Wiersze, teksty, 2017, Auswahl, wybór

Las sosnowy
zawitał do moich pokoi
pod postacią regału z desek
Na nim radio i książki,
segregatory
i pluszowy piesek
Zapach sosny
ale nie choinki
przywitał mnie dzisiaj nad ranem
Nowy regał, a na nim –
papiery poukładane
Nowy regał przyjechał z Ikei
a tam trafił może z polskich lasów
I spotkałam w moim pokoju
sosnę, która rosła razem ze mną
w Polsce, swego czasu…
Po latach stała się
towarzyszką moją w Niemczech
pod jednym dachem
I dzieli się ze mną po trochu
polskiego lasu zapachem
 Wo gibt es die Äpfel
die du versprochen hast
mit mir zu essen?
Hast du das schon vergessen?
Wo gibt es die Äpfel 
die du versprochen hast
mit mir zu teilen?
Ich suche sie schon eine Weile…
Wo gibt es die Äpfel
die du versprochen hast
mit mir zu verschenken…
Ich muss noch daran denken…
Gibt es ÜBERHAUPT
einen Garten mit diesem Apfelbaum?
Warum muss ich ihn alleine suchen?
——–
Was ist das?
Was soll das?
Das ist Neid.
Und das ist Hass.
Warum? Weshalb? Wieso? 
Einfach so,
denn du bist du.
——–
Meine Liebe hat kein Ende
wenn sie anfängt
ist sie da
Obwohl ich sie meist verschwende
erfreut sie mich 
jedes Jahr
Sie blüht in Bildern und Worten
auch neben den falschen Antworten
von dir
ist sie da
sie ist hier
jedes Jahr
 ——–

Wir gehören zusammen

ein Glücksgefühl hat uns verbunden

in den wundersamen, zweisamen Stunden…

in einem dunklen Zimmer

mit einem alten Schrank

wo unser Bild für immer

in einen Spiegel versank

Dort ist es noch

aber wir

wir sind nicht mehr dort

Das Leben hat uns getrennt

denn jeder musste fort…

Auf ganz anderen Wegen

leben die Erinnerungen

an diese wundersamen, zweisamen Stunden…

Mein Leben ist,
wo der Himmel
die Erde zärtlich küsst
Mein Leben ist,
wo der Mond
sich im Wasser vergisst
Mein Leben ist,
wo die Sonne
abends im Meer versinkt
Mein Leben ist,
wo der Strand,
dein Mund und deine Hand….

 

Każdy człowiek ma swój własny smutek
który rośnie u niego w ogródku
Chociaż smutek to raczej chwast
człowiek rośnie wraz z nim pomalutku
Aż ten smutek niepielony 
rozedrze czyjąś duszę
na drobne kawałki
Wypiel smutek za wczasu
by nie pożarł
twojej duszy jak ulęgałki…

 

Zimą nie mogę się odnaleźć
zagubiłam się między wierszami
Hessego i Rilke
wrócę za chwilkę…

 

Niebo całe zasnute chmurami
jak pod pierzyną chowa się przed Ziemią
Słońca nie widać,
tylko piece w zastępstwie tu grzeją
Nie chce się wychodzić 
na zimne, szare, smętne dni zimowe
i grudniowe chłody…
Mroźny wiatr – zły towarzysz
na śnieżnych spacerach
Siedzę w domu choć samotność
i nuda doskwiera…

 

Dajcie mi zasnąć
dobre Duchy Nocy
pozwólcie zapaść w sen
Anioły od Boga
Niech mnie nie budzi
około północy
żaden lęk czy trwoga
Chciałabym śnić
sny piękne jak marzenie
jak Rajski Sad
jak twoje spojrzenie…
Jak nasze dłonie
które się szukają
Jak usta spragnione
właśnie tego Raju…

 

Menschen kommen
Menschen gehen
Menschen,
die einander nicht sehen,
die einander nicht verstehen 
Menschen,
die einander nichts bedeuten
Ganz alleine bist du
unter all den Leuten…

 

Jak dobrze,
że mam swój dom
a w tym domu
Ciebie
Jesteśmy na ziemi 
w naszym własnym niebie
Tu gdzie ciebie widzę i słyszę
gdzie do snu nas muzyka kołysze
gdzie nad ranem zapach kawy budzi
Tylko Ciebie mi potrzeba do życia,
żadnych innych ludzi….

 

Eine Sehnsucht
spielt in der Musik
Eine Sehnsucht
nach der Zeit
die es nicht mehr gibt 
Eine Sehnsucht
nach vergangenen Jahren
festgehalten in Bildern
und Memoiren…
verblichen in Erinnerungen
Eine Sehnsucht nach vergangenen Stunden…

Meine Übersetzung:

Przybieżeli do Betlejem

Nach Bethlehem sind gekommen die Hirten,
wollen Jesus und Maria bewirten

Glücklich sind alle Menschen,
glücklich sind alle Menschen
Frieden bringt Gottes Sohn
Alle haben voller Demut gegrüßt
die Maria und das Baby Jesus Christ

Glücklich sind alle Menschen…..
Selbst der Engel hat die Botschaft kund gemacht,
dass Maria neben Jesus glücklich wacht ,
Glücklich sind alle Menschen….

 

Wśród nocnej ciszy

In der kleinen Scheune singt ein Engel laut,
kommt alle Hirten, Gottes Sohn ist da
Macht euch alle auf den Weg,
nach Bethlehem gehet schnell,
Gottes Sohn ist da
Sie fanden Jesus in der kalten Nacht,
Maria und Josef, sie haben gewacht,
neben ihrem Gottes Sohn,
Er wird König auf dem Thron
in der ganzen Welt
Gegrüßt sei Jesus, Gott und Messias,
lange erwartet, bist du endlich da!
Auf dich haben lang gewartet Könige
und du bist heute uns hier erschienen

Kiedy miałam 16 lat
cały świat miałam pod stopami
szłam do celu
a cel
oddalał się wielkimi krokami…
Tuż u celu
spotykałam tylko fatamorganę
Odchodziłam,
trąc oczy zapłakane…
Fatamorgana była
odbiciem moich marzeń
i rozpływała się
pod dotknięciem
realnych zdarzeń…


Sie sagt, dass sie und ihr Mann
sich trennen
und dass sie sogar erleichtert ist…
Der Mann sei eigentlich ein Egoist
2 Söhne haben sie, nach über 20 Jahren 
Sie kann jetzt einen Hund kaufen
Sie kann alleine jetzt in Urlaub fahren
Sie sucht jetzt keinen neuen Mann
Nur wenn man sie näher anschaut,
merkt man, dass
sie traurig ist
und ihre Seele blass


Największą radością
jaką mi dało życie
jest ciebie widzieć
i ciebie słyszeć
codziennie budzić cię 
ze snu
słowami
I LOVE YOU!


Nach Eichendorff: Mondnacht

Es war als hätte der Himmel
die Erde vollgekotzt
Ich habe weggeschaut 
doch einer hat geglotzt

Und meine Seele weinte,

still, einsam und allein,

verloren die Verwandten,

verloren Land und Heim….

Umsonst gehe ich suchen,

was nicht zu finden ist,

ich sollte nun versuchen,

zu lieben was man isst…


Niech ktoś weźmie mnie
w swoje ramiona
niech ktoś moją samotność pokona
Niech ktoś wreszcie zatrzyma mnie
w pędzie 
nim obudzę się w jakimś obłędzie
Patrzę w koło, jak innym wesoło
tylko ja dogorywam czekając
mam już dość, powtarzam wokoło
cicho łkając
Tego smutku i tego zmęczenia
nikt nie widzi pod makijażem
A makijaż każdego wieczora
łzami sama przed lustrem zmażę…
W lustrze stoi samotna kobieta,
podstarzała i już nie ta sama
jaką znałam przed laty…
Już nie ta….
Czy to ja, czy moja mama?
Widzę w lustrze starszą kobietę,
która smutno na mnie spogląda
Czy to ja?
Czy to ja tak wyglądam?


Od lat wczesnej młodości
umieram bez lub z miłości
Ni bogactwo, ni złoto…
Miłość jest moją tęsknotą
Miłość – uczucie jak morze
które zatapia, kogo może
Miłość -uczucie jak skała
co nie opuści cię
choćbyś bardzo chciała…
Na widok nowej miłości
jestem jak oniemiała…


Dwoje ludzi, których łączy miłość
spotyka się przypadkiem
Rozmawiają jakby się nic nie zdarzyło
Miłość patrzy na nich ukradkiem
Inni widzą tylko dwoje ludzi
dwoje ludzi, poza tym nic więcej
Dwoje ludzi, którzy tak przypadkiem
podają sobie na chwilę ręce…
Ich dotyk na krótko w dłoniach jest spleciony
Nim ona odejdzie do męża…
Nim on odejdzie do żony…
Pocałunek na dowidzenia
budzi jakieś nieśmiałe złudzenia…
Ich oczy jeszcze się nie napatrzyły
na widok niespodziewany
na widok tak miły
Ach, chwilo piękna
chwilo tak ulotna…
Dlaczego życie dzieli ich,
kiedy powinnni być razem…
Chociaż uczucia łączą ich
z miłosnym obrazem…


 

Marzenie :
robić, co się chce i nie spieszyć się
nie stresować się i nie nudzić się
co dzień widzieć cię
co dzień kochać cię

 


Człowiek zorganizował życie
psom oraz lisom – w klatce.
Mogą sobie tam stać
na czterech lub na jednej łapce…
Człowiek zrobi z nich mięso 
oraz zedrze cenne futerko
żeby mogła oglądać je dama
patrząc dumnie w lusterko…

Człowiek zorganizował życie
koniom – za płotem.
Mogą sobie chodzić w koło
oraz tam i z powrotem
Mogą stać w stajni 
między innymi zwierzętami
I są jak one – ludzkimi niewolnikami


Kto żyje w naszych sercach
ten żyje w nich wraz z nami
Dopóki go kochamy
Jak długo wspominamy
Dopóki nasze myśli 
i wspólne fotografie
nie znikną w niepamięci
lub starej czarnej szafie…
Dopóki ich nie pożre
nicości czarna dziura
Są z nami wciąż
wspomnienia i uczucia
Jakby umarli
byli z nami tutaj…


Dzisiaj nie mam jakoś siły
nikt nie jest mi szczególnie miły
Chciałabym by powróciły
beztroskie dni dzieciństwa
kiedy wszystko wydawało się 
być proste
A problemy rozwiązywali rodzice
bez względu na czas i okolicę
Byli naszą opoką
Choć często nie byli zgodni
dzieciom zawsze pomogli
A nawet znajomym i bliskim
Można do nich było przyjść ze wszystkim…
Oni byli, byli w każdej chwili…
A teraz?
Samotność dorosłego człowieka.


Judasz jest synem Judasza
Synem Judasza jest Judasz
sprzeda cię za pieniądze
lub cokolwiek, co mu dasz…


 

Każdy człowiek ma swój własny smutek
który rośnie u niego w ogródku
Chociaż smutek to raczej chwast
człowiek rośnie wraz z nim pomalutku
Aż ten smutek niepielony 
rozedrze czyjąś duszę
na drobne kawałki
Wypiel smutek za wczasu
by nie pożarł
twojej duszy jak ulęgałki…


Jak bardzo chciałabym was zobaczyć, objąć, ucalować
kochani


Marzenie :
robić, co się chce i nie spieszyć się
nie stresować się i nie nudzić się
co dzień widzieć cię
co dzień kochać cię


Trzeba czekać
chociaż życie ucieka
Trzeba czekać
żeby spełnił się sen
Trzeba czekać na jednego człowieka 
całe życie albo cały dzień
Trzeba czekać
podczas biegu zdarzeń
Trzeba czekać
na spełnienie marzeń
Trzeba czekać by nie zgubić się
całe życie albo jeden dzień…

Trzeba czekać na lepsze czasy.

Trzeba czekać na urlop i wczasy

i na chwilę szczęścia i wolności.
Trzeba czekać, często w samotności…

Trzeba czekać na powrót do zdrowia,

trzeba czekać na karetkę pogotowia, trzeba czekać, aby znowu żyć, trzeba czekać, jeść i pić. I nie poddawać się.
Całe życie, albo jeden dzień…

Trzeba czekać w samotności, trzeba czekać wśród ludzi, trzeba czekać, żeby nie zwariować, trzeba by się nie zagubić…

Trzeba czekać, żeby zasnąć, trzeba czekać, żeby się obudzić, trzeba czekać na spotkanie i trzeba się łudzić…


Mein Leben ist,
wo der Himmel
die Erde zärtlich küsst
Mein Leben ist,
wo der Mond
sich im Wasser vergisst
Mein Leben ist,
wo die Sonne
abends im Meer versinkt
Mein Leben ist,
wo der Strand,
dein Mund und deine Hand….


Ludzie zabili ludzi
czy oni czymś zawinili?
Czy dbali tylko o siebie
czy się o innych troszczyli?
Czy ważne dla nich było,
co stanie się z tamtymi?
Czy dostrzegli za późno,
że nie da się tutaj przeżyć,
będąc wszędzie ludźmi obcymi…?


 

Niebo całe zasnute chmurami
jak pod pierzyną chowa się przed Ziemią
Słońca nie widać,
tylko piece w zastępstwie tu grzeją
Nie chce się wychodzić 
na zimne, szare, smętne dni zimowe
i grudniowe chłody…
Mroźny wiatr – zły towarzysz
na śnieżnych spacerach
Siedzę w domu choć samotność
i nuda doskwiera…


Zimą nie mogę się odnaleźć
zagubiłam się między wierszami
Hessego i Rilke
wrócę za chwilkę…


Es ist schade, dass meine Mutter nicht mehr lebt.
Es ist schade, dass mein Vater nicht mehr lebt.
Es ist schade…


Menschen kommen
Menschen gehen
Menschen,
die einander nicht sehen,
die einander nicht verstehen 
Menschen,
die einander nichts bedeuten
Ganz alleine bist du
unter all den Leuten…

————-

Dajcie mi zasnąć
dobre Duchy Nocy
pozwólcie zapaść w sen
Anioły od Boga
Niech mnie nie budzi
około północy
żaden lęk czy trwoga
Chciałabym śnić
sny piękne jak marzenie
jak Rajski Sad
jak twoje spojrzenie…
Jak nasze dłonie
które się szukają
Jak usta spragnione
właśnie tego Raju…


 

Jak dobrze,
że mam swój dom
a w tym domu
Ciebie
Jesteśmy na ziemi 
w naszym własnym niebie
Tu gdzie ciebie widzę i słyszę
gdzie do snu nas muzyka kołysze
gdzie nad ranem zapach kawy budzi
Tylko Ciebie mi potrzeba do życia,
żadnych innych ludzi….


Eine Sehnsucht
spielt in der Musik
Eine Sehnsucht
nach der Zeit
die es nicht mehr gibt 
Eine Sehnsucht
nach vergangenen Jahren
festgehalten in Bildern
und Memoiren…
verblichen in Erinnerungen
Eine Sehnsucht nach vergangenen Stunden…

————-
Kochałam go

uczuciem tak silnym

i tak młodym

że nie pojęłam

tego wybuchu ognia

i łez jak morskie wody…

Zmroziły mnie

wojenne stany

zimy chłodnej i szarej

i znaku brak

że on też czuje coś

co ja

wraz ze mną – nie do pary

Jak wierzyć w pustkę

i w uczucia

które ja zadusiłam

Ale on porzucił..?

Nie mówił nic

właściwie zwykle same bzdury

„pożyczyć księżkę“ chciał…

bo czytać musiał też lektury…

I tyle lat minęło

ja, opłakując tamtą miłość…

tak piękną i tak pierwszą

jakby się to nie wydarzyło

Jakby to tylko sen i stan

własnego serca oszukania

wypełnionego pustką

od dnia rozstania do

następnego powitania…

Powitań było kilka

i pożegnań – bez zrozumienia

że miłość w wodę wpadła

na dno

podobna do kamienia…


 

trochę szczęścia

i zbyt wiele smutku

posadziłeś Panie

w tym ogródku

między oceanami

trudno się połapać

co ma być z nami

skoro ciągle tylko

wojny, wojny i spory

kto bardziej zasłużony

kto bardziej cierpiał

kto bardziej chory

kto potrzebuje pomocy

a kto zdradził kogo

w środku nocy…

to wszystko ma taki

mdły sens

że po kilku latach

mniej smakuje

każdy życia kęs


 

Przyjęto ich w Palestynie
lecz nie przyjęto wszystkich
Nie było pieniędzy czy miejsca
dla ciebie i twoich bliskich
Dla ciebie było miejsce w wagonie
do Auschwitz i do Treblinki
więc spakowałeś książki
i rzeczy swojej rodzinki
Nie było tego już wiele
przecież już większość straciłeś
I tej Treblinki z rodziną
niestety też nie przeżyłeś…
W sumie co za różnica
umrzeć w Getcie czy po ciężkiej podróży?
Przecież wycieczka do Treblinki
męczyła wszystkich dłużej…
A tu masz pokój nieduży,
tu przyjdą i nas zabiją…
żandarmi w imię Boga
z długą aryjską szyją…
I tak czy siak – my do nieba…
Którędy? Wszystko jedno…
I tylko na widok żandarmów
poliki jakoś bledną…
I mnie i tobie kochana…
Trzymajmy się za ręce
za to że umieramy razem
Diabłu czy Bogu w podzięce…


 

Ludzie zabili ludzi
czy oni czymś zawinili?
Czy dbali tylko o siebie
czy się o innych troszczyli?
Czy ważne dla nich było,
co stanie się z tamtymi?
Czy dostrzegli za późno,
że nie da się tutaj przeżyć,
będąc wszędzie ludźmi obcymi…?

————-

Fotografia czy video

Mogę sobie na Ciebie patrzeć
Synku
mogę patrzeć
nawet, gdyby cię w domu
nie było
Mogę Cię słyszeć
Mogę żyć
Dopóki mogę
w twym pobliżu być
Choćby na fotografii
czy na filmie video
Moje życie ma sens
tylko gdy jesteś Ty
Moje dziecko

———-

Dopadła mnie starość,
nie radość…
Nie powiem, że się jej
nie spodziewałam
Raczej kilka lat później
jej oczekiwałam…
Dopadła mnie w wieku
lat ok. pięćdziesięciu…
Myślałam, że poczeka
chociaż do sześćdzięciu pięciu…
zanim wyciągnie po mnie swe pazury
No tak przynajmniej do emerytury
zostawi mnie w rękach młodości
Nie…,
dużo wcześniej zachciało jej się
do mojej duszy i do moich kości…
I nie ma co się oszukiwać
już tylko starą mogę grywać…

————

Niektóre grzyby zostały
nieznalezione
Stoją dumne
niosąc swą koronę
ze ślimakiem na głowie
…zjedzone w połowie…

————-

Zamknąwszy swój zamek na zamek
Książę wyruszył do swych kochanek
Odwiedził ich w nocy aż sześć
każda dała mu pić i jeść…
każda oddała mu cześć…
Tylko jednej w domu nie było
bo jej coś nagle odbiło
Wolała odwiedzić leśnika
który w lesie lepiej od pszczół bzyka
Stała się Księcia kochanką byłą
i nie będzie mu już więcej miłą…
Nie dla niej już buty drogie
Będzie żyła jak panny ubogie…
Już nie kupi na swe ciało dorodne
sukni jakie kupią tamte panny modne
A jej życie będzie mniej wygodne…

—————

Mam wielką ochotę przegnać stąd chołotę. Niech idą, gdzie się nażrą złotem, gdzie pieprz rośnie albo dalej. Tu szkoda miejsca dla chamów i brutali, dla leni i obiboków, niech odejdą stąd kilka kroków… w kierunku dla nich przewidzianym, dawno przez nich samych obranym.

—————-

Ilu ludzi zamordowano
Ilu ludzi zginęło
By Pan Bóg tworzył swoje
stworzenia dzieło
W nieskończoność?
A może bez końca?
Dookoła słońca
Z księżycem na niewidzialnym
łańcuchu
Z planetami, a każda w ruchu
Niby bez celu,
a w planie tworzenia
martwej masy i żywego stworzenia

————————

Z mojego balkonu widzę fragment wszechświata…
Einstein, Szymborska i Hitler
też patrzyli na niebo…
I co z tego?
Widzę fragment kosmosu,
fragment mojego oraz ich losu
Zatkniętych na balkonie
jak aplikacje do kliknięcia,
aż do następnego ujęcia
Pan Bóg tak nas tu obsadził
w rolach różnych
Stacjonarnych i podróżnych
Kilerów i bohaterów
Jak wygląda mój los z góry?
Czy widać go w ogóle przez chmury?
A może Pan Bóg siedzi gdzieś na innym balkonie?
I uśmiecha się właśnie do mnie?

——————

Czemu zabijasz miłość matki?
Która cię wykarmiła własną piersią?
Może by jej było łatwiej,
pożegnać cię w dorosłe życie…
Bo jak pożegnać dziecko?
Łatwiej pożegnać kogoś,
kto udaje, że nie kocha…

—————-

Überstund‘ hat Gold im Mund…

Du stirbst früher ungesund…

Du stirbst reicher um die Zeit,

die dich vom Leben befreit

Du schaffst und schaffst und schaffst,

um zu kaufen, was du nicht brauchst….

——————

Czy to już koniec lata?
Pan Bóg zasnuł niebo chmurami…
Czy to już koniec lata?
Ziemia pokryła się łzami…
Chłodniejsze już poranki,
wcześniej nadchodzą wieczory
Czy to już koniec lata,
tej ciepłej i słonecznej pory?
Czy to już koniec lata?
Choć liście jeszcze zielone…
Czy to początek jesieni,
gdy las w grzybach tonie..?
Czy to już koniec lata,
gdy do szkoły poszły dzieci..?
A jesień rozkłada na ziemi
barwne liście jak skrawki pamięci…

—————–

Poznawszy ślimaka
zastanawiam się
jak on przeżyje sam
w wielkim lesie…
Przecież on jest taki malutki,
nie ma muszli ani skorupki
I czy kto go nie zeżre w końcu,
jak się ślimak tak wygrzewa
na słońcu?

———

Żałuje chyba niejedna matka,
że urodziła dziecko,
a wychowuje nastolatka..,
że nie zarabia za dwa i pół etatu,
by oddać go do internatu…

————-

Spacer

Droga czarna jak asfalt wiedzie nas
przez las
Małe czarne żuki ryzykują życiem
przechodząc na drugą stronę
Drzewa w lesie zielone
Żuki często kończą pod kołami
aut ludzi z psami
Bo psy podwozi się na spacer
samochodami
Wśród zacienionej gęstwiny z
gałęzi i liści: mysz
Chowa się, czy czegoś szuka…
Udaje, że nas nie widzi,
ale nas nie oszuka
Zmyka, gdy ktoś podchodzi
bliżej
Żaba siedzi w trawie w negliżu
Daleko i wysoko ptaki,
jeden nie byle jaki
poluje, czeka bijąc skrzydłami
w jednym miejscu,
obserwuje,
zniża lot,
wzlatuje…
Czy coś złapał?
Nie wiemy, dalej idziemy…
Przez pola,
obok sosna, topola…
Drzewa….
Jakiś ptak śpiewa…
I pies szczeka w oddali
Słońce skórę opali…
Więc szukamy cienia
W kapliczce Matki Boskiej imienia…
Odpoczynek i chwila zadumy
w miejscu, gdzie nie bywają tłumy
Siedzimy, milczymy, może się modlimy?

————

Ja nie staram się nic wymyślić
do rymu układają mi się myśli
kiedy powiedzieć chcę coś więcej
niż codzienne, zwykłe bzdety
jakie słyszymy
z ust mężczyzny czy kobiety

—————-

Gdy Cię kobieta złapie w sidła
to nie opuścisz jej –
choćby ci obrzydła…
Praca i dzieci, obowiązki…
Brak miejsca na miłosne związki…
Więc niestety,
żyjesz po prostu
życiem tej kobiety…
Która cię jako matka twoich dzieci –
twoja żona,
posiadła i na zawsze:
Jest oraz będzie – tylko ona.

 

————-

Zobaczyłam go dzisiaj
przypadkiem
przez 2 sekundy
Robił zdjęcie dzieciom…
Był z rodziną
na kładce dla pieszych
Ja wjechałam pod nią,
moim samochodem
Dlaczego przyhamowałaś?
Kogo tam dojrzałaś?
Zobaczyłam znajomego…
Nic nie zwykłego…
powiedziałam
Skłamałam…

————–

Urodzi się taki i żyje!
Co zrobić, skoro go ziemia nosi?
Pomożesz mu – nie podziękuje,
narozrabia, to nie przeprosi!
Zrobi błąd – udaje, że to nie on,
chciałoby się powiedzieć:
WON!
Ale nie da się tak wszystkich
przepędzić…
Więc będą tu jeszcze długo mendzić..,
że to nie oni, nie ich wina…
We wszystkim leży inna przyczyna…
Urodzi się taki i żyje!
Kiedyś jego też ziemia przykryje…

—————–

Tym, którzy polegli
za Ojczyznę swoją
daj Panie wiecznie
spoczywać w pokoju!
Każda ofiara ich – niezapomniana
bo każda, na swój sposób
tragiczna i nieopisana…
Każdego męczenika śmierć
czy śmierć bohatera
swój sens ma oraz wielkość
która nas podpiera…

 

——–

Panie Adamie,
ależ z Pana geniusz
języka i myślenia!
Dzieła Pana, Mickiewiczu,
są nie do powtórzenia!
Wierszem opisał Pan życie
przyrodę, historię i ludzi…
Andrzej Wajda z aktorami
tych ludzi do życia zbudził…
Film wzrusza, porusza:
Pana Tadeusza
Zosię i Telimenę
Soplicę i Hrabiego,
Horeszkę i Gerwazego…
szlachtę i Moskali
Poeta ludzi ocalił
i krajobrazy cudne
od zapomnienia!
O Mickiewiczu i Wajdo,
dziękuję za te uniesienia
za te obrazy i słowa
które po latach
trafiają do mnie od nowa..

 

—-

Gdy byłam młoda
byłam pełna nadziei
i byłam pełna marzeń
Byłam pewna, że to ja kontroluję ciąg mego życia zdarzeń
Teraz za mą pychę i dumę
często żałuję, pokutuję…
Bóg dał mi nauczkę pokory
w samotne długie wieczory…
Jestem kowalem swego losu…
Jak sobie pościelę, tak się wyśpię…
Stanie się, co pomyślę…
Bzdury i ułuda…
Tylko Bóg sprawia wszystko
i karę za zło
i wszystkie w życiu cuda…
Myślę, że diabeł jest jego wiernym sługą,
którym się posługuje, lecz nie za długo…
Bo nie ma tego złego,
coby na dobre nie wyszło…
Jeżeli nie dzisiaj tobie,
to może komuś na przyszłość…

————-

Co wie poeta,
którego tu nie było?
Co on widział i słyszał?
Co go dotyczyło?
Wszystko bez niego
przecież się odbyło…
Co on widział za oceanem?
Matki i żony zapłakane?
On żył spokojnie i pisał, co chciał,
lub kto mu wtedy forsę za to dał…
O komunistycznej Polsce i
antykomunistycznej wojnie…
W Stanie Wojennym on spał spokojnie…
Pewnego dnia otrzymał nagrodę.
Dlaczego?
By jego wiersze weszły w modę?
Do tamtej pory mało kto
o nim w Polsce wiedział i słyszał.
I mało komu jego brakowało.
Cenzura aż tak wredna?
Czy zainteresowania mało?
Poecie na lata stare
do Polski się zachciało…
Wreszcie ją tylu mu wybudowało!
Poeta wrócił po latach wielu
w jakimś celu…
Może grób chciał mieć na Wawelu?

———–

Kim jest poeta
który w czasach trudnych
opuścił kraj i kilka ulic nudnych
Zamienił je na Paryż
Francuską więc stolicę
i wolał dalej żyć nie w Polsce
ale w Ameryce!
?
Po latach wrócił z Noblem w ręku
do kraju, który z czasem
nabrał więcej wdzięku…
I nie był już tak nudny i szarawy
jak tuż po wojnie
na tle zgliszcz Warszawy
Ponieważ Kraków podobny do Wilna
łaska poety była mu przychylna
Po latach emigracji
zamieszkał w tym mieście
No bo wybudowali
kino, teatr i wszystko w tym mieście…
A kto budował?
Lud głupi i mały,
co to po wojnie nie wyjechał
ale pozostał w mieszkaniach za małych
Na koniec lud ten dostał
od poety wierszyk na swój temat
Noblista w nim opisał
swój myślenia schemat
„Który skrzywdziłeś…“
zaczął wiersz słowami
i dał go wyryć na pomniku martwych
literami…
Tak to poeta cierpiał wraz z narodem
przy coca-coli w USA,
gdy naród cierpiał głodem…
I gdy niektórzy dali się zabijać
poeta wolał w USA dolary zbijać…
Więc dziękujemy CI POETO
za Nobla i twe wersy przeto…

———–

Jeder weiß, wer sie versucht,
Liebe ist eine schlimme Sucht
Liebe macht glücklich und zerstört, sie macht verrückt und verstört,
wer sie probiert hat,
möchte davon mehr,
Liebe macht blind und taub
und man bereut einiges hinterher…

—-

Zabrano im młodość i życie
a matkom synów zabrano
Musieli strzelać, mordować
aż ich wymordowano
Musieli iść na wojnę…
Niektórzy może chcieli?
Co wiemy o nich dzisiaj?
Co oni by o nas powiedzieli?

————

Zobaczyłam go dzisiaj
przypadkiem
przez 2 sekundy
Robił zdjęcie dzieciom…
Był z rodziną 
na kładce dla pieszych
Ja wjechałam pod nią,
moim samochodem
Dlaczego przyhamowałaś?
(na lewym pasie)
Kogo tam dojrzałaś?
Zobaczyłam znajomego…
Nic nie zwykłego…
powiedziałam
Skłamałam…


 

Opętana chęcią kochania
Zachwycona uczuciem miłości
Dałabym wiele,
by powróciło,
porzucona przez miłość w młodości…
Odrzucona przez nią
razy wiele
By powróciła, dałabym wiele…

—-

Das Schicksal dieser Menschen bewegt mich,
es könnte mein eigenes sein…
Heute: „Wer kennt mich?“
Morgen gibt es für mich, für dich
vielleicht einen solchen Stolperstein?

Proszę Pana…
Jak mam żyć nie zakochana?
Nuda od nocy do rana,
niby codziennie wyspana…
Ale jakaś ledwo żywa,
nie szczęśliwa!
Bo szczęściem byłoby gdyby
pojawił się pan tu wreszcie
By mi umilić pobyt
w domowym mym areszcie…

———

Familienoper

Die Musik?

Nicht zu empfehlen!

Soll sie alle Seelen quälen?

Wie sie meine hat gequält?

Eine Oper?

Wo die Melodie fehlt?

Lauter Klänge – grauenvoll!

Jemand findet das ganz toll?

Jede Menge seltsame Klänge…

Furchtbar für die Kinderohren…

auch Erwachsene erfroren..

bei den Lauten eines Irren,

der Musik will imitieren…

Eine Oper?

Danke, nein.

Das ist kein Geschmack, nicht mein.

Miłość matki jest szalona,
miłość matki nie zna granic,
ciosem syna powalona,
matka cios ten weźmie za nic…
Nawet kiedy syn się kłóci,
matka syna nie odrzuci,
matka zrobi mu kolację
a na koniec przyzna rację…
Miłość matki ponad życie,
ponad jej własne marzenia
Miłość matki nie pojęta,
miłość nie do powtórzenia
Taką miłość trzeba przeżyć
aby móc w tą miłość wierzyć
Czy ta miłość to głupota?
Czy to może jakaś cnota?
Pewnie taki jest los matki,
która kocha swoje dziatki…

——–

Każdy próbuje jakoś przeżyć
każdy musi się z losem zmierzyć
nie wymarzonym
z partnerem nie wyśnionym
z dzieckiem nie bez problemów
z pracą bez wielkich tantiemów
z nieznanym i przerażającym
z życiem często smucącym…😦
z życiem pełnym chorób
z końcem nawet śmiertelnym
z Happy Endem – kto Bogu wiernym

——

zdrada,

z każdej strony się zakrada

nie uciekniesz sam od zdrady

bo na zdradę nie ma rady

zdrada jest wpisana w życie

miły uśmiech to jej krycie

nie rozpoznasz zdrady z góry

trafi cię jak bomba w mury

nagle i niespodziewanie

zdrada obok ciebie stanie

i porzuci na zdychanie…

na samotne umieranie…

 

 

Zagadka:
Jest produktem markowym z nazwiskiem po tacie…
Jej własna twórczość przypomina często zasrane gacie…
Sprzedają to niektóre media…
Pseudointelektualna kulturowa tragedia…
Media sprzedają, bo na tym g. zarabiają…
Markowe nazwisko sprzeda wszystko…
Jakaś grupa osób to czyta…
Gdy książka czy internet pod słomiane strzechy zawita…
Kto nie wie, niech jej siostrę czy brata zapyta…
Tworzy, bo lubi się oglądać, gdzie popadnie…
Czy w filmie porno, czy w telewizji…

Wszędzie wygląda ŁADNIE!
Kto to jest? Kto zgadnie?

——

Trzeba nie mieć wyobraźni, by uwierzyć,

że 32 osoby można jedną miarką mierzyć

że 32 osoby myślą, robią i to samo wiedzą

NIE: 32 osoby – zapytane – na 32 sposoby odpowiedzą

Trzeba nie mieć wyobraźni, by wymyślić

że 32 osoby w jednej formie, jednej myśli!

Wychowawcy polecam więc pomyśleć

nim 32 osoby razem na wycieczkę wyśle…


 

Tym, którzy polegli
za Ojczyznę swoją
daj Panie wiecznie
spoczywać w pokoju!
Każda ofiara ich – niezapomniana
bo każda, na swój sposób
tragiczna i nieopisana…
Każdego męczenika śmierć
czy śmierć bohatera
swój sens ma oraz wielkość
która nas podpiera…

———–

Bóg to widzi, wszystko wie

On zna ciebie i zna mnie

każdy smutek, każdy śmiech

każde dobro, każdy grzech

Rób co chcesz, pamiętaj o tym

tylko Bóg ci życie da

i umrzeć da z powrotem…


Das Schicksal dieser Menschen bewegt mich,
es könnte mein eigenes sein…
Heute: „Wer kennt mich?“
Morgen gibt es für mich, für dich
vielleicht einen solchen Stolperstein?

Kein automatischer Alternativtext verfügbar.

 

 

Tęsknię do ciebie

stolico mojej młodości

mojego szczęścia, radości, miłości

Tęsknię do ciebie stolico mojej tęsknoty

gdzie polskie domy i polskie stoją płoty

gdzie polski język cię wita, pozdrawia i żegna

gdzie polski ksiądz cię po polsku przeżegna…

Tęsknię do ciebie stolico tęsknoty tu opisanej

tęsknię do ciebie w południe, wieczorem i nad ranem…

———–

Bóg nam daje tyle lat,

byśmy naprawiali świat,

lecz co robi większość z nas?

Patrzy w lustro, gdy przemija czas…

Własną forsę liczyć chce,

choćby wszystkim było źle…

Fe…


 

W obliczu śmierci wszyscy cichniemy

W chwili śmierci wszystko traci znaczenie

śmierć nie pyta o to, czego chcemy, czy nie chcemy

śmierć  zabiera nas, a my idziemy…

śmierć zabiera każde marzenie

tylko wiara daje nadzieję

Tylko Jezus daje życie nowe

więc się nie bój, jeśli krzyż masz –

życie wieczne masz też pewnie gotowe…

———

Jak o tobie zapomnieć

WARSZAWO?

Gdzie wszystko na lewo i prawo

TO mój DOM!

Kiedy każda ulica,

dawnych marzeń obietnica

i cudownych przeżyć tom…

Jak zapomnieć o tobie

mój kraju,

nie chcę do innego Raju…

Chcę do Polski, chcę do Warszawy,

tam  są moje wszystkie ważne sprawy…

Tam chcę żyć,

bo tutaj tylko tęsknota…

chociaż jest co jeść i pić…

Tu przetrwałam,

tam życie miałam,

tam wszystko kochałam…

Tam jest dom…

Wyrwałam się z korzeniami,

by płakać dniami i nocami…

W Warszawie odżywam, oddycham,

a nie – powoli wegetując – zdycham…

———-

Tyle marzeń nieopisanych

tyle życzeń, tylko TOBIE znanych

na deptaku myśli niesłyszanych

Tyle problemów i tyle radości

na deptaku samotności i miłości

Na deptaku tego świata

pewnego słonecznego dnia lata

gdzie na spacer wyszli ludzie:

dziecko, mama, tata

koleżanki, koledzy znajomi

Na deptaku myśli niezgadnionych

bo ich myśli wolne są jak dusza

a czyjś problem mało kogo wzrusza

Na deptaku ktoś z problemem prosi

o dwa złote albo jeden grosik

Lecz pogoda nie sprzyja proszącym

chociaż dzień słoneczny, gorący…

Większość przechodzi bez zbytniej litości

dla samotnych i niedokarmionych

na deptaku gości…

———-

Ich bin aus
nicht eingeschaltet
ich leuchte nicht mal auf standby
meine Liebe ausgeschaltet
jede Freude längst vorbei…
Ich bin aus
und hoffe, dass
jemand kommt und ändert das
Bitte schalte mich doch ein
es ist einsam so allein…
Es ist kalt und langweilig…
Warum hast du es nicht eilig?
Ich bin aus
ich bin ganz kalt…
Und so werde ich auch alt…
Ich bin ruhig
nur ein Plus…
Ändern könnte es dein Kuss…

 

Zabrano im młodość i życie
a matkom synów zabrano
Musieli strzelać, mordować
aż ich wymordowano
Musieli iść na wojnę…
Niektórzy może chcieli?
Co wiemy o nich dzisiaj?
Co oni by o nas powiedzieli?

 

Cudowne miejsce spokoju i mocy

poświęcone Matce Bożej

Przy jej obrazie Ojciec Założyciel

czuwa o każdej porze…

Siostry Maryi posługują wiernym

w tym Ogrodzie Pana

Od kiedy znam to miejsce

jestem w nim zakochana

Mała kaplica i kościół wśród zieleni

tak Ojciec Josef Kentenich

Vallendar w Boży ogród zmienił…

———-

Zagadka:
Jest produktem markowym z nazwiskiem po tacie…
Jej własna twórczość przypomina często zasrane gacie…
Sprzedają to niektóre media…
Pseudointelektualna kulturowa tragedia…
Jakaś grupa osób to czyta…
Gdy książka czy internet pod słomiane strzechy zawita…
Kto nie wie, niech jej siostrę czy brata zapyta…
Tworzy, bo lubi się oglądać, gdzie popadnie…
Czy w filmie porno, czy w telewizji…
Kto to jest? Kto zgadnie?

—–

Trzeba nie mieć wyobraźni, by uwierzyć,

że 32 osoby można jedną miarką mierzyć

że 32 osoby myślą, robią i to samo wiedzą

NIE: 32 osoby – zapytane – na 32 sposoby odpowiedzą

Trzeba nie mieć wyobraźni, by wymyślić

że 32 osoby w jednej formie, jednej myśli!

Wychowawcy polecam więc pomyśleć

nim 32 osoby razem na wycieczkę wyśle…

———–

Ich bin aus

nicht eingeschaltet

ich leuchte nicht mal auf standby

meine Liebe ausgeschaltet

jede Freude längst vorbei…

Ich bin aus

und hoffe, dass

jemand kommt und ändert das

Bitte schalte mich doch ein

es ist einsam so allein…

Es ist kalt und langweilig…

Warum hast du es nicht eilig?

Ich bin aus

ich bin ganz kalt…

Und so werde ich auch alt…

Ich bin ruhig

nur ein Plus…

Ändern könnte es dein Kuss…

————

 

Bóg to widzi, wszystko wie

On zna ciebie i zna mnie

każdy smutek, każdy śmiech

każde dobro, każdy grzech

Rób co chcesz, pamiętaj o tym

tylko Bóg ci życie da

i umrzeć da z powrotem…

——-

Jedno mądre, a drugie złe

jedno aniołem, a drugie okrutne

życie piękne bywa często smutne

———-

Tęsknię do ciebie

stolico mojej młodości

mojego szczęścia, radości, miłości

Tęsknię do ciebie stolico mojej tęsknoty

gdzie polskie domy i polskie stoją płoty

gdzie polski język cię wita, pozdrawia i żegna

gdzie polski ksiądz cię po polsku przeżegna…

Tęsknię do ciebie stolico tęsknoty tu opisanej

tęsknię do ciebie w południe, wieczorem i nad ranem…

 

———-

Bóg nam daje tyle lat,

byśmy naprawiali świat,

lecz co robi większość z nas?

Patrzy w lustro, gdy przemija czas…

Własną forsę liczyć chce,

choćby wszystkim było źle…

Fe…

——

W obliczu śmierci wszyscy cichniemy

W chwili śmierci wszystko traci znaczenie

śmierć nie pyta o to, czego chcemy, czy nie chcemy

śmierć  zabiera nas, a my idziemy…

śmierć zabiera każde marzenie

tylko wiara daje nadzieję

Tylko Jezus daje życie nowe

więc się nie bój, jeśli krzyż masz –

życie wieczne masz też pewnie gotowe…

———

 

Jak o tobie zapomnieć

WARSZAWO?

Gdzie wszystko na lewo i prawo

TO mój DOM!

Kiedy każda ulica,

dawnych marzeń obietnica

i cudownych przeżyć tom…

Jak zapomnieć o tobie

mój kraju,

nie chcę do innego Raju…

Chcę do Polski, chcę do Warszawy,

tam  są moje wszystkie ważne sprawy…

Tam chcę żyć,

bo tutaj tylko tęsknota…

chociaż jest co jeść i pić…

Tu przetrwałam,

tam życie miałam,

tam wszystko kochałam…

Tam jest dom…

Wyrwałam się z korzeniami,

by płakać dniami i nocami…

W Warszawie odżywam, oddycham,

a nie – powoli wegetując – zdycham…

———-

Tyle marzeń nieopisanych

tyle życzeń, tylko TOBIE znanych

na deptaku myśli niesłyszanych

Tyle problemów i tyle radości

na deptaku samotności i miłości

Na deptaku tego świata

pewnego słonecznego dnia lata

gdzie na spacer wyszli ludzie:

dziecko, mama, tata

koleżanki, koledzy znajomi

Na deptaku myśli niezgadnionych

bo ich myśli wolne są jak dusza

a czyjś problem mało kogo wzrusza

Na deptaku ktoś z problemem prosi

o dwa złote albo jeden grosik

Lecz pogoda nie sprzyja proszącym

chociaż dzień słoneczny, gorący…

Większość przechodzi bez zbytniej litości

dla samotnych i niedokarmionych

na deptaku gości…

———-

 

Meine Seele ist erschöpft
ich kann es kaum noch ertragen
meine Knochen Tag und Nacht
dabei zu tragen…
Ich möchte sie nicht mehr haben
ich möchte sie nicht mehr besitzen
Ich möchte mit meiner Seele
einfach davon flitzen…

————

Cóż, nawet poeta
spłodził córki dwie
Jedna pisze:
Dziękuję za dobre słowa
Druga: katole piszą mi same słowa złe….
Jedna ma uśmiech szczery
Druga ma … do kamery…
Jest jeszcze jeden brat
Ciekawy jest ten świat!
Brat gra na pogrzebie Taty
zapewnia, że Tacie wesoło,
ponieważ nie musi oglądać
rodzinki, co stoi w około…

——————

Botox sobie już wstrzyknęła
szkoda, że nie może wstrzyknąć
rozumu
Z rozumem byłoby jej do twarzy
O rozumie może sobie
tylko pomarzyć…

———————

Żyję pod postacią człowieka
który czeka, czeka i czeka…
Czeka każdego dnia
na miłość, którą dobrze zna…
Pod postacią niejednego człowieka,
który tak samo czeka i czeka…

Bo bez miłości życie ucieka,
dłużąc się jak bez końca rzeka…

A my płyniemy oddzielnie pod prąd,

aż Bóg nas zabierze stąd…

————————

Katole to głupole

bo wierzą w Boga

– nie w Paolę!

Chociaż Paola ta

tłumaczy im jak trza,

że Boga gdzieś tam ma…

Nie zagrzmiał nawet

choć grzeszyła

już od najmłodych lat…

Czy Pan Bóg ślepy jest

na Loli grzeszny świat?

Czy może – po prostu

na nią patrzeć (już) nie może….?

 

————–

Dusza trzyma się ciała
dopóki ciało działa
lecz gdy ciało umiera niezdrowe
duszy potrzebne ciało nowe
Po śmierci – do życia wiecznego
potrzeba ci kogoś drugiego…

———-

Kiedy ciebie tutaj nie ma

zapominam, żeś tu był

cały czas się kręci ziemia

a po tobie został pył

Pył z papierosa w popielniczce

czerwona wstążka na doniczce

tortu pozostawiony kęs

i kilka łez wśród moich rzęs

Ręcznik użyty tylko raz

skradziony komuś dla nas czas

wspólna kolacja, wspólna noc

i naszych marzeń wielka moc…

Bo kiedy ciebie tutaj nie ma

już zapominam, żeś tu był

gdy cały czas się kręci ziemia

Po tobie został tylko pył…

Odszedłeś gdzieś bez ostrzeżenia,
zniknąłeś jak po burzy błysk,
A ja wciąż tęsknię bez wytchnienia,
czytam od nowa każdy list…

Przecież się znowu zobaczymy

raz jeszcze miłość zacznie się

tęsknota znajdzie ukojenie

aż znowu znikniesz Bóg wie gdzie…

Bo kiedy ciebie tutaj nie ma

już zapominam, żeś tu był

gdy cały czas się kręci ziemia

Po tobie został tylko pył…

(muzykę też mam do tego, jakby co…)

—————-

śmierć gasi światła w mieszkaniu

zapala lampki na grobie

kładzie wieńce i kwiaty

i zapomina wraz z innymi

o tobie…

—————-

dwoje ludzi

siebie nie pewnych

tonie w spojrzeniach rzewnych

z nadzieją na „dobry trunek“…

PIERWSZY POCAŁUNEK

Lecz pocałunek

gdy minie rok i dzień

przeradza się w

ZŁY SEN….

——————-

Muszę udawać co dzień

że jest mi dobrze, że moje życie

to nie codzienny pogrzeb

moich marzeń i moim oczekiwań

że to nie ciągły ciąg „przegrywań“

straconych mężów i mężczyzn ukochanych

straconych dzieci i dzieci niepoznanych

ciąż urojonych i tych wyskrobanych

ciąż urodzonych – i tu wiele szczęścia

choć bez mężczyzny z boku i zamęścia…

Kobiety życie bywa też niestety

życiem zupełnie innej twarzy niż tapety…


 

Proszę Pana…
Jak mam żyć nie zakochana?
Nuda od nocy do rana,
niby codziennie wyspana…
Ale jakaś ledwo żywa,
nie szczęśliwa!
Bo szczęściem byłoby gdyby
pojawił się pan tu wreszcie
By mi umilić pobyt
w domowym mym areszcie…


 

 

Diabeł ubiera się w różne stroje

czasami jest ich dwóch, dwie czy dwoje…

Diabeł nie ma ulubionej szaty

choć woli ubranie nowe niż w stare łaty…

Diabeł wygląda różnie, mówi różnymi językami

ale ma cechy wspólne: kłamie, kłamie, kłamie…

oszukuje, naciąga, wykorzysta…

Dasz mu stówę, on poprosi o trzysta…

Diabeł może być mężczyzną lub kobietą

gdy ją lub jego spodkasz – uważaj przeto…

Diabeł zrobi wiele, by osiągnąć własne cele

czasami bywa, częściej go nie ma w kościele…

Diabeł udaje anioła i chwali się chętnie sam

udając, że to skromność i bardzo dziękuje wam…

Diabeł was zmanipuluje, myślicie, jaki to skarb!

Zrobi wszystko, by na was zarobić,

choćby wyrósł wam garb!

Sprzeda wam książkę na temat,

bo na temacie się zna,

sam miał już garba, a z książką,

garb zniknął mu raz, dwa…

—————

Nie ma cenzury!

Każdy może pisać bzdury

cieszyć się sławą

na lewo i prawo

brać za gówno pieniądze

na wszystkie swe rządze…

Bez opamiętania

występować, radzić i nakłaniać

Wolność słowa

dla każdego kretyna

czy każdej kretynki

która robi ładne, „mądre“ minki

Poza tym wielu rzeczy nie rozumie

Ale kto się zorientuje

w takim tłumie

———

Wie ist es?
Hoffen und die Hoffnung immer wieder verlieren…?
Nach einem Vulkanausbruch der Gefühle
GLÜCK, LUST FEUER…
plötzlich wieder alleine frieren…
Nach einem Lebenskuss
wieder ein Todesschuss…

Młodość niesie zdrowe dziecko na rękach
szczęście i radość, nie udręka
Piękno karmi je własnym mlekiem
by dziecko stało się człowiekiem
życie troszczy się o życie
jak matka i ojciec
niesamowicie
Dzięki Ci Panie,
że dałeś im siebie nawzajem
na kilka chwil i lat
czasami zwanych Rajem

Krótkie są chwile szczęścia
i chwile radości
wśród okrzyków rozpaczy
i okrzyków złości
Krótkie są chwile szczęścia
i niezapomniane
Pocałunki z tobą wieczorem,
nad ranem…
Z tobą za rękę na moście
i z tobą za rękę przez miasto
Jak rodzynki, wrzucone
w takie sobie ciasto….
Jak rozmowy bez głosu,
zapatrzone oczy,
krótkie są chwile szczęścia,
a życie się toczy…

Zobacz,
na niebie słońce i chmury
tęskni za tobą Pałac Kultury
A ty za jakąś górą i rzeką
nie wrócisz prędko
bo za daleko
Bilet za drogi, pieniędzy mało
na Zachód ci się wyjechać chciało…
Niejedno życie się zmarnowało…
Niejedno życie powstało….

Połączenie obu ciał
biorę to,
co ty żeś miał
Aby powstał już ktoś trzeci
Tak się robi
DROGIE DZIECI

Misiu, drogi Misiu….,
zrób dziś ze mnie gwiazdę,
bo dam ci po pysiu!
Chcę do telewizji i do internetu!
Będę występować –
albo chcesz odwetu????
Mogę cię wykończyć,
bo napiszę, że,
jesteś grubas, bydle i w ogóle BEEEEEE!
Prostak i mizogin, świnia, podły cham,
twoja żona – głupia pinda,
ja świat dobrze znam…
Tylko feministka, wie co jest poprawne,
co inteligentne oraz co zabawne….
Lola jest gwiazdorką,
no bo Lola wie,
jak ciebie wykończyć,
żebyś skończył źle….

jest czarna owca
w rodzinie Paoli
podobna trochę
do pieknej Loli
która trzy po trzy
coś pierdoli…
o kobietach, o facetach
oraz innych pisze bzdetach
jak usuwać ciażę
i jej zapobiegać
można z nią w Indiach
ćwiczyć jogę
i na zakupy biegać
wszystko drogie panie
opłacicie wy
Lola da nazwisko
do wyprawy w wasze
z celebretką sny

Zły Król – tłumaczenie wg wiersza „Erlkönig“, Johann Wolfgang von Goethe
Kto pędzi na koniu przez ciemny las?
To ojciec z dzieckiem, czy zdążą na czas?
Trzyma je mocno w ramionach swych,
Dziecko bezpiecznie tuli się w nich.
Synu, dlaczego kryjesz w lęku twarz?
Ojcze, tam złego Króla straż!
Króla w koronie, ma białe kły!
Synu, to tylko wiatr i mgły.
Drogi chłopczyku, chodź, baw się ze mną!
Pewną zabawę znam, dość przyjemną,
Tam gdzie polana jest pełna kwiatów
A moja matka złotą ma szatę…
Ojcze, mój ojcze, czy tego nie słychać?
Co zły Król szeptem obiecuje mi cicho?
Bądź spokojny, synu nie bój się,
Tylko wiatr szumi w gałęziach drzew.
Chłopcze, czy pójdziesz ze mną tam,
Moje córki czekają, nie jestem sam…
Moje córki zatańczą z tobą razem
Uśpią melodią, ukołyszą na zawsze…
Ojcze, czy widzisz córki złego Króla?
Jak na mnie czekają tam w ciemnych zakolach…
Synu, ach synu, co ty tam widzisz?
To tylko liście! Bzdury, czy ty się nie wstydzisz?
Kocham cię, piękny młodzieńcze, uroczy…
Wezmę cię siłą, jeśli sam nie chcesz, zobaczysz…
Ojcze, mój ojcze, on już trzyma mnie
Sprawia mi ból, robi rzeczy złe…
Ojciec zmartwiony, pędzi szybciej przez las
W objęciach jego syn prawie już zgasł…
Do domu dotarł ledwo, co za cios!
Dziecko martwe w ramiona rzucił mu los.
Takie niby tłumaczenie wg „Loreley“, H. Heine
Sam nie wiem, jak to zrozumieć,
że ciągle smutno mi
a starożytna baśń
otwiera marzeń drzwi
Gdzie najpiękniejsza panna
siedzi u nieba bram
Ja płynę do niej łodzią
i nie jestem w niej sam
Załoga marynarzy
śpiewa w drodze i marzy
czy najpiękniejsza panna
spojrzeniem ich obdarzy…?
Ona na samej górze
czesze swe złote włosy
perłowo – złotym grzebieniem
na kroplach słonecznej rosy…
I śpiewa na wzgórzu pieśń
którą echo niesie po lesie
a kto ją zobaczy, usłyszy…
ten zakochanym zwie się…
Każdy marynarz zamiera
słysząc ją pierwszy raz
a zasłuchany w jej pieśni
rozbija łódź o głaz…
To wina Loreley,
co śpiewa tak i śpiewa
i tylko wyrósł las,
bo cierpliwe są drzewa…
Pełni szczęścia
rzadko w życiu zaznasz…
Nie masz dzieci,
gdy pieniędzmi szastasz…
Nie masz forsy,
gdy z dzieckiem sama
bez pomocy
I nie masz wtedy męża,
by przytulić się
do niego w nocy…

Nie masz przyjaciół i nie masz rodziny,
do dziecka robisz sama słodkie miny…..
Gdy pracę znajdziesz upragnioną
i wrócisz do ojczyzny i na rodziny łono,
to miną dwa albo trzy lata
i już umarli twoja mama i twój tata…
W dodatku tracisz pracę i w depresji
powracasz do samotnej swej posesji…
Gdzie płaczesz sama i bez gości
w tej całkiem nowej z dzieckiem samotności….
Choć szlak cię trafia i bierze cię cholera,
zaczynasz nowe życie na zasiłku znów od zera…

Jeśli jesteś w potrzebie, mało kto ci pomoże.
Jeśli jest bardzo źle – może być tylko jeszcze gorzej…

TO BEE OR NOT TO BE!

Większość ludzi
kocha tylko dzieci własne
i tyle
Od dzieci innych ludzi
woli psy, koty czy motyle…

 

Kochałam go

uczuciem tak silnym

i tak młodym

że nie pojęłam

tego wybuchu ognia

i łez jak morskie wody…

Zmroziły mnie

wojenne stany

zimy chłodnej i szarej

i znaku brak

że on też czuje coś

co ja

wraz ze mną – nie do pary

Jak wierzyć w pustkę

i w uczucia

które ja zadusiłam

Ale on porzucił..?

Nie mówił nic

właściwie zwykle same bzdury

„pożyczyć księżkę“ chciał…

bo czytać musiał też lektury…

I tyle lat minęło

ja, opłakując tamtą miłość…

tak piękną i tak pierwszą

jakby się to nie wydarzyło

Jakby to tylko sen i stan

własnego serca oszukania

wypełnionego pustką

od dnia rozstania do

następnego powitania…

Powitań było kilka

i pożegnań – bez zrozumienia

że miłość w wodę wpadła

na dno

podobna do kamienia…

———–

trochę szczęścia

i zbyt wiele smutku

posadziłeś Panie

w tym ogródku

między oceanami

trudno się połapać

co ma być z nami

skoro ciągle tylko

wojny, wojny i spory

kto bardziej zasłużony

kto bardziej cierpiał

kto bardziej chory

kto potrzebuje pomocy

a kto zdradził kogo

w środku nocy…

to wszystko ma taki

mdły sens

że po kilku latach

mniej smakuje

każdy życia kęs

——–

Przyjęto ich w Palestynie
lecz nie przyjęto wszystkich
Nie było pieniędzy czy miejsca
dla ciebie i twoich bliskich
Dla ciebie było miejsce w wagonie
do Auschwitz i do Treblinki
więc spakowałeś książki
i rzeczy swojej rodzinki
Nie było tego już wiele
przecież już większość straciłeś
I tej Treblinki z rodziną
niestety też nie przeżyłeś…
W sumie co za różnica
umrzeć w Getcie czy po ciężkiej podróży?
Przecież wycieczka do Treblinki
męczyła wszystkich dłużej…
A tu masz pokój nieduży,
tu przyjdą i nas zabiją…
żandarmi w imię Boga
z długą aryjską szyją…
I tak czy siak – my do nieba…
Którędy? Wszystko jedno…
I tylko na widok żandarmów
poliki jakoś bledną…
I mnie i tobie kochana…
Trzymajmy się za ręce
za to że umieramy razem
Diabłu czy Bogu w podzięce…

——

Ludzie zabili ludzi
czy oni czymś zawinili?
Czy dbali tylko o siebie
czy się o innych troszczyli?
Czy ważne dla nich było,
co stanie się z tamtymi?
Czy dostrzegli za późno,
że nie da się tutaj przeżyć,
będąc wszędzie ludźmi obcymi…?

————-

Fotografia czy video

Mogę sobie na Ciebie patrzeć
Synku
mogę patrzeć
nawet, gdyby cię w domu
nie było
Mogę Cię słyszeć
Mogę żyć
Dopóki mogę
w twym pobliżu być
Choćby na fotografii
czy na filmie video
Moje życie ma sens
tylko gdy jesteś Ty
Moje dziecko

———-

Dopadła mnie starość,
nie radość…
Nie powiem, że się jej
nie spodziewałam
Raczej kilka lat później
jej oczekiwałam…
Dopadła mnie w wieku
lat ok. pięćdziesięciu…
Myślałam, że poczeka
chociaż do sześćdzięciu pięciu…
zanim wyciągnie po mnie swe pazury
No tak przynajmniej do emerytury
zostawi mnie w rękach młodości
Nie…,
dużo wcześniej zachciało jej się
do mojej duszy i do moich kości…
I nie ma co się oszukiwać
już tylko starą mogę grywać…

————

Niektóre grzyby zostały
nieznalezione
Stoją dumne
niosąc swą koronę
ze ślimakiem na głowie
…zjedzone w połowie…

————-

Zamknąwszy swój zamek na zamek
Książę wyruszył do swych kochanek
Odwiedził ich w nocy aż sześć
każda dała mu pić i jeść…
każda oddała mu cześć…
Tylko jednej w domu nie było
bo jej coś nagle odbiło
Wolała odwiedzić leśnika
który w lesie lepiej od pszczół bzyka
Stała się Księcia kochanką byłą
i nie będzie mu już więcej miłą…
Nie dla niej już buty drogie
Będzie żyła jak panny ubogie…
Już nie kupi na swe ciało dorodne
sukni jakie kupią tamte panny modne
A jej życie będzie mniej wygodne…

—————

Mam wielką ochotę przegnać stąd chołotę. Niech idą, gdzie się nażrą złotem, gdzie pieprz rośnie albo dalej. Tu szkoda miejsca dla chamów i brutali, dla leni i obiboków, niech odejdą stąd kilka kroków… w kierunku dla nich przewidzianym, dawno przez nich samych obranym.

—————-

Ilu ludzi zamordowano
Ilu ludzi zginęło
By Pan Bóg tworzył swoje
stworzenia dzieło
W nieskończoność?
A może bez końca?
Dookoła słońca
Z księżycem na niewidzialnym
łańcuchu
Z planetami, a każda w ruchu
Niby bez celu,
a w planie tworzenia
martwej masy i żywego stworzenia

————————

Z mojego balkonu widzę fragment wszechświata…
Einstein, Szymborska i Hitler
też patrzyli na niebo…
I co z tego?
Widzę fragment kosmosu,
fragment mojego oraz ich losu
Zatkniętych na balkonie
jak aplikacje do kliknięcia,
aż do następnego ujęcia
Pan Bóg tak nas tu obsadził
w rolach różnych
Stacjonarnych i podróżnych
Kilerów i bohaterów
Jak wygląda mój los z góry?
Czy widać go w ogóle przez chmury?
A może Pan Bóg siedzi gdzieś na innym balkonie?
I uśmiecha się właśnie do mnie?

——————

Czemu zabijasz miłość matki?
Która cię wykarmiła własną piersią?
Może by jej było łatwiej,
pożegnać cię w dorosłe życie…
Bo jak pożegnać dziecko?
Łatwiej pożegnać kogoś,
kto udaje, że nie kocha…

—————-

Überstund‘ hat Gold im Mund…

Du stirbst früher ungesund…

Du stirbst reicher um die Zeit,

die dich vom Leben befreit

Du schaffst und schaffst und schaffst,

um zu kaufen, was du nicht brauchst….

——————

Czy to już koniec lata?
Pan Bóg zasnuł niebo chmurami…
Czy to już koniec lata?
Ziemia pokryła się łzami…
Chłodniejsze już poranki,
wcześniej nadchodzą wieczory
Czy to już koniec lata,
tej ciepłej i słonecznej pory?
Czy to już koniec lata?
Choć liście jeszcze zielone…
Czy to początek jesieni,
gdy las w grzybach tonie..?
Czy to już koniec lata,
gdy do szkoły poszły dzieci..?
A jesień rozkłada na ziemi
barwne liście jak skrawki pamięci…

—————–

Poznawszy ślimaka
zastanawiam się
jak on przeżyje sam
w wielkim lesie…
Przecież on jest taki malutki,
nie ma muszli ani skorupki
I czy kto go nie zeżre w końcu,
jak się ślimak tak wygrzewa
na słońcu?

———

Żałuje chyba niejedna matka,
że urodziła dziecko,
a wychowuje nastolatka..,
że nie zarabia za dwa i pół etatu,
by oddać go do internatu…

————-

Spacer

Droga czarna jak asfalt wiedzie nas
przez las
Małe czarne żuki ryzykują życiem
przechodząc na drugą stronę
Drzewa w lesie zielone
Żuki często kończą pod kołami
aut ludzi z psami
Bo psy podwozi się na spacer
samochodami
Wśród zacienionej gęstwiny z
gałęzi i liści: mysz
Chowa się, czy czegoś szuka…
Udaje, że nas nie widzi,
ale nas nie oszuka
Zmyka, gdy ktoś podchodzi
bliżej
Żaba siedzi w trawie w negliżu
Daleko i wysoko ptaki,
jeden nie byle jaki
poluje, czeka bijąc skrzydłami
w jednym miejscu,
obserwuje,
zniża lot,
wzlatuje…
Czy coś złapał?
Nie wiemy, dalej idziemy…
Przez pola,
obok sosna, topola…
Drzewa….
Jakiś ptak śpiewa…
I pies szczeka w oddali
Słońce skórę opali…
Więc szukamy cienia
W kapliczce Matki Boskiej imienia…
Odpoczynek i chwila zadumy
w miejscu, gdzie nie bywają tłumy
Siedzimy, milczymy, może się modlimy?

————

Ja nie staram się nic wymyślić
do rymu układają mi się myśli
kiedy powiedzieć chcę coś więcej
niż codzienne, zwykłe bzdety
jakie słyszymy
z ust mężczyzny czy kobiety

—————-

Gdy Cię kobieta złapie w sidła
to nie opuścisz jej –
choćby ci obrzydła…
Praca i dzieci, obowiązki…
Brak miejsca na miłosne związki…
Więc niestety,
żyjesz po prostu
życiem tej kobiety…
Która cię jako matka twoich dzieci –
twoja żona,
posiadła i na zawsze:
Jest oraz będzie – tylko ona.

 

————-

Zobaczyłam go dzisiaj
przypadkiem
przez 2 sekundy
Robił zdjęcie dzieciom…
Był z rodziną
na kładce dla pieszych
Ja wjechałam pod nią,
moim samochodem
Dlaczego przyhamowałaś?
Kogo tam dojrzałaś?
Zobaczyłam znajomego…
Nic nie zwykłego…
powiedziałam
Skłamałam…

————–

Urodzi się taki i żyje!
Co zrobić, skoro go ziemia nosi?
Pomożesz mu – nie podziękuje,
narozrabia, to nie przeprosi!
Zrobi błąd – udaje, że to nie on,
chciałoby się powiedzieć:
WON!
Ale nie da się tak wszystkich
przepędzić…
Więc będą tu jeszcze długo mendzić..,
że to nie oni, nie ich wina…
We wszystkim leży inna przyczyna…
Urodzi się taki i żyje!
Kiedyś jego też ziemia przykryje…

—————–

Tym, którzy polegli
za Ojczyznę swoją
daj Panie wiecznie
spoczywać w pokoju!
Każda ofiara ich – niezapomniana
bo każda, na swój sposób
tragiczna i nieopisana…
Każdego męczenika śmierć
czy śmierć bohatera
swój sens ma oraz wielkość
która nas podpiera…

 

——–

Panie Adamie,
ależ z Pana geniusz
języka i myślenia!
Dzieła Pana, Mickiewiczu,
są nie do powtórzenia!
Wierszem opisał Pan życie
przyrodę, historię i ludzi…
Andrzej Wajda z aktorami
tych ludzi do życia zbudził…
Film wzrusza, porusza:
Pana Tadeusza
Zosię i Telimenę
Soplicę i Hrabiego,
Horeszkę i Gerwazego…
szlachtę i Moskali
Poeta ludzi ocalił
i krajobrazy cudne
od zapomnienia!
O Mickiewiczu i Wajdo,
dziękuję za te uniesienia
za te obrazy i słowa
które po latach
trafiają do mnie od nowa..

 

 

—-

Gdy byłam młoda
byłam pełna nadziei
i byłam pełna marzeń
Byłam pewna, że to ja kontroluję ciąg mego życia zdarzeń
Teraz za mą pychę i dumę
często żałuję, pokutuję…
Bóg dał mi nauczkę pokory
w samotne długie wieczory…
Jestem kowalem swego losu…
Jak sobie pościelę, tak się wyśpię…
Stanie się, co pomyślę…
Bzdury i ułuda…
Tylko Bóg sprawia wszystko
i karę za zło
i wszystkie w życiu cuda…
Myślę, że diabeł jest jego wiernym sługą,
którym się posługuje, lecz nie za długo…
Bo nie ma tego złego,
coby na dobre nie wyszło…
Jeżeli nie dzisiaj tobie,
to może komuś na przyszłość…

————-

Co wie poeta,
którego tu nie było?
Co on widział i słyszał?
Co go dotyczyło?
Wszystko bez niego
przecież się odbyło…
Co on widział za oceanem?
Matki i żony zapłakane?
On żył spokojnie i pisał, co chciał,
lub kto mu wtedy forsę za to dał…
O komunistycznej Polsce i
antykomunistycznej wojnie…
W Stanie Wojennym on spał spokojnie…
Pewnego dnia otrzymał nagrodę.
Dlaczego?
By jego wiersze weszły w modę?
Do tamtej pory mało kto
o nim w Polsce wiedział i słyszał.
I mało komu jego brakowało.
Cenzura aż tak wredna?
Czy zainteresowania mało?
Poecie na lata stare
do Polski się zachciało…
Wreszcie ją tylu mu wybudowało!
Poeta wrócił po latach wielu
w jakimś celu…
Może grób chciał mieć na Wawelu?

———–

Kim jest poeta
który w czasach trudnych
opuścił kraj i kilka ulic nudnych
Zamienił je na Paryż
Francuską więc stolicę
i wolał dalej żyć nie w Polsce
ale w Ameryce!
?
Po latach wrócił z Noblem w ręku
do kraju, który z czasem
nabrał więcej wdzięku…
I nie był już tak nudny i szarawy
jak tuż po wojnie
na tle zgliszcz Warszawy
Ponieważ Kraków podobny do Wilna
łaska poety była mu przychylna
Po latach emigracji
zamieszkał w tym mieście
No bo wybudowali
kino, teatr i wszystko w tym mieście…
A kto budował?
Lud głupi i mały,
co to po wojnie nie wyjechał
ale pozostał w mieszkaniach za małych
Na koniec lud ten dostał
od poety wierszyk na swój temat
Noblista w nim opisał
swój myślenia schemat
„Który skrzywdziłeś…“
zaczął wiersz słowami
i dał go wyryć na pomniku martwych
literami…
Tak to poeta cierpiał wraz z narodem
przy coca-coli w USA,
gdy naród cierpiał głodem…
I gdy niektórzy dali się zabijać
poeta wolał w USA dolary zbijać…
Więc dziękujemy CI POETO
za Nobla i twe wersy przeto…

———–

Jeder weiß, wer sie versucht,
Liebe ist eine schlimme Sucht
Liebe macht glücklich und zerstört, sie macht verrückt und verstört,
wer sie probiert hat,
möchte davon mehr,
Liebe macht blind und taub
und man bereut einiges hinterher…

—-

Zabrano im młodość i życie
a matkom synów zabrano
Musieli strzelać, mordować
aż ich wymordowano
Musieli iść na wojnę…
Niektórzy może chcieli?
Co wiemy o nich dzisiaj?
Co oni by o nas powiedzieli?

————

 

Opętana chęcią kochania
Zachwycona uczuciem miłości
Dałabym wiele,
by powróciło,
porzucona przez miłość w młodości…
Odrzucona przez nią
razy wiele
By powróciła, dałabym wiele…

—-

Das Schicksal dieser Menschen bewegt mich,
es könnte mein eigenes sein…
Heute: „Wer kennt mich?“
Morgen gibt es für mich, für dich
vielleicht einen solchen Stolperstein?

Proszę Pana…
Jak mam żyć nie zakochana?
Nuda od nocy do rana,
niby codziennie wyspana…
Ale jakaś ledwo żywa,
nie szczęśliwa!
Bo szczęściem byłoby gdyby
pojawił się pan tu wreszcie
By mi umilić pobyt
w domowym mym areszcie…

———

Familienoper

Die Musik?

Nicht zu empfehlen!

Soll sie alle Seelen quälen?

Wie sie meine hat gequält?

Eine Oper?

Wo die Melodie fehlt?

Lauter Klänge – grauenvoll!

Jemand findet das ganz toll?

Jede Menge seltsame Klänge…

Furchtbar für die Kinderohren…

auch Erwachsene erfroren..

bei den Lauten eines Irren,

der Musik will imitieren…

Eine Oper?

Danke, nein.

Das ist kein Geschmack, nicht mein.

Miłość matki jest szalona,
miłość matki nie zna granic,
ciosem syna powalona,
matka cios ten weźmie za nic…
Nawet kiedy syn się kłóci,
matka syna nie odrzuci,
matka zrobi mu kolację
a na koniec przyzna rację…
Miłość matki ponad życie,
ponad jej własne marzenia
Miłość matki nie pojęta,
miłość nie do powtórzenia
Taką miłość trzeba przeżyć
aby móc w tą miłość wierzyć
Czy ta miłość to głupota?
Czy to może jakaś cnota?
Pewnie taki jest los matki,
która kocha swoje dziatki…

——–

Każdy próbuje jakoś przeżyć
każdy musi się z losem zmierzyć
nie wymarzonym
z partnerem nie wyśnionym
z dzieckiem nie bez problemów
z pracą bez wielkich tantiemów
z nieznanym i przerażającym
z życiem często smucącym…😦
z życiem pełnym chorób
z końcem nawet śmiertelnym
z Happy Endem – kto Bogu wiernym

——

zdrada,

z każdej strony się zakrada

nie uciekniesz sam od zdrady

bo na zdradę nie ma rady

zdrada jest wpisana w życie

miły uśmiech to jej krycie

nie rozpoznasz zdrady z góry

trafi cię jak bomba w mury

nagle i niespodziewanie

zdrada obok ciebie stanie

i porzuci na zdychanie…

na samotne umieranie…

 

 

Zagadka:
Jest produktem markowym z nazwiskiem po tacie…
Jej własna twórczość przypomina często zasrane gacie…
Sprzedają to niektóre media…
Pseudointelektualna kulturowa tragedia…
Media sprzedają, bo na tym g. zarabiają…
Markowe nazwisko sprzeda wszystko…
Jakaś grupa osób to czyta…
Gdy książka czy internet pod słomiane strzechy zawita…
Kto nie wie, niech jej siostrę czy brata zapyta…
Tworzy, bo lubi się oglądać, gdzie popadnie…
Czy w filmie porno, czy w telewizji…

Wszędzie wygląda ŁADNIE!
Kto to jest? Kto zgadnie?

——

Trzeba nie mieć wyobraźni, by uwierzyć,

że 32 osoby można jedną miarką mierzyć

że 32 osoby myślą, robią i to samo wiedzą

NIE: 32 osoby – zapytane – na 32 sposoby odpowiedzą

Trzeba nie mieć wyobraźni, by wymyślić

że 32 osoby w jednej formie, jednej myśli!

Wychowawcy polecam więc pomyśleć

nim 32 osoby razem na wycieczkę wyśle…

 

———–

Bóg to widzi, wszystko wie

On zna ciebie i zna mnie

każdy smutek, każdy śmiech

każde dobro, każdy grzech

Rób co chcesz, pamiętaj o tym

tylko Bóg ci życie da

i umrzeć da z powrotem…

 

——–

 

 

Tęsknię do ciebie

stolico mojej młodości

mojego szczęścia, radości, miłości

Tęsknię do ciebie stolico mojej tęsknoty

gdzie polskie domy i polskie stoją płoty

gdzie polski język cię wita, pozdrawia i żegna

gdzie polski ksiądz cię po polsku przeżegna…

Tęsknię do ciebie stolico tęsknoty tu opisanej

tęsknię do ciebie w południe, wieczorem i nad ranem…

———–

Bóg nam daje tyle lat,

byśmy naprawiali świat,

lecz co robi większość z nas?

Patrzy w lustro, gdy przemija czas…

Własną forsę liczyć chce,

choćby wszystkim było źle…

Fe…

W obliczu śmierci wszyscy cichniemy

W chwili śmierci wszystko traci znaczenie

śmierć nie pyta o to, czego chcemy, czy nie chcemy

śmierć  zabiera nas, a my idziemy…

śmierć zabiera każde marzenie

tylko wiara daje nadzieję

Tylko Jezus daje życie nowe

więc się nie bój, jeśli krzyż masz –

życie wieczne masz też pewnie gotowe…

———

 

Jak o tobie zapomnieć

WARSZAWO?

Gdzie wszystko na lewo i prawo

TO mój DOM!

Kiedy każda ulica,

dawnych marzeń obietnica

i cudownych przeżyć tom…

Jak zapomnieć o tobie

mój kraju,

nie chcę do innego Raju…

Chcę do Polski, chcę do Warszawy,

tam  są moje wszystkie ważne sprawy…

Tam chcę żyć,

bo tutaj tylko tęsknota…

chociaż jest co jeść i pić…

Tu przetrwałam,

tam życie miałam,

tam wszystko kochałam…

Tam jest dom…

Wyrwałam się z korzeniami,

by płakać dniami i nocami…

W Warszawie odżywam, oddycham,

a nie – powoli wegetując – zdycham…

———-

Tyle marzeń nieopisanych

tyle życzeń, tylko TOBIE znanych

na deptaku myśli niesłyszanych

Tyle problemów i tyle radości

na deptaku samotności i miłości

Na deptaku tego świata

pewnego słonecznego dnia lata

gdzie na spacer wyszli ludzie:

dziecko, mama, tata

koleżanki, koledzy znajomi

Na deptaku myśli niezgadnionych

bo ich myśli wolne są jak dusza

a czyjś problem mało kogo wzrusza

Na deptaku ktoś z problemem prosi

o dwa złote albo jeden grosik

Lecz pogoda nie sprzyja proszącym

chociaż dzień słoneczny, gorący…

Większość przechodzi bez zbytniej litości

dla samotnych i niedokarmionych

na deptaku gości…

———-

Ich bin aus
nicht eingeschaltet
ich leuchte nicht mal auf standby
meine Liebe ausgeschaltet
jede Freude längst vorbei…
Ich bin aus
und hoffe, dass
jemand kommt und ändert das
Bitte schalte mich doch ein
es ist einsam so allein…
Es ist kalt und langweilig…
Warum hast du es nicht eilig?
Ich bin aus
ich bin ganz kalt…
Und so werde ich auch alt…
Ich bin ruhig
nur ein Plus…
Ändern könnte es dein Kuss…

 

 

Cudowne miejsce spokoju i mocy

poświęcone Matce Bożej

Przy jej obrazie Ojciec Założyciel

czuwa o każdej porze…

Siostry Maryi posługują wiernym

w tym Ogrodzie Pana

Od kiedy znam to miejsce

jestem w nim zakochana

Mała kaplica i kościół wśród zieleni

tak Ojciec Josef Kentenich

Vallendar w Boży ogród zmienił…

———-

Zagadka:
Jest produktem markowym z nazwiskiem po tacie…
Jej własna twórczość przypomina często zasrane gacie…
Sprzedają to niektóre media…
Pseudointelektualna kulturowa tragedia…
Jakaś grupa osób to czyta…
Gdy książka czy internet pod słomiane strzechy zawita…
Kto nie wie, niech jej siostrę czy brata zapyta…
Tworzy, bo lubi się oglądać, gdzie popadnie…
Czy w filmie porno, czy w telewizji…
Kto to jest? Kto zgadnie?

—–

Trzeba nie mieć wyobraźni, by uwierzyć,

że 32 osoby można jedną miarką mierzyć

że 32 osoby myślą, robią i to samo wiedzą

NIE: 32 osoby – zapytane – na 32 sposoby odpowiedzą

Trzeba nie mieć wyobraźni, by wymyślić

że 32 osoby w jednej formie, jednej myśli!

Wychowawcy polecam więc pomyśleć

nim 32 osoby razem na wycieczkę wyśle…

———–

Ich bin aus

nicht eingeschaltet

ich leuchte nicht mal auf standby

meine Liebe ausgeschaltet

jede Freude längst vorbei…

Ich bin aus

und hoffe, dass

jemand kommt und ändert das

Bitte schalte mich doch ein

es ist einsam so allein…

Es ist kalt und langweilig…

Warum hast du es nicht eilig?

Ich bin aus

ich bin ganz kalt…

Und so werde ich auch alt…

Ich bin ruhig

nur ein Plus…

Ändern könnte es dein Kuss…

————

 

Bóg to widzi, wszystko wie

On zna ciebie i zna mnie

każdy smutek, każdy śmiech

każde dobro, każdy grzech

Rób co chcesz, pamiętaj o tym

tylko Bóg ci życie da

i umrzeć da z powrotem…

——-

Jedno mądre, a drugie złe

jedno aniołem, a drugie okrutne

życie piękne bywa często smutne

———-

Tęsknię do ciebie

stolico mojej młodości

mojego szczęścia, radości, miłości

Tęsknię do ciebie stolico mojej tęsknoty

gdzie polskie domy i polskie stoją płoty

gdzie polski język cię wita, pozdrawia i żegna

gdzie polski ksiądz cię po polsku przeżegna…

Tęsknię do ciebie stolico tęsknoty tu opisanej

tęsknię do ciebie w południe, wieczorem i nad ranem…

 

———-

Bóg nam daje tyle lat,

byśmy naprawiali świat,

lecz co robi większość z nas?

Patrzy w lustro, gdy przemija czas…

Własną forsę liczyć chce,

choćby wszystkim było źle…

Fe…

——

W obliczu śmierci wszyscy cichniemy

W chwili śmierci wszystko traci znaczenie

śmierć nie pyta o to, czego chcemy, czy nie chcemy

śmierć  zabiera nas, a my idziemy…

śmierć zabiera każde marzenie

tylko wiara daje nadzieję

Tylko Jezus daje życie nowe

więc się nie bój, jeśli krzyż masz –

życie wieczne masz też pewnie gotowe…

———

 

Jak o tobie zapomnieć

WARSZAWO?

Gdzie wszystko na lewo i prawo

TO mój DOM!

Kiedy każda ulica,

dawnych marzeń obietnica

i cudownych przeżyć tom…

Jak zapomnieć o tobie

mój kraju,

nie chcę do innego Raju…

Chcę do Polski, chcę do Warszawy,

tam  są moje wszystkie ważne sprawy…

Tam chcę żyć,

bo tutaj tylko tęsknota…

chociaż jest co jeść i pić…

Tu przetrwałam,

tam życie miałam,

tam wszystko kochałam…

Tam jest dom…

Wyrwałam się z korzeniami,

by płakać dniami i nocami…

W Warszawie odżywam, oddycham,

a nie – powoli wegetując – zdycham…

———-

Tyle marzeń nieopisanych

tyle życzeń, tylko TOBIE znanych

na deptaku myśli niesłyszanych

Tyle problemów i tyle radości

na deptaku samotności i miłości

Na deptaku tego świata

pewnego słonecznego dnia lata

gdzie na spacer wyszli ludzie:

dziecko, mama, tata

koleżanki, koledzy znajomi

Na deptaku myśli niezgadnionych

bo ich myśli wolne są jak dusza

a czyjś problem mało kogo wzrusza

Na deptaku ktoś z problemem prosi

o dwa złote albo jeden grosik

Lecz pogoda nie sprzyja proszącym

chociaż dzień słoneczny, gorący…

Większość przechodzi bez zbytniej litości

dla samotnych i niedokarmionych

na deptaku gości…

———-

 

Meine Seele ist erschöpft
ich kann es kaum noch ertragen
meine Knochen Tag und Nacht
dabei zu tragen…
Ich möchte sie nicht mehr haben
ich möchte sie nicht mehr besitzen
Ich möchte mit meiner Seele
einfach davon flitzen…

————

Cóż, nawet poeta
spłodził córki dwie
Jedna pisze:
Dziękuję za dobre słowa
Druga: katole piszą mi same słowa złe….
Jedna ma uśmiech szczery
Druga ma … do kamery…
Jest jeszcze jeden brat
Ciekawy jest ten świat!
Brat gra na pogrzebie Taty
zapewnia, że Tacie wesoło,
ponieważ nie musi oglądać
rodzinki, co stoi w około…

——————

Botox sobie już wstrzyknęła
szkoda, że nie może wstrzyknąć
rozumu
Z rozumem byłoby jej do twarzy
O rozumie może sobie
tylko pomarzyć…

———————

Żyję pod postacią człowieka
który czeka, czeka i czeka…
Czeka każdego dnia
na miłość, którą dobrze zna…
Pod postacią niejednego człowieka,
który tak samo czeka i czeka…

Bo bez miłości życie ucieka,
dłużąc się jak bez końca rzeka…

A my płyniemy oddzielnie pod prąd,

aż Bóg nas zabierze stąd…

————————

Katole to głupole

bo wierzą w Boga

– nie w Paolę!

Chociaż Paola ta

tłumaczy im jak trza,

że Boga gdzieś tam ma…

Nie zagrzmiał nawet

choć grzeszyła

już od najmłodych lat…

Czy Pan Bóg ślepy jest

na Loli grzeszny świat?

Czy może – po prostu

na nią patrzeć (już) nie może….?

 

————–

Dusza trzyma się ciała
dopóki ciało działa
lecz gdy ciało umiera niezdrowe
duszy potrzebne ciało nowe
Po śmierci – do życia wiecznego
potrzeba ci kogoś drugiego…

———-

Kiedy ciebie tutaj nie ma

zapominam, żeś tu był

cały czas się kręci ziemia

a po tobie został pył

Pył z papierosa w popielniczce

czerwona wstążka na doniczce

tortu pozostawiony kęs

i kilka łez wśród moich rzęs

Ręcznik użyty tylko raz

skradziony komuś dla nas czas

wspólna kolacja, wspólna noc

i naszych marzeń wielka moc…

Bo kiedy ciebie tutaj nie ma

już zapominam, żeś tu był

gdy cały czas się kręci ziemia

Po tobie został tylko pył…

Odszedłeś gdzieś bez ostrzeżenia,
zniknąłeś jak po burzy błysk,
A ja wciąż tęsknię bez wytchnienia,
czytam od nowa każdy list…

Przecież się znowu zobaczymy

raz jeszcze miłość zacznie się

tęsknota znajdzie ukojenie

aż znowu znikniesz Bóg wie gdzie…

Bo kiedy ciebie tutaj nie ma

już zapominam, żeś tu był

gdy cały czas się kręci ziemia

Po tobie został tylko pył…

(muzykę też mam do tego, jakby co…)

—————-

śmierć gasi światła w mieszkaniu

zapala lampki na grobie

kładzie wieńce i kwiaty

i zapomina wraz z innymi

o tobie…

—————-

dwoje ludzi

siebie nie pewnych

tonie w spojrzeniach rzewnych

z nadzieją na „dobry trunek“…

PIERWSZY POCAŁUNEK

Lecz pocałunek

gdy minie rok i dzień

przeradza się w

ZŁY SEN….

——————-

Muszę udawać co dzień

że jest mi dobrze, że moje życie

to nie codzienny pogrzeb

moich marzeń i moim oczekiwań

że to nie ciągły ciąg „przegrywań“

straconych mężów i mężczyzn ukochanych

straconych dzieci i dzieci niepoznanych

ciąż urojonych i tych wyskrobanych

ciąż urodzonych – i tu wiele szczęścia

choć bez mężczyzny z boku i zamęścia…

Kobiety życie bywa też niestety

życiem zupełnie innej twarzy niż tapety…

———

Diabeł ubiera się w różne stroje

czasami jest ich dwóch, dwie czy dwoje…

Diabeł nie ma ulubionej szaty

choć woli ubranie nowe niż w stare łaty…

Diabeł wygląda różnie, mówi różnymi językami

ale ma cechy wspólne: kłamie, kłamie, kłamie…

oszukuje, naciąga, wykorzysta…

Dasz mu stówę, on poprosi o trzysta…

Diabeł może być mężczyzną lub kobietą

gdy ją lub jego spodkasz – uważaj przeto…

Diabeł zrobi wiele, by osiągnąć własne cele

czasami bywa, częściej go nie ma w kościele…

Diabeł udaje anioła i chwali się chętnie sam

udając, że to skromność i bardzo dziękuje wam…

Diabeł was zmanipuluje, myślicie, jaki to skarb!

Zrobi wszystko, by na was zarobić,

choćby wyrósł wam garb!

Sprzeda wam książkę na temat,

bo na temacie się zna,

sam miał już garba, a z książką,

garb zniknął mu raz, dwa…

—————

Nie ma cenzury!

Każdy może pisać bzdury

cieszyć się sławą

na lewo i prawo

brać za gówno pieniądze

na wszystkie swe rządze…

Bez opamiętania

występować, radzić i nakłaniać

Wolność słowa

dla każdego kretyna

czy każdej kretynki

która robi ładne, „mądre“ minki

Poza tym wielu rzeczy nie rozumie

Ale kto się zorientuje

w takim tłumie

———

Wie ist es?
Hoffen und die Hoffnung immer wieder verlieren…?
Nach einem Vulkanausbruch der Gefühle
GLÜCK, LUST FEUER…
plötzlich wieder alleine frieren…
Nach einem Lebenskuss
wieder ein Todesschuss…

Młodość niesie zdrowe dziecko na rękach
szczęście i radość, nie udręka
Piękno karmi je własnym mlekiem
by dziecko stało się człowiekiem
życie troszczy się o życie
jak matka i ojciec
niesamowicie
Dzięki Ci Panie,
że dałeś im siebie nawzajem
na kilka chwil i lat
czasami zwanych Rajem

Krótkie są chwile szczęścia
i chwile radości
wśród okrzyków rozpaczy
i okrzyków złości
Krótkie są chwile szczęścia
i niezapomniane
Pocałunki z tobą wieczorem,
nad ranem…
Z tobą za rękę na moście
i z tobą za rękę przez miasto
Jak rodzynki, wrzucone
w takie sobie ciasto….
Jak rozmowy bez głosu,
zapatrzone oczy,
krótkie są chwile szczęścia,
a życie się toczy…

Zobacz,
na niebie słońce i chmury
tęskni za tobą Pałac Kultury
A ty za jakąś górą i rzeką
nie wrócisz prędko
bo za daleko
Bilet za drogi, pieniędzy mało
na Zachód ci się wyjechać chciało…
Niejedno życie się zmarnowało…
Niejedno życie powstało….

Połączenie obu ciał
biorę to,
co ty żeś miał
Aby powstał już ktoś trzeci
Tak się robi
DROGIE DZIECI

Misiu, drogi Misiu….,
zrób dziś ze mnie gwiazdę,
bo dam ci po pysiu!
Chcę do telewizji i do internetu!
Będę występować –
albo chcesz odwetu????
Mogę cię wykończyć,
bo napiszę, że,
jesteś grubas, bydle i w ogóle BEEEEEE!
Prostak i mizogin, świnia, podły cham,
twoja żona – głupia pinda,
ja świat dobrze znam…
Tylko feministka, wie co jest poprawne,
co inteligentne oraz co zabawne….
Lola jest gwiazdorką,
no bo Lola wie,
jak ciebie wykończyć,
żebyś skończył źle….

jest czarna owca
w rodzinie Paoli
podobna trochę
do pieknej Loli
która trzy po trzy
coś pierdoli…
o kobietach, o facetach
oraz innych pisze bzdetach
jak usuwać ciażę
i jej zapobiegać
można z nią w Indiach
ćwiczyć jogę
i na zakupy biegać
wszystko drogie panie
opłacicie wy
Lola da nazwisko
do wyprawy w wasze
z celebretką sny

Zły Król – tłumaczenie wg wiersza „Erlkönig“, Johann Wolfgang von Goethe
Kto pędzi na koniu przez ciemny las?
To ojciec z dzieckiem, czy zdążą na czas?
Trzyma je mocno w ramionach swych,
Dziecko bezpiecznie tuli się w nich.
Synu, dlaczego kryjesz w lęku twarz?
Ojcze, tam złego Króla straż!
Króla w koronie, ma białe kły!
Synu, to tylko wiatr i mgły.
Drogi chłopczyku, chodź, baw się ze mną!
Pewną zabawę znam, dość przyjemną,
Tam gdzie polana jest pełna kwiatów
A moja matka złotą ma szatę…
Ojcze, mój ojcze, czy tego nie słychać?
Co zły Król szeptem obiecuje mi cicho?
Bądź spokojny, synu nie bój się,
Tylko wiatr szumi w gałęziach drzew.
Chłopcze, czy pójdziesz ze mną tam,
Moje córki czekają, nie jestem sam…
Moje córki zatańczą z tobą razem
Uśpią melodią, ukołyszą na zawsze…
Ojcze, czy widzisz córki złego Króla?
Jak na mnie czekają tam w ciemnych zakolach…
Synu, ach synu, co ty tam widzisz?
To tylko liście! Bzdury, czy ty się nie wstydzisz?
Kocham cię, piękny młodzieńcze, uroczy…
Wezmę cię siłą, jeśli sam nie chcesz, zobaczysz…
Ojcze, mój ojcze, on już trzyma mnie
Sprawia mi ból, robi rzeczy złe…
Ojciec zmartwiony, pędzi szybciej przez las
W objęciach jego syn prawie już zgasł…
Do domu dotarł ledwo, co za cios!
Dziecko martwe w ramiona rzucił mu los.
Takie niby tłumaczenie wg „Loreley“, H. Heine
Sam nie wiem, jak to zrozumieć,
że ciągle smutno mi
a starożytna baśń
otwiera marzeń drzwi
Gdzie najpiękniejsza panna
siedzi u nieba bram
Ja płynę do niej łodzią
i nie jestem w niej sam
Załoga marynarzy
śpiewa w drodze i marzy
czy najpiękniejsza panna
spojrzeniem ich obdarzy…?
Ona na samej górze
czesze swe złote włosy
perłowo – złotym grzebieniem
na kroplach słonecznej rosy…
I śpiewa na wzgórzu pieśń
którą echo niesie po lesie
a kto ją zobaczy, usłyszy…
ten zakochanym zwie się…
Każdy marynarz zamiera
słysząc ją pierwszy raz
a zasłuchany w jej pieśni
rozbija łódź o głaz…
To wina Loreley,
co śpiewa tak i śpiewa
i tylko wyrósł las,
bo cierpliwe są drzewa…
Pełni szczęścia
rzadko w życiu zaznasz…
Nie masz dzieci,
gdy pieniędzmi szastasz…
Nie masz forsy,
gdy z dzieckiem sama
bez pomocy
I nie masz wtedy męża,
by przytulić się
do niego w nocy…

Nie masz przyjaciół i nie masz rodziny,
do dziecka robisz sama słodkie miny…..
Gdy pracę znajdziesz upragnioną
i wrócisz do ojczyzny i na rodziny łono,
to miną dwa albo trzy lata
i już umarli twoja mama i twój tata…
W dodatku tracisz pracę i w depresji
powracasz do samotnej swej posesji…
Gdzie płaczesz sama i bez gości
w tej całkiem nowej z dzieckiem samotności….
Choć szlak cię trafia i bierze cię cholera,
zaczynasz nowe życie na zasiłku znów od zera…

Jeśli jesteś w potrzebie, mało kto ci pomoże.
Jeśli jest bardzo źle – może być tylko jeszcze gorzej…

TO BEE OR NOT TO BE!

Większość ludzi
kocha tylko dzieci własne
i tyle
Od dzieci innych ludzi
woli psy, koty czy motyle…

Wie ist es?
Hoffen und die Hoffnung immer wieder verlieren…?
Nach einem Vulkanausbruch der Gefühle
GLÜCK, LUST FEUER…
plötzlich wieder alleine frieren…
Nach einem Lebenskuss
wieder ein Todesschuss…

Młodość niesie zdrowe dziecko na rękach
szczęście i radość, nie udręka
Piękno karmi je własnym mlekiem
by dziecko stało się człowiekiem
życie troszczy się o życie
jak matka i ojciec
niesamowicie
Dzięki Ci Panie,
że dałeś im siebie nawzajem
na kilka chwil i lat
czasami zwanych Rajem

Krótkie są chwile szczęścia
i chwile radości
wśród okrzyków rozpaczy
i okrzyków złości
Krótkie są chwile szczęścia
i niezapomniane
Pocałunki z tobą wieczorem,
nad ranem…
Z tobą za rękę na moście
i z tobą za rękę przez miasto
Jak rodzynki, wrzucone
w takie sobie ciasto….
Jak rozmowy bez głosu,
zapatrzone oczy,
krótkie są chwile szczęścia,
a życie się toczy…

Zobacz,
na niebie słońce i chmury
tęskni za tobą Pałac Kultury
A ty za jakąś górą i rzeką
nie wrócisz prędko
bo za daleko
Bilet za drogi, pieniędzy mało
na Zachód ci się wyjechać chciało…
Niejedno życie się zmarnowało…
Niejedno życie powstało….

Połączenie obu ciał
biorę to,
co ty żeś miał
Aby powstał już ktoś trzeci
Tak się robi
DROGIE DZIECI

Misiu, drogi Misiu….,
zrób dziś ze mnie gwiazdę,
bo dam ci po pysiu!
Chcę do telewizji i do internetu!
Będę występować –
albo chcesz odwetu????
Mogę cię wykończyć,
bo napiszę, że,
jesteś grubas, bydle i w ogóle BEEEEEE!
Prostak i mizogin, świnia, podły cham,
twoja żona – głupia pinda,
ja świat dobrze znam…
Tylko feministka, wie co jest poprawne,
co inteligentne oraz co zabawne….
Lola jest gwiazdorką,
no bo Lola wie,
jak ciebie wykończyć,
żebyś skończył źle….

jest czarna owca
w rodzinie Paoli
podobna trochę
do pieknej Loli
która trzy po trzy
coś pierdoli…
o kobietach, o facetach
oraz innych pisze bzdetach
jak usuwać ciażę
i jej zapobiegać
można z nią w Indiach
ćwiczyć jogę
i na zakupy biegać
wszystko drogie panie
opłacicie wy
Lola da nazwisko
do wyprawy w wasze
z celebretką sny

Zły Król – tłumaczenie wg wiersza „Erlkönig“, Johann Wolfgang von Goethe
Kto pędzi na koniu przez ciemny las?
To ojciec z dzieckiem, czy zdążą na czas?
Trzyma je mocno w ramionach swych,
Dziecko bezpiecznie tuli się w nich.
Synu, dlaczego kryjesz w lęku twarz?
Ojcze, tam złego Króla straż!
Króla w koronie, ma białe kły!
Synu, to tylko wiatr i mgły.
Drogi chłopczyku, chodź, baw się ze mną!
Pewną zabawę znam, dość przyjemną,
Tam gdzie polana jest pełna kwiatów
A moja matka złotą ma szatę…
Ojcze, mój ojcze, czy tego nie słychać?
Co zły Król szeptem obiecuje mi cicho?
Bądź spokojny, synu nie bój się,
Tylko wiatr szumi w gałęziach drzew.
Chłopcze, czy pójdziesz ze mną tam,
Moje córki czekają, nie jestem sam…
Moje córki zatańczą z tobą razem
Uśpią melodią, ukołyszą na zawsze…
Ojcze, czy widzisz córki złego Króla?
Jak na mnie czekają tam w ciemnych zakolach…
Synu, ach synu, co ty tam widzisz?
To tylko liście! Bzdury, czy ty się nie wstydzisz?
Kocham cię, piękny młodzieńcze, uroczy…
Wezmę cię siłą, jeśli sam nie chcesz, zobaczysz…
Ojcze, mój ojcze, on już trzyma mnie
Sprawia mi ból, robi rzeczy złe…
Ojciec zmartwiony, pędzi szybciej przez las
W objęciach jego syn prawie już zgasł…
Do domu dotarł ledwo, co za cios!
Dziecko martwe w ramiona rzucił mu los.
Takie niby tłumaczenie wg „Loreley“, H. Heine
Sam nie wiem, jak to zrozumieć,
że ciągle smutno mi
a starożytna baśń
otwiera marzeń drzwi
Gdzie najpiękniejsza panna
siedzi u nieba bram
Ja płynę do niej łodzią
i nie jestem w niej sam
Załoga marynarzy
śpiewa w drodze i marzy
czy najpiękniejsza panna
spojrzeniem ich obdarzy…?
Ona na samej górze
czesze swe złote włosy
perłowo – złotym grzebieniem
na kroplach słonecznej rosy…
I śpiewa na wzgórzu pieśń
którą echo niesie po lesie
a kto ją zobaczy, usłyszy…
ten zakochanym zwie się…
Każdy marynarz zamiera
słysząc ją pierwszy raz
a zasłuchany w jej pieśni
rozbija łódź o głaz…
To wina Loreley,
co śpiewa tak i śpiewa
i tylko wyrósł las,
bo cierpliwe są drzewa…
Takie niby tłumaczenie wg „Loreley“, H. Heine
Sam nie wiem, jak to zrozumieć,
że ciągle smutno mi
a starożytna baśń
otwiera marzeń drzwi
Gdzie najpiękniejsza panna
siedzi u nieba bram
Ja płynę do niej łodzią
i nie jestem w niej sam
Załoga marynarzy
śpiewa w drodze i marzy…
Czy najpiękniejsza panna
spojrzeniem ich obdarzy…?
Ona na samej górze
czesze swe złote włosy
perłowo – złotym grzebieniem
na kroplach słonecznej rosy…
I śpiewa na wzgórzu pieśń
którą echo niesie po lesie
A kto ją zobaczy, usłyszy…
ten zakochanym zwie się…
Każdy marynarz zamiera
słysząc ją pierwszy raz
a zasłuchany w jej pieśni
rozbija łódź o głaz…
To wina Loreley,
co śpiewa tak i śpiewa
i tylko wyrósł las,
bo cierpliwe są drzewa… 😀
Może powinna zaprzestać
śpiewem swym truć okolicę,
może ją z lasu wyciągnąłby
jakiś głuchy rycerz?????
Pełni szczęścia
rzadko w życiu zaznasz…
Nie masz dzieci,
gdy pieniędzmi szastasz…
Nie masz forsy,
gdy z dzieckiem sama
bez pomocy
I nie masz wtedy męża,
by przytulić się
do niego w nocy…
Nie masz przyjaciół i nie masz rodziny,
do dziecka robisz sama słodkie miny…..
Gdy pracę znajdziesz upragnioną
i wrócisz do ojczyzny i na rodziny łono,
to miną dwa albo trzy lata
i już umarli twoja mama i twój tata…
W dodatku tracisz pracę i w depresji
powracasz do samotnej swej posesji…
Gdzie płaczesz sama i bez gości
w tej całkiem nowej z dzieckiem samotności….
Choć szlak cię trafia i bierze cię cholera,
zaczynasz nowe życie na zasiłku znów od zera…

Jeśli jesteś w potrzebie, mało kto ci pomoże.
Jeśli jest bardzo źle – może być tylko jeszcze gorzej…

TO BEE OR NOT TO BE!

 

Czy to już koniec lata?

Pan Bóg zasnuł niebo chmurami…

Czy to już koniec lata?

Ziemia pokryła się łzami…

Chłodniejsze już poranki,

wcześniej nadchodzą wieczory

Czy to już koniec lata,

tej ciepłej i słonecznej pory?

Czy to już koniec lata?

Choć liście jeszcze zielone…

Czy to początek jesieni,

gdy las w grzybach tonie..?

Czy to już koniec lata,

gdy do szkoły poszły dzieci..?

A jesień rozkłada na ziemi

barwne liście jak skrawki pamięci…

 

Zamknąwszy swój zamek na zamek

Książę wyruszył do swych kochanek

Odwiedził ich w nocy aż sześć

każda dała mu pić i jeść…

każda oddała mu cześć…

Tylko jednej w domu nie było

bo jej coś nagle odbiło

Wolała odwiedzić leśnika

który w lesie lepiej od pszczół bzyka

Stała się Księcia kochanką byłą

i nie będzie mu już więcej miłą…

Już nie kupi na swe ciało dorodne

sukni jakie kupią tamte panny modne

A jej życie będzie mniej wygodne…

 

———-

Co wie poeta,

którego tu nie było?

Co on widział i słyszał?

Co go dotyczyło?
Wszystko bez niego

przecież się odbyło…

Co on widział za oceanem?

Matki i żony zapłakane?

On żył spokojnie i pisał, co chciał,

lub kto mu wtedy forsę za to dał…

O komunistycznej Polsce i

antykomunistycznej wojnie…

W Stanie wojennym on spał spokojnie…

Pewnego dnia otrzymał nagrodę.

Dlaczego?

By jego wiersze weszły w modę?

Do tamtej pory mało kto

on nim w Polsce wiedział i słyszał.

I mało komu jego brakowało.

Cenzura aż tak wredna?

Czy zainteresowania mało?

Poecie na lata stare

do Polski się zachciało…

Wreszcie ją tylu mu wybudowało!

Poeta wrócił po latach wielu

w jakimś celu…

Może grób chciał mieć na Wawelu?


Kim jest poeta

który w czasach trudnych

opuścił kraj i kilka ulic nudnych

Zamienił je na Paryż

Francuską więc stolicę

i wolał dalej żyć nie w Polsce

ale w Ameryce!

?

Po latach wrócił z Noblem w ręku

do kraju, który z czasem

nabrał więcej wdzięku…

I nie był już tak nudny i szarawy

jak tuż po wojnie

na tle zgliszcz Warszawy

Ponieważ Kraków podobny do Wilna

łaska poety była mu przychylna

Po latach emigracji

zamieszkał w tym mieście

No bo wybudowali

kino, teatr i wszystko w tym mieście…

A kto budował?

Lud głupi i mały,

co to po wojnie nie wyjechał

ale pozostał w mieszkaniach za małych

Na koniec lud ten dostał

od poety wierszyk na swój temat

Noblista w nim opisał

swój myślenia schemat

„Który skrzywdziłeś…“

zaczął wiersz słowami

i dał go wyryć na pomniku martwych

literami…

Tak to poeta cierpiał wraz z narodem

przy coca-coli w USA,

gdy naród cierpiał głodem…

I gdy niektórzy dali się zabijać

poeta wolał w USA dolary zbijać…

Więc dziękujemy CI POETO

za Nobla i twe wersy przeto…


 

Panie Adamie,

ależ z Pana geniusz

języka i myślenia!

Dzieła Pana, Mickiewiczu,

są nie do powtórzenia!

Wierszem opisał Pan życie

przyrodę, historię i ludzi…

Andrzej Wajda z aktorami

tych ludzi do życia zbudził…

Film wzrusza, porusza:

Pana Tadeusza

Zosię i Telimenę

Soplicę i Hrabiego,

Horeszkę i Gerwazego…

szlachtę i Moskali

Poeta ludzi ocalił

i krajobrazy cudne

od zapomnienia!

O Mickiewiczu i Wajdo,

dziękuję za te uniesienia

za te obrazy i słowa

które po latach

trafiają do mnie od nowa..


 

Überstund‘ hat Gold im Mund…

Du stirbst früher ungesund…

Du stirbst reicher um die Zeit,

die dich vom Leben befreit

Du schaffst und schaffst und schaffst,

um zu kaufen, was du nicht brauchst….


Meine Übersetzung:

Wśród nocnej ciszy

In der kleinen Scheune singt ein Engel laut,

kommt alle Hirten, Gottes Sohn ist da

Macht euch alle auf den Weg,

nach Bethlehem gehet schnell,

Gottes Sohn ist da

Sie fanden Jesus in der kalten Nacht,

Maria und Josef, sie haben gewacht,

neben ihrem Gottes Sohn,

Er wird König auf dem Thron

in der ganzen Welt

Gegrüßt sei Jesus, Gott und Messias,

lange erwartet, bist du endlich da!

Auf dich haben lang gewartet Könige

und du bist heute uns hier erschienen

 

Przybieżeli do Betlejem

Meine Übersetzung,

Nach Bethlehem sind gekommen die Hirten,
wollen Jesus und Maria bewirten

Glücklich sind alle Menschen,
glücklich sind alle Menschen
Frieden bringt Gottes Sohn

Alle haben voller Demut gegrüßt
die Maria und das Baby Jesus Christ
Glücklich sind alle Menschen…..

Selbst der Engel hat die Botschaft kund gemacht,

dass Maria neben Jesus glücklich wacht ,

Glücklich sind alle Menschen….

Nach Bethlehem kamen auch 3 Könige
legten Gaben vor die heilige Wiege, Glücklich….

Jesus Christus als Messias begrüßten,
der die Menschen auf der Erde wird trösten


 

Cudowne miejsce spokoju i mocy

poświęcone Matce Bożej

Przy jej obrazie Ojciec Założyciel

czuwa o każdej porze…

Siostry Maryi posługują wiernym

w tym Ogrodzie Pana

Od kiedy znam to miejsce

jestem w nim zakochana

Mała kaplica i kościół wśród zieleni

tak Ojciec Josef Kentenich

Vallendar w Boży ogród zmienił…


Trzeba nie mieć wyobraźni, by uwierzyć,

że 32 osoby można jedną miarką mierzyć

że 32 osoby myślą, robią i to samo wiedzą

NIE: 32 osoby – zapytane – na 32 sposoby odpowiedzą

Trzeba nie mieć wyobraźni, by wymyślić

że 32 osoby w jednej formie, jednej myśli!

Wychowawcy polecam więc pomyśleć

nim 32 osoby razem na wycieczkę wyśle…


Familienoper

Die Musik?

Nicht zu empfehlen!

Soll sie alle Seelen quälen?

Wie sie meine hat gequält?

Eine Oper?

Wo die Melodie fehlt?

Lauter Klänge – grauenvoll!

Jemand findet das ganz toll?

Jede Menge seltsame Klänge…

Furchtbar für die Kinderohren…

auch Erwachsene erfroren..

bei den Lauten eines Irren,

der Musik will imitieren…

Eine Oper?

Danke, nein.

Das ist kein Geschmack, nicht mein.


Urodzi się taki i żyje!

Co zrobić, skoro go ziemia nosi?

Pomożesz mu – nie podziękuje,

narozrabia, to nie przeprosi!

Zrobi błąd – udaje, że to nie on,

chciałoby się powiedzieć:

WON!

Ale nie da się tak wszystkich

przepędzić…

Więc będą tu jeszcze długo mendzić..,

że to nie oni, nie ich wina…

We wszystkim leży inna przyczyna…

Urodzi się taki i żyje!

Kiedyś jego też ziemia przykryje…

 


Przyjęto ich w Palestynie

lecz nie przyjęto wszystkich

Nie było pieniędzy czy miejsca

dla ciebie i twoich bliskich

Dla ciebie było miejsce w wagonie

do Auschwitz i do Treblinki

więc spakowałeś książki

i rzeczy swojej rodzinki

Nie było tego już wiele

przecież już większość straciłeś

I tej Treblinki z rodziną

niestety też nie przeżyłeś…

W sumie co za różnica

umrzeć w Getcie czy po ciężkiej podróży?

Przecież wycieczka do Treblinki

męczyła wszystkich dłużej…

A tu masz pokój nieduży,

tu przyjdą i nas zabiją…

żandarmi w imię Boga

z długą aryjską szyją…

I tak czy siak – my do nieba…

Którędy? Wszystko jedno…

I tylko na widok żandarmów

poliki jakoś bledną…

I mnie i tobie kochana…

Trzymajmy się za ręce

za to że umieramy razem

Diabłu czy Bogu w podzięce…


 

Wie ist es?

Hoffen und die Hoffnung immer wieder verlieren…?

Nach einem Vulkanausbruch der Gefühle

GLÜCK, LUST FEUER…

plötzlich wieder alleine frieren…

Nach einem Lebenskuss

wieder ein Todesschuss…

Trzeba nie mieć wyobraźni, by uwierzyć,
że 32 osoby można jedną miarką mierzyć
że 32 osoby myślą, robią i to samo wiedzą
NIE: 32 osoby – zapytane – na 32 sposoby odpowiedzą
Trzeba nie mieć wyobraźni, by wymyślić
że 32 osoby w jednej formie, jednej myśli!
Wychowawcy polecam więc pomyśleć
nim 32 osoby razem na wycieczkę wyśle…

Ich bin aus
nicht eingeschaltet
ich leuchte nicht mal auf standby
meine Liebe ausgeschaltet
jede Freude längst vorbei… 
Ich bin aus
und hoffe, dass
jemand kommt und ändert das
Bitte schalte mich doch ein
es ist einsam so allein…
Es ist kalt und langweilig…
Warum hast du es nicht eilig?
Ich bin aus
ich bin ganz kalt…
Und so werde ich auch alt…
Ich bin ruhig
nur ein Plus…
Ändern könnte es dein Kuss…

Bóg to widzi, wszystko wie
On zna ciebie i zna mnie
każdy smutek, każdy śmiech
każde dobro, każdy grzech
Rób co chcesz, pamiętaj o tym 
tylko Bóg ci życie da
i umrzeć da z powrotem…

Jedno mądre, a drugie złe
jedno aniołem, a drugie okrutne
życie piękne bywa często smutne

Tęsknię do ciebie
stolico mojej młodości
mojego szczęścia, radości, miłości
Tęsknię do ciebie stolico mojej tęsknoty
gdzie polskie domy i polskie stoją płoty
gdzie polski język cię wita, pozdrawia i żegna
gdzie polski ksiądz cię po polsku przeżegna…

 

Tyle marzeń nieopisanych
tyle życzeń, tylko TOBIE znanych
na deptaku myśli niesłyszanych
Tyle problemów i tyle radości
na deptaku samotności i miłości
Na deptaku tego świata
pewnego słonecznego dnia lata
gdzie na spacer wyszli ludzie:
dziecko, mama, tata
koleżanki, koledzy, znajomi
Na deptaku myśli niezgadnionych
Bo ich myśli wolne są jak dusza
a czyjś problem mało kogo wzrusza
Na deptaku ktoś z problemem prosi
o dwa złote albo jeden grosik
Lecz pogoda nie sprzyja proszącym
chociaż dzień słoneczny, gorący…
Większość przechodzi bez zbytniej litości
dla samotnych i niedokarmionych
na deptaku gości…

 

Meine Seele ist erschöpft
ich kann es kaum noch ertragen
meine Knochen Tag und Nacht
dabei zu tragen…
Ich möchte sie nicht mehr haben
ich möchte sie nicht mehr besitzen
Ich möchte mit meiner Seele
einfach davon flitzen…

Trudno to życie wytrzymać
czasami trzeba się napić
Ważne, by szybko przestać
Źle jest ten moment przegapić
Gdyż grozi to nieuchronnie 
utratą zdrowia i życia
albo conajmniej środków
do codziennego przeżycia….
Zaczynasz od kilku kieliszków
kończysz na litrach kilku
Ale nie zauważasz,
że już po kapturku i wilku…
Przepiłeś pół życia bez sensu
zostałeś królem nonsensu….

Na święta:
Uwierz w to, co dobre
uwierz, w co prawdziwe
uwierz, w co jest mądre
i co sprawiedliwe
Uwierz w to, co Bóg
obiecuje w Biblii
nie za byle co –
za życie w religii

So viele Kinder sterben
eines grausamen Todes
Heute noch wie damals
holt sie der Herodes
Das Leiden nimmt kein Ende
für Hunderte, für Tausende….

 

Katole to głupole
bo wierzą w Boga
– nie w Paolę!
Chociaż Paola ta
tłumaczy im jak trza,
że Boga gdzieś tam ma…
Nie zagrzmiał nawet
choć grzeszyła
już od najmłodych lat…
Czy Pan Bóg ślepy jest
na Loli grzeszny świat?
Czy może – po prostu
na nią patrzeć (już) nie może….?

Żyję pod postacią człowieka
który czeka, czeka i czeka…
Czeka każdego dnia
na miłość, którą dobrze zna…
Pod postacią niejednego człowieka, 
który tak samo czeka i czeka…

A to czekanie boli czasami,

szczególnie, gdy zbyt długo sami….

Bo bez miłości życie ucieka,
dłużąc się jak bez końca rzeka…

A my płyniemy oddzielnie pod prąd,

aż Bóg nas zabierze stąd…

—————

 

Botox sobie już wstrzyknęła
szkoda, że nie może wstrzyknąć
rozumu
Z rozumem byłoby jej do twarzy
O rozumie może sobie 
tylko pomarzyć…

 

Cóż, nawet poeta
spłodził córki dwie
Jedna pisze:
Dziękuję za dobre słowa
Druga: katole piszą mi same słowa złe….
Jedna ma uśmiech szczery
Druga ma … do kamery…
Jest jeszcze jeden brat
Ciekawy jest ten świat!
Brat gra na pogrzebie Taty
zapewnia, że Tacie wesoło,
ponieważ nie musi oglądać
rodzinki, co stoi w około…
Spotkał on swego Tatę
by wiecznie z nim żyć
jak brat z bratem…

 

 Dusza trzyma się ciała
dopóki ciało działa
lecz gdy ciało umiera niezdrowe
duszy potrzebne ciało nowe
Po śmierci – do życia wiecznego 
potrzeba ci kogoś drugiego…

Kiedy ciebie tutaj nie ma

zapominam, żeś tu był

cały czas się kręci ziemia

a po tobie został pył

Pył z papierosa w popielniczce

czerwona wstążka na doniczce

tortu pozostawiony kęs

i kilka łez wśród moich rzęs

Ręcznik użyty tylko raz

skradziony komuś dla nas czas

wspólna kolacja, wspólna noc

i naszych marzeń wielka moc…

Bo kiedy ciebie tutaj nie ma

już zapominam, żeś tu był

gdy cały czas się kręci ziemia

Po tobie został tylko pył…

Odszedłeś gdzieś bez ostrzeżenia,
zniknąłeś jak po burzy błysk,
A ja wciąż tęsknię bez wytchnienia,
czytam od nowa każdy list…

Przecież się znowu zobaczymy

raz jeszcze miłość zacznie się

tęsknota znajdzie ukojenie

aż znowu znikniesz Bóg wie gdzie…

Bo kiedy ciebie tutaj nie ma

już zapominam, żeś tu był

gdy cały czas się kręci ziemia

Po tobie został tylko pył…

(muzykę też mam do tego, jakby co…)

 

 

dwoje ludzi
siebie nie pewnych
tonie w spojrzeniach rzewnych
z nadzieją na „dobry trunek“…
PIERWSZY POCAŁUNEK
Lecz pocałunek
gdy minie rok i dzień
przeradza się w
ZŁY SEN….

 

śmierć gasi światła w mieszkaniu
zapala lampki na grobie
kładzie wieńce i kwiaty
i zapomina wraz z innymi
o tobie…

 

Muszę udawać co dzień

że jest mi dobrze, że moje życie

to nie codzienny pogrzeb

moich marzeń i moim oczekiwań

że to nie ciągły ciąg „przegrywań“

straconych mężów i mężczyzn ukochanych

straconych dzieci i dzieci niepoznanych

ciąż urojonych i tych wyskrobanych

ciąż urodzonych – i tu wiele szczęścia

choć bez mężczyzny z boku i zamęścia…

Kobiety życie bywa też niestety

życiem zupełnie innej twarzy niż tapety…

 

Diabeł ubiera się w różne stroje
czasami jest ich dwóch, dwie czy dwoje…
Diabeł nie ma ulubionej szaty
choć woli ubranie nowe niż w stare łaty…
Diabeł wygląda różnie, mówi różnymi językami
ale ma cechy wspólne: kłamie, kłamie, kłamie…
oszukuje, naciąga, wykorzysta…
Dasz mu stówę, on poprosi o trzysta…
Diabeł może być mężczyzną lub kobietą
gdy ją lub jego spodkasz – uważaj przeto…
Diabeł zrobi wiele, by osiągnąć własne cele
czasami bywa, częściej go nie ma w kościele…
Diabeł udaje anioła i chwali się chętnie sam
udając, że to skromność i bardzo dziękuje wam…
Diabeł was zmanipuluje, myślicie, jaki to skarb!
Zrobi wszystko, by na was zarobić,
choćby wyrósł wam garb!
Sprzeda wam książkę na temat,
bo na temacie się zna,
sam miał już garba, a z książką,
garb zniknął mu raz, dwa…

 

Nie ma cenzury!
Każdy może pisać bzdury
cieszyć się sławą
na lewo i prawo
brać za gówno pieniądze
na wszystkie swe rządze…
Bez opamiętania
występować, radzić i nakłaniać
Wolność słowa
dla każdego kretyna
czy każdej kretynki
która robi ładne, „mądre“ minki
Poza tym wielu rzeczy nie rozumie
Ale kto się zorientuje
w takim tłumie

Większość ludzi
kocha tylko dzieci własne
i tyle
Od dzieci innych ludzi
woli psy, koty czy motyle…

 

TO BEE OR NOT TO BE!

 

Jeśli jesteś w potrzebie, mało kto ci pomoże. Jeśli jest bardzo źle – może być tylko jeszcze gorzej… :/

 

Pełni szczęścia
rzadko w życiu zaznasz…
Nie masz dzieci,
gdy pieniędzmi szastasz…
Nie masz forsy,
gdy z dzieckiem sama
bez pomocy
I nie masz wtedy męża,
by przytulić się
do niego w nocy…

Nie masz przyjaciół i nie masz rodziny,

do dziecka robisz sama słodkie miny…..

Gdy pracę znajdziesz upragnioną

i wrócisz do ojczyzny i na rodziny łono,

to miną dwa albo trzy lata

i już umarli twoja mama i twój tata…

W dodatku tracisz pracę i w depresji

powracasz do samotnej swej posesji…

Gdzie płaczesz sama i bez gości

w tej całkiem nowej z dzieckiem samotności….

Choć szlak cię trafia i bierze cię cholera,

zaczynasz nowe życie na zasiłku znów od zera…

 

Połączenie obu ciał
biorę to,
co ty żeś miał
Aby powstał już ktoś trzeci
Tak się robi 
DROGIE DZIECI

 

Zobacz,
na niebie słońce i chmury
tęskni za tobą Pałac Kultury
A ty za jakąś górą i rzeką
nie wrócisz prędko 
bo za daleko
Bilet za drogi, pieniędzy mało
na Zachód ci się wyjechać chciało…
Niejedno życie się zmarnowało…
Niejedno życie powstało….

 

Krótkie są chwile szczęścia
i chwile radości
wśród okrzyków rozpaczy
i okrzyków złości
Krótkie są chwile szczęścia 
i niezapomniane
Pocałunki z tobą wieczorem,
nad ranem…

Z tobą za rękę na moście
i z tobą za rękę przez miasto
Jak rodzynki, wrzucone
w takie sobie ciasto….

Jak rozmowy bez głosu,
zapatrzone oczy,
krótkie są chwile szczęścia,
a życie się toczy…

Wie ist es?
Hoffen und die Hoffnung immer wieder verlieren…?
Nach einem Vulkanausbruch der Gefühle
GLÜCK, LUST FEUER…
plötzlich wieder alleine frieren…
Nach einem Lebenskuss
wieder ein Todesschuss…

Panie, daj mi wytrzymać
to wszystko
To smutne i okrutne widowisko
przez sto lat…
Ten podły, zakłamany świat 
pełen wad
Gdzie twój najbliższy często
to twój kat
Ojciec, matka, siostra,
syn, córka, żona,
mąż czy brat…

Macht euch bereit!
Es kommt die Winterzeit…
Es kommt die Weihnachtszeit…
Der Weihnachtsmann ist nicht mehr weit…
Macht euch bereit!
Es kommt die Winterzeit…

Modepolizei
Sie achtet auf jedes Detail
Sie hat ihre Boten
sie werden dich auslachen
sie werden dich verspotten
KAUF DIESE KLAMOTTEN!
Sie werden so lange warten
bis du kaufst
was sie erwarten
Sonst hast du schlechte Karten…

 

Młodość niesie zdrowe dziecko na rękach
szczęście i radość, nie udręka
Piękno karmi je własnym mlekiem
by dziecko stało się człowiekiem
życie troszczy się o życie
jak matka i ojciec
niesamowicie
Dzięki Ci Panie,
że dałeś im siebie nawzajem
na kilka chwil i lat
czasami zwanych Rajem