie jest? Albo jeszcze nieśmiały.
Tamten to był żarłok.
Wieczorem Ślimak zapoznał się z wilgotnym wacikiem i możliwością masażu takowym. Nie wzbraniał się bardzo, ale było to dla niego czymś nowym. Sam nie bardzo wiedział, o co chodzi i dlaczego? Ale chyba mu się trochę podobało, ponieważ nie uciekał.
Siedzi w domu od wczoraj.
Dziś już trochę luźniej, nie cały schowany.
W nocy siedział z głową na wierzchu i kontemplował. Obudziłam się ok. 4-ej rano i go podglądałam przez chwilę.
Wcale się nie speszył, ani nie wystraszył światła latarki, czy lampki.
Ślimak jest z natury pogodny, beztroski i przyjazny, w dobrym nastroju, o ile czuje się dobrze.
Najbardziej lubię w Ślimaku to, że nie ma w nim żadnej agresji, za to ma dużo czasu, wcale się nie śpieszy i jest bardzo cierpliwy. Nie ucieka i nie szczeka. Nie miauczy i jest cichutki.
16.09.24

Dziś rano pestka od brzoskwini okazała się fajnym towarzyszem zabawy. Już od godz. 4-ej Ślimak spędzał czas w jej okolicy. Bez telewizora, bez Smartfona, a jaki zadowolony i zrelaksowany.
Wczoraj wieczorem zjadł trochę więcej niż poprzedniego dnia.