Nie wiem, kto mnie wtedy nie dopilnował. Czy 16 letnia kuzynka Jadwiga, czy ojciec, czy oboje. Ktoś postawił ugotowane mleko w kubku na parapecie, a ja mając ok 1 roku zainteresowałam się tym i wylałam sobie to gorące mleko na głowę. Ojciec nie wyruszył ze mną ani do lekarza, ani do szpitala. Nie zadzwonił do mamy, która była w pracy. Usnęłam podobno. Jak mama wróciła z pracy, pojechała ze mną do szpitala. Miałam straszne poparzenia, mama mówiła, że bała się, czy przeżyję, czy będę miała włosy na głowie. Nikt nigdy więcej mi nie opowiadał. Ani ojciec, ani mama, ani siostra, ani kuzynka Jadwiga. Ktoś był za to przecież odpowiedzialny. Ojciec był przecież w domu. Pewnie postawił mleko dla siebie. Dziwne, że nawet nie wiem, jak długo byłam w szpitalu. Chyba z tydzień lub dwa. Nikt nie mówił, co wtedy czuli. Tylko mama, że się martwiła o mnie, co będzie, czy wyzdrowieję. Ojciec słowem nie wspomniał.